<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760</id><updated>2012-02-22T23:16:13.954+01:00</updated><category term='podsumowanie roku'/><category term='Dziennik'/><category term='Onet'/><category term='muzyka'/><category term='Kino'/><category term='konkurs'/><category term='your movie rocks/sucks'/><category term='Nowa Fantastyka'/><category term='książka'/><category term='imprezy'/><category term='komiks'/><category term='Filmweb'/><category term='artykuł-film'/><category term='Portal Filmowy'/><category term='seans bez powodu'/><category term='recenzja-film'/><category term='wywiad'/><category term='Film'/><category term='Zwierciadło'/><category term='Hiro'/><category term='horror'/><title type='text'>Kill All Movies</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>158</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-1687925874851202602</id><published>2012-02-22T12:37:00.000+01:00</published><updated>2012-02-22T12:37:39.911+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Diabelski deszcz - Misfits w Polsce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Legenda horrorpunka, amerykański zespół Misfits, zagra w niedzielny wieczór w warszawskiej Proximie. Koncert jest częścią światowej trasy promującej nowy krążek grupy, „Devil's Rain”. Będzie to drugi występ Misfits w Polsce.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-18G2_cotS3s/T0TS557iUHI/AAAAAAAAAWY/enR5ePTtigc/s1600/jerry+only.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://1.bp.blogspot.com/-18G2_cotS3s/T0TS557iUHI/AAAAAAAAAWY/enR5ePTtigc/s320/jerry+only.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Jerry Only - zdjęcie zrobiłem 05.09.2005 podczas koncertu w londyńskim klubie Underworld&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teksty inspirowane kiepskimi horrorami i tanimi filmami science-fiction, proste, acz chwytliwe melodie, szarpane bez wytchnienia struny, wpadające w ucho refreny, opadający na twarz kucyk zwany &lt;i&gt;devillock&lt;/i&gt; i charakterystyczna czaszka&amp;nbsp; zapożyczona ze starego serialu „The Crimson Ghost”, służąca za logo zespołu – oto Misfits. Założona w 1977 roku przez Glenna Danziga kapela, ochrzczona po ostatnim ukończonym filmie z Marilyn Monroe – „Skłóceni z życiem”, zapoczątkowała specyficzny kierunek w muzyce punkrockowej. Opierająca się na groteskowym, śmieszno-strasznym wizerunku i makabrycznych, ale niepozbawionych czarnego humoru tekstach grupa zainicjowała popularny nurt wśród wyspecjalizowanych w mocniejszej nucie słuchaczy – horrorpunk. I choć dzisiaj w zespole Danziga już nie ma, a w Misfits ostał się tylko jeden członek oryginalnego składu, basista i wokalista Jerry Only, szalone trio nadal potrafi wzniecić na scenie prawdziwy ogień. Obecnie partnerują mu Dez Cadena, były gitarzysta Black Flag, oraz nowy perkusista, Eric „Chupacabra” Arce z grupy Murphy's Law.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Misfits przetrwali ciężkie lata procesów sądowych o prawo do nazwy i muzycznego dorobku, liczne zmiany personalne oraz trudności z nagraniem nowych kawałków i wydaje się, że nareszcie zespół wyszedł na prostą. „Devil's Rain”, ich nowy album, który ukazał się we wrześniu ubiegłego roku, co prawda podzielił fanów, lecz okazał się komercyjnym sukcesem, rozchodząc się w sześciu tysiącach egzemplarzy w ciągu pierwszego tygodnia sprzedaży. To pierwsza od 1999 roku płyta Misfits z całkowicie oryginalnym materiałem. Polska publiczność będzie mogła przekonać się na żywo, czy warto było czekać dwanaście lat.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Tekst pochodzi z piątkowego wydania &lt;a href="http://www.dziennik.pl/"&gt;"Dziennika"&lt;/a&gt; (24.02.2012).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-1687925874851202602?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/1687925874851202602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/diabelski-deszcz-misfits-w-polsce.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1687925874851202602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1687925874851202602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/diabelski-deszcz-misfits-w-polsce.html' title='Diabelski deszcz - Misfits w Polsce'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-18G2_cotS3s/T0TS557iUHI/AAAAAAAAAWY/enR5ePTtigc/s72-c/jerry+only.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6090255868259314795</id><published>2012-02-20T18:27:00.004+01:00</published><updated>2012-02-21T14:04:51.343+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seans bez powodu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Seans bez powodu: "Megan Is Missing"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj w &lt;b&gt;seansie bez powodu&lt;/b&gt; "Megan Is Missing" - film, o którym mogę powiedzieć: &lt;i&gt;not just another mockumentary.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Ndhenrc8HSE/T0J_DJ3lzeI/AAAAAAAAAWI/ADK5UiisH_0/s1600/Megan-is-Missing-DVD-Artwork.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-Ndhenrc8HSE/T0J_DJ3lzeI/AAAAAAAAAWI/ADK5UiisH_0/s320/Megan-is-Missing-DVD-Artwork.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Tytułowa Megan to rozrywkowa czternastolatka, istny koszmar każdego rodzica, liberalnie podchodząca do spraw seksu i używek. Niewykluczone jednak, że to w dużym stopniu jedynie wymyślona przez nią poza - dziewczyna nie potrafi należycie komunikować się z rzeczywistością; jak bodaj każda nastolatka ma się za skrzywdzoną przez dorosłych jednostkę. Tę swoistą rysę próbuje zakleić, przyjaźniąc się ze swoim całkowitym przeciwieństwem, rok młodszą Amy, "ofiarą" seksualnej wstrzemięźliwości  i przedwczesnej dojrzałości emocjonalnej, której beztroskie lata mijają na bezowocnej walce ze szkolnym ostracyzmem. Dziewczyny żyją w idealnej symbiozie, bowiem są od siebie zależne - Megan widzi w Amy koło ratunkowe, którego się chwyta, podświadomie chcąc wydostać z pustego świata rówieśników z podwórka; Amy zaś zdaje sobie sprawę, że tylko znajomość z Megan pomoże jej odbić się od dna szkolnej hierarchii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Megan Is Missing" to zapis niekończących się rozmów nierozłącznych koleżanek, rejestrowanych za pośrednictwem telefonów komórkowych i internetowych kamer. Megan i Amy dzielą się wszystkim, rozprawiają o chłopcach i rodzicach - bo do tego, w sporym stopniu, ogranicza się ich nastoletni świat - aż wreszcie to kruche status quo burzy trzecia strona, legitymujący się nickiem "Josh" młody mężczyzna poznany na internetowym czacie. Gdy umówi się na rendez vous z Megan, spełni się proroctwo z tytułu, dziewczyna zniknie, a Amy poświęci się poszukiwaniu zaginionej przyjaciółki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza część filmu buduje psychologiczne tło, dopiero w drugiej połowie "Megan Is Missing" wędruje w rejony charakterystyczne dla kina gatunkowego. Internetowe rozmowy zostają zastąpione przez fragmenty wieczornych wiadomości, w których widz jest informowany o postępach policji, ogląda rekonstrukcję porwania Megan, materiały nagrane przez kamery przemysłowe, a wreszcie film zarejestrowany przez zwyrodnialca polującego na nastolatki. Michael Goi nie stroni od brutalnych obrazów (ze względu na trzyminutową, nakręconą w jednym ujęciu scenę gwałtu film został zakazany w Nowej Zelandii) i momentami posuwa się do sensacyjnej skrajności na rzecz podniesienia atrakcyjności widowiska, lecz "Megan Is Missing" nie traci z pola widzenia opowiadanej historii. A rzecz to wstrząsająca, bo ułuda &lt;i&gt;prawdziwości&lt;/i&gt; tego spektaklu jest zainscenizowana niemalże perfekcyjnie. Niech ten film posłuży za, bądź co bądź truistyczną, przestrogę, gdyż w dobie komunikacji elektronicznej nigdy nie można być pewnym, kto siedzi po drugiej stronie monitora. I nie jest to dydaktyzm dla nastolatków ani naśladownictwo naiwnej kampanii społecznej, ale sugestywne wołanie o zdrowy rozsądek.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6090255868259314795?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6090255868259314795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/seans-bez-powodu-megan-is-missing.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6090255868259314795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6090255868259314795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/seans-bez-powodu-megan-is-missing.html' title='Seans bez powodu: &quot;Megan Is Missing&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Ndhenrc8HSE/T0J_DJ3lzeI/AAAAAAAAAWI/ADK5UiisH_0/s72-c/Megan-is-Missing-DVD-Artwork.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3123974518337685682</id><published>2012-02-17T10:38:00.002+01:00</published><updated>2012-02-18T15:43:21.641+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Dennis Lehane i jego neo-noir</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z prozą Dennisa Lehane'a spotkałem się stosunkowo późno, mając już za sobą wszystkie nakręcone do tej pory ekranizacje jego powieści. Ba, oglądając "Wyspę tajemnic", nie skojarzyłem, że ten sam facet odpowiedzialny był za materiał literacki, na podstawie którego Ben Affleck zrealizował "Gdzie jesteś, Amando?". Z gorliwością neofity zgłębiam więc kolejne książki bostońskiego pisarza i aż mi głupio, że zabierając się za lekturę "Ciemności, weź mnie za rękę", nie zorientowałem się, iż mam do czynienia z parą detektywów, którą spotkałem już we wspomnianym filmie Afflecka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_YNNLjK8BUo/Tz4dVbe4hXI/AAAAAAAAAWA/oFOWhCiwDNU/s1600/Pulapka-zza-grobu_Dennis-Lehane,images_big,1,978-83-7648-981-0.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-_YNNLjK8BUo/Tz4dVbe4hXI/AAAAAAAAAWA/oFOWhCiwDNU/s320/Pulapka-zza-grobu_Dennis-Lehane,images_big,1,978-83-7648-981-0.jpg" width="220" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Lehane odniósł niemały sukces za sprawą liczącej sześć tomów serii kryminałów o Patricku Kenziem i Angeli Gennaro, dwójce prywatnych detektywów działających w podejrzanych robotniczych dzielnicach Bostonu. Fabuły rozpisywane przez Amerykanina nie są szczególnie odkrywcze, co jednak wcale nie ujmuje im atrakcyjności. Prawdziwym jego atutem jest bowiem stereotypowa, przerysowana charakterystyka pary bohaterów, która udanie kontrapunktuje poważny ton powieści. Ponadto Lehane nie owija w bawełnę, jego proza opowiada o ludziach, którzy ugrzęźli w mule moralnego dna, a do poruszanych tematów społecznych podchodzi uczciwie. No i nie gra na jednej nucie, jego historie są zróżnicowane - w pierwszym tomie "Wypijmy, zanim zacznie się wojna" mamy do czynienia z wojną gangów na tle rasowym, w "Ciemności, weź mnie za rękę" chodzi o wyjątkowo brutalnego, seryjnego mordercę, a w "Pułapce zza grobu" znika córka zamożnego biznesmena. Niejednokrotnie to fasada, bowiem Lehane prawdziwie zainteresowany jest pytaniami o granicę obywatelskiej wolności czy relatywizm moralny (ciekawostka: w tym kontekście Kenzie przyrównuje jedną z prowadzonych spraw do "Rashomonu" Kurosawy). Dla mnie, jako wielbiciela kina noir, interesująca jest także rozpoznawalna dla każdego miłośnika czarnego kryminału atmosfera tych książek, i tak naprawdę, wbrew temu, co napisałem w tytule wpisu, mało jest w niej &lt;i&gt;neo&lt;/i&gt;. I tutaj upatrywałbym wielkości tych książek, gdyż Lehane w wyborny sposób buduje pomost pomiędzy dziedzictwem takich pisarzy jak Raymond Chandler czy Dashiell Hammett, a współczesną, pełną nihilizmu literaturą kryminalną.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3123974518337685682?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3123974518337685682/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/dennis-lehane-i-jego-neo-noir.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3123974518337685682'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3123974518337685682'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/dennis-lehane-i-jego-neo-noir.html' title='Dennis Lehane i jego neo-noir'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-_YNNLjK8BUo/Tz4dVbe4hXI/AAAAAAAAAWA/oFOWhCiwDNU/s72-c/Pulapka-zza-grobu_Dennis-Lehane,images_big,1,978-83-7648-981-0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-4292010988135870585</id><published>2012-02-15T12:31:00.002+01:00</published><updated>2012-02-15T12:34:58.230+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Spadkobiercy"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przedpremierowa edycja &lt;b&gt;tygodnia w kinie&lt;/b&gt; - "Spadkobiercy" na ekranach dopiero w piątek, a ja już dzisiaj prezentuję tekst na temat nominowanego do Oscara filmu Alexandra Payne'a. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PNdZ2y7cj9o/TzuXVhngicI/AAAAAAAAAV4/vYe2EOV3qqc/s1600/spadko.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-PNdZ2y7cj9o/TzuXVhngicI/AAAAAAAAAV4/vYe2EOV3qqc/s320/spadko.jpg" width="219" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Spadkobiercy (8/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dotychczas George Clooney częściej rozwiązywał problemy innych – przez wiele lat w telewizji jako doktor Doug Ross w serialu „Ostry dyżur”, potem, już na dużym ekranie, wcielając się w komiksowego superbohatera, żołnierza sił pokojowych czy płatnego zabójcę. Teraz, w „Spadkobiercach” Alexandra Payne'a, musi uporać się z własnymi dylematami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matt King, wzięty adwokat w średnim wieku, jest w prostej linii potomkiem jednego z pierwszych białych właścicieli ziemskich na Hawajach. Dziedziczony w jego rodzinie z pokolenia na pokolenie dziewiczy kawałek wyspy Kauai stanowi atrakcyjny kąsek dla przedsiębiorców chcących wybudować tam nowoczesne centrum hotelowo-rozrywkowe. I choć ostatnie zdanie w temacie sprzedaży należy do Matta, na jego podpisie skorzystają również niezliczeni kuzyni, którzy, pod wodzą natarczywego Hugh, starają się przekonać mężczyznę o słuszności wybranego rozwiązania. Z pozoru łatwa, bo finansowo niezwykle korzystna decyzja spada w hierarchii priorytetów Matta na dalszy plan; mężczyzna boryka się w tym samym czasie z kryzysem osobistym – jego żona Elizabeth, po poważnym wypadku na motorówce, leży w śpiączce. Przez ostatnie lata to ona zajmowała się domem i ich dwiema córkami, nastoletnią Alex i młodszą Scottie. Teraz obowiązek ten spada na Matta, a będzie to ciężki oddech do zgryzienia, gdyż jego więź z dziećmi dawno już osłabła i będzie musiał zbudować ją na nowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W filmie Payne'a wszystkie te kwestie są ze sobą nierozerwalnie powiązane i nawet wybory pozornie niemające ze sobą wiele wspólnego muszą być przemyślane, aby wszystko nie runęło jak domek z kart. Matt usilnie poszukuje stałego gruntu, punktów zaczepienia, bo nagle przychodzi mu pożegnać się ze wszystkim, co znał i brał do tej pory za pewnik. Na domiar złego dowiaduje się, że Elizabeth miała romans z miejscowym handlarzem nieruchomości, w którym zdążyła się zadurzyć. Zanim więc odłączy żonę od aparatury podtrzymującej życie, postanowi powiadomić mężczyznę, że ma ostatnią szansę na pożegnanie z kochanką. Matt zaczyna rozumieć relacje rządzące światem, mieszankę przypadków, zbiegów okoliczności i świadomych, rozważnych działań – wszystko ma wpływ na kształtującą nas rzeczywistości. On i jego córki są tytułowymi spadkobiercami, a ich dziedzictwem, łącznikiem ze starymi, niezmiennymi Hawajami, jest przeznaczona na sprzedaż ziemia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Spadkobiercy” to dzieło z perfekcyjne napisanym, inteligentnym scenariuszem, pod pozorem prostoty nienachalnie szmuglującym rozbudowane problemy, z którymi mierzą się złożone, wiarygodnie skonstruowane postacie. Wybory, przed którymi staje Matt, nie dzielą się na dobre i złe, tak jak nie ma w filmie czarnych i białych charakterów. Tutaj wszyscy, nawet zdradzający swoją kochającą i dobroduszną żonę Brian Speer, grubiański i niesprawiedliwy w ocenie swojego zięcia ojciec Elizabeth czy Hugh, wspomniany już kuzyn Matta chcący zarobić na sprzedaży ziemi, to zwyczajni ludzie, przytłoczeni przez codzienne problemy. I to właśnie ten ludzki wymiar „Spadkobierców”, emocjonalna bliskość tego spektaklu świadczy o jego szczerości i braku wydumania. Jak przestrzega zresztą sam Matt King, niech nikogo nie zwiedzie hawajski krajobraz, waga pewnych decyzji tak samo przygniata każdego, niezależnie od długości i szerokości geograficznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Spadkobiercy” otrzymali aż pięć oscarowych nominacji, w tym za najlepszy film i reżyserię, oraz główną rolę męską dla George'a Clooneya, o którym mówi się ostatnio głównie ze względu na kontekst polityczny w kilku jego ostatnich filmach. Występ u Payne'a daleki jest od spektakularności, to rola wyciszona i oszczędna. Nietrudno jednak odgadnąć, co mogło kierować Akademią przy wyborze – film potrzebował aktora inteligentnego, który swoją grą będzie w stanie oddać wielość emocji buzujących w bohaterze „Spadkobierców”, a jednocześnie powstrzyma się od szaleńczych szarż, aktora o wielu odcieniach subtelności, aktora powściągliwego. Powszechnie wiadomo, że Akademia lubi nagradzać aktorów, którzy odcinają się od swojego zwyczajowego emploi, a przecież rola Matta Kinga wcale nie kontrastuje znacząco pod kątem warsztatowym z poprzednimi dokonaniami Clooneya. Czy mimo tego jury doceni jego kreację, dowiemy się już w następny weekend, podczas tegorocznej ceremonii rozdania Oscarów.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Recenzja pochodzi z piątkowego wydania &lt;a href="http://www.dziennik.pl/"&gt;"Dziennika"&lt;/a&gt; (17.02.2012).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-4292010988135870585?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/4292010988135870585/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/tydzien-w-kinie-spadkobiercy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4292010988135870585'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4292010988135870585'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/tydzien-w-kinie-spadkobiercy.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Spadkobiercy&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-PNdZ2y7cj9o/TzuXVhngicI/AAAAAAAAAV4/vYe2EOV3qqc/s72-c/spadko.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-4954082361405761892</id><published>2012-02-13T13:05:00.000+01:00</published><updated>2012-02-13T13:05:37.665+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kino'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>"Gwiezdne wojny" po raz trzeci... sprzedane!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Gwiezdne wojny” to popkulturowy fenomen bez precedensu. I choć w zestawieniu najbardziej kasowych serii filmowych wszech czasów znajduje się dopiero na miejscu trzecim (za ośmioma odcinkami przygód Harry'ego Pottera i cyklem z Jamesem Bondem), trudno chyba o lepszy symbol kinematograficznego kultu. Choć jednak samo pojęcie kina kultowego jest niezwykle elastyczne i wymyka się próbom zdefiniowania, co do wyjątkowego statusu filmów George'a Lucasa wątpliwości mieć nie wolno. Na przestrzeni ponad trzydziestu lat od premiery pierwszej części („Nowa nadzieja” w 1977 roku) zbudowano niekończące się teorie, mniej lub bardziej prawdziwe, na temat charakteru dzieła – szukano, zresztą nie bez słuszności, inspiracji w „Ukrytej fortecy” Kurosawy czy też pracach Josepha Campbella, specjalisty w dziedzinach mitologii i religii komparatywnej, autora teorii monomitu, na podstawie której Lucas miał zbudować fabułę gwiezdnej sagi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xpAzfWVIIA8/Tzj8eqpUU6I/AAAAAAAAAVw/EQuPo2gfEZo/s1600/Star-Wars-Characters.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="218" src="http://3.bp.blogspot.com/-xpAzfWVIIA8/Tzj8eqpUU6I/AAAAAAAAAVw/EQuPo2gfEZo/s320/Star-Wars-Characters.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj wydaje się, że nie ma kąta, do którego obdarzony niezwykłym zmysłem marketingowym George Lucas by nie zajrzał, i odnogi przemysłu mediowego, której by nie opanował – jego „Gwiezdne wojny” dawno już wykroczyły poza kinowe terytorium, a produkty uboczne popularnej serii przyćmiły i zepchnęły na drugi plan produkt podstawowy. Filmy zaczęły pełnić rolę flagowych okrętów rozwijanej i umacnianej przez lata marki; trampolin, dzięki którym stało się możliwe wypromowanie całej gamy towarów z atrakcyjnym logiem. „Gwiezdne wojny” nie funkcjonują już w zbiorowej świadomości jako kinowy cykl, ale potężna machina, która wypluwa z siebie zabawki, książki, komiksy i gry komputerowe. Filmy zaczęły pełnić rolę podrzędną, czysto marketingową, stały się częścią zintegrowanej kampanii promocyjnej, mającej za zadanie wygenerować jak największe zyski ze sprzedaży całej gamy gadżetów. Ale to może nie do końca sprawiedliwy osąd, bo przecież trzy pierwsze filmy w serii składają się na bodaj najpiękniej opowiedzianą baśń w historii kinematografii, niepozbawioną sporej wartości artystycznej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg artykułu w lutowym numerze magazynu &lt;a href="http://kino.org.pl/"&gt;"Kino"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-4954082361405761892?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/4954082361405761892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/gwiezdne-wojny-po-raz-trzeci-sprzedane.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4954082361405761892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4954082361405761892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/gwiezdne-wojny-po-raz-trzeci-sprzedane.html' title='&quot;Gwiezdne wojny&quot; po raz trzeci... sprzedane!'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-xpAzfWVIIA8/Tzj8eqpUU6I/AAAAAAAAAVw/EQuPo2gfEZo/s72-c/Star-Wars-Characters.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6273313602126274992</id><published>2012-02-10T09:52:00.004+01:00</published><updated>2012-02-10T10:27:29.604+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Artysta", "Gwiezdne wojny: Mroczne widmo", "Rammbock"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj na ekrany wchodzi kilka filmów walczących o Oscara, ja recenzuję jeden z nich - mojego osobistego faworyta, "Artystę" Haznaviciusa. Ponadto kilka słów o ponownie wprowadzonych do kin "Gwiezdnych wojnach: części pierwszej" oraz całkiem niezłym &lt;i&gt;zombie movie&lt;/i&gt; "Rammbock. Berlin Undead".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-P69RoiflNDk/TyAxCGyE1bI/AAAAAAAAAUY/IR9e3iJSqVw/s1600/artist.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-P69RoiflNDk/TyAxCGyE1bI/AAAAAAAAAUY/IR9e3iJSqVw/s1600/artist.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Artysta (9/10)&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po premierze "Artysty" w Wielkiej Brytanii sieć kin Odeon otrzymała od kilku oburzonych widzów prośbę o zwrot pieniędzy wydanych na bilet. Powód był prozaiczny – niedzielni kinomani nie byli świadomi, iż film Michaela Haznaviciusa to obraz niemy, czarno-biały i wyświetlany w mniejszym niż standardowy formacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można powyższą sytuację skwitować rozbawionym parsknięciem, ale wolno też zapytać, po co francuski reżyser, w dobie efektów specjalnych ograniczanych chyba tylko przez ludzką wyobraźnię, kręci rzecz na pierwszy rzut oka archaiczną, korzystającą z rozwiązań formalnych dawno już przez kino zarzuconych? Wydawać by się mogło, że to tylko kokieteria, a "Artysta" jest swoistym kuriozum, które ma zwrócić na siebie uwagę, a swój cel realizuje bezbłędnie – film Haznaviciusa zgarnął już trzy Złote Globy i ma szansę na co najmniej kilka Oscarów. Ale to nieprawidłowy wniosek, bowiem "Artysta" nie jest cyniczną błyskotką bezczelnie naśladującą minione, żerującą na nostalgii i sentymentach. To nie żadna kserokopia – film ten nie mógłby bowiem powstać w roku 1927, gdyż jest to kino samoświadome i autotematyczne, dopiero po latach można ocenić wagę i wpływ pewnych przemian w sztuce, i choć o przełomie dźwiękowym, dokonującym się właśnie w okresie, w którym osadzona jest akcja "Artysty", nakręcono już niejedną produkcję, mało komu udało się to z takim kunsztem jak Haznaviciusowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reżyser nieprzypadkowo wybrał konwencję melodramatu – to ona jest bodajże najbardziej reprezentacyjna dla kinematografii amerykańskiej tamtego okresu. Na przestrzeni kilku lat obserwujemy zagmatwane i burzliwe losy pary bohaterów – wielkiej gwiazdy niemych filmów George'a Valentina (charyzmatyczny, dysponujący niesamowitym magnetyzmem aktor Jean Dujardin wystylizowany na króla Hollywoodu Clarka Gable'a) i początkującej aktoreczki Peppy Miller (która z czasem przeistoczy się w pierwszą flapperkę kina). Dla niego jest to powolny zmierzch kariery, bowiem wielkie studia przestawiają się stopniowo na filmy dźwiękowe; dla niej to okazja, aby sięgnąć po wymarzoną sławę. Valentin, podobnie jak niegdyś sam Charlie Chaplin, odmawia pogodzenia się z nieuchronnym, nie chce zaakceptować dokonującej się na jego oczach rewolucji, trwoni swój majątek na produkcję filmu niemego, który ponownie ma wynieść go na piedestał. Aktor drży przed zmianami, cierpi na istną impotencję werbalną, znakomicie ukazaną tutaj w błyskotliwej sekwencji snu, kiedy Valentinowi zdaje się, że tylko on na całym świecie nie może wydać z siebie dźwięku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/artysta-this-is-hollywood,1,5019084,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-68Pcrl_S7gY/TzO6xTg81DI/AAAAAAAAAVg/RW7BAZPBo6E/s1600/starw+wars.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-68Pcrl_S7gY/TzO6xTg81DI/AAAAAAAAAVg/RW7BAZPBo6E/s320/starw+wars.jpg" width="220" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Gwiezdne wojny: część I - Mroczne widmo 3D (4/10)&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejnych posunięć marketingowych George'a Lucasa nie można nawet nazwać recyclingiem pomysłów, ale raczej żerowaniem na niesłabnącym przywiązaniu fanów do gwiezdnej sagi. O ile powstałe w przeciągu ponad trzydziestu lat od premiery pierwszej części cyklu spin-offy, książki, komiksy czy gry komputerowe znajdujące się poza główną serią filmową rozbudowują pełnoprawne, popkulturowe uniwersum, tak ponowne wprowadzenie do kin wszystkich sześciu odsłon „Gwiezdnych wojen”, tyle że w trójwymiarze, przypomina łabędzi śpiew giganta. Albo szeroko zakrojoną akcję promocyjną, której narzędziem mają być właśnie te pełnometrażowe spoty reklamowe – dzięki nim ponownie uda się sprzedać setki tysięcy plastikowych gadżetów. Inaczej niż w 1997, kiedy Lucas zaprezentował w kinach odświeżone wersje pierwszej trylogii z pododawanymi i pozmienianymi scenami, teraz na duży ekran trafiają dokładnie te same produkty, które kilkanaście lat temu zarobiły miliony. Wątpliwe jest jednak, że uda się ten sukces powtórzyć, wszak dzisiaj widzowie już wiedzą, że „Mroczne widmo” to niestety film słaby, nieudolny, a i efekty specjalne, wtedy stanowiące o, bądź co bądź niebagatelnej wizualnej wartości obrazu straciły już sporo z dawnej atrakcyjności. Szczęśliwie dalsze odsłony serii są o klasę lepsze, lecz jeśli chce się za nie zabrać, trzeba zagryźć zęby i przebrnąć przez pierwszą część „Gwiezdnych wojen”, pocieszając się, że im dalej, tym lepiej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Recenzja ukazała się w dzisiejszym wydaniu "Dziennika" (10.02.2012)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-fDIVwwOncj4/TzO6yciUuyI/AAAAAAAAAVo/pHQXxMPzBk0/s1600/ramm.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-fDIVwwOncj4/TzO6yciUuyI/AAAAAAAAAVo/pHQXxMPzBk0/s320/ramm.jpg" width="228" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Rammbock. Berlin Undead (6+/10)&lt;/b&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Konwencja filmów o zombie wydaje się być w dzisiejszym horrorze tą nudną, wtórną i męczącą. Bo ileż jeszcze można znieść wariacji fabularnych na temat kanonicznej już dla gatunku „Nocy żywych trupów”? Wydaje się, że George A. Romero w słynnej trylogii powiedział już bodajże wszystko, co mogło zostać w temacie zombie powiedziane (dzisiaj zresztą sam jedynie kopiuje swoje stare dokonania), a trzy cenne grosze dorzucił włoski mistrz gore Lucio Fulci. A jednak średniometrażówka „Rammbock. Berlin Undead” w reżyserii Marvina Krena to całkiem udane dziełko, które przenosi amerykański schemat w brud europejskiego podwórka. Obskurne, szare ściany odrapanych berlińskich kamienic, umazane okna, ponure mordy zerkające zza pożółkłych od papierosowego dymu firan i zagracony placyk z trzepakiem. To tutaj rozegra się dramat Michaela, poczciwca w średnim wieku, który do stolicy Niemiec wybrał się w poszukiwaniu dawnej miłości. Pech chce, że akurat kiedy przekracza próg mieszkania swojej wybranki, wybucha epidemia. Nieznany medycynie wirus podnosi krytycznie poziom adrenaliny w ludzkim organizmie, a rezultatem nagłej zmiany jest szaleństwo. Przemienieni w spragnione mordu, bezrozumne istoty chorzy opanowują Berlin podwórko po podwórku, kamienica po kamienicy. Michael, sprzymierzony z młodym pomocnikiem hydraulika, usiłuje wydostać się z matni. Dynamiczne tempo, sympatyczne postaci i czarny humor składają się na prawdziwie interesujący, choć nie rewolucyjny obraz. A w ramach bonusu przed „Rammbock. Berlin Undead” w kinach pokazywana jest krótkometrażowa animacja „Rosa Alba”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Recenzja ukazała się w dzisiejszym wydaniu "Dziennika" (10.02.2012)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6273313602126274992?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6273313602126274992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/tydzien-w-kinie-artysta-gwiezdne-wojny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6273313602126274992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6273313602126274992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/tydzien-w-kinie-artysta-gwiezdne-wojny.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Artysta&quot;, &quot;Gwiezdne wojny: Mroczne widmo&quot;, &quot;Rammbock&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-P69RoiflNDk/TyAxCGyE1bI/AAAAAAAAAUY/IR9e3iJSqVw/s72-c/artist.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3800921383181489107</id><published>2012-02-08T09:08:00.003+01:00</published><updated>2012-02-08T11:23:54.121+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Portal Filmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Gry polityczne - wokół "Id marcowych"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przed kilkoma dniami filmowy świat obiegła wypowiedź George'a Clooneya, który obwieścił, iż jego „Idy marcowe” miały powstać już przed trzema laty, lecz amerykański reżyser i aktor nie chciał podminowywać optymistycznych nastrojów panujących w kraju po wyborze na prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-z26l-PUs0vM/TzItWWX022I/AAAAAAAAAVY/EcGBcAZLiVA/s1600/The-Ides-of-March-Reviews.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="171" src="http://2.bp.blogspot.com/-z26l-PUs0vM/TzItWWX022I/AAAAAAAAAVY/EcGBcAZLiVA/s320/The-Ides-of-March-Reviews.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kadr z filmu "Idy marcowe"&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jest to jednak przejaw artystycznego konformizmu z jego strony, bowiem nowe dzieło Clooneya to film bezkompromisowy, wyrażający poważne wątpliwości co do istnienia jakiegokolwiek politycznego kodeksu etycznego. Historia ta niekoniecznie znalazłaby wówczas, w czasie zachłyśnięcia się skrajnym optymizmem i swoistej „obamomanii”, uznanie, wszak trudno rywalizować z człowiekiem, który zagościł nawet na okładce „Spidermana”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można rzec, że to raczej rozsądna decyzja marketingowa, gdyż cyniczne „Idy marcowe” to, w dużym uproszczeniu, kolejna wersja opowieści o fałszywym mesjaszu, której nijak nie można byłoby sprzedać w Ameryce roku 2008. Za to dzisiaj, kiedy kadencji Baracka Obamy towarzyszą głosy rozczarowania i stopniowo rozwiewa się mgiełka złudzeń co do zapowiadanej wcześniej efektywności jego prezydentury, film Clooneya trafia na podatny grunt. Trudno oczywiście podejrzewać reżysera o chłodną kalkulację i wyrachowanie, przecież sam motyw upadku zasad moralnych towarzyszy bodaj każdemu filmowi, w którym jednym ze składników jest wielka polityka. Być może poza rzeczami ukierunkowanymi bardziej humorystycznie, których zadaniem jest odmalowanie niekoniecznie wiernego, lecz ciepłego portretu politycznej osobistości, jak nadchodząca „Żelazna dama” Phyllidy Lloyd albo zdobywca ubiegłorocznego Oscara „Jak zostać królem?” Toma Hoopera.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg tekstu &lt;a href="http://www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,96,5071,1,1,Gry-polityczne.html"&gt;w Portalu Filmowym&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3800921383181489107?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3800921383181489107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/gry-polityczne-woko-id-marcowych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3800921383181489107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3800921383181489107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/gry-polityczne-woko-id-marcowych.html' title='Gry polityczne - wokół &quot;Id marcowych&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-z26l-PUs0vM/TzItWWX022I/AAAAAAAAAVY/EcGBcAZLiVA/s72-c/The-Ides-of-March-Reviews.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-8422057047534862178</id><published>2012-02-06T10:39:00.000+01:00</published><updated>2012-02-06T10:39:12.526+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Mój tydzień z Marilyn"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie lubię Marilyn Monroe. A przynajmniej nie taką Marilyn Monroe, jaką zobaczyłem w filmie Simona Curtisa. Wyszedłem z kina lekko poirytowany, gdyż mistrzowska kreacja Michelle Williams, którą aktorka zapracowała sobie na statuetkę Oscara, tonie w przeciętniactwie scenariusza. Ironia losu - "Mój tydzień z Marilyn" zapowiada się całkiem sympatycznie, ot kolejna historyjka o młodym, naiwnym i niedoświadczonym chłopaczku na drodze do dorosłości, do tego w uroczej oprawie angielskiego krajobrazu. Lecz kiedy na ekranie pojawia się gwiazda o blond włosach, wydaje się pełnić rolę zasłony dymnej, której jednym obowiązkiem jest odwrócenie uwagi widza od wypowiadanych przez postaci komunałów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-jylXWDD2wjc/Ty-b6kWHW5I/AAAAAAAAAVQ/MmQn8Mif6TE/s1600/marilyn.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-jylXWDD2wjc/Ty-b6kWHW5I/AAAAAAAAAVQ/MmQn8Mif6TE/s320/marilyn.jpg" width="215" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aktorom powkładano w usta budzące grozę, nienaturalne kwestie i wygłaszane z emfazą cytaty, co w połączeniu z retro stylizacją daje wrażenie sztuczności. "Mój tydzień z Marilyn" opiera się na serii anegdotycznych opowiastek z planu "Księcia i aktoreczki", widzianych oczami mitomana Colina Clarke'a, wówczas trzeciego asystenta reżysera. Rewelacji wziętych z zapisków Clarke'a nie sposób dzisiaj zweryfikować, lecz naprawdę trudno uwierzyć, że Marilyn Monroe tak chętnie zrzucała z siebie ubranie na oczach nieopierzonego młodzieńca i traktowała go jak pluszowego misia, bez którego nie potrafiła zasnąć. Pomijając te romantyczne rojenia - od filmowej Marilyn wieje banałem, to antypatyczna, słodka kokietka, w której tyleż wyrachowania, co nieroztropności. "Mój tydzień z Marilyn" nie szuka &lt;i&gt;prawdy&lt;/i&gt; i nie chodzi mi tutaj nawet o faktograficzne wygibasy całej historii, lecz &lt;i&gt;prawdę emocjonalną&lt;/i&gt;. Z filmu Curtisa nie idzie dowiedzieć się absolutnie niczego o tej popkulturowej ikonie poza tymi wszystkimi kliszami, które obrosły legendą w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. To dzieło odtwórcze, pozbawione wyobraźni, poniekąd krzywdzące i dla widza, i dla Marilyn, bowiem utrwala ten uproszczony, funkcjonujący w zbiorowej świadomości portret aktorki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A jednak "Mój tydzień z Marilyn" wypada obejrzeć - choćby dla Michelle Williams, Kennetha Branagha i Judi Dench. Obsada aktorska jest największą wartością tego filmu, każdą z ról obsadzono perfekcyjnie. To zresztą bardzo sprawnie zrealizowany spektakl, mimo że miałki - tak na 6/10.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-8422057047534862178?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/8422057047534862178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/tydzien-w-kinie-moj-tydzien-z-marilyn.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8422057047534862178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8422057047534862178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/tydzien-w-kinie-moj-tydzien-z-marilyn.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Mój tydzień z Marilyn&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-jylXWDD2wjc/Ty-b6kWHW5I/AAAAAAAAAVQ/MmQn8Mif6TE/s72-c/marilyn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6833346235595720783</id><published>2012-02-03T07:58:00.001+01:00</published><updated>2012-02-03T13:26:23.344+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konkurs'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Idy marcowe", "Jack i Jill" oraz konkurs z "Dziewczyną z tatuażem"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zanim przejdziemy do recenzji, słówko o zapowiedzianym wczoraj na panpage'u Kill All Movies konkursie - do zgarnięcia jest książka &lt;a href="http://www.bukowylas.pl/content/ksiazka/dziewczyna-z-tatua%C5%BCem"&gt;"Dziewczyna z tatuażem"&lt;/a&gt; ufundowana przez wydawnictwo Bukowy Las. Ta przeszło czterystu stronicowa publikacja to istne kompendium wiedzy na temat prozy Stiega Larssona i doskonały przewodnik po świecie trylogii Millenium, której pierwszą część &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-dziewczyna-z-tatuazem.html"&gt;zekranizował niedawno David Fincher&lt;/a&gt;. Aby wygrać książkę, wystarczy napisać do mnie maila (adres po prawej) z odpowiedzią na następujące pytanie:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Jak brzmią anglojęzyczne tytuły poszczególnych książek wchodzących w skład trylogii Millenium autorstwa Stiega Larssona?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Konkurs trwa do niedzieli włącznie, ze zwycięzcą skontaktuję się mailowo w poniedziałek. A teraz przejdźmy do recenzji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-IgsWX8LwHdQ/TqE61k3jlHI/AAAAAAAAAKg/Q2N52_TZUbc/s1600/the-ides-of-march-poster-300.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-IgsWX8LwHdQ/TqE61k3jlHI/AAAAAAAAAKg/Q2N52_TZUbc/s320/the-ides-of-march-poster-300.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Idy Marcowe (8/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W "Idach marcowych" polityczna gra jest z definicji nieczysta, bo oparta na kompromisach – często niewygodnych i uwłaczających, lecz koniecznych. Zdaje się liczyć jedynie wyborcze zwycięstwo, o moralności można przypomnieć sobie już po ogłoszeniu wyników, na czas kampanii zawieszone zostają wszelkie zasady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale gubernator stanu Pensylwania, kandydat demokratów, wydaje się być zupełnie inny niż jego oponent, trzyma się z dala od grzebania w brudach i wycieczek osobistych. Z rozbrajającą szczerością i z uśmiechem na ustach podkreśla przy okazji debat i wieców swoją niezależność i bezkompromisowość. Dlatego w Mike’a Morrisa wierzy młody Stephen Meyers, jedna z kluczowych figur w sztabie gubernatora. Do polityki przyszedł właśnie dla takich ludzi, dla ideałów, wierzy, że jego kandydat faktycznie jest w stanie przeprowadzić kluczowe dla kraju, liberalne reformy. Stara się nie pamiętać przy tym o podstawowej zasadzie politycznych roszad, wyrażonej już w tytule filmu – za każdymi plecami czeka ktoś gotowy, by wbić w nie nóż. Nawet on sam dzierży jeden w rękach, choć dopiero ma się o tym dowiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film Clooneya abstrahuje od konkretnych, prawdziwych wydarzeń politycznych, jest raczej nośnikiem pewnego przekonania, skądinąd trafnego i przecież wcale nie odkrywczego – dla osiągnięcia celu trzeba przejść po trupach i uścisnąć niechciane dłonie, nie ma innej drogi, pozostałe opcje są niewymiernie mniej korzystne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg recenzji, spisanej jeszcze podczas festiwalu w Londynie, znajdziecie &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/55-mff-londyn-idy-marcowe-kolejny-sukces-clooneya-,1,4886876,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Fi4vK0D0dRw/Tyqv1oruJ8I/AAAAAAAAAVI/ONaKyW13PEw/s1600/jack-i-jill-plakat.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-Fi4vK0D0dRw/Tyqv1oruJ8I/AAAAAAAAAVI/ONaKyW13PEw/s320/jack-i-jill-plakat.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Jack i Jill (1+/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Adam Sandler to prawdziwy fenomen. Aktor cieszy się wśród widzów w Stanach Zjednoczonych zaskakującą estymą i niezrozumiałym zaufaniem i nawet tak nieudany film jak „Jack i Jill” zapewne nie będzie w stanie tego zmienić. Obraz ten odniósł za oceanem wcale niemały sukces finansowy, choć tamtejsi krytycy nie zostawili na nim suchej nitki. I cóż, mieli rację, bowiem nowe dziełko amerykańskiego komika to rzecz tak nieudolna, że ze zdziwienia aż chce się przetrzeć oczy. Wyżymane już wcześniej nie tylko przez kino komediowe jako takie, ale i samego Sandlera, zasuszone gagi, żenujący humor sytuacyjny i nędzne riposty składają się na wybitnie nieśmieszną miernotę. W tym spektaklu nędzy i rozpaczy uczestniczy o dziwo sam Al Pacino – jego udział nie ratuje filmu, lecz pozostaje jego bodaj jedynym jasnym punktem. Bo Sandler, choć poprawny w roli Jacka, całkiem sympatycznego faceta z sąsiedztwa, którego rolę powtarza w praktycznie każdym swoim filmie, gubi się zupełnie jako Jill, bliźniacza siostra głównego bohatera. Rodzeństwo spotyka się rokrocznie podczas Święta Dziękczynienia, przed którym Jack drży ze strachu jak osika, bowiem rodzinny zjazd niezmiennie owocuje degrengoladą nie do okiełznania. Podwójna rola, męska i żeńska, sprawia Sandlerowi kłopoty i bezlitośnie obnaża jego brak aktorskiej elastyczności i swobody Film nieprzypadkowo trafił na wysokie miejsce w amerykańskich listach szmir roku 2011. Omijać!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Recenzja ukazała się w dzisiejszym &lt;a href="http://www.dziennik.pl/"&gt;"Dzienniku"&lt;/a&gt; (3.02.2012).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Niestety, z powodu natłoku obowiązków nie udało mi się na dzisiaj skrobnąć ani słowa o "Moim tygodniu z Marilyn", lecz na pewno nadrobię w poniedziałkowym wpisie, a tymczasem zachęcam do rzucenia okiem na wcześniejsze publikacje mojego autorstwa traktujące o Normie Jeane Baker, które znajdziecie &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/moj-weekend-z-marilyn.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/05/marilyn-monroe-w-onecie.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/spadajaca-gwiazda-marilyn-monroe.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6833346235595720783?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6833346235595720783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/tydzien-w-kinie-idy-marcowe-jack-i-jill.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6833346235595720783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6833346235595720783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/tydzien-w-kinie-idy-marcowe-jack-i-jill.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Idy marcowe&quot;, &quot;Jack i Jill&quot; oraz konkurs z &quot;Dziewczyną z tatuażem&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-IgsWX8LwHdQ/TqE61k3jlHI/AAAAAAAAAKg/Q2N52_TZUbc/s72-c/the-ides-of-march-poster-300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-2051814177219469656</id><published>2012-02-01T10:46:00.000+01:00</published><updated>2012-02-01T10:46:40.281+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><title type='text'>Liga Niezwykłych Dżentelmenów: Stulecie 1910/1969</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dekadencki Londyn roku 1910, w którym Alan Moore osadził akcję pierwszego tomu "Ligi Niezwykłych Dżentelmenów: Stulecia", więcej miał wspólnego z weimarskim Berlinem niż rosnącym w siłę molochem zachłyśniętym technologicznym postępem. Swoisty pęd ku destrukcji nie został jednak podparty kabaretowym wyczynem, lecz operową arią, w którą tchnięto ducha scenicznych (i obscenicznych) pląsów. Moore zdecydował się bowiem oprzeć jeden z głównych wątków swojej opowieści na „Operze za trzy grosze” Brechta i Weilla, co okazało się narratorskim strzałem w dziesiątkę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-9Orkjn_rwQM/TykEHn0cezI/AAAAAAAAAVA/eknVw2tM7h0/s1600/mistrzowie-komiksu-liga-niezwyklych-dzentelmenow-stulecie-1910_0_b.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-9Orkjn_rwQM/TykEHn0cezI/AAAAAAAAAVA/eknVw2tM7h0/s320/mistrzowie-komiksu-liga-niezwyklych-dzentelmenow-stulecie-1910_0_b.jpg" width="208" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moore, istny kompozytor komiksu, wykorzystał przewrotną, muzyczną historię o zepsutym kapitalizmie jako tło do zobrazowania losów córki spoczywającego na łożu śmierci Kapitana Nemo. Panna Janni, od urodzenia przyszła królowa piratów, odrzuciła swoje pochodzenie na rzecz życia „prawdziwszego”. Zaczęła na samym dnie, jako posługaczka w obskurnej knajpie. Zderzenie z wolnym rynkiem pracy i londyńskim marazmem moralnym wdeptuje dziewczynę jeszcze niżej, w sam muł społeczeństwa Anno Domini 1910. Znany z anarchistycznych zapędów Moore nie wykorzystał jednak komiksu jako nośnika swoich idei, była to przede wszystkim świetna historia. Za to w drugim tomie "Ligi Niezwykłych Dżentelmenów: Stulecia" opowieść snuta jest trochę nieskładnie, choć nie wątpię, że zgodnie z zamierzeniem Moore'a, wszak rzecz dzieje się w hipisowskim Londynie roku 1969, gdzie króluje wolna miłość, kwas i hałaśliwa muzyka. To komiks zupełnie różny duchem od poprzedniego tomu, prześmiewczy i pozbawiony obecnego w "Stuleciu: 1910" gotycyzmu, choć nadal chodzi tutaj o pokrzyżowanie planów magowi Oliverowi Haddo, istnej karykaturze Aleistera Crowleya, który nadal usiłuje sprowadzić na świat Księżycowe Dziecko. Sama fabuła wydaje się jednak schodzić tutaj na dalszy plan, bowiem Moore koncentruje się na eksperymentach formalnych - nadal przez całość przewija się "Opera za trzy grosze", a niemal każda plansza napakowana jest intertekstualnymi odniesieniami do kina ("Dopaść Cartera", "Przedstawienie", "Dziecko Rosemary") czy literatury (Michaela Moorcocka, J.K. Rowling i samego Alana Moore'a).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-o8O8R-aT-Ck/TykDPEwRZDI/AAAAAAAAAU4/MPwjknNOtcg/s1600/liga.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-o8O8R-aT-Ck/TykDPEwRZDI/AAAAAAAAAU4/MPwjknNOtcg/s320/liga.jpg" width="210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miłośnicy poprzednich odsłon serii ponownie zetkną się z Miną Harker i Allanem Quatermainem – odmłodzonym i nieśmiertelnym po przygodzie z haggardowskim niegasnącym płomieniem wziętym z powieści „Ona” (o czym informował niewydany w Polsce „Black Dossier”). Pełnoprawnym członkiem znacznie uszczuplonego składu Ligi Niezwykłych Dżentelmenów został Orlando, hermafrodyta zapożyczony z kart powieści Virginii Woolf. Moore zastosował niezły zabieg, znacznie modyfikując portrety psychologiczne bohaterów, każąc czytelnikowi uczyć się swoich postaci od nowa. Bo czy znana z poprzednich komiksów Mina Harker doceniała uroki lesbijskiego seksu, Quatermain z braku laku godził się na miłosne uniesienia w ramionach Orlando, a Haddo szukał sprzymierzeńców, choć mimowolnych, wśród członków rockowego zespołu? Halucynogenna atmosfera "Stulecia: 1969" czyni z niego dzieło wyjątkowe, to kolejny krok ku nieuchronnemu końcowi znanego nam świata, bowiem, zdaje się mówić Moore, człowiek sam toruje sobie drogę ku zagładzie, rzucając się biegiem ku moralnej atrofii i depcząc ubłoconym buciorem po zdobyczach kultury. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;I na koniec ukłon w stronę Kevina O'Neilla, który ponownie stanął na wysokości zdania i znakomicie zilustrował kolejny odcinek przygód Ligi, idealnie dopasowując kreskę do atmosfery komiksu - próżno tutaj szukać wiktoriańskich szarości i brązów, w Londynie ery Wodnika królują kolory wzięte z palety jakiegoś obłąkanego malarza.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-2051814177219469656?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/2051814177219469656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/liga-niezwykych-dzentelmenow-stulecie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2051814177219469656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2051814177219469656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/02/liga-niezwykych-dzentelmenow-stulecie.html' title='Liga Niezwykłych Dżentelmenów: Stulecie 1910/1969'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-9Orkjn_rwQM/TykEHn0cezI/AAAAAAAAAVA/eknVw2tM7h0/s72-c/mistrzowie-komiksu-liga-niezwyklych-dzentelmenow-stulecie-1910_0_b.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6755773189304926978</id><published>2012-01-30T09:22:00.004+01:00</published><updated>2012-01-30T09:55:06.989+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Trzy kolory: czerwony - o nowej fali francuskiego horroru</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Nowa ekstrema francuska&lt;/i&gt; nie jest spójnym prądem artystycznym, to termin próbujący podsumować specyficzną wrażliwość tamtejszych twórców, którzy zwrócili się w stronę kina cielesnego, nie stroniącego od bolesnej eksploracji zagadnień związanych z ludzką fizycznością. Rozpiętość nazwisk dla tego nurtu reprezentatywnych jest zaiste imponująca – Gaspar Noé, Bruno Dumont, Francois Ozon...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-tvdVIJqxRhM/TyZSuutI4tI/AAAAAAAAAUw/2edJ0Gvzr1Q/s1600/Insideposter.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-tvdVIJqxRhM/TyZSuutI4tI/AAAAAAAAAUw/2edJ0Gvzr1Q/s320/Insideposter.jpg" width="235" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Poster rewelacyjnego filmu "Najście"&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To jednak reżyserzy utożsamiani z kinem, które u nas pojawia się częściej w obiegu festiwalowym lub studyjnym i rzadko kiedy przekracza progi multipleksów, dając się poznać publiczności masowej. A przecież termin &lt;i&gt;nowa ekstrema francuska&lt;/i&gt; obejmuje poniekąd także i rzeczy bardziej dookreślone gatunkowo niż dzieła wspomnianych filmowców. Krytyk James Quandt, który jako pierwszy zamknął w tych trzech słowach-kluczach szereg zjawisk tak od siebie różnych i korzystających z odmiennych środków wyrazu, pośród flagowych tytułów &lt;i&gt;nowej ekstremy&lt;/i&gt; wymienił, obok „Intymności” i „Pod moją skórą”, horror „Blady strach” z 2003 roku. Zrealizował go obiecujący młody twórca Alexandre Aja, dzisiaj zajmujący się głównie odświeżaniem starych hitów na potrzeby Hollywoodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stosunkowo niewielki wyłom w gatunku, jaki dokonał „Blady strach”, można przyrównać do małej rewolucji wszczętej dwa lata później w Stanach Zjednoczonych przez film „Hostel”. O ile obraz, pod którym podpisał się Eli Roth, okazał się dla horroru spod znaku gore tytułem granicznym i nieformalnym początkiem legalnego panowania pornografii przemocy w kinach wielosalowych, tak „Blady strach” przyjęto za oceanem chłodno, aczkolwiek w Europie dorobił się on rangi niemalże symbolicznej, bowiem pociągnął za sobą szereg bezkompromisowych, ultrabrutalnych produkcji znad Sekwany. I tak jak Hiszpania konsekwentnie budowała swój image światowej stolicy horroru nastrojowego, tak Francuzi wzięli do ręki spływającą krwią chorągiew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim jednak, na fali „Hostelu” czy „Piły”, sięgnięto po rozwiązania fabularne charakterystyczne dla kina amerykańskiego i zrealizowano nieudane filmy bazujące na schemacie &lt;i&gt;survival horroru&lt;/i&gt;, jak „Istoty”,&amp;nbsp; „Lęk wysokości” czy epatujące ekstremalną przemocą „Frontieré(s)”, &lt;i&gt;nowa fala francuskiego horroru&lt;/i&gt; zrodziła interesujące, a stosunkowo mało znane u nas filmy. W roku 2006 nakręcono chociażby znakomity obraz zawierający się w podgatunku &lt;i&gt;home invasion&lt;/i&gt;, „Oni”, z którym, niekoniecznie świadomie, korespondowały potem inne produkcje – amerykańscy „Nieznajomi” (pod względem konstrukcji fabularnej) czy brytyjskie „Eden Lake” (podobny kontekst społeczny) – a także „Sheitan”, paranoiczny, momentami zahaczający o pastisz horror udanie eksperymentujący z fabułami survivalowymi. Do &lt;i&gt;home invasion&lt;/i&gt; Francuzi powrócili w „Najściu”, przerażającym filmie z 2007 roku, w którym ciężarna bohaterka zostaje osaczona we własnym domu przez kobietę usiłującą odebrać jej nienarodzone dziecko. Wyładowany skrajnie brutalnymi scenami przemocy, nihilistyczny film wyznaczył pewną granicę, której przekroczył dopiero Pascal Laugier w kontrowersyjnych „Skazanych na strach”, gdzie tematykę filozoficzną i religijną zestawiono z dosłownymi scenami sadyzmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do &lt;i&gt;nowej ekstremy francuskiej&lt;/i&gt; zalicza się także twórcę belgijskiego – Fabrice'a Du Welza. Ma on na swoim koncie krótki metraż „A Wonderful Love” oraz dwa filmy pełnometrażowe: pokazywaną w Cannes „Kalwarię” oraz startujące w konkursie w Wenecji „Vinyan”. Kto wie, czy to właśnie Du Welz, również, jak większość jego kolegów, zaimportowany przez hollywoodzką machinę, nie jest przypadkiem najpoważniejszym kandydatem do miana odnowiciela współczesnego horroru. Bo choć jego filmy wyrastają z bogatej tradycji kina grozy, są to dzieła niepokojące nie tylko na poziomie cielesnym, ale i, a może przede wszystkim, psychologicznym, ujmujące wysmakowaną plastycznie formą. Z francuskiej fabryki strachów para już nieco uszła, a zmiany warty nie widać. Nie oznacza to jednak, że nowa ekstrema zniknęła. Raczej się przegrupowuje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Tekst ukazał się w piątkowym wydaniu &lt;a href="http://www.dziennik.pl/"&gt;"Dziennika"&lt;/a&gt; (27.01.2012)&lt;/span&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6755773189304926978?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6755773189304926978/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/trzy-kolory-czerwony-o-nowej-fali.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6755773189304926978'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6755773189304926978'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/trzy-kolory-czerwony-o-nowej-fali.html' title='Trzy kolory: czerwony - o nowej fali francuskiego horroru'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-tvdVIJqxRhM/TyZSuutI4tI/AAAAAAAAAUw/2edJ0Gvzr1Q/s72-c/Insideposter.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3978458984721976935</id><published>2012-01-27T07:53:00.001+01:00</published><updated>2012-01-27T07:55:38.609+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Moja łódź podwodna", "Robert Mitchum nie żyje"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od dzisiaj w kinach parę filmów akcji ("Człowiek na krawędzi", "Kontrabanda", "Najczarniejsza godzina"), o których postaram się napisać po weekendzie, a tymczasem recenzje dwóch nieco mniej hałaśliwych produkcji - "Mojej łodzi podwodnej" oraz "Robert Mitchum nie żyje".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CjTgswycAoQ/TyGUl0jQ1tI/AAAAAAAAAUo/4qHVHRmUtlc/s1600/moja_lodz_podwodna_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-CjTgswycAoQ/TyGUl0jQ1tI/AAAAAAAAAUo/4qHVHRmUtlc/s320/moja_lodz_podwodna_2.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Moja łódź podwodna (8-/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oliver Tate, jak przynajmniej połowa nastolatków w jego wieku, uważa się za jednostkę wyjątkową, bo obdarzoną artystyczną duszą i wyróżniającą go z tłumu wrażliwością. Ot, niezrozumiany geniusz, pępek świata z nadmorskiego Swansea w Walii, którego z kolegami łączy chyba tylko milczące porozumienie o jak najszybszym zrzuceniu ze swoich barków ciężaru dziewictwa. Podświadoma potrzeba wyraża się na rozmaite sposoby i aby zdobyć względy swojej wybranki ze szkoły, równie ekscentrycznej jak on sam Jordany, Oliver posuwa się do rozmaitych, nierzadko niegodnych sztuczek. A jednak chłopak nie jest podobny do licealistów z niezliczonych wulgarnych komedii amerykańskich, choć wydawałoby się, że dążą do wspólnego celu. Bohater „Mojej łodzi podwodnej” jest poniekąd świadomy tego, że wraz z fizycznym zbliżeniem godzi się na zbudowanie głębszej, duchowej więzi. Obserwacja miłosnych zmagań Olivera to zadanie niezwykle dla widza wdzięczne, bo „Moja łódź podwodna” jest opowieścią w dużej mierze uniwersalną, a jednocześnie subtelną i niepozbawioną nonszalanckiego uroku młodzieńczych eskapad w poszukiwaniu prawd o świecie i życiu, na które wyprawiał się swojego czasu bodaj każdy z nas. Zresztą, gdyby scenariusza nie oparto na powieści Joego Dunthorne'a, można by odnieść wrażenie, iż pełnometrażowy debiut Richarda Ayoade to niemal autobiograficzne wspomnienie z okresu dojrzewania; wspomnienie ironiczne, pełne wpadek, gdyż Oliver częściej jest pod wozem niż na wozie, ale zapamiętane z serdecznością należną młodości. Jest w filmie pewna doza nostalgii, nierzadko kokieteryjnej, rzecz dzieje się bowiem jeszcze przed erą cyfrową, gdzieś w latach osiemdziesiątych, lecz „Moja łódź podwodna” nie łasi się do widza, to dzieło bezpretensjonalne i życzliwie szczere. Ayoade przewiązuje całość delikatną, arthouse'ową wstążeczką, kombinuje nieco z formą, ale nie nadużywa stylistycznych ozdobników. „Moja łódź podwodna” nie posiada żadnego klucza, według którego trzeba film odczytać (mimo bogactwa dość luźnych skojarzeń kinematograficznych), przez co sprawia wrażenie roboty nonszalanckiej, choć niezaprzeczalnie przemyślanej. Mimo piętrzących się przed Oliverem problemów, jego nastoletnia rzeczywistość to świat pełen eksperymentów, wolności i tej specyficznej, magicznej wręcz naiwności, na którą często nie stać dorosłego. Ta niby zwyczajna, przerabiana przez kino wielokrotnie podróż przez seksualną i emocjonalną inicjację może zachwycić świeżością spojrzenia, bo Ayoade posiada nieskażony goryczą zmysł obserwacyjny, wykazujący wcale nieczęste w kinie zrozumienie dla wszystkich tych ważkich spraw, z których składa się rozległe uniwersum podwórka i szkoły.&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kyowjM9WuIo/TyGUkgOh2cI/AAAAAAAAAUg/JQLx9AFB-bA/s1600/robert.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-kyowjM9WuIo/TyGUkgOh2cI/AAAAAAAAAUg/JQLx9AFB-bA/s320/robert.jpg" width="228" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Robert Mitchum nie żyje (4/10)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cierpiący na depresję i bezsenność podrzędny aktor Franky i jego niestroniący od butelki, chorobliwie ambitny manager Aresene ruszają skradzionym samochodem przez Europę, aby podczas organizowanego na kole podbiegunowym festiwalu filmowego dorwać emerytowanego reżysera George'a Sarrineffa i namówić go na wspólny projekt. W teorii europejskie kino drogi zrealizowane w Jarmuschowskim duchu (choć reżyserska para Olivier Babinet i Fred Kihn przyznaje się także do inspiracji Akim Kaurismakim, Davidem Lynchem i Jean-Lucem Godardem) mogłoby się udać, nawet jeśli na Starym Kontynencie nie mamy odpowiednika legendarnej drogi numer sześćdziesiąt sześć; mogłoby, lecz „Robert Mitchum nie żyje” to film rwany, nieskładny i chaotyczny. Znakomita jest co prawda ścieżka dźwiękowa, pełna kawałków, także polskich, z lat pięćdziesiątych, i cieszyć mogą nas sceny rozgrywające się nad Wisłą (wątek w łódzkiej filmówce) lecz cały ten łaknący spójności miszmasz trudno kupić. Brak tutaj chociażby ciekawej obserwacji socjologicznej, o którą formuła filmu wręcz woła, odwiedzane przez bohaterów kraje zlewają się w jedno, a przecież wypadałoby w jakiś sposób zrobić użytek z europejskiego multikulturalizmu. Sporo jest w „Robert Mitchum nie żyje” scen na granicy pastiszu, intertekstualnych tropów i autotematycznych uwag o sztuce tworzenia dzieła filmowego, lecz, niestety, rozłazi się to wszystko w szwach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Obie recenzje ukazały się w dzisiejszym wydaniu &lt;a href="http://obie%20recenzje%20ukaza%c5%82y%20si%c4%99%20w%20dzisiejszym%20wydaniu%20%22dziennika%22%20%2827.01.2012%29./"&gt;"Dziennika"&lt;/a&gt; (27.01.2012).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3978458984721976935?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3978458984721976935/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-moja-odz-podwodna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3978458984721976935'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3978458984721976935'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-moja-odz-podwodna.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Moja łódź podwodna&quot;, &quot;Robert Mitchum nie żyje&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-CjTgswycAoQ/TyGUl0jQ1tI/AAAAAAAAAUo/4qHVHRmUtlc/s72-c/moja_lodz_podwodna_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-2688136108023395399</id><published>2012-01-25T20:28:00.001+01:00</published><updated>2012-01-30T14:17:54.746+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='your movie rocks/sucks'/><title type='text'>From Hollywood with love - rozmawiamy o oscarowych nominacjach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj, z okazji ogłoszenia oscarowych nominacji, specjalne wydanie moich rozmów z Piotrem Plucińskim, dziennikarzem i krytykiem filmowym, autorem znakomitego bloga Off the Record. Poniżej prezentuję fragment dyskusji, link do całości oraz moją listę oscarowych życzeń. Zapraszam też do podzielenia się swoimi typami w komentarzach lub dołączenia do debaty, która toczy się na fanpage'u Kill All Movies na Facebooku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-P69RoiflNDk/TyAxCGyE1bI/AAAAAAAAAUY/IR9e3iJSqVw/s1600/artist.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-P69RoiflNDk/TyAxCGyE1bI/AAAAAAAAAUY/IR9e3iJSqVw/s1600/artist.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;PP&lt;/b&gt;: Nominacje do Oscarów zawsze budziły skrajne emocje – zazwyczaj mówi się w ich kontekście o konformizmie, rozczarowaniach. Takie komentarze dominują także po ogłoszeniu tegorocznych wyróżnionych. Ale czy naprawdę powinniśmy spodziewać się tu jakiejś artystycznej sprawiedliwości? Historia tych nagród sięga przecież czasów, kiedy Hollywood było niedostępnym zwykłemu człowiekowi mitem. Wydaje się, że Oscary to wciąż forma jego pielęgnacji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;BC&lt;/b&gt;: Nie neguję wyborów Akademii. Ba, nawet uważam, że spora część nominacji jest zasłużona. Boli mnie jednak brak odkryć, zaskoczeń, jakiejś iskry, energii świadczącej o twórczych poszukiwaniach komisji. Zdaję sobie sprawę, jak wygląda wybór nominowanych, ale co roku mam złudną nadzieję, że tym razem będzie inaczej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PP&lt;/b&gt;: Ale przecież na tegorocznej liście nie brakuje wyborów zaskakujących. Za takie uznać można nominację za scenariusz dla „Druhen”, wyróżnienie irańskiego „Rozstania” poza oczywistą kategorią dla filmu obcojęzycznego, zachwyty nad „Artystą”, obecność pośród najlepszych animacji „Chico i Rity”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;BC&lt;/b&gt;: Fakt, nominacja dla „Druhen” (obok tej dla J.C. Chandora za scenariusz „Chciwości”) jest pewnym zaskoczeniem i dobrym prognostykiem – okazuje się, że znalazło się miejsce także dla kino rozrywkowego, tworzonego bez oscarowych ambicji. Większość kategorii zdominowali jednak pewniacy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PP&lt;/b&gt;: Tak, aż do bólu, jeśli spojrzeć na poprzednie lata. Może jest to jakieś podsumowanie minionego roku, potwierdzenie, że ten sezon był dla amerykańskiej kinematografii raczej spokojny. Wśród nominowanych jest w końcu wiele staroświeckich propozycji – tak pod względem treści, jak i formy. Jest niemy „Artysta”, bardzo klasyczny „Czas wojny”, odwołujące się do minionych epok „Służące”, „Hugo”, melancholijny Allen...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;BC&lt;/b&gt;: Zdecydowanie – wydaje się, że kino amerykańskie sięga wstecz, wszak nawet te filmy, które na listę nie trafiły, a których mi tam brakuje, jak choćby „Przygody Tintina” czy „Drive”, odwołują się właśnie do tego, co w kinie już przeminęło. Można by rzecz, że zjada ono własny ogon, ale nie będzie to do końca prawda, bo przecież są to rzeczy nierzadko zachwycające. Patrzę teraz na pozostałe, prócz najlepszego filmu, kategorie i tam jest podobnie. Gary Oldman za nostalgicznego „Szpiega”, Meryl Streep za „Żelazną damę”, Michelle Williams za „Mój tydzień z Marilyn”...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg na &lt;a href="http://film.blog.polityka.pl/2012/01/25/nostalgia-oscara/#more-1370"&gt;Off the Record&lt;/a&gt;, a poniżej moja lista życzeń:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najlepszy film : Artysta&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Brad Pitt (&lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-sylwester-moneyball.html"&gt;Moneyball&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Michelle Williams (&lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/05/marilyn-monroe-w-onecie.html"&gt;Mój tydzień z Marilyn&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy aktor drugoplanowy: Nick Nolte (&lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/seans-bez-powodu-warrior.html"&gt;Warrior&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepsza aktorka drugoplanowa: Octavia Spencer (&lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/po-prostu-recenzje-suzace-ilu-miaas.html"&gt;Służące&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy scenariusz oryginalny: J.C. Chandor (&lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-mission-impossible.html"&gt;Chciwość&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy scenariusz adaptowany: Steven Zaillian, Aaron Sorkin, Stan Chervin (Moneyball)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy film animowany: &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/07/miosne-uniesienia-w-rytmie-latino.html"&gt;Chico i Rita&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy film nieanglojęzyczny: Rozstanie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepsze zdjęcia: Emmanuel Lubezki (Drzewo życia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy montaż: Angus Wall, Kirk Baxter (&lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-dziewczyna-z-tatuazem.html"&gt;Dziewczyna z tatuażem&lt;/a&gt;)&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-2688136108023395399?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/2688136108023395399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/from-hollywood-with-love-rozmawiamy-o.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2688136108023395399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2688136108023395399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/from-hollywood-with-love-rozmawiamy-o.html' title='From Hollywood with love - rozmawiamy o oscarowych nominacjach'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-P69RoiflNDk/TyAxCGyE1bI/AAAAAAAAAUY/IR9e3iJSqVw/s72-c/artist.png' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6575585110590932119</id><published>2012-01-23T12:49:00.004+01:00</published><updated>2012-01-28T19:06:21.135+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seans bez powodu'/><title type='text'>Seans bez powodu: "Warrior"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W trzecim odcinku &lt;b&gt;seansu bez powodu&lt;/b&gt; film, który został kompletnie zignorowany przez polskich dystrybutorów kinowych, i pozostaje jedynie liczyć, że zobaczymy go u nas na płytach - "Warrior" w reżyserii Gavina O'Connora.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-rVAPApXBh6k/TxwgpNEQ-SI/AAAAAAAAAUI/Ec3gi5Y5GtU/s1600/warrior.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-rVAPApXBh6k/TxwgpNEQ-SI/AAAAAAAAAUI/Ec3gi5Y5GtU/s320/warrior.jpg" width="207" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za granicą krytyka chwali. I to jeszcze jak - wysoko film oceniło w Stanach Zjednoczonych wiele liczących się magazynów, łącznie z "The New Yorker", "The New York Times" i "Rolling Stone", a Roger Ebert dał trzy gwiazdki na cztery możliwe. Szczerze mówiąc, zastanawia mnie nieco ta powszechna aprobata. Proszę nie zrozumieć mnie źle, uważam "Warrior" za świetny film, ale stoi on bliżej półki z "Krwawym sportem" niż "Wściekłym bykiem", stąd moje zdziwienie, gdyż prasa zwykła raczej podobne rzeczy ignorować. Pewnie, poza (nie)zwyczajnym mordobiciem są tutaj i nieźle, aczkolwiek schematycznie, nakreślone postaci, ale, sięgając niejako do trzewi tego spektaklu, nie odbiega on znacząco od tego, co widzieliśmy w niezliczonych filmach kopanych - bo oponuję przed nazywaniem "Warrior" dramatem sportowym. Tutaj ewidentnie chodzi o brutalne piękno MMA, z zapartym tchem czeka się na kolejną walkę, aż poleje się krew, połamią kości i pokruszą zęby, a nad wszystkim wisi kanoniczne pytanie &lt;i&gt;kto zwycięży?&lt;/i&gt;. O pewnej wyjątkowości tego filmu stanowi jego wielowątkowość, bowiem narracja prowadzona jest dwutorowo - raz obserwujemy Tommy'ego Riordana (rewelacyjny Tom Hardy, który wyrasta, albo i już wyrósł, na jednego z najbardziej utalentowanych aktorów swojego pokolenia), niepokornego dezertera, który na udział w turnieju MMA zdecydował się, aby zdobyć pieniądze dla wdowy po swoim koledze z wojska; a raz Brendana Conlona (wcale nie gorszy Joel Edgerton), niegdyś profesjonalnego zawodnika, obecnie nauczyciela, decydującego się na powrót na ring z powodu finansowych problemów. Obaj panowie są braćmi, nie widzieli się całe lata i dość powiedzieć, że kiedy już się spotkają, nie padną sobie radośnie w ramiona. Ich ścieżki krzyżują się oczywiście na zawodach i podświadomie zdajemy sobie sprawę, że wreszcie musi dojść do konfrontacji - jeśli nie na ringu, to poza nim. I "Warrior" odnosi sukces, stawiając naprzeciw siebie dwóch zupełnie różnych facetów, za których trzymamy kciuki jednakowo mocno, tutaj nie ma mitycznego złego, a brak czarnego charakteru sprawia, że sympatia odbiorcy rozdzielona jest pomiędzy Tommym i Brendanem. Gavin O'Connor znakomicie prowadzi film, nie obdarzając żadnego z braci atutem, który mógłby przeważyć szalę i sprawić, że jeden z nich wyda się bielszy od drugiego, racja jest po obu stronach. Brak manipulacji ze strony reżysera podnosi emocjonalną wartość "Warrior", wynosi braterski konflikt na dwa poziomy - ciała i ducha. A to dużo, to wartość wpisana w film, nie będąca efektem ubocznym scenariusza, a jego nadrzędnym celem. Tym sposobem kino zakorzenione w B-klasie doznaje swoistej nobilitacji lub, jak kto woli, kino głównego nurtu pochyla się nad tym, co dawno już przez duży ekran zapomniane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Otrzymałem dzisiaj (28.01.2012) informację prasową, że film pojawi się w Polsce na DVD pod tytułem "Wojownik" dokładnie 29.02.2012!&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6575585110590932119?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6575585110590932119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/seans-bez-powodu-warrior.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6575585110590932119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6575585110590932119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/seans-bez-powodu-warrior.html' title='Seans bez powodu: &quot;Warrior&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-rVAPApXBh6k/TxwgpNEQ-SI/AAAAAAAAAUI/Ec3gi5Y5GtU/s72-c/warrior.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5718311296169961960</id><published>2012-01-20T10:13:00.002+01:00</published><updated>2012-01-20T10:15:59.119+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Rzeź"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nigdy nie kryłem, iż Roman Polański jest jednym z moich ulubionych reżyserów, i cieszę się, że udało mi się w tym miesiącu opublikować dwa teksty związane z jego twórczością. Pierwszy to recenzja filmu "Rzeź", która ukazała się w styczniowym numerze magazynu "Film". Drugim jest krótki tekst na temat samotności w kinie Polańskiego, gdzie piszę głównie o &lt;i&gt;trylogii obłędu miejskiego&lt;/i&gt;, czyli "Wstręcie", "Dziecku Rosemary" oraz "Lokatorze". &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xtLvURefs9Y/TxiYkQItwCI/AAAAAAAAAT4/ZiC6dOpwzPg/s1600/rze%25C5%25BA.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-xtLvURefs9Y/TxiYkQItwCI/AAAAAAAAAT4/ZiC6dOpwzPg/s320/rze%25C5%25BA.jpg" width="235" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rzeź (5/6 w skali "Filmu")&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Roman Polański nie bez przyczyny nazywany jest artystą małych przestrzeni. Niejednokrotnie w swoich filmach udowadniał, że cztery ściany, w których z lubością więzi swoje postaci, stanowią dla niego materię giętką i elastyczną. Filmowa kamera staje się w jego rękach lupą umożliwiającą twórczą analizę zjawiska socjologicznego; mikroskopem służącym dokładnej obserwacji psychologicznej. (...) Dorośli, w przeciwieństwie do ich dzieci, nie potrafią uniknąć nadciągającej katastrofy, nadchodzącej rzezi; a może nawet w głębi ducha tego nie chcą, bowiem po raz pierwszy czują się prawdziwie wolni. Pozbawieni zahamowań, odrzucając społeczne konwenanse, sięgają do korzeni dręczących ich od lat problemów, którymi nie mogli się wcześniej podzielić – teraz mają okazję je wykrzyczeć. (...) Schronienia ani oparcia nie znajdą w tym, co pielęgnowali i hołubili – nauce i sztuce; albumy z reprodukcjami malarskich dzieł stają się pustym rekwizytem, na którym lądują wymiociny, a telefon komórkowy, narzędzie pracy, trafia wreszcie do wazonu z wodą. Odarci z definiujących ich osobowość przedmiotów stają się nadzy, dyskredytują sami siebie swoją małostkowością i mitomanią. (...)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cała recenzja w miesięczniku "Film", a tę spisaną na gorąco jeszcze podczas festiwalu w Londynie, znajdziecie &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-rzez.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-jEDsg4kHwTM/TxiZx-ZE5tI/AAAAAAAAAUA/DvNUQ4fmx_8/s1600/carnage-roman-polanski-set-photo-01-600x400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-jEDsg4kHwTM/TxiZx-ZE5tI/AAAAAAAAAUA/DvNUQ4fmx_8/s320/carnage-roman-polanski-set-photo-01-600x400.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Diagnoza: Polański&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Klaustrofobia, schizofrenia, monofobia, stres, depresja, samotność, zaburzenia osobowości i wyobcowanie. Galeria lęków i podświadomych strachów, które dręczą postaci wałęsające się po filmowych planach Polańskiego, jest zaiste imponująca. I tym samym przytłaczająca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji dyskusji o jednym swoich filmów, Roman Polański przyznał, że tematem przewodnim jego dzieł i tym, co leży w kręgu jego zainteresowań jest samotność. To z niej biorą się problemy jego bohaterów, to ona katalizuje ich fobie i prowokuje widzów do stawiania często niejednoznacznych diagnoz. Urodzonemu w Paryżu reżyserowi szybko przyklejono łatkę twórcy demonicznego, gdyż chętnie posługiwał się sztafażem horroru, jednocześnie nie odchodząc od interesujących go zagadnień, które rozpatrywać można na płaszczyźnie psychologicznej Bodaj najpełniejszą wypowiedzią artystyczną w kwestii alienacji jednostki w miejskim labiryncie nowoczesnego świata są trzy obrazy składające się razem na nieformalną trylogię miejskiego obłędu, czyli "Wstręt", "Dziecko Rosemary" i "Lokator", wszystkie zbliżone estetyką do filmu grozy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I choć Polański upodobał sobie poetykę kina niesamowitego, okazał się mistrzem i w innych konwencjach gatunkowych – czarnym kryminale ("Chinatown"), thrillerze ("Frantic"), czy komedii ("Rzeź"). Nieodmiennie jednak, bez różnicy, czy kręci film sensacyjny, czy horror, Polański zamyka swoje postacie w istnym labiryncie, z którego nie sposób się wydostać. Ściany zaciskają się, lęki wyolbrzymiają, a zmysły często odmawiają posłuszeństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Co się stało z Carol L.?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polański osiągnął perfekcję psychologicznej obserwacji za pomocą kamery już w swoim drugim filmie pełnometrażowym, a pierwszym zrealizowanym za granicą. Bohaterką "Wstrętu" jest cierpiąca na poważną chorobę umysłową (co prawda w filmie nienazwaną, lecz przypominającą objawami schizofrenię paranoidalną), mieszkająca w Londynie kosmetyczka Carol. To osoba wyobcowana, niezdolna do nawiązania praktycznie żadnej głębszej więzi międzyludzkiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paranoiczne, skrywane lęki młodej kobiety uzewnętrzniają się, kiedy zostaje sama w swoim mieszkaniu, zmuszona przystąpić do z góry przegranej walki z własnymi demonami. Fantasmagoryczne sekwencje na pograniczu jawy i snu, pokazane z subiektywnej perspektywy bohaterki, odzwierciedlają faktyczne lęki Carol. Manifestacją podświadomego oporu przed seksualnym zbliżeniem staje się widziany w lustrze mężczyzna, a potem doświadczony jedynie w wyobraźni gwałt. Mimo że Polański nie stawia wyraźnej granicy pomiędzy wywołanymi przez chorobę wizjami a rzeczywistością, konsekwentnie buduje sieć zależności pomiędzy jednym a drugim – skoro więc Carol na co dzień zajmuje się manicure, wreszcie zostanie zaatakowana przez wystające ze ścian, próbujące pochwycić ją dłonie.&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg w portalu &lt;a href="http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/diagnoza-polanski,2,5001992,wiadomosc.html"&gt;Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5718311296169961960?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5718311296169961960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-rzez.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5718311296169961960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5718311296169961960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-rzez.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Rzeź&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-xtLvURefs9Y/TxiYkQItwCI/AAAAAAAAAT4/ZiC6dOpwzPg/s72-c/rze%25C5%25BA.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-514378853571048457</id><published>2012-01-18T15:45:00.000+01:00</published><updated>2012-01-18T15:45:18.537+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Alejandro Jodorowsky - kapłan psychodelii</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj króciutki tekst o twórcy nietuzinkowym, za którym osobiście nie przepadam, lecz nie mógłbym nie docenić jego talentu i wszechstronności. Niestety, w gazecie nie znalazło się wystarczająco wiele miejsca, aby nawet pobieżnie przedstawić sylwetkę tego artysty, który w życiu parał się nie tylko filmem, ale i teatrem czy komiksem, lecz mam nadzieję, że wpis będzie przyczynkiem do tego, abyście sięgnęli po któreś z jego dzieł. I po raz ostatni już, bowiem jutro kończy się głosowanie SMS, namawiam do wysłania wiadomości o treści &lt;b&gt;E00162&lt;/b&gt; (00 to dwa zera) na numer &lt;b&gt;7122&lt;/b&gt; (koszt: 1,23 zł - na cele charytatywne), aby wesprzeć &lt;b&gt;Kill All Movies&lt;/b&gt; w konkursie Blog Roku. Dziękuję!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-L0nHq_9RiSQ/TxbRsnVGoBI/AAAAAAAAATw/IADgLyVD348/s1600/alejandro_jodorowsky.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="184" src="http://4.bp.blogspot.com/-L0nHq_9RiSQ/TxbRsnVGoBI/AAAAAAAAATw/IADgLyVD348/s320/alejandro_jodorowsky.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kot i Alejandro Jodorowsky&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Nie ukończył żadnego filmu od przeszło dwudziestu lat, a w ciągu trwającej ponad pół wieku kariery nakręcił ich zaledwie kilka. Niektórzy zdążyli już o nim zapomnieć, a szeroka publiczność właściwie dopiero zaczyna go odkrywać, gdyż do niedawna jego filmy były praktycznie niedostępne na rynku. Alejandro Jodorowsky nadal postrzegany jest jako ikona szalonego, mistycznego kina z pogranicza surrealizmu.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktokolwiek miałby wyznaczyć granicę filmowej awangardy, za którą rozciąga się tylko bezkresna pustka, byłby to zapewne właśnie ten osiemdziesięciotrzyletni, urodzony w Chile reżyser. Nieustannie lawirując pomiędzy jarmarcznym kiczem a intelektualną erudycją, obdarzony niebywałym zmysłem plastycznym artysta porusza się po cienkiej granicy i niemal niedostrzegalnie stąpa raz po jednej, raz po drugiej stronie. Ta metoda Jodorowsky'ego fascynuje nieprzerwanie i choć można jego recepty na kino nie lubić, a także wolno powiedzieć, że to tylko blaga i pusta pretensjonalność, trudno kompletnie jego twórczość zignorować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akurat na brak uwagi Jodorowsky nigdy nie mógł narzekać, bowiem już jego pierwszy film pełnometrażowy, „Fando i lis” z roku 1968, został w Meksyku, gdzie wyświetlono go po raz pierwszy, wyklęty, a potem zakazany. Po premierze na festiwalu w Acapulco w stronę reżysera poleciały kamienie, musiał salwować się ucieczką przed linczem. Kolejne jego dzieło, zrealizowane dwa lata później, dzisiaj już otoczone kultem, królujący niegdyś w kinach samochodowych acid western „El Topo” okazał się prawdziwym objawieniem także wśród artystycznej bohemy. Jego wiernym fanem był sam John Lennon, który zresztą pomógł Jodorowsky'emu w zdobyciu funduszy na kolejny projekt, który przerodził się później w równie słynną „Świętą górę”. Oba psychodeliczne obrazy przesycone były złożoną, wielowarstwową symboliką, przez co przypominały narkotyczną, filmową podróż dotykającą iście nieograniczonego spektrum tematów – psychicznej dojrzałości, religijnego oświecenia, wejścia na wyższy poziom percepcji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W swoim czasie Jodorowsky miał nakręcić adaptację „Diuny” Franka Herberta, lecz do realizacji nigdy nie doszło, choć plany były wielkie – w filmie zagrać mieli Orson Welles i Salvador Dali, a muzykę skomponować zespół Pink Floyd. Jodorowsky zawsze myślał maksymalistycznie i kiedy przyszło mu kręcić horror, „Święta krew” w roku 1989, sięgnął po skrajnie makabryczny pomysł, zdradzający pewne powinowactwo z „Psychozą” Hitchcocka – syn pomaga bezrękiej matce w popełnianiu zbrodni, służąc jej za brakujące kończyny. Ostatni jak na razie jego film, obliczony na kasowy hit „Złodziej tęczy” z 1990, okazał się niewypałem; Jodorowsky stanowczo odcina się od tej produkcji, wspominając artystyczne ubezwłasnowolnienie. Dzisiaj reżyser na plan praktycznie nie zagląda, i choć od czasu do czasu mówi się o nowych projektach, trudno mu namówić producentów, aby wyłożyli na nie pieniądze. Częściej prowadzi wykłady albo siada przy biurku i pisze scenariusze swoich komiksów oraz książki o tematyce ezoterycznej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Tekst ukaże się w piątkowym &lt;a href="http://www.dziennik.pl/"&gt;"Dzienniku"&lt;/a&gt; (20.01.2012).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-514378853571048457?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/514378853571048457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/alejandro-jodorowsky-kapan-psychodelii.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/514378853571048457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/514378853571048457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/alejandro-jodorowsky-kapan-psychodelii.html' title='Alejandro Jodorowsky - kapłan psychodelii'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-L0nHq_9RiSQ/TxbRsnVGoBI/AAAAAAAAATw/IADgLyVD348/s72-c/alejandro_jodorowsky.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5698944192265000285</id><published>2012-01-16T11:45:00.005+01:00</published><updated>2012-01-17T17:30:26.988+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiro'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kino'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Dziewczyna z tatuażem", "Musimy porozmawiać o Kevinie", "Code Blue"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj dwie recenzje - jedna dłuższa ("Musimy porozmawiać o Kevinie"), jedna krótsza ("Code Blue") oraz notatka o "Dziewczynie z tatuażem". I przypominam nieśmiało o trwającym głosowaniu SMS w konkursie Blog Roku. Aby oddać głos na &lt;b&gt;Kill All Movies&lt;/b&gt;, wystarczy wysłać wiadomość o treści &lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;&lt;b&gt;E00162&lt;/b&gt; (00 to dwa zera) na numer &lt;b&gt;7122&lt;/b&gt; (koszt: 1,23 zł - na cele charytatywne), za co z góry dziękuję.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0zQ37jG72P8/TxMkc-UBYlI/AAAAAAAAATg/PAf2_cNlBnY/s1600/kevin.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-0zQ37jG72P8/TxMkc-UBYlI/AAAAAAAAATg/PAf2_cNlBnY/s320/kevin.jpg" width="215" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Musimy porozmawiać o Kevinie (9/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pośród wielu narzędzi, jakimi posługuje się film grozy, miejsce szczególne zajmuje... kobiece łono. W horrorach częstokroć przyjmuje rolę symboliczną, jest wylęgarnią wszelakiego zła, wszak właśnie stamtąd w niezliczonych obrazach satanicznych wypełznąć miało dziecię samego diabła – a to jedynie wierzchołek góry lodowej. Ta mizoginiczna konstatacja znajduje rozwinięcie w filmie „Musimy porozmawiać o Kevinie”, bowiem według tych, którzy tragedii rodziny Khatchadourianów jedynie się przyglądają, to matka winna jest grzechów syna i to na niej ciąży odpowiedzialność za jego czyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eva – imię być może dobrane nieprzypadkowo, będące odwołaniem do pierwszej, biblijnej kobiety – powiła przecież potwora, złego do szpiku kości, pozbawionego empatii i uczuć wyższych, urodzonego mordercę. Kevin przyszedł na świat w zwyczajnej, szczęśliwej, kochającej się rodzinie, co kontrastuje z popularną, wystawianą często przez horrory diagnozą, jakoby psychopatia ograniczała się jedynie do środowisk patologicznych. Szczęśliwie reżyserka Lynne Ramsey nie bierze na siebie roli domorosłej terapeutki, choć „Musimy porozmawiać o Kevinie” to materiał prowokujący do snucia pochopnych wniosków. Film dotyka przecież problemów matczynej alienacji po porodzie, depresji, destrukcyjnego wpływu potomstwa na relacje małżonków. Nie jest to jednak demagogiczna gadanina, Ramsey nie pozwala nam zapomnieć, że narrację prowadzi z punktu widzenia Evy i wszystko, na co patrzymy, przepuszczone jest przez filtr subiektywizmu. A więc Kevin, według swojej matki, jest podobny do dzieci, które przewinęły się przez kinowe ekrany w filmach grozy, to kolejne wcielenie Damiena z pamiętnego „Omenu” Richarda Donnera, to dorastający synek Rosemary z „Dziecka Rosemary”. Odbiera matce życiową przestrzeń, wysysa z niej energię, opętuje ją niczym upiór z sennego koszmaru. Sieje niezgodę, manipuluje dobrotliwym, acz naiwnym ojcem, doprowadza do konfliktów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://kino.org.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=1308&amp;amp;Itemid=1"&gt;na stronie miesięcznika "Kino"&lt;/a&gt; oraz w styczniowym numerze magazynu. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-RrjwbH-UZU0/TxMkcMPkdSI/AAAAAAAAATY/4Zvh-xjASqo/s1600/dziew.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-RrjwbH-UZU0/TxMkcMPkdSI/AAAAAAAAATY/4Zvh-xjASqo/s320/dziew.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dziewczyna z tatuażem (7+/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawno już nie widziałem filmu, który wprowadza dość istotne zmiany fabularne w stosunku do literackiego pierwowzoru i wychodzi z tego obronną ręką. Ba, powiem nawet, że rozwiązania przyjęte przez Finchera odpowiadają mi o wiele bardziej niż finał kryminalnej intrygi u Larssona, więc nawet i ci, co książkę znają i lubią, w amerykańskiej "Dziewczynie z tatuażem" znajdą być może coś zaskakującego. Sam film, choć znakomity, jednak nie porywa i winy wcale nie należy szukać w spartaczonej robocie, bo ekranizacja to pierwszorzędna. Po prostu "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" pozbawieni społecznopolitycznego kontekstu są, można by rzecz, wykastrowani. Powieść, która w znacznej mierze była osobistą wypowiedzią autora na temat podtrzymywanej w Szwecji iluzji państwa doskonałego, w wydaniu kinowym skurczyła się do stosunkowo prostej opowieści o zbrodni. O tym jednak wiedzieliśmy i przed obejrzeniem filmu, więc może tego rodzaju żale są bezpodstawne i zbędne. Szczególnie że Fincher wykonał kawał fenomenalnej roboty i wszystkie aspekty realizatorskie pozszywane są z chirurgiczną precyzją. Zapewne oczy wszystkich i tak skierowane są na Rooney Marę, mnożą się pytania, czy udźwignęła rolę Salander, czy też nie. I choć daleki jestem od powszechnych ochów i achów, bowiem to kreacja z założenia popisowa (wyobrażam sobie mimo wszystko, iż trudno było wejść w rolę) i dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem. O wiele bardziej doceniam pracę Daniela Craiga, który wyciągnął co się dało z tej nieco mdłej postaci, jaką mógłby stać się Blomkvist w wykonaniu innego aktora. No i pozostał przecież David Fincher, któremu udało się pozbyć nierzadko infantylnych i powierzchownych obserwacji psychologicznych poczynionych przez Larssona, naprostować niektóre wątki i zbudować filmową rzeczywistość doskonale opisaną głównie za pomocą detalu (niekiedy co prawda prostego - Happy Meale, którymi zajada się Salander czy T-shirt zespołu Nine Inch Nails noszony przez Plagę - innymi razy urzekającego, jak wymowne ujęcie pustego peronu kolejowego w porze odjazdu pociągu Blomkvista, odpowiadające automatycznie na pytanie, czy dziennikarz przyjął zlecenie Vangera) i bezbłędnego montażu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponoć rodzina Larssona nie pozwoliła na to, aby jego powieści zrodziły istne popkulturowe uniwersum i zablokowała sprzedaż licencji na gadżety związane z filmem, lecz "Millenium" i tak nie obroniło się przed popytem wygenerowanym przez tłum, czego dowodem jest właśnie "Dziewczyna z tatuażem". Bo dzisiaj pewnie mało kto już pamięta, że Larsson był zagorzałym lewicowcem, a jego trylogia w dużej mierze polityczną wypowiedzią, że pomiędzy życiem jego i Blomkvista można znaleźć wiele paralel, a Salander nie jest równą babką i superbohaterką równą Larze Croft, lecz dziewczyną, która dostała od życia niejednego kopniaka.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ieO88MOseqw/TxMkd3P_fmI/AAAAAAAAATk/j9jV_kH-GaI/s1600/Codebluetop.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-ieO88MOseqw/TxMkd3P_fmI/AAAAAAAAATk/j9jV_kH-GaI/s320/Codebluetop.jpg" width="236" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Code Blue (7-/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyglądająca z okna swojego ascetycznie urządzonego mieszkania czterdziestoparoletnia pielęgniarka Marian jest świadkiem brutalnego gwałtu. Patrzy jednak na scenę obojętnie, a rano wychodzi z domu, by zabrać zużytą prezerwatywę i pomarańczę, która posłużyła mężczyznom za knebel. Kobieta cierpi na dysfunkcję emocjonalną, nieodmiennie utożsamia seksualność ze śmiercią, pozbawia fizyczność nawet lekkich znamion duchowości. Objawem dziwacznej obsesji Marian jest fascynacja sąsiadem z naprzeciwka, którego obserwuje przez dziurę w zasłonie, oraz przywłaszczanie sobie przedmiotów należących do starszych, schorowanych osób zmarłych w szpitalu, zresztą często przy jej asyście. I choć film Antoniak nakręcony jest bez zarzutu (świetna robota operatorska Jaspera Wolfa, który monochromatyczną, chłodną paletą barw, przekreśloną chyba tylko raz czerwienią plamy krwi na białym kitlu Marian, podkreśla emocjonalny chłód filmu), a niepokojąca i odważna kreacja Bien de Moor istotnie zachwyca, „Code Blue” nie jest wolny od taniej prowokacji, przesady i nadmiernej egzaltacji. To kino szyte aż nazbyt grubymi nićmi. &lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Recenzja ukazała się &lt;a href="http://issuu.com/hiro_free/docs/hiro21"&gt;w magazynie "Hiro"&lt;/a&gt;.&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5698944192265000285?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5698944192265000285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-dziewczyna-z-tatuazem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5698944192265000285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5698944192265000285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-dziewczyna-z-tatuazem.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Dziewczyna z tatuażem&quot;, &quot;Musimy porozmawiać o Kevinie&quot;, &quot;Code Blue&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-0zQ37jG72P8/TxMkc-UBYlI/AAAAAAAAATg/PAf2_cNlBnY/s72-c/kevin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-4408633195501169918</id><published>2012-01-13T08:26:00.000+01:00</published><updated>2012-01-13T08:26:53.840+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Piękniejsza twarz Stephena Kinga</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na wstępie, ekhm, komunikat. Moja strona startuje w konkursie &lt;b&gt;Blog Roku&lt;/b&gt; (szczegóły po kliknięciu w zielony boks po prawej) i od kilkunastu godzin trwa głosowanie SMS. Jeśli więc lubicie &lt;b&gt;Kill All Movies&lt;/b&gt; na tyle, żeby wysłać wiadomość o treści &lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;&lt;b&gt;E00162&lt;/b&gt; (00 to dwa zera) na numer &lt;b&gt;7122&lt;/b&gt; (koszt: 1,23 zł - na cele charytatywne), będzie mi niezwykle miło. Zresztą już teraz stale rosnąca liczba wejść na bloga napędza mnie do dalszego działania. Dzięki za support!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;A tymczasem na weekend - tekst o tych "mniej groźnych" ekranizacjach prozy Stephena Kinga.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4KRdzjx5PPs/Tw8JXbMmGWI/AAAAAAAAATQ/0HtVZySC_Ls/s1600/king.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-4KRdzjx5PPs/Tw8JXbMmGWI/AAAAAAAAATQ/0HtVZySC_Ls/s320/king.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;&lt;b&gt;Stephen King to niekwestionowany mistrz horroru, jeden z nielicznych reprezentantów literatury niesamowitej, który jeszcze za życia doczekał się uznania w oczach krytyki, jednocześnie sprzedając miliony egzemplarzy swoich książek i ciesząc się niesamowitą wręcz popularnością wśród czytelników.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kingowi stosunkowo szybko w sukurs przyszło kino, a za ekranizacje jego prozy zabrali się tak uznani twórcy, jak Brian De Palma („Carrie” z 1976), Stanley Kubrick („Lśnienie” z 1980), David Cronenberg („Martwa strefa” z 1983) czy John Carpenter („Christine” z 1983), przyczyniając się znacznie do spopularyzowania powieści opatrzonych nazwiskiem pisarza z Maine. Trzydziestokilkuletni wówczas autor stał się symbolem tego, co w literaturze niepokojące i makabryczne, i taki stan rzeczy utrzymuje się do dziś, choć aktualnie chętniej mówi się o innej stronie pisarstwa Kinga – o wątkach obyczajowych, społecznych i psychologicznych, które podejmuje w swoich dziełach. Kiedy jednak Rob Reiner w roku 1986 zabierał się za realizację filmu „Stań przy mnie”, opartego na opowiadaniu „Ciało”, nazwisko Kinga okazało się przeszkodą i, wbrew powszechnej praktyce, usunięto je, zresztą za aprobatą samego pisarza, z materiałów promocyjnych. Nieprzypadkowo, bowiem historia czterech młodziutkich chłopców, którzy wybierają się do okolicznego lasu w poszukiwaniu zwłok swojego potrąconego przez pociąg kolegi, odbiegała gatunkowo od dotychczasowego dorobku Kinga. To historia inicjacyjna, wrażliwe kino o bolesnym, ale i pełnym radości dojrzewaniu. Koleżeńska wyprawa urasta tam do rangi rytuału przejścia, a ostatni krok zwiastuje koniec dzieciństwa i początek dorosłości. Reiner nie chciał, aby potencjalny widz mylnie skojarzył „Stań przy mnie” z poprzednimi, pełnymi grozy filmami wywiedzionymi z prozy Kinga.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;Nie jest to przypadek jednostkowy, gdyż i w późniejszych latach reżyserzy i scenarzyści sięgali po tytuły mniej oczywiste. Przymiarki do „Ucznia szatana”, historii młodego chłopaka, który odkrywa, że jego sąsiad jest hitlerowskim zbrodniarzem wojennym, poczyniono już w 1987, lecz filmu nigdy nie ukończono. Dziesięć lat później Bryan Singer zrealizował swoją wersję noweli Kinga, lecz ta opowieść o moralnym zepsuciu i fascynacji złem nie poradziła sobie w box-office, przegrywając z do bólu konwencjonalnymi horrorami przeznaczonymi dla nastoletniej widowni. Nie było to jednak dużym zaskoczeniem, gdyż nawet o trzy lata młodsi „Skazani na Shawshank”, mimo entuzjastycznego przyjęcia przez krytykę (aż siedem nominacji do nagrody Oscara), okazali się komercyjną klapą, podobnie jak „Dolores Claiborne”, również zbierająca niezłe recenzje. Karkołomne i nierozważne wydawało się więc wyłożenie w 1999 roku przez producentów sumy siedemdziesięciu milionów dolarów na realizację adaptacji „Zielonej mili”, bestsellerowej powieści pierwotnie publikowanej przez Kinga w odcinkach. Wpadka ze „Skazanymi na Shawshank” pokazała jasno, że łatwiej i szybciej sprzedawały się czyste gatunkowo horrory, nawet te B-klasowe i niskobudżetowe. W przypadku „Zielonej mili”, za którą zabrał się Frank Darabont, powtórzono strategię marketingową wykorzystaną wcześniej przy promocji „Stań przy mnie” i ponownie na plakatach reklamowych próżno było szukać pisanego dużą czcionką autora literackiego pierwowzoru. „Zielona mila” miała (tak jak wcześniejsza ekranizacja prozy Kinga zrealizowana przez Darabonta, „Skazani na Shawshank”) melancholijny, ale i pełen odświeżającej nadziei, humanistyczny ton. Tym razem, wbrew przewidywaniom specjalistów utyskujących na długi czas trwania seansu (ponad trzy godziny), projekt zakończył się sukcesem. Film zdobył kilka nominacji do Oscara i przekroczył barierę stu milionów dolarów wpływów na rynku amerykańskim. Nie zmienia to faktu, że King zapewne nigdy już nie zerwie z łatką króla horroru, w przypięciu której spory udział miało właśnie kino, lecz warto pogrzebać w obszernej i bogatej bibliografii (i filmografii) autora, aby przekonać się, że jego twórczość wykracza dalece poza obszar literackiej grozy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Tekst ukazał się w dzisiejszym &lt;a href="http://www.dziennik.pl/"&gt;"Dzienniku"&lt;/a&gt; (13.01.2012).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-4408633195501169918?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/4408633195501169918/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/piekniejsza-twarz-stephena-kinga.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4408633195501169918'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4408633195501169918'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/piekniejsza-twarz-stephena-kinga.html' title='Piękniejsza twarz Stephena Kinga'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-4KRdzjx5PPs/Tw8JXbMmGWI/AAAAAAAAATQ/0HtVZySC_Ls/s72-c/king.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3212934726606625554</id><published>2012-01-11T09:08:00.000+01:00</published><updated>2012-01-11T09:08:45.887+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Al Capone - człowiek z blizną</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj jedynie &lt;i&gt;przedruk&lt;/i&gt; tekstu o gangsterach, gdyż biegnę do kina nadrabiać zaległości. Za to w piątek wrzucę tekst o ekranizacjach prozy Stephena Kinga, a w poniedziałek recenzje kilku premier - "Dziewczyny z tatuażem", "Code Blue" i "Musimy porozmawiać o Kevinie".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Tvo_7Jtzgkc/Twyv0qRol1I/AAAAAAAAATI/On0yYWtb8oI/s1600/capone.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-Tvo_7Jtzgkc/Twyv0qRol1I/AAAAAAAAATI/On0yYWtb8oI/s320/capone.jpg" width="208" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kino gangsterskie rozwinęło się w latach trzydziestych ubiegłego wieku. To czas Wielkiej Depresji, Stany Zjednoczone znalazły się w trudnej sytuacji społecznej, ekonomicznej i politycznej. To czas prohibicji i lokali, z których wybrzmiewają dźwięki jazzu. To czas Ala Capone. Król chicagowskiego półświatka wiedzie barwne życie, o którym można poczytać na pierwszych stronach gazet, co smutno kontrastuje z pożałowania godną sytuacją materialną zwykłych obywateli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ucieczki od rzeczywistości szuka się w kinowej sali. Filmy o gangsterach znakomicie oddają stan ducha Ameryki zafascynowanej mechanizmami funkcjonowania przestępczości zbiorowej, a nade wszystko tymi, którzy stoją na czele zwalczających się gangów. Dominuje rozczarowanie etosem uczciwej, ciężkiej pracy. Gangsterzy wiodą więc prym nie tylko na ulicach i w klubach, ale i na ekranach. Lecz ile filmowy mafiozo ma wspólnego z historyczną prawdą? Sprawdźmy na przykładzie tego, który stał się symbolem swojej epoki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sława i mord w Chicago&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Człowiekowi z blizną" Howarda Hawksa z roku 1932 za podstawę posłużyła biografia Ala Capone, choć oficjalnie scenariusz oparto na powieści o tym samym tytule, pod którą podpisał się Armitage Trail. To jedno z pionierskich, wielkich dzieł kina gangsterskiego miało problemy z cenzurą. Hawks walczył o swój film miesiącami, nie godząc się na wymuszane zmiany – głównym zarzutem przeciwko "Człowiekowi z blizną" było rzekome gloryfikowanie przemocy i wykoślawienie idei amerykańskiego snu, który tutaj realizuje bezwzględny mafiozo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pewnym sensie film ten stał się ubarwioną wersją drogi na szczyt, którą przebył także i Capone. Po przeprowadzce do Chicago, w wieku dwudziestu kilku lat, zwąchał złoty interes polegający na przemycie i dystrybucji alkoholu zdelegalizowanego przez przepisy prohibicyjne. Capone stale poszerzał sferę swoich wpływów, korzystając z różnych sposobów – brutalnych mordów, jak chociażby pamiętna masakra w dzień świętego Walentego (którą opisał w swoim filmie z roku 1967 Roger Corman), kiedy ludzie Capone dokonali egzekucji siedmiu członków konkurencyjnego gangu; a także łapówek i prostytucji. Ponoć "Człowiek z blizną" przypadł szefowi chicagowskiego półświatka do gustu, plotka głosi, że miał nawet w swoim domu własną kopię filmu i żywo interesował się produkcją, wysyłając swoich ludzi na plan, aby upewnili się, czy aby Hawks nie odkrywa jakichś wstydliwych faktów z jego życiorysu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/ludzie-z-bliznami,2,4990646,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3212934726606625554?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3212934726606625554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/al-capone-czowiek-z-blizna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3212934726606625554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3212934726606625554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/al-capone-czowiek-z-blizna.html' title='Al Capone - człowiek z blizną'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Tvo_7Jtzgkc/Twyv0qRol1I/AAAAAAAAATI/On0yYWtb8oI/s72-c/capone.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5916225660149835473</id><published>2012-01-09T09:03:00.001+01:00</published><updated>2012-01-09T10:05:12.836+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Grindhouse - czyli złe jest dobre</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czar srebrnego ekranu omotał Stany Zjednoczone. Lokalne kina nie są w stanie wytrzymać konkurencji bogatej programowo telewizji, właściciele jednosalowych przybytków niegdyś masowej rozrywki wdrażają więc plan awaryjny – stawiają na goliznę, przemoc i hałas.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cGo24IlkkLI/TwqfBQWiZaI/AAAAAAAAATA/HAwUcmr8AUs/s1600/maczeta.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-cGo24IlkkLI/TwqfBQWiZaI/AAAAAAAAATA/HAwUcmr8AUs/s320/maczeta.jpg" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mniej więcej tak, w sporym uproszczeniu, rysowała się sytuacja na froncie bezpardonowej, trwającej zresztą do dziś, wojny o uwagę widza w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. To era amerykańskich kin typu grindhouse, gdzie wnosząc symboliczną opłatę, można było klapnąć w fotelu na całą noc i poddać się dyskusyjnej magii filmowego śmiecia. Bo podobne miejsca przyrównać można do peep show dla kinomanów albo gabinetów celuloidowych osobliwości, gdzie można było spróbować owocu nie tyle zakazanego, co społecznie nieakceptowalnego – w grindhouse rządziła pornografia, brutalne horrory i przerysowane kino akcji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trudno precyzyjnie umiejscowić dekadę grindhouse w kontekście całej historii filmu fabularnego z uwagi na jej stosunkową nikłą rolę formatywną w procesie rozwoju kina głównego nurtu, ograniczoną chyba jedynie do kinematografii amerykańskiej. Reżyserzy mainstreamowi, tacy jak Robert Rodriguez, Quentin Tarantino, Rob Zombie czy Eli Roth, których filmy trafiają na duży ekran, przyznają się chętnie do swoich fascynacji kinem eksploatacji i produkcjami klasy B, ale to nieliczni spośród odnoszących artystyczne i komercyjne sukcesy twórców wychowanych na grindhouse. Interesujący jest skądinąd przypadek wspólnego projektu pierwszych dwóch filmowców o nazwie, a jakżeby inaczej, „Grindhouse” z 2007 roku. Tarantino i Rodriguez próbowali wskrzesić ducha produkcji spod znaku trash i zaprezentować swoje dwa filmy podczas jednego wieczoru. Finał był zaskakujący i stanowi być może ironiczne epitafium dla epoki grindhouse – wchodzące w skład tej fanowskiej inicjatywy filmy „Planet Terror” i „Death Proof” okazały się finansową klapą, ale spotkały z niezwykle ciepłym przyjęciem krytyki, czyli zwyczajowy scenariusz został odwrócony do góry nogami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Robert Rodriguez jednak nie zrezygnował i nadal próbuje zarazić publikę swoją specyficzną odmianą kinofili. Zeszłego roku zrealizował film „Maczeta”, będący w gruncie rzeczy nie tylko wybornym żartem i hołdem oddanym kinu śmieciowemu, ale i całkiem przyzwoitym akcyjniakiem. Pomysł na tę produkcję, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie wykiełkował w głowę Rodrigueza przy okazji „Grindhouse” – oba filmy wchodzące w skład projektu przedzielono zwiastunami nieistniejących tytułów, wśród nich „Maczety” – ale dużo wcześniej, jeszcze za czasów przebojowego „Desperado” (rok 1995). Czy wolno więc mówić, że jest to planowane latami opus magnum reżysera? Być może, bowiem w dobie, kiedy realizatorska perfekcja wydaje się najwyższą, poszukiwaną w kinie wartością, Rodriguez z lubością demonstruje, że udawane partactwo i ostentacyjna tandeta także wymagają nie lada kunsztu i wrażliwości. Paradoksalnie, żeby nakręcić dzieło podobne „Maczecie”, w którym złe jest dobre, znajomość kina, przynajmniej gatunkowego, od podszewki wydaje się nieodzowna. Ciekawostką jest, że część amerykańskiej krytyki chciała widzieć w obrazie Rodrigueza meksykański manifest polityczny w sprawie rygorystycznych praw imigracyjnych, lecz podobne próby interpretacji brną w ślepą uliczkę, bowiem z założenia „Maczeta” nawiązywać ma do kina eksploatacyjnego, czyli wykorzystującego sensacyjny temat jedynie jako pretekst dla spektaklu okrucieństwa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Kto wie, czy o krok dalej nie poszedł protegowany Tarantino i Rodrigueza, początkujący kanadyjski filmowiec Jason Eisener w swoim „Hobo with a Shotgun” (czyli „Włóczęga ze strzelbą”). Film ten rozpoczął swój żywot jako trailer zrealizowany na potrzeby konkursu ogłoszonego przy okazji premiery „Grindhouse”, a więc jak na razie wszystko zostaje w rodzinie. Eisener zdecydował się na niemal całkowitą rezygnację z jakichkolwiek fabularnych niuansów na rzecz prostoty i krwawej groteski, która w jego dziele jest wartością samą w sobie. Stylizacja na hit epoki grindhouse jest jeszcze wyraźniejsza niż w „Maczecie” – kolory są przejaskrawione jak w złotych czasach Technicoloru, postaci sypią zapadającymi w pamięć one-linerami, a kokieteryjna przemoc zahacza o kreskówkowość. Eisener, podobnie jak Tarantino i Rodriguez, świadomie kreuje kino kultu, można powiedzieć, że eksploatuje kino eksploatacji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Zresztą nie on jeden, bowiem świadoma autokreacja w wieku panowania mass mediów jest łatwiejsza niż kiedykolwiek i to nie tylko w przypadku filmów mających z założenia obrosnąć grindhouse'owym kultem. Znakomitym przykładem są chociażby „Węże w samolocie” – zwyczajny film klasy B, który dzięki skutecznej promocji przeobraził się w internetowy fenomen i to w dużej mierze za sprawą samego tytułu, przez co studio New Line Cinema wpompowało w produkcję dodatkowe pieniądze. To nieprawda, że grindhouse'ów już nie ma. Przeniosły się po prostu do multipleksów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Tekst ukazał się w piątkowym wydaniu &lt;a href="http://www.dziennik.pl/"&gt;"Dziennika"&lt;/a&gt; (6.01.2012)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5916225660149835473?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5916225660149835473/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/grindhouse-czyli-ze-jest-dobre.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5916225660149835473'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5916225660149835473'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/grindhouse-czyli-ze-jest-dobre.html' title='Grindhouse - czyli złe jest dobre'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-cGo24IlkkLI/TwqfBQWiZaI/AAAAAAAAATA/HAwUcmr8AUs/s72-c/maczeta.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-806822614044991993</id><published>2012-01-06T10:32:00.003+01:00</published><updated>2012-01-10T20:00:40.691+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kino'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Sherlock Holmes: Gra cieni", "Człowiek z Hawru"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszy weekend stycznia obfituje w głośne produkcje. O "Kocie w butach" i "W ciemności" napiszę być może w następnym tygodniu, lecz nie gwarantuję, a tymczasem recenzja "Człowieka z Hawru" oraz wpis o "Sherlocku Holmesie: Grze cieni".&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Le1mvidHcVA/Twa6AAfjLWI/AAAAAAAAAS4/r4WUfXLa1-I/s1600/czlowiek_z_hawru.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-Le1mvidHcVA/Twa6AAfjLWI/AAAAAAAAAS4/r4WUfXLa1-I/s320/czlowiek_z_hawru.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Człowiek z Hawru (8+/10)&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słodko-gorzką komedię młodszego z braci Kaurismakich rozświetla blask nieprzystający do stalowego nieba, żywcem zapożyczonego z czarnych kryminałów Melville'a. I choć świat ten jest szary i odrapany, a na pierwszy rzut oka próżno szukać w nim zwyczajnego, ludzkiego ciepła, fiński reżyser ze stoickim spokojem oznajmia, że jeszcze nie chwieje się w posadach, nie należy panikować. To deklaracja pozbawiona cynizmu, zadziwiająco trzeźwa i może tylko trochę przewrotna, zważywszy na nierzadko absurdalny humor „Człowieka z Hawru”. A jednak nieodmiennie szczera, wygłoszona uczciwie i dlatego podnosząca na duchu. Kusząca jest więc chęć przyczepienia filmowi modnej dzisiaj łatki &lt;i&gt;feel-good movie&lt;/i&gt;, jaką nosi z dumą wiele komedii amerykańskich i, co więcej, można śmiało to uczynić, pamiętając jednak, że etykietka ta nabiera w tym konkretnym przypadku zupełnie innej, nobilitującej rangi. Bo „Człowiek z Hawru” to przemyślane kino autorskie, zrobione z werwą, nieprzypadkowe, odwołujące się do wcześniejszych dzieł Kaurismakiego i klasyki filmu światowego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Hawr, portowe miasto na północy Francji, kanał tranzytowy łączący Górną Normandię z południowym wybrzeżem Wielkiej Brytanii, ze swoimi wąskimi, brudnymi uliczkami i rozlatującymi się domkami o cienkich ścianach to setting idealny dla historii sensacyjnej. Tędy przerzuca się do Anglii afrykańskich imigrantów. Jednym z nich jest nastoletni Idrissa z Gabonu, któremu udaje się uciec z przejętego przez policję transportu. Pod swoje skrzydła bierze go Marcel Marx (znany widzom z jednego z poprzednich filmów Kaurismakiego, „Życie bohemy”), ubogi literat, który po przyjeździe do Hawru przekwalifikował się na pucybuta. Marx, choć sam ledwie wiąże koniec z końcem, zobowiązuje się do zebrania pewnej sumy potrzebnej chłopakowi do wyjazdu z kraju – za granicą na Idrissę czeka matka. Dla byłego artysty opieka nad biedakiem to odruch naturalny, niczym wzruszenie ramionami, pieniądze nie przedstawiają w jego oczach zbyt wielkiej wartości, za to są nią ludzie. Marcel zna wszystkich ze swojego sąsiedztwa – to era sprzed komunikacji elektronicznej, tu rozmawia się twarzą w twarz, a każdy napotkany człowiek jest czymś więcej niż internetowym nickiem – prosi więc o pomoc w ukryciu chłopaka, co jest początkiem ciągu niezwykle zabawnych sytuacji, podanych z pokerową miną.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://kino.org.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=1300&amp;amp;Itemid=1"&gt;na stronie miesięcznika "Kino"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-IkwkQKa7YJQ/Twa5PhAkEUI/AAAAAAAAASw/t5Guq_4Imsw/s1600/sherlock.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-IkwkQKa7YJQ/Twa5PhAkEUI/AAAAAAAAASw/t5Guq_4Imsw/s320/sherlock.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sherlock Holmes: Gra cieni (6+/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze kilkanaście godzin temu zastanawiałem się, czy jestem przypadkiem beznadziejnego fana, któremu spodoba się dosłownie każdy produkt z doczepioną etykietką z napisem "Sherlock Holmes". Obecnie czuję ulgę przemieszaną z rozczarowaniem, bowiem okazało się, że jednak nie wszystko da mi się wcisnąć, a jednocześnie spuściłem nos na kwintę w smutnej konstatacji, iż "Gra cieni" zawodzi. W żadnym razie nie jest to zły film, wręcz przeciwnie, wcale nie gorszy pod względem realizatorskim od części pierwszej. Szkopuł w tym, że brak mu świeżości. Ritchie wszystkie karty wyłożył na stół już przed dwoma laty i teraz jedynie próbuje ułożyć za ich pomocą innego pasjansa. Nie ma tutaj ambicji, aby rozbudować podjętą uprzednio polemikę z dziełami Doyle'a, po prostu wrzucono wszystkich do wielkiej piaskownicy, dano foremki i kazano się bawić. Z ekranu aż łupie od fajerwerków (ileż tam nagłych transfokacji, &lt;i&gt;slow motion&lt;/i&gt; kokietuje co i rusz), lecz to nabuzowane efekciarstwo z konspiracyjną fabułką zapożyczoną chyba od Iana Fleminga jest dziwnie nieprzystające do postaci detektywa wszech czasów. Zbyt wiele tutaj rozhukanej swawoli, za mało detektywistycznej roboty - ten geniusz z Baker Street sprawę rozwiązuje, waląc zbirów po mordach. Dość jednak narzekań, bo w "Grze cieni" znalazła się mistrzowska scena, za którą podnoszę ocenę o pół oczka - chodzi o trawestację legendarnego pojedynku Holmesa i Moriarty'ego nad szwajcarskim wodospadem Reichenbach, gdzie pięści zastąpiono... szachowymi pionami.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-806822614044991993?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/806822614044991993/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-sherlock-holmes-gra.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/806822614044991993'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/806822614044991993'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/tydzien-w-kinie-sherlock-holmes-gra.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Sherlock Holmes: Gra cieni&quot;, &quot;Człowiek z Hawru&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Le1mvidHcVA/Twa6AAfjLWI/AAAAAAAAAS4/r4WUfXLa1-I/s72-c/czlowiek_z_hawru.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-7395837033872626472</id><published>2012-01-04T10:05:00.000+01:00</published><updated>2012-01-04T10:05:35.137+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Portal Filmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Para buch, koła w ruch. Steampunk w kinie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak co roku, czytelnicy miesięcznika "Nowa Fantastyka" wybierają swoje ulubione kawałki z minionych dwunastu numerów. Prócz tłumaczonych przeze mnie opowiadań i jednego wywiadu, w 2011 magazyn opublikował dwa artykuły mojego autorstwa (&lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/conan-i-jego-bracia.html"&gt;"Dziedzictwo Conana"&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/rodzina-addamsow-w-nowej-fantastyce.html"&gt;"Rodzina makabrą silna"&lt;/a&gt;), więc jeśli czujecie, że któryś z nich zasłużył na Wasz głos, zachęcam do jego oddania. Zasady są proste, pozwolę sobie zacytować redakcyjny komunikat: &lt;i&gt;Do końca stycznia 2012 możecie wybrać najlepsze opowiadania (jedno polskie i jedno zagraniczne), najciekawszy tekst publicystyczny, ulubionego rysownika, najładniejszą okładkę i obciach roku. Odpowiedzi wysyłajcie na adres &lt;b&gt;plebiscyt@fantastyka.pl&lt;/b&gt;. Wśród głosujących rozdysponujemy 30 nagród książkowych.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poniżej możecie zapoznać się z fragmentem tekstu, na który będzie można oddać głos za rok. Ha.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1oxGMC3NaFI/TwIuRRRRcoI/AAAAAAAAASc/aJV_ervLAPk/s1600/minokladka_NF01_2012-200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-1oxGMC3NaFI/TwIuRRRRcoI/AAAAAAAAASc/aJV_ervLAPk/s1600/minokladka_NF01_2012-200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Steampunk to jedna z odnóg fikcji spekulatywnej, pozornie poszukująca odpowiedzi na pytanie w rodzaju co by było gdyby?, w rzeczywistości wcale nie starająca się podobnej kwestii rozwikłać. Historie tego rodzaju rozgrywają się przeważnie w świecie alternatywnym, będącym odbiciem tego naszego, rządzącym się tymi samymi prawami chemii, biologii czy fizyki, z jedną zasadniczą różnicą, którą świadczy o ich odrębności i wyjątkowości. Otóż karkołomne teorie naukowe wiktoriańskich wynalazców okazały się tutaj efektywne, wprowadzono je w życie i w steampunkowym uniwersum, tak jak i dzisiaj, dostępne są różnorakie ustrojstwa umożliwiające chociażby podniebne podróże.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Wybieganie w przeszłość&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nieprzypadkowo za setting podobnych opowieści często służy miejsce przypominające dziewiętnastowieczną Wielką Brytanię czy jej dosłowna, alternatywna wersja (choć nie jest to oczywiście regułą). Wszak to czasy rewolucji industrialnej i narodzin literackiego science fiction. Siłą estetyki steampunkowej jest bowiem jej niejednolitość i spore zdolności adaptacyjne - niezwykle łatwo przenieść ją na grunt jakiegokolwiek gatunku literackiego czy filmowego, co udowadniają ostatnie wybryki Hollywoodu. Obecnie do klasyki kina steampunkowego zalicza się niekiedy wczesne produkcje wyrosłe na gruncie literatury spisanej piórem autorów określanych dzisiaj mianem pionierów fantastyki naukowej, jak chociażby Juliusz Verne, Herbert George Wells czy Mary Shelley, co może być odczytane jako błąd spowodowany usilną chęcią klasyfikacji i systematyzacji. Ani „Frankensteina" (1931), ani „20,000 mil podmorskiej żeglugi" (1954), ani „Wehikułu czasu" (1960) nie można nazwać steampunkiem z prostej i oczywistej przyczyny - materiał źródłowy wybiegał w przyszłość, a steampunk zmienia przeszłość. Wizerunek świata przedstawionego musi być determinowany przez wiedzę, jaką posiadł autor, zdolny w swojej prozie czy filmie umieścić wynalazki faktycznie bazujące na współczesnych mu, działających mechanizmach. Steampunk to udawanie, a nie przewidywanie, a więc profetyczny aspekt SF jest tutaj praktycznie nieobecny, bo zbędny. Steampunk charakteryzuje brak celowości - ma wyglądać, a nie myśleć, choć oczywiście dostarcza autorom wielu użytecznych narzędzi narracyjnych, do tego niezwykle atrakcyjnych, świeżych, nowych, zdolnych zmienić naszą optykę amerykańskiej mitologii kowbojskiej („Bardzo Dziki Zachód"), klasyki powieści awanturniczych („Trzej muszkieterowie") czy wiktoriańskiego kryminału („Sherlock Holmes"). Czy podobny lifting faktycznie jest niezbędny tym z ducha kinowym opowieściom?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całość w styczniowej &lt;a href="http://www.fantastyka.pl/"&gt;"Nowej Fantastyce"&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli komuś mało podobnych klimatów, zapraszam do lektury krótkiego tekstu o filmach przygodowych w kontekście nowego "Sherlocka Holmesa", opublikowanego w &lt;a href="http://www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,145,4249,1,1,Sherlock-Holmes-Nowe-kino-wielkiej-przygody.html"&gt;Portalu Filmowym&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-7395837033872626472?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/7395837033872626472/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/para-buch-koa-w-ruch-steampunk-w-kinie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7395837033872626472'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7395837033872626472'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/para-buch-koa-w-ruch-steampunk-w-kinie.html' title='Para buch, koła w ruch. Steampunk w kinie'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-1oxGMC3NaFI/TwIuRRRRcoI/AAAAAAAAASc/aJV_ervLAPk/s72-c/minokladka_NF01_2012-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3018498156031696752</id><published>2012-01-02T21:19:00.000+01:00</published><updated>2012-01-02T21:19:20.656+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podsumowanie roku'/><title type='text'>Moja jedenastka czyli krótkie podsumowanie ubiegłorocznych gniotów</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejna po &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/moja-dziesiatka-czyli-krotkie.html"&gt;mojej dziesiątce najlepszych filmów 2011 roku&lt;/a&gt; lista, tym razem ze zeszłorocznymi śmieciami, niewypałami, rozczarowaniami i zwyczajnym chłamem. Nie uwzględniłem produkcji polskich, kolejność nie jest znacząca, a gdzie mogłem, podlinkowałem do swoich tekstów o filmie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ibWO1OKonCw/TvyPSQHwpHI/AAAAAAAAASE/BxQIUed4bNY/s1600/davinci.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="308" src="http://1.bp.blogspot.com/-ibWO1OKonCw/TvyPSQHwpHI/AAAAAAAAASE/BxQIUed4bNY/s320/davinci.gif" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;1. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/dzisiaj-krotko-bo-nadal-dochodze-do.html"&gt;Sanktuarium&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/07/i-kolejny-numer-filmu-juz-w-sklepach.html"&gt;B-girl&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/07/michael-bay-puka-w-spod-dna-transfomers.html"&gt;Transformers 3&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;4. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/tydzien-w-kinie-szpieg-zamiana-cia.html"&gt;Zamiana ciał&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;5. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/08/your-movie-sucks-rozmawiamy-o-conanie.html"&gt;Conan barbarzyńca&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;6. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/your-movie-sucks-cos.html"&gt;Coś&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;7. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/w-kinach-immortals-i-chopiec-na-rowerze.html"&gt;Immortals. Bogowie i herosi&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;8. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/04/duze-jest-brzydkie-recenzja-filmu-agent.html"&gt;Agent XXL: Rodzinny interes&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;9. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/zwierzeta-atakuja-kilka-sow-o-animal.html"&gt;Noc rekinów&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;10. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/08/kino-z-plastiku.html"&gt;Miś Yogi&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;11. Dom snów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę samych dobrych filmów w 2012 roku, bo mnie szmiry pewnie nie ominą.&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3018498156031696752?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3018498156031696752/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/moja-jedenastka-czyli-krotkie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3018498156031696752'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3018498156031696752'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2012/01/moja-jedenastka-czyli-krotkie.html' title='Moja jedenastka czyli krótkie podsumowanie ubiegłorocznych gniotów'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ibWO1OKonCw/TvyPSQHwpHI/AAAAAAAAASE/BxQIUed4bNY/s72-c/davinci.gif' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5571287734007391213</id><published>2011-12-30T07:53:00.001+01:00</published><updated>2011-12-30T07:54:46.051+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Lęk i odraza w Puerto Rico</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już jutro Sylwester, a dzisiaj do kin wchodzi "Dziennik zakrapiany rumem" - adaptacja powieści Huntera S. Thompsona z Johnnym Deppem w roli głównej. Z tej okazji napisałem taki oto tekst...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-fMTYVHsqSBo/Tvy6sm9IisI/AAAAAAAAASQ/-SKv3DN92e4/s1600/dziennik+rumowy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-fMTYVHsqSBo/Tvy6sm9IisI/AAAAAAAAASQ/-SKv3DN92e4/s320/dziennik+rumowy.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Polski poster z "mistrzowskim" taglinem&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Podobno kiedy Hunter S. Thompson poznał Johnny'ego Deppa, studio odprawiło Johna Cusacka, któremu praktycznie obiecano główną rolę w „Las Vegas Parano”, z kwitkiem. Kontrowersyjny dziennikarz uznał, że nikt nie zagra go lepiej niż młodziutki wówczas aktor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysł na realizację filmu wcale nie był nowy, bowiem po spektakularnym sukcesie książki „Lęk i odraza w Las Vegas”, będącej zapisem wypraw na haju autora do Nevady, projektem interesowali się Martin Scorsese i Oliver Stone. Wielkie plany jednak nie wypaliły i dopiero w roku 1997 na stołek reżysera wskoczył Terry Gilliam i zdjęcia ruszyły z kopyta. Dosłownie, gdyż były członek grupy Mony Pythona miał jedynie dziesięć dni na napisanie scenariusza, co było zadaniem podwójnie trudnym z uwagi na specyficzny charakter prozy Thompsona. Książka nie posiadała jednolitej fabuły, a surrealistyczne, narkotyczne tripy przeplatały się z tym, co doświadczane na trzeźwo. A i przed odtwórcami ról doktora Gonzo, w którego wcielił się Benicio del Toro, oraz Raoula Duke'a, czyli alter-ego Thompsona, zagranego przez Johnny'ego Deppa, rysowało się prawdziwe wyzwanie. Pierwszy przybrał na wadze i zaczął grzebać głęboko w życiorysie pierwowzoru swojego bohatera, prawnika Oscara Acosty; drugi zamieszkał w piwnicy Thompsona na całe cztery miesiące, studiując zachowania swojego przyjaciela. Ba, dzięki staraniom i zaangażowaniu Deppa, praktycznie wszystko, co widzimy na ekranie, łącznie z ciuchami i papierosowym filtrem, należało do słynnego dziennikarza. Ale film, podobnie jak i poprzednia ekranizacja zapisków Thompsona, „Tam wędrują bizony” z 1980 roku, gdzie w postać samego autora wcielił się Bill Murray, poniósł sromotną porażkę w box office. Zarzucano Gilliamowi, iż poświęcił się efekciarskiemu, groteskowemu spektaklowi (faktycznie przygotowanemu niezwykle pieczołowicie, z dbałością o różnorodne efekty wizualne podczas narkotycznego haju w zależności od zażytego przez bohaterów specyfiku), ale w tym przypadku trudno mówić o artystycznym niepowodzeniu – wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Thompson, prócz niezliczonych esejów, felietonów i artykułów prasowych, pozostawił po sobie, nie licząc „Lęku i odrazy w Las Vegas”, trzy inne powieści – nieopublikowane jeszcze „Price Jellyfish” i „Polo Is My Life” oraz przeniesiony właśnie na ekran „Dziennik rumowy”, napisany w latach sześćdziesiątych, ale wydany dopiero w 1998, zresztą po interwencji Johnny'ego Deppa. Filmowa adaptacja książki, planowana od dziesięciu lat, napotkała na swojej drodze wiele przeszkód i dopiero przed dwoma laty, kiedy pieczę nad projektem przejęła firma producencka należąca do Deppa, rozpoczęto prace. „Dziennik zakrapiany rumem” to właściwie popis aktorski człowieka, który przez lata przyjaźnił się z Thompsonem i został niemalże przez niego namaszczony. Film nie jest szczególnie wierny klimatowi powieści, scenariusz oparto głównie na zabawnych, anegdotycznych sytuacjach, i tę na poły autobiograficzną opowieść o dziwnych przypadkach początkującego dziennikarza w Puerto Rico przerobiono na pełnokrwistą komedię. Reżyser Bruce Robinson wspomina w wywiadach, że alkohol na planie lał się strumieniami, więc zapewne Thompson uśmiechnąłby się z satysfakcją, oglądając pijackie wygłupy Deppa. Zresztą nie byłby też przeciwny liftingowi, któremu poddano jego powieść. Sam przecież pisał z kluczem, ubarwiając swoje reporterskie przygody odpowiednią dozą fikcji, wypracowując tak zwany &lt;i&gt;gonzo journalism&lt;/i&gt;, styl dziennikarstwa polegający na bezpośrednim udziale autora w opisywanych zdarzeniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dziennik zakrapiany rumem” to dopiero drugi odcinek kinowej przygody Deppa z dziełami Huntera S. Thompsona. Na konferencji prasowej aktor zapowiedział, że ma zamiar zabrać się za kolejne ekranizacje. Wydaje się, że Depp odnalazł w Thompsonie bratnią duszę. Jak sam mówi – „Nadal będę grał Huntera. Znajduje w tym pewną pociechę, bowiem czuję się, jakby odwiedzał mnie stary przyjaciel, za którym ogromnie tęsknię”. Thompson popełnił samobójstwo przed sześcioma laty, w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat. Koszta jego pogrzebu pokrył Johnny Depp.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Artykuł ukazał się w dzisiejszym "Dzienniku" (30.12.2012) &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5571287734007391213?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5571287734007391213/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/lek-i-odraza-w-puerto-rico.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5571287734007391213'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5571287734007391213'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/lek-i-odraza-w-puerto-rico.html' title='Lęk i odraza w Puerto Rico'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-fMTYVHsqSBo/Tvy6sm9IisI/AAAAAAAAASQ/-SKv3DN92e4/s72-c/dziennik+rumowy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-7077151427467570305</id><published>2011-12-28T13:51:00.004+01:00</published><updated>2011-12-28T13:59:37.108+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Z archiwum Sherlocka Holmesa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I choć bardzo lubię przygody londyńskiego detektywa w interpretacji Guya Ritchiego, a na kolejny sezon nowego serialu produkcji BBC z Benedictem Cumberbatchem w roli tytułowej czekam niecierpliwie (ostatni odcinek pierwszej serii skończył się nieznośnym cliffhangerem), to i tak w głębi ducha jestem chyba tradycjonalistą, gdy chodzi o Sherlocka Holmesa. Cenię sobie bowiem wysoko oryginalne dzieła Doyle'a, staram się wracać do ulubionych spraw, kiedy tylko mogę, a podczas ostatniego pobytu w Zjednoczonym Królestwie nie oparłem się pokusie i zawitałem znowu na Baker Street, przy okazji nabywając w księgarni świeżutką powieść Kima Newmana traktującą o losach profesora Moriaty'ego. Za granicą wydano całe mnóstwo książek rozwijających wątki z opowiadań Doyle'a, dopisano Holmesowi cały życiorys i dodano do tej swoistej popkulturowej mitologii kolejne rozdziały - życia by Sherlockowi zabrakło, aby rozwiązać te wszystkie zagadki, które powymyślali w &lt;i&gt;apokryfach&lt;/i&gt; niezliczeni autorzy. Do czego zmierzam? Ano do tego, że niedawno skończyłem czytać "Dom Jedwabny", nowo opublikowaną relację ze starej sprawy Holmesa, dotychczas czytelnikom nieznaną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-1p0ciSSA50w/TvsRNCmo_YI/AAAAAAAAAR4/OpYsIYLxEqA/s1600/Dom+jedwabny+-+Anthony+Horowitz.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-1p0ciSSA50w/TvsRNCmo_YI/AAAAAAAAAR4/OpYsIYLxEqA/s320/Dom+jedwabny+-+Anthony+Horowitz.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;A przynajmniej tak mówi nam autor powieści, Anthony Horowitz. Chodzi pokrótce o to, że sekret tytułowego Domu Jedwabnego był tak plugawy, że doktor Watson, na prośbę swojego przyjaciela, pozwolił ujawnić go dopiero po stu latach. I tak do rąk naszych trafia kolejny odcinek przygód Sherlocka Holmesa niespisany przez Doyle'a. Gdyby jednak to jego nazwisko widniało na okładce, uwierzyłbym w tę bujdę już po przeczytaniu pierwszego zdania - stylizacja językowa jest niemalże perfekcyjna, w czym zapewne także niemała zasługa tłumacza. "Dom Jedwabny" czyta się wybornie, powieść ta nie ustępuje w swojej lekkości dziełom Doyle'a, a postaci i miejsca odwzorowane są z należytą dbałością o detale, dzięki czemu książka stanowi koherentne uzupełnienie opowieści, które już poznaliśmy. Horowitz opiera się modom - ba, wychodzi im naprzeciw, pisze po prąd, bowiem zamiast kolejnej reinterpretacji otrzymujemy tradycyjną historię o Holmesie. Przyznam, że byłem zdziwiony i zaskoczony, gdyż sądziłem raczej, że "Dom Jedwabny" okaże się postmodernistyczną żonglerką znanymi motywami, a przed detektywem z Baker Street postawione zostanie krzywe zwierciadło. O fabule nie wspomnę ani słowem, bo intryga jest gęsta już od początkowych stron i choć stosunkowo łatwo domyślić się, czym jest tajemniczy Dom Jedwabny, to Horowitz symultanicznie ciągnie równie interesujące wątki poboczne. Pozostaje jednak pytanie zasadnicze - po co komu kolejny Holmes, skoro autor nie pozwala sobie na żadne eksperymenty i jedynie kopiuje (bardzo udanie, ale jednak kopiuje) Doyle'a? W odpowiedzi wzruszę ramionami.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-7077151427467570305?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/7077151427467570305/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/z-archiwum-sherlocka-holmesa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7077151427467570305'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7077151427467570305'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/z-archiwum-sherlocka-holmesa.html' title='Z archiwum Sherlocka Holmesa'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-1p0ciSSA50w/TvsRNCmo_YI/AAAAAAAAAR4/OpYsIYLxEqA/s72-c/Dom+jedwabny+-+Anthony+Horowitz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-7778985234578267229</id><published>2011-12-26T12:12:00.006+01:00</published><updated>2011-12-26T16:22:30.920+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kino'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Mission: Impossible - Ghost Protocol", "Chciwość", "Łowca trolli"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świąteczny weekend ma się ku końcowi, a więc miejsce przy stole zamieniamy na kinowy fotel. Bo jest co oglądać. Poniżej dwie recenzje ("Chciwość" oraz "Łowca trolli") i notka o nowym "Mission: Impossible".&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-GttY8jXPhDs/TvcFMHqwjDI/AAAAAAAAARA/-JPEjPuB-9I/s320/chciwosc.jpg" width="216" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Chciwość (7+/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubiegłoroczny oscarowy sukces dokumentu "Inside Job" Charlesa Fergusona dowiódł ostatecznie, że o losach świata decyduje już nie dyktator rodem z apokaliptycznego filmu scence fiction, ale bankier w starannie wyprasowanej koszuli i garniturze za tysiąc dolarów. Dotychczas nowoczesny finansista, skulony przed monitorem komputera i zaszyty w wielopiętrowym biurowcu, jawił się w popkulturze jako twór nieco abstrakcyjny, aż do roku 2008, kiedy to upadek jednego z czołowych banków inwestycyjnych w Stanach Zjednoczonych zapowiedział światowy kryzys ekonomiczny. Kino zareagowało szybko i prócz Fergusona tematem bankructwa firmy Lehman Brothers i jego następstwami zainteresowali się inni filmowcy, między innymi J.C. Chandora, biznesmen zorientowany w branży nieruchomości. Mimo że, jak twierdzi sam reżyser, jego "Chciwość" nie jest próbą odtworzenia tego, co działo się zaledwie przed trzema laty w pokojach konferencyjnych w siedzibie czwartego co do wielkości banku inwestycyjnego w USA, trudno uciec od porównań, skoro tropów pozostawiono wiele – wystarczy wspomnieć chociażby, że prezes nienazwanej w filmie firmy nazywa się John Tuld; szefem Lehman Brothers był Richard Fuld.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i dla widza niezaznajomionego z zagadnieniami z dziedziny ekonomii "Chciwość" pozostaje atrakcyjnym materiałem filmowym z ogromnym potencjałem dramaturgicznym. Spora w tym zasługa obsady, w której znaleźli się tak znamienici aktorzy, jak Jeremy Irons, Kevin Spacey czy Paul Bettany, ale i scenariusza opartego na dialogu. Chandor stosuje mnóstwo prostych sztuczek, aby swój film uczynić łatwiejszym w odbiorze i zrozumiałym dla szerszej publiczności, nie posuwając się przy tym do naiwnych zabiegów narratorskich – na przykład skomplikowane kwestie analityczne tłumaczone są przez pracowników językiem przystępnym, bowiem... dyrektorzy na wyższych szczeblach nie rozumieją terminologii ekonomicznej. Swoich bohaterów Chandor portretuje wyrozumiale, zastawiając tym samym pewną pułapkę na oglądającego, gdyż wszyscy bez wyjątku biorą udział w tym samym spektaklu niegodziwości i obłudy. Kiedy okazuje się, że jedyną szansą, aby zminimalizować straty firmy, jest sprzedaż toksycznych aktywów o niemalże zerowej wartości nawet zaufanym klientom i przyjaciołom, co może doprowadzić do zalania rynku zwyczajnym śmieciem, w zasadzie nikt nie protestuje, licząc na finansowe bonusy, a pieniądze ugaszą każde zarzewie buntu. Polski tytuł trafnie oddaje to, o co w tych rozgrywkach na szczycie chodzi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Recenzja ukazała się &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/372384,.html"&gt;w "Dzienniku" z dnia 23.12.2011&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-a-TBE2mKVM8/TvcFj8XLI4I/AAAAAAAAARU/1JD1sWvU_CY/s1600/lowca-trolli-001-357x480.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-a-TBE2mKVM8/TvcFj8XLI4I/AAAAAAAAARU/1JD1sWvU_CY/s320/lowca-trolli-001-357x480.jpg" width="238" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Łowca trolli (8/10)&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Skandynawski horror nie przestaje eksperymentować z charakterystycznymi dla gatunku formułami fabularnymi – do tego rozumianymi po amerykańsku. Wystarczy wspomnieć chociażby ciepło przyjęty, pokazywany przed kilkoma laty także i u nas, norweski „Hotel zła”, który bazował na schematach wypracowanych przez kino typu „slasher”, albo „Zombie SS” (również produkcji norweskiej), będące bezpretensjonalnym hołdem oddanym nie tylko „zombie-movies”, ale i klasycznemu już dla filmu grozy dziełu Sama Raimiego „Martwe zło”. Bodaj najdalej w imitowaniu kinematografii zza oceanu posunął się jednak w „Manhunt – Polowaniu” Patrik Syversen, który perfekcyjnie wystylizował swój obraz na lata siedemdziesiąte, wymieszał wątki z „Wybawienia” Boormana i podrzędnych „survival-horrorów”. Ale intencją reżyserów odpowiedzialnych za te produkcje (i kilka innych) nie było puste naśladownictwo, a raczej przyłożenie pewnego szablonu gatunkowego do warunków skandynawskich. W efekcie powstaje odświeżające kino, o co w skostniałym gatunku trudno. Okazało się, że ten swoisty kulturowy recycling stał się metodą – żywe trupy i uzbrojeni po zęby psychopaci zmaterializowali się nagle w bezkresnych świerkowych lasach, na stromych zboczach gór, do tego po pas w śniegu, co stwarzało zupełnie nowe możliwości rozwoju akcji, choć oparte prawie wyłącznie na nieortodoksyjnym dla takiego kina pejzażu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to „Łowca trolli” idzie krok dalej, nie zatrzymując się na wykorzystaniu techniki „mockumentary”, która po sukcesie „Blair Witch Project” w 1999 roku została przez horror zawłaszczona, zwłaszcza w Stanach. Film w reżyserii André Ovredala jest głęboko osadzony nie tylko w norweskiej przyrodzie, ale przede wszystkim w folklorze. Ale można też określić go mianem nowatorskiego (choć nie rewolucyjnego) – w „Łowcy trolli” absurdalność tematu ściera się z powagą jego przedstawienia, kreując z jednej strony zaskakujący efekt komiczny, z drugiej – nie opuszczając terenu zarezerwowanego uprzednio dla fałszywych dokumentów grozy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://kino.org.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=1290&amp;amp;Itemid=1"&gt;na stronie miesięcznika "Kino"&lt;/a&gt;.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-LUJpnzZIR34/TvcGakNHa8I/AAAAAAAAARg/jladvlXx-Qk/s1600/mission.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-LUJpnzZIR34/TvcGakNHa8I/AAAAAAAAARg/jladvlXx-Qk/s320/mission.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Mission: Impossible - Ghost Protocol (8+/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie  dostanie mi się za tę analogię, ale co tam - seria "Mission:  Impossible" przypomina mi "Obcego". Poszczególne odcinki obu tetralogii zrealizowali reżyserzy o zupełnie innej, unikalnej wizji, co przełożyło  się na wyjątkowość każdego z filmów. De Palma wymieszał klimat  szpiegowskiego retro thrillera z nowoczesnym kinem sensacyjnym, Woo  nakręcił spektakularne widowisko spod znaku kreskówkowego &lt;i&gt;gun fu&lt;/i&gt;,  a Abrams ulokował swój film gdzieś pomiędzy przygodami Jasona Bourne'a a  Jamesa Bonda. Za to Brad Bird przeskoczył ich wszystkich i zrobił jeden  z najlepszych &lt;i&gt;akcyjniaków&lt;/i&gt;, jaki gościł w naszych kinach w  ostatnich latach. Skłonny jestem powiedzieć, że "Mission: Impossible -  Ghost Protocol" to definitywny film akcji, bowiem nie rezygnuje ze scen, jakie widzieliśmy już wcześniej w setkach bliźniaczych tytułów, bez  których podobne produkcje prawdopodobnie nie mogłoby istnieć, jednocześnie przerabiając  je w niepozbawiony oryginalności sposób. Mamy tutaj na przykład pościg  samochodowy, ale... z udziałem jednego auta. Ethan Hunt zmuszony jest  śledzić &lt;i&gt;głównego złego&lt;/i&gt; podczas piaskowej burzy, widoczność jest więc zerowa i nasz bohater zmaga się praktycznie sam ze sobą. Jest też &lt;i&gt;catfight&lt;/i&gt; pomiędzy &lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt;Paulą  Patton i Leią Seydoux, finałowy pojedynek w nowoczesnym garażu z  unoszącymi się w powietrzu platformami, przywołujący skojarzenia z walką imperatora Palpatine i  mistrza Yody w "Zemście Sithów" oraz rewelacyjna, przyprawiająca o  zawroty głowy, emocjonująca scena wspinaczki po szklanej ścianie  drapacza chmur &lt;/span&gt;&lt;span class="st"&gt;Burj Khalifa w Dubaju. "Mission:  Impossible - Ghost Protocol" to film, z którego nie zapomina się praktycznie żadnej sceny, co nieczęste w przypadku filmu akcji, zazwyczaj  pozostającego w pamięci jako rozmazana, upstrzona wybuchami plama. A i w kontekście samego cyklu Bird ma co nieco do powiedzenia, bo choć nie odcina się od znanej formuły i chwilami niemalże cytuje niektóre sekwencje z poprzednich trzech odsłon "M:I", to pozwala sobie na wyraźną ironię i odpowiedni dystans. Plotka głosi, że studio Paramount jest o krok od zapalenia zielonego światła dla piątej części serii. Czekam z niecierpliwością i mam nadzieję, że twórcy zdecydują się zerwać z tym, co do tej pory w sporej mierze stanowiło o atrakcyjności cyklu i Brad Bird usiądzie na reżyserskim stołku po raz drugi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-7778985234578267229?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/7778985234578267229/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-mission-impossible.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7778985234578267229'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7778985234578267229'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-mission-impossible.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Mission: Impossible - Ghost Protocol&quot;, &quot;Chciwość&quot;, &quot;Łowca trolli&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-GttY8jXPhDs/TvcFMHqwjDI/AAAAAAAAARA/-JPEjPuB-9I/s72-c/chciwosc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-8234723322033490933</id><published>2011-12-23T08:10:00.005+01:00</published><updated>2012-01-04T16:34:12.238+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podsumowanie roku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kino'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Moja dziesiątka czyli krótkie podsumowanie roku 2011</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie lubię podsumowań. Przede wszystkim dlatego, że przeważnie nie mam chęci pisać po raz wtóry o tym samym, a jednocześnie czuję się w obowiązku, aby jednak jakąś listę zamieścić. Wykpię się więc zestawieniem dziesięciu filmów, które wysłałem niedawno do redakcji "Kina" w ramach dorocznego plebiscytu tego zacnego miesięcznika. Oczywiście wielu znakomitych produkcji nie zdążyłem jeszcze nadrobić (jak chociażby "Wtorku, po świętach"), a kilka świetnych tytułów (choćby &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/bezpiecznie-o-niebezpiecznym.html"&gt;"Niebezpieczna metoda"&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/07/dorosnac-do-bohaterstwa_2445.html"&gt;"X-Men: Pierwsza klasa"&lt;/a&gt;) nie zmieściło się na liście, więc można ponarzekać na braki w komentarzach. Gdzie to możliwe, podlinkowałem do mojego tekstu o filmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-I6XGTloVOfQ/TvOZ8cyojXI/AAAAAAAAAQ0/SnrpDqtiexg/s1600/10.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="244" src="http://3.bp.blogspot.com/-I6XGTloVOfQ/TvOZ8cyojXI/AAAAAAAAAQ0/SnrpDqtiexg/s320/10.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;1. Rozstanie&lt;br /&gt;2. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/your-movie-rocks-rozmawiamy-o-drive.html"&gt;Drive&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. Wkraczając w pustkę&lt;br /&gt;4. Pogorzelisko&lt;br /&gt;5. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/film-na-koniec-lata.html"&gt;Jak spędziłem koniec lata&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;6. Prawdziwe męstwo&lt;br /&gt;7. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/w-kinach-immortals-i-chopiec-na-rowerze.html"&gt;Chłopiec na rowerze&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;8. O północy w Paryżu&lt;br /&gt;9. &lt;a href="http://www.blogger.com/post-edit.g?blogID=1419938860941306760&amp;amp;postID=7388324945040478832"&gt;Super 8&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;10. &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/przygoda-przygoda-kazdej-chwili-szkoda.html"&gt;Przygody Tin Tina&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Planowałem zamieścić jeszcze drugą, a może nawet i trzecią dziesiątkę, lecz byłoby chyba tego zbyt dużo, Zachęcam zatem do dyskusji oraz zapraszam na stronę &lt;a href="http://filmyroku.pl/"&gt;filmyroku.pl&lt;/a&gt;, gdzie znajdziecie kilka innych moich typów, a także listy sporządzone przez moich kolegów i koleżanki po piórze, znamienitych dziennikarzy i krytyków. Pozostaje mi życzyć wszystkiego dobrego i do przeczytania w poniedziałek - będę pisał o nowej odsłonie "Mission: Impossible" i pozostałych premierach weekendu.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-8234723322033490933?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/8234723322033490933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/moja-dziesiatka-czyli-krotkie.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8234723322033490933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8234723322033490933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/moja-dziesiatka-czyli-krotkie.html' title='Moja dziesiątka czyli krótkie podsumowanie roku 2011'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-I6XGTloVOfQ/TvOZ8cyojXI/AAAAAAAAAQ0/SnrpDqtiexg/s72-c/10.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3415780427074743170</id><published>2011-12-21T09:23:00.003+01:00</published><updated>2011-12-21T09:32:59.703+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='your movie rocks/sucks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Your Movie Sucks! - "Coś"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z lekkim opóźnieniem, ale jest - rozmowa o "Czymś", którą przeprowadziłem z Piotrkiem Plucińskim, krytykiem filmowym i dziennikarzem, autorem znakomitego bloga &lt;a href="http://film.blog.polityka.pl/"&gt;Off the Record&lt;/a&gt;. A w piątek zamieszczę na blogu swoją dziesiątkę najlepszych filmów 2011 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-IpogBEgXKzE/TvGZhsdoCvI/AAAAAAAAAQo/QDOksNCaWGg/s1600/cos-film.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-IpogBEgXKzE/TvGZhsdoCvI/AAAAAAAAAQo/QDOksNCaWGg/s320/cos-film.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;BC: Czy bardzo się pomylę, jeśli powiem, że "Coś" podobało Ci się głównie ze względu na nawiązania do pierwowzoru?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;PP: Nie ukrywam, ostatnie sceny - ewidentnie nawiązujące do filmu Carpentera - zaważyły na mojej ocenie. Pomyślałem sobie wtedy: średnio im ta nowa wersja wyszła, ale oryginału nie zepsuli. Słowem, możemy przybić piątkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Średnio? Powiedziałbym raczej, że wyszło marnie, a gdybym nie widział wcześniej wersji z 82', to nie wiem, czy obejrzałbym ten film do końca. Kierowała mną głównie ciekawość, ile w tym będzie Carpentera i oryginalnego "Czegoś".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Wydaje mi się, że zbyt wiele jest wokół złego kina gatunkowego, by zaliczyć doń także film Heijningena. To przyzwoicie zrealizowany horror, który - właśnie przez powinowactwo z wersją Carpentera - nie miał raczej szans pokazać się z jakiejś zaskakującej strony. I jeśli patrzeć na nowe "Coś" z tej perspektywy, tym bardziej należy je docenić. Naprawdę zakładałeś, że prequel będzie w stanie mierzyć się z oryginałem na jakiejkolwiek płaszczyźnie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Nie, absolutnie nie - "Coś" Carpentera to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły się gatunkowi. Specjalnie nie odświeżałem sobie tego filmu przed seansem, aby nie zaburzyło to mojego odbioru. I uważam, że prequel jako samodzielne dzieło nie prezentuje sobą absolutnie nic ciekawego, jest zrealizowany siermiężnie, pełen scenariuszowych durnot, a to, co w nim dobrego, to kalka z oryginału. Po co było w ogóle zawracać głowę sobie i nam? Nie widzę celowości tego filmu, bo wytłumaczenie, że na bezrybiu i rak ryba mnie nie satysfakcjonuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Przecież znasz podstawową zasadę tej branży - kura, która zniosła złote jajo, musi znieść ich jeszcze kilka. Poza tym nie mów, że nie czekałeś na ten film, że nie byłeś ciekaw, co też wymyślili. O to właśnie chodzi, że to nie jest, jak mówisz, samodzielne dzieło. To film w pełni zależny od pierwowzoru. Nazwij to masochizmem, ale ja osobiście lubię wszystkie te przyszywane sequele, prequele i spin offy znanych hitów. Zazwyczaj są mało satysfakcjonujące, ale to powrót do sprawdzonych miejsc, wydarzeń, często też postaci. Ty tego nie lubisz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Byłbym ostatnim, który skreśla sequel, remake czy cholera wie co jednego ze swoich ulubionych filmów, więc pewnie, że czekałem, bo wyznaję zasadę, iż nawet jeśli coś nie wypali, to i tak mam swój kochany oryginał, więc to win-win situation. Z nowym "Czymś" miałem natomiast problem, bo nie wiedziałem do końca, co oglądam, brak tam było jakiejś samoświadomości. Niby prequel, lecz remake, ale pies (!) z etykietkami - rzadko kiedy mielizny fabularne psują mi zabawę, bo potrafię zawiesić niewiarę i niemal bezkrytycznie łykam nawet kosmiczne bzdury, lecz w "Czymś" twórcy przeszli samych siebie. Dotarło do mnie, że najpewniej zacząłem zauważać absurdy dlatego, iż cała reszta nie potrafiła ich zamaskować. Próżno tam szukać grozy, klimatu, czegokolwiek. Nawet sceny akcji są koszmarne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Efekty CGI są nędzne, zgoda. Atmosfera już nie ta. Brakuje też psychologicznego napięcia. Ale i tak wydaje mi się, że po prostu za bardzo lubisz oryginał i starasz się równać wersję Heijningena do tamtej perfekcji. Naprawdę nic Ci się nie podobało?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Myślę, myślę i... chyba nic! Albo czekaj, świetny był napis THE THING, który wypłynął na ekran, przez chwilę liczyłem na old school. Poza tym marność nad marnościami. No i muszę zaznaczyć, że nie jestem jednym z tych, którzy są zapatrzeni w oryginalne wersje i przez ich pryzmat patrzą na przeróbki, wręcz uwielbiam wariacje na temat, lecz "Coś" to jednak marna namiastka, produkt odtwórczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Chciałbym się z tym kłócić, ale chyba nie potrafię. I tak uważam, że jesteś zbyt surowy, bo na co dzień w kinach puszczają gorsze śmieci, lecz... Staram się sobie przypomnieć jakiś charakterystyczny motyw z wersji Heijningena i... Nic, pustka.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3415780427074743170?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3415780427074743170/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/your-movie-sucks-cos.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3415780427074743170'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3415780427074743170'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/your-movie-sucks-cos.html' title='Your Movie Sucks! - &quot;Coś&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-IpogBEgXKzE/TvGZhsdoCvI/AAAAAAAAAQo/QDOksNCaWGg/s72-c/cos-film.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-1082330698461477115</id><published>2011-12-19T11:00:00.002+01:00</published><updated>2011-12-21T09:53:37.464+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Łono"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym tygodniu premier jak na lekarstwo, więc tylko jedna recenzja. Nadchodzi również tekst o filmie "Coś", więc nadprogramowy wpis pojawi się jeszcze dzisiaj / jutro.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-DSD6CgC2w3Y/Tu8LKsMTV1I/AAAAAAAAAQY/3-gGfcy6fGA/s1600/lono-plakat.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-DSD6CgC2w3Y/Tu8LKsMTV1I/AAAAAAAAAQY/3-gGfcy6fGA/s320/lono-plakat.jpg" width="238" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Łono (4/6)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Urzekający swoim chłodnym, niepokojącym pięknem film w reżyserii Benedeka Fliegaufa podejmuje zagadnienie interesujące, lecz pozostające nadal w sferze dalece teoretycznej. Traktuje bowiem o kobiecie, która traci w wypadku samochodowym mężczyznę będącego jej młodzieńczą miłością i podejmuje próbę przywrócenia mu życia. Rzecz dzieje się w nieokreślonej przyszłości, gdzie klonowanie komórek ludzkich jest już faktem, więc na własne życzenie Rebecca zostaje sztucznie zapłodniona i urodzić ma swojego kochanka. Mimo sugestii, że być może widz zostanie zderzony z istotnymi kwestiami natury moralnej i etycznej dotyczącymi klonowania, „Łono” zbacza w stronę tragicznej historii miłosnej, bazującej na odwróconym kompleksie edypowym. Problematyka jest zagmatwana i niespójna, uniemożliwiająca identyfikację z bohaterami, przez co film ogląda się chwilami niczym naszpikowaną sensacjami, tabloidową ciekawostkę. Ale tak jednoznaczna ocena byłaby dla „Łona” zbyt surowa, gdyż jest to obraz niesłychanie zajmujący chociażby ze względu na scenografię i, mimo wszystko, wiarygodnie zbudowane relacje pomiędzy postaciami. Nadmorski domek, gdzie mieszka Rebecca i jej syn/kochanek, znajduje się nigdzie, na skraju świata, pośród smaganych wiatrem fal i szarego piasku, pod ciemnym, pochmurnym niebem – to metaforyczne łono, w którym dojrzewają bohaterowie i odkrywają podłoże swojej seksualności. Film rozpoczyna retrospektywa, potem akcja przenosi się kilkanaście lat do przodu i Fliegauf ciekawie wygrywa swoiste refreny – sceny z przeszłości korespondują z tymi z teraźniejszości; następuje niejakie powtórzenie miłosnej historii z pierwszej połowy, lecz tym razem Rebecca jest z niej wykluczona, z kochanki przeistoczyła się w matkę, lecz nie chce się z tą rolą pogodzić. Szczęśliwie węgierski reżyser nie kończy filmu pretensjonalnym, hollywoodzkim happy endem, a ostatnie sceny „Łona” pozostawiają finał poza ramkami kadru, pod rozwagę oglądającego. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Recenzja ukazała się w piątkowym &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/371312,.html"&gt;"Dzienniku"&lt;/a&gt; (16.12.2012).&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-1082330698461477115?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/1082330698461477115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-ono.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1082330698461477115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1082330698461477115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-ono.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Łono&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-DSD6CgC2w3Y/Tu8LKsMTV1I/AAAAAAAAAQY/3-gGfcy6fGA/s72-c/lono-plakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-4277121534354692766</id><published>2011-12-16T08:55:00.001+01:00</published><updated>2011-12-16T08:56:27.497+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Krwawe wizje Takashiego Miike</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takashi Miike spokorniał. Ten niegdyś skandalizujący artysta, którego przeładowane skrajną przemocą i perwersyjnym seksem filmy przyprawiały o prawdziwe zawroty głowy, dzisiaj kręci dla dzieci i młodzieży, realizuje zlecenia stacji telewizyjnych, a dla publiki festiwalowej ma w zanadrzu autorskie wersje japońskich klasyków.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-WwSOVKgPFgU/TupxE47wqOI/AAAAAAAAAQQ/KvQOgcNw0X8/s1600/tm.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://3.bp.blogspot.com/-WwSOVKgPFgU/TupxE47wqOI/AAAAAAAAAQQ/KvQOgcNw0X8/s320/tm.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Takashi Miike&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A więc wydawać by się mogło, iż wreszcie nastał kres trwającej przez lata szaleńczej krucjaty tego enfant terrible azjatyckiego kina. Sam Miike, który chętniej nazywa się aranżerem niż reżyserem, podobnej diagnozie zapewne by zaprzeczył, wszak nadal zachowuje pełną artystyczną niezależność. Bo choć w Europie i Stanach Zjednoczonych pamięta się głównie jego kontrowersyjne horrory i śmiałe &lt;i&gt;yakuza-movies&lt;/i&gt;, ten niecodzienny twórca od początku kariery nieustępliwie eksploruje filmowe przestrzenie zarezerwowane dla rozmaitych gatunków. Zresztą według jego wykładni sam koncept gatunku filmowego jest wielce nieprecyzyjny i stworzony został nie dla artysty, a dystrybutora, aby ułatwić mu zaszufladkowanie i sprzedaż filmu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsze wyreżyserowane przez niego obrazy trafiały bezpośrednio na srebrny ekran albo do wypożyczalni i sklepów, a i dzisiaj Miike chętnie omija obieg kinowy, ceniąc sobie swobodę, którą dają mu producenci telewizyjni. I choć w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych konsekwentnie zajmował się filmem gangsterskim, międzynarodową sławę zapewnił mu dopiero nieortodoksyjny, perfekcyjnie zrealizowany horror „Gra wstępna”, nakręcony w 1999 roku. Miike dowiódł w nim, że posiada specyficzną wrażliwość na piękno kadru oraz niesamowite wyczucie &lt;i&gt;storytellingu&lt;/i&gt;, eksperymentując ze zmurszałymi konwencjami i igrając z przyzwyczajeniami widza. Zapamiętano jednak szczególnie szokujący finał filmu, którym zapracował sobie na łatkę twórcy niepokornego, utrwalając ją w dodatku innym przebojem z tego samego roku: mistrzowskim, mocno brutalnym, postmodernistycznym &lt;i&gt;yakuza-movie&lt;/i&gt; „Dead Or Alive: Żywi lub martwi” (kolejne części miały swoje premiery odpowiednio w latach 2000 i 2002). Pojawiły się wtedy – po części uzasadnione – zarzuty o epatowanie blichtrem, tandetą i skrajnie złym smakiem, choć oponenci specyficznego stylu japońskiego reżysera zdają się nie zauważać kontekstu, w jakim Miike korzysta z kontrowersyjnych środków, za ich pomocą dekonstruując  i wykoślawiając ograne schematy gatunkowe.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pozycję Miike na poboczu głównego nurtu ugruntowały późniejsze filmy – krwawa, przerysowana i przez to prześmiewcza adaptacja słynnej mangi „Ichi zabójca”; zrealizowany w surrealistycznej manierze, naszpikowany psychoanalitycznymi symbolami „Gozu”; czy nakręcony w konwencji &lt;i&gt;mockumentary&lt;/i&gt;, groteskowy, nawiązujący do „Teorematu” Pasoliniego, „Visitor Q”. Póki co Miike porzucił dawną, szokującą estetykę –  to, jak na razie, zamknięty rozdział w bogatej karierze reżysera. Dzisiaj uwaga widzów i krytyki zwrócona jest przede wszystkim w kierunku jego reinterpretacji klasyki kina samurajskiego – „Harakiri – śmierć samuraja” oraz „13 zabójców”. Oba pokazywano już na światowych festiwalach i zostały tam ciepło przyjęte. Miike kolejny raz zaskoczył publiczność, trzymając się tym razem tradycyjnych form opowiadania. Trudno jednak powiedzieć, czy realizacja podobnych produkcji wyznaczy rytm kolejnych lat pracy Takashiego Miike. Na razie pochłaniają go kolejne  adaptacje japońskich komiksów i gier wideo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Tekst ukazał się wcześniej w &lt;a href="http://www.dziennik.pl/"&gt;"Dzienniku"&lt;/a&gt; (dodatek "Kultura" z dnia 9.12.2011)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-4277121534354692766?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/4277121534354692766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/krwawe-wizje-takashiego-miike.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4277121534354692766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4277121534354692766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/krwawe-wizje-takashiego-miike.html' title='Krwawe wizje Takashiego Miike'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-WwSOVKgPFgU/TupxE47wqOI/AAAAAAAAAQQ/KvQOgcNw0X8/s72-c/tm.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-7537334258170432661</id><published>2011-12-14T10:00:00.000+01:00</published><updated>2011-12-14T10:00:19.974+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Portal Filmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Klaustrofobie i romanse</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj dwa świeże teksty napisane dla Portalu Filmowego. Pierwszy traktuje o dwóch modelach komedii romantycznej, amerykańskim i brytyjskim, a drugi o popularnych thrillerach klaustrofobicznych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-G7LzAF8dyMM/TuhkncIlzhI/AAAAAAAAAQA/tLAsHmTEgwI/s1600/cztery+wesela.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="192" src="http://1.bp.blogspot.com/-G7LzAF8dyMM/TuhkncIlzhI/AAAAAAAAAQA/tLAsHmTEgwI/s320/cztery+wesela.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kadr z filmu "Cztery wesela i pogrzeb" &lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Miłość w czasach popkultury&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komedia romantyczna to rzecz niezwykle pojemna i elastyczna, albowiem jej schemat fabularny da się z łatwością zaaplikować w różnych warunkach. Nieistotna jest szerokość geograficzna, wiek bohaterów, ich majątkowy status i kolor skóry – szablon, od którego odrysowywane są scenariusze filmów tego typu, podlega bezbolesnym adaptacjom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście w kinie zachodnim preferowani są kochankowie młodzi, na których drodze do szczęścia staje jakaś przeszkoda uniemożliwiająca szybkie, miłosne zjednoczenie. Najczęściej jest to były chłopak / dziewczyna, niechętni związkowi bohaterów rodzice albo różnice kulturowe czy klasowe. Od pierwszych sekund wiadome jest jednak, kto komu przeznaczony, i widz może mieć pewność, że w finale wybrzmią weselne dzwony albo chociaż para odejdzie razem w stronę zachodzącego słońca.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg w &lt;a href="http://www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,8,3828,1,1,Filmowe-komedie-romantyczne-milosc-w-czasach-popkultury.html"&gt;portalufilmowym.pl&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-c5datpInowg/TuhkprPSU9I/AAAAAAAAAQI/5BKP9K3E1so/s1600/Buried-pic-3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-c5datpInowg/TuhkprPSU9I/AAAAAAAAAQI/5BKP9K3E1so/s320/Buried-pic-3.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kadr z filmu "Pogrzebany"&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Dramat w czterech ścianach&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Radykalne ograniczenie przestrzeni filmowej nie musi być tożsame z wzniesieniem barier uniemożliwiających płynne prowadzenie narracji. Zarówno Alfred Hitchcock, jak i Roman Polański kręcili obrazy intencjonalnie klaustrofobiczne, narzucając sobie pewną dyscyplinę, zmuszającą ich do utrzymania tempa potrzebnego, aby widza nie ogarnęło znużenie podczas oglądania jednej czy kilku postaci poruszających się pośród metaforycznych czterech ścian.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście każdy z nich miał swoje specyficzne metody, dzięki którym poszerzał znaczeniowy potencjał tej konwencji – Hitchcock w „Łodzi ratunkowej” dokonał pewnych obserwacji socjologicznych, w „Sznurze” eksperymentował z formą, a „Okno na podwórze” doczekało się niezliczonych analiz pod kątem feminizmu i wojeryzmu; Polański we „Wstręcie” po mistrzowsku zobrazował rozwój choroby psychicznej, a w niedawnej „Rzezi” pokazał iluzoryczność kulturowych masek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg w &lt;a href="http://www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,8,3778,1,1,Filmy-klaustrofobiczne-dramat-w-czterech-scianach.html"&gt;portalufilmowym.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-7537334258170432661?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/7537334258170432661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/klaustrofobie-i-romanse.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7537334258170432661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7537334258170432661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/klaustrofobie-i-romanse.html' title='Klaustrofobie i romanse'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-G7LzAF8dyMM/TuhkncIlzhI/AAAAAAAAAQA/tLAsHmTEgwI/s72-c/cztery+wesela.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3849103414242756911</id><published>2011-12-12T07:40:00.003+01:00</published><updated>2011-12-12T19:57:47.814+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Sylwester...", "Moneyball", "Generał", "Reset", "Wilk".</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejny tydzień, kolejne recenzje. Proszę się nie zdziwić, że korzystam z kilku różnych skal ocen - uzależniona jest bowiem od medium, w którym tekst został opublikowany. No to zaczynamy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-kuasjgH2BSs/TuT1DLl8BmI/AAAAAAAAAPY/xR3xDjiUblc/s1600/sylwester.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-kuasjgH2BSs/TuT1DLl8BmI/AAAAAAAAAPY/xR3xDjiUblc/s320/sylwester.jpg" width="229" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sylwester w Nowym Jorku (2/6)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętacie „Walentynki” sprzed dwóch lat? To widzieliście już i „Sylwestra w Nowym Jorku”. Mozaika króciutkich, przenikających się ze sobą scenek z udziałem gwiazd pierwszego, drugiego i trzeciego formatu może i przykuwa oko, ale jedynie na chwilę, bowiem ta kolorowa układanka to zbiór powtarzanych po stokroć komunałów o wielu obliczach miłości i odtwarzanych wciąż na nowo, do znudzenia, komediowych chwytów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Całość w styczniowym numerze miesięcznika &lt;a href="http://film.com.pl/"&gt;"Film"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-w3G5tduyG5s/TuT1FzcUIvI/AAAAAAAAAPo/W9-JzG_uXYk/s1600/moneyball-poster.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-w3G5tduyG5s/TuT1FzcUIvI/AAAAAAAAAPo/W9-JzG_uXYk/s320/moneyball-poster.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Moneyball (3/5)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Moneyball" to film istotny, który obrazuje pewien kierunek, coraz wyraźniej widoczny w tamtejszym kinie – chęć do polemiki z odwiecznymi amerykańskimi wartościami. To film nie o sporcie, ale o walce dwóch postaw, tutaj komputer i ekonomista, który nigdy w życiu nie grał w bejsbol, okazują się bardziej efektywni od rzeszy specjalistów. "Moneyball" dokonuje pewnego przewartościowania, rejestruje ważną zmianę, która dokonała się w amerykańskiej mentalności. Miller powstrzymuje się jednak od hurraoptymizmu, raczej stawia pytanie o sens i znaczenie rzeczonej zmiany, nie udzielając jednoznacznej odpowiedzi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całość &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/370266,moneyball-to-brad-pitt-przeciw-amerykanskim-swietosciom.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Zhi6aG9ankY/TuT3nEDCWlI/AAAAAAAAAP4/c9SXZ0S_1PA/s1600/genera%25C5%2582.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-Zhi6aG9ankY/TuT3nEDCWlI/AAAAAAAAAP4/c9SXZ0S_1PA/s320/genera%25C5%2582.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Generał (5/5) &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buster Keaton mawiał, że "Generał" to jego opus magnum, lecz musiało minąć kilkadziesiąt lat, zanim jego zdanie podzieliła krytyka i widzowie. Obraz ten poniósł w swoim czasie sromotną klęskę finansową i prestiżową. Przyczyn porażki można doszukać się wielu. Zarzucano "Generałowi" na przykład rozpięcie filmu pomiędzy komedią a kinem przygodowym, co dzisiaj poczytujemy za zaletę. Szczególnie, że Keaton znakomicie wyważył swój film dramaturgicznie. Nadal ogląda się go z zapartym tchem i podziwem dla reżyserskiego i aktorskiego kunsztu tego nieprzeciętnego artysty o kamiennej twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/370259,buster-keaton-i-general-wracaja-do-kin.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-_TQuSQtlUvI/TuT1G1K9_uI/AAAAAAAAAPw/MfPrAoe_QUE/s1600/reset.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-_TQuSQtlUvI/TuT1G1K9_uI/AAAAAAAAAPw/MfPrAoe_QUE/s320/reset.jpg" width="223" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Reset (6+/10)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mężczyzna uwięziony w zniszczonym, rozbitym po wypadku aucie ma połamaną nogę, jest przygnieciony kilogramami metalu, szkła i plastiku. Nie pamięta nawet, kim jest ani jak się tam znalazł. Na tylnym siedzeniu spoczywa trup, a w zasięgu wzroku tylko gęsty las, ni żywego ducha. Można zdzierać gardło i wołać o pomoc, lecz rozpacz i krzyk przyciągają jedynie majaki i omamy. Tak właśnie wygląda koszmar na jawie głównego (i jedynego) bohatera "Resetu". Film ten jest nieco ponad osiemdziesięciominutowym wycinkiem z wielodniowych zmagań człowieka zmuszonego walczyć o życie z nieprzejednaną naturą oraz własnym, tak przecież niedoskonałym ciałem i płatającym figle umysłem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobnych filmów było już wiele – chociażby zrealizowane w przeciągu ostatniego roku "Pogrzebany" i "Frozen" – ale fascynują nieodmiennie, gdyż pokazują pewną całkiem prawdopodobną sytuację ekstremalną i, ograniczając filmową przestrzeń i zawężając obsadę aktorską często do jednego tylko wykonawcy, zręcznie manipulują widzem, każąc mu w pełni zidentyfikować się z oglądaną postacią. W "Resecie" jest to o tyle łatwe, że cierpiący na amnezję mężczyzna, odgrywany brawurowo przez Adriena Brody'ego, nie jest obciążony żadnym bagażem przeszłości, może być dosłownie każdym.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całość w portalu &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/reset-ucieczka-z-lap-smierci,1,4961164,wiadomosc.html"&gt;Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-P5TbZPOlPFs/TuT1DtQ5OUI/AAAAAAAAAPc/gA6Xf8TaRVg/s1600/wilk.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-P5TbZPOlPFs/TuT1DtQ5OUI/AAAAAAAAAPc/gA6Xf8TaRVg/s320/wilk.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Wilk (7-/10)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do niedawna szwedzkie prawo nie zezwalało na zabicie będącego pod ścisłą ochroną wilka nawet w okolicznościach wyjątkowych. Dzisiaj uciążliwe dla farmerów przepisy nieco złagodniały, ale jeszcze kilka lat temu broniących swoich stad hodowców tropiono niczym wyrachowanych kryminalistów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście istnieje też druga strona medalu, bowiem dochodziło do sporych nadużyć ze strony ludzi skorych do chwytania za strzelbę pod byle pretekstem, a przecież wilk w Skandynawii to nadal gatunek zagrożony. Film Daniela Alfredsona niewiele ma jednak wspólnego z publicystyką czy też próbą polemiki ze szwedzką legislacją, bowiem wzbrania się od jednoznacznej oceny którejkolwiek ze stron, wykazując zrozumienie dla obu. Bo jest "Wilk" w pewnym sensie opowieścią o niemożności pogodzenia racji sprzecznych stron – miasta i wsi – kierujących się odmiennymi zasadami, które nie mają żadnych punktów stycznych. Reguł z jednego środowiska nie da się przeszczepić na grunt drugiego, dochodzi więc do sytuacji z naszego punktu widzenia kuriozalnej. Punktem zapalnym dla filmowej intrygi jest zabicie napastliwego wilka przez dwójkę głównych bohaterów – opiekujących się stadem reniferów Klemensa i młodego Nejla. Rozpoczyna się policyjne dochodzenie przypominające swoją pieczołowitością te z detektywistycznych seriali.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całość w portalu &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/wilk-lojalnosc-wzgledem-stada,1,4906980,wiadomosc.html"&gt;Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3849103414242756911?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3849103414242756911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-sylwester-moneyball.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3849103414242756911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3849103414242756911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-sylwester-moneyball.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Sylwester...&quot;, &quot;Moneyball&quot;, &quot;Generał&quot;, &quot;Reset&quot;, &quot;Wilk&quot;.'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-kuasjgH2BSs/TuT1DLl8BmI/AAAAAAAAAPY/xR3xDjiUblc/s72-c/sylwester.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-4812492880277683076</id><published>2011-12-09T12:37:00.004+01:00</published><updated>2011-12-10T23:02:54.168+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Back to the future ze Stephenem Kingiem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podczas niedawnej jazdy autobusem usłyszałem przechwałkę jakiegoś faceta, który chełpił się tym, iż w ciągu siedmiu lat nie przeczytał ani jednej książki. Zasmuciłem się lekko, gdyż winę za ten fakt ponoszę między innymi ja, bowiem w swojej nadgorliwości wyrabiam kilkaset procent normy i kto inny sięgać po literaturę już nie musi. A po przeczytaniu nowej książki Stephena Kinga, liczącej sobie bez mała dziewięćset stron, zapewniłem tamtemu panu kolejne lata spokoju.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-yHuGEzkOx0I/TuHz2mVSd3I/AAAAAAAAAPQ/9cYCbDld-SA/s1600/king.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-yHuGEzkOx0I/TuHz2mVSd3I/AAAAAAAAAPQ/9cYCbDld-SA/s1600/king.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://www.film.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/stephen_king/dallas-63/okladka-200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stephen King w "Dallas '63" radykalnie odchodzi od gatunku, na którym zdudował swoją literacką karierę i zamiast horroru napisał obyczaj. Pewnie, obecne są w książce wątki nadnaturalne, lecz nie mają one kluczowego wpływu na gatunkową przynależność powieści. Oczywiście jest ona i tak umowna, bowiem King lawiruje pomiędzy historical fiction a sensacją, w końcówce zahaczając wreszcie o fantastykę. Krytyka zachodnia, z małymi wyjątkami, zachwyca się "Dallas '63" i pozostaje zadać sobie pytanie - czy w takim razie King sam wbija sobie nóż w plecy, skoro jego najlepsza od lat książka jest powieścią obyczajową, a nie horrorem? Po co więc zawracać sobie głowę fantastyką? Pytanie zostawiam pod rozwagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;King z zamiarem napisania historii o skromnym nauczycielu, który przenosi się w czasie, chcąc ocalić Johna Fitzgeralda Kennedy'ego, nosił się już od kilkudziesięciu lat. Nie mam pojęcia, jak pomysł ten ewoluował, ale w końcowcym rozrachunku okazuje się, że został potraktowany pretekstowo - równie dobrze Jake Epping mógłby przenieść się w czasie, aby klepnąć w pupę Marilyn Monroe albo napić się whisky z Humphreyem Bogartem. I to właśnie fabularna dwoistość jest w gruncie rzeczy jedynym (może poza nie do końca udaną, nierówną i zwyczajnie nużącą końcówką) minusem "Dallas '63". Złapałem się niejednokrotnie na tym, że chciałbym czym prędzej przesunąć wzrokiem po stronach, na których King opisuje szpiegowskie praktyki Eppinga, który niezmordowanie śledzi Lee Oswalda i powrócić do sielskiego Jodie, gdzie osiedlił się nasz bohater. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziwnie jednak zacząłem ten wpis, ponieważ wyciągam na wierzch wady książki, w której zakochałem się bez pamięci i poświęciłem kilka intymnych wieczorów, a w ciągu dnia odliczałem godziny do chwili, kiedy ponownie sięgnę po tę cegłę. Bo "Dallas '63" to jedna z literackich przygód, które wspominał będę jeszcze długo, książka niemalże perfekcyjna i niesamowicie wciągająca. Czasoprzestrzenna dziura wcale nie znajduje się na zapleczu zapyziałej jadłodajni, gdzie znalazł ją Jake, ale na pierwszej stronie powieści. King jest świetnym obserwatorem rzeczywistości (nawet tej minionej) i widziana jego oczyma Ameryka przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych odmalowana została w najdrobniejszych szczegółach - chylę czoła przed ogromem pracy, jaki musiał włożyć w research. Moja (pop)kulturowa i obyczajowa wizja Stanów z tamtych lat była dotychczas konsekwentnie budowana głównie przez kino - teraz "Dallas '63" dokłada swoją cegiełkę. A jednak stary pisarz też może nauczyć się nowych sztuczek.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-4812492880277683076?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/4812492880277683076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/back-to-future-ze-stephenem-kingiem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4812492880277683076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4812492880277683076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/back-to-future-ze-stephenem-kingiem.html' title='Back to the future ze Stephenem Kingiem'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-yHuGEzkOx0I/TuHz2mVSd3I/AAAAAAAAAPQ/9cYCbDld-SA/s72-c/king.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5345650098136623779</id><published>2011-12-07T09:49:00.002+01:00</published><updated>2011-12-08T21:22:17.773+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wywiad'/><title type='text'>Simon Bisley - wywiad w "Nowej Fantastyce"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Grudniowa "Nowa Fantastyka" jeszcze przez jakieś dwa tygodnie na półkach, a w numerze moja rozmowa z Simonem Bisleyem, autorem komiksów "Lobo" i "Slaine", której fragment prezentuję poniżej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-u_CO6O525CM/Tt8mSJJNKuI/AAAAAAAAAPI/Osry7-HiO2Y/s1600/okladka_NF12_2011-max.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-u_CO6O525CM/Tt8mSJJNKuI/AAAAAAAAAPI/Osry7-HiO2Y/s1600/okladka_NF12_2011-max.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Bartosz Czartoryski: Musi podobać ci się w Polsce, skoro przyjechałeś tutaj już po raz drugi w tym roku.&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Simon Bisley: Tak, bardzo mi się podoba! Kilka miesięcy temu byłem w Gdańsku, teraz jestem tutaj. Wiesz, moi prapradziadkowie byli z Polski... wydaje mi się, że z Krakowa. Z kolei mój dziadek należał do polskiego ruchu oporu, brał udział w różnych akcjach dywersyjnych, walczył z Rosjanami. Potem wstąpił do armii, do polskiej dywizji w brytyjskim wojsku, był pod Monte Cassino. A moją babkę, a także matkę, zabrano na przymusowe roboty do Związku Radzieckiego, pracowały w kopalniach na Syberii. Ale udało im się przeżyć. Powracając jednak do twojego pytania – pewnie, że podoba mi się w Polsce, stąd przybyli moi przodkowie, stąd są moi bracia i siostry.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;(...)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Czy rysownik komiksów nie jest podobny do gwiazdy rocka? W końcu obaj jeżdżą w trasy.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A nie wiem. Wydaje mi się, że jedno i drugie to sposób na zarobienie kilku groszy, by mieć na czynsz albo za co postawić własny dom. Ale to ciekawa analogia, w końcu obaj tworzymy, tyle że ja zamiast gitary mam ołówek i pędzel. Myślę też, że artysta nie jest w pełni odpowiedzialny za swoje dzieło, za to, co robi, to jego przywilej. Jak już coś zrobi, to zrobi, i od ciebie, jako odbiorcy, zależy, jak to odbierzesz. (...) Kiedy teraz myślę o takim Lobo, widzę siebie, ale ze wszystkimi zębami i długimi włosami. Strasznie byłem wtedy sponiewierany przez los. Co do Slaine'a... nie sposób chyba faceta nie lubić. Chodzi, siecze, dyma co popadnie. Był dla mnie o tyle ważny, że to jedna z tych prac, dzięki którym jestem rozpoznawalny. Na pewnym etapie komiksy te okazały się bardzo dla mnie pomocne, dzięki nim się wybiłem, dostałem szansę. Lobo to już inna bajka, to szalona jazda... przynudzam? Żebyś mi tutaj nie zasnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Bez obaw, wytrzymam jeszcze kilka minut.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to okej. Podczas pracy nad Lobo bawiłem się świetnie, bo ta postać lepiej niż Slaine oddaje moją własną osobowość.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;(...)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A zgodziłbyś się narysować coś, co zupełnie cię nie przekonuje, co się kłóci z twoim wewnętrznym "ja"?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurde, nie wiem. Tak naprawdę, to zastanawiam się, czy w ogóle wziąłbym się za rysowanie, gdybym mógł w jakiś inny, sensowny sposób zapewnić sobie dostatnie życie. Ale pewnie tak, w końcu to praca, pieprzona praca. Zresztą, jeśli chodzi o moje artystyczne preferencje, chętnie poświęciłbym się malowaniu. Zdecydowanie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Reszta wywiadu w grudniowym numerze &lt;a href="http://www.fantastyka.pl/"&gt;"Nowej Fantastyki"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5345650098136623779?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5345650098136623779/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/simon-bisley-wywiad-w-nowej-fantastyce.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5345650098136623779'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5345650098136623779'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/simon-bisley-wywiad-w-nowej-fantastyce.html' title='Simon Bisley - wywiad w &quot;Nowej Fantastyce&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-u_CO6O525CM/Tt8mSJJNKuI/AAAAAAAAAPI/Osry7-HiO2Y/s72-c/okladka_NF12_2011-max.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-76085409560643449</id><published>2011-12-05T10:22:00.005+01:00</published><updated>2011-12-08T21:22:05.980+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kino'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Tydzień w kinie - recenzje, recenzje, recenzje...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na dobry początek tygodnia wrzucam recenzje czterech filmów, które miały swoje premiery w zeszły piątek - "Kobiety z 6. piętra", "Wyścig z czasem", "Anatomia strachu" oraz "Jak ona to robi?".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YsUzOktMOeg/TtyKp_GCkWI/AAAAAAAAAOo/LpWpme6tNEI/s1600/kobiety.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-YsUzOktMOeg/TtyKp_GCkWI/AAAAAAAAAOo/LpWpme6tNEI/s1600/kobiety.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niedawno na nasze ekrany wszedł film „Służące”, traktujący o trudnym losie czarnoskórych gospodyń, opiekunek i kucharek z południa Stanów Zjednoczonych w czasach, kiedy segregacja rasowa stanowiła podstawę praw lokalnych. Tytuł ten pada nieprzypadkowo, ponieważ teraz w kinach gości produkcja francuska o podobnej tematyce, ale nieco innym charakterze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Służące” lawirują pomiędzy lekką komedią ku pokrzepieniu serc a dramatem społecznym; „Kobiety z 6. piętra” od pierwszej do ostatniej minuty nie tracą gatunkowej spójności: to konsekwentnie zrealizowane, zabawne, wielkoduszne kino. Oczywiście i tutaj nie dało się uniknąć pewnych zagadnień natury społecznej, wszak rzecz dzieje się w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych, do Francji zjeżdżają emigranci z Hiszpanii, zmuszeni do opuszczenia kraju przez ciężką sytuację ekonomiczną frankistowskiego reżimu, a podziały klasowe nadal funkcjonują silnie wśród paryskiego mieszczaństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I podobnie jak „Służące”, film wyreżyserowany przez Philippe le Guaya opisuje proces fraternizacji zupełnie różnych środowisk, choć wnioski z obu seansów płyną nieco odmienne – w „Kobietach z 6. piętra” akceptacja klasy robotniczej przez burżuazję wydaje się możliwa jedynie w skali lokalnej. Ukazana zostaje wszechobecna obłuda, bowiem wyraźnie lewicujący, ulegający indoktrynacji w szkole synowie pana Jouberta, głównego bohatera, krzyczą przy obiadowym stole, że De Gaulle to tyran i morderca, ale jednocześnie okazują wzgardę służącej, choć ojciec chłopców przedstawił ją jako uciekinierkę z kraju trzymanego żelazną ręką Franco. Sympatie polityczne nie są więc wystarczającą przeciwwagą dla podziału klasowego. Ale „Kobiety z 6. piętra” nie brną w polityczne dysputy – to nade wszystko ciepły film o nieustannych próbach serdecznego zrozumienia człowieka przez człowieka. Wątek społeczno-polityczny nie przysłania radosnej w duchu komedii o znudzonym życiem, przedwcześnie starzejącym się mężczyźnie, który odnajduje wreszcie „joie de vivre”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://kino.org.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=1272&amp;amp;Itemid=1"&gt;na stronie miesięcznika "Kino"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JCOGkyZefAw/TtyKrFKp9tI/AAAAAAAAAOw/ROZQiQnfm5o/s1600/wyscig.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-JCOGkyZefAw/TtyKrFKp9tI/AAAAAAAAAOw/ROZQiQnfm5o/s320/wyscig.jpg" width="220" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niespodziewanie dobry thriller science fiction od Andrew Niccola, który wyreżyserował niezłą "Gattacę. Szok przyszłości", a także zdobył Oscara za scenariusz do "Truman Show". Niespodziewanie, bo materiały promocyjne sugerowały młodzieżowe kino z niższej półki. A okazuje się, że "Wyścig z czasem" znakomicie uzupełnia filmografię Niccola, który kolejny raz sięga po estetykę sci-fi i za jej pośrednictwem dotyka kwestii społecznych i politycznych – niestety, zbyt pobieżnie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całość &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/369331,justina-timberlake-a-wyscig-z-czasem-i-walk-z-systemem.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DB9KXqezAi0/TtyKsR6LhCI/AAAAAAAAAO4/aFEdd7zrX6c/s1600/jak_ona_to_robi_plakat.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-DB9KXqezAi0/TtyKsR6LhCI/AAAAAAAAAO4/aFEdd7zrX6c/s320/jak_ona_to_robi_plakat.jpeg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po serii niegrzecznych amerykańskich komedii romantycznych na ekranach gości film ciepły niczym zimowe kino familijne – nikt tutaj nie zostanie ze złamanym sercem. "Jak ona to robi?" wpisuje się w przedświąteczny klimat, ale to produkcja miałka i rozmyta, jakby rozleniwiona i ospała. Próżno szukać w niej mocnego języka i żartów na granicy przyzwoitości, co można poczytać za zaletę, ale brak tutaj pazura, który stanowiłby o jakiejkolwiek wyjątkowości tego tonącego w przeciętniactwie filmu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całość &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/369327,.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NbjaU0sk6wE/TtyLJ3jk-xI/AAAAAAAAAPA/FruM76UVOuQ/s1600/anato.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-NbjaU0sk6wE/TtyLJ3jk-xI/AAAAAAAAAPA/FruM76UVOuQ/s320/anato.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Puste sale kinowe, finansowa klapa i cięgi od zachodniej krytyki – w efekcie „Anatomię strachu” zdjęto z amerykańskich ekranów po zaledwie dziesięciu dniach wyświetlania i skierowano do obiegu sklepowego. Joel Schumacher zapewne zdążył już przyzwyczaić się do podobnego odbioru swoich filmów, choć wątpliwe, czy do porażek tak miażdżących można w ogóle przywyknąć. Szczególnie, że w przypadku „Anatomii strachu” otrzymywane baty nie są do końca sprawiedliwe. Pewnie, thriller ten to nic wielkiego, żaden wyczyn, zaledwie przeciętniak, ale na pewno nie zasłużył na tak srogie potraktowanie.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Reszta (razem z oceną 3/6) w grudniowym numerze magazynu &lt;a href="http://film.com.pl/"&gt;"Film"&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-76085409560643449?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/76085409560643449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-recenzje-recenzje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/76085409560643449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/76085409560643449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/tydzien-w-kinie-recenzje-recenzje.html' title='Tydzień w kinie - recenzje, recenzje, recenzje...'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-YsUzOktMOeg/TtyKp_GCkWI/AAAAAAAAAOo/LpWpme6tNEI/s72-c/kobiety.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-7556886739648275407</id><published>2011-12-02T09:42:00.004+01:00</published><updated>2012-02-12T15:13:26.543+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seans bez powodu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Seans bez powodu: "The Woman"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj druga odsłona &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/seans-bez-powodu-dead.html"&gt;&lt;i&gt;seansu bez powodu&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Opowiem o filmie dla mnie szczególnym, bo maczał w nim palce amerykański pisarz Jack Ketchum, którego niezwykle lubię i poważam, a reżyserią zajął się Lucky McKee, twórca fantastycznego "May". Panowie pracowali już razem nad doskonałym "Red" z Brianem Coxem (na marginesie - w styczniu zaczynam tłumaczenie powieści, na podstawie której ten film powstał. Na półkach księgarń powinna pojawić się jeszcze przed wakacjami), więc znają się jak łyse konie. I choć "The Woman" nie jest filmem tak dobrym jak poprzedni projekt spółki Ketchum/McKee, to rzecz interesująca, chociażby dlatego, że multimedialna - panowie pracowali symultanicznie nad scenariuszem i książką. Miałem szczęście przeczytać powieść jeszcze przed jej światową premierą, więc film stracił dla mnie element zaskoczenia, lecz zapewniam, że końcówka będzie dla Was kompletną niespodzianką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-CyiAeVWlqvA/TtiGt0PCDAI/AAAAAAAAAOg/YlPRjYSssWE/s1600/the-woman-poster-green-eyes.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-CyiAeVWlqvA/TtiGt0PCDAI/AAAAAAAAAOg/YlPRjYSssWE/s320/the-woman-poster-green-eyes.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt; Myślę, że wyszła nam naprawdę niezła rzecz. Miałem szczęście, bowiem cała ekipa,&amp;nbsp; od Lucky'ego i aktorów aż po technicznych, doskonale rozumiała moją wizję - &lt;/i&gt;powiedział mi Jack Ketchum, kiedy po skończonych zdjęciach zapytałem go o jego opinię na temat filmu. I faktycznie - "The Woman" jest wierną adaptacją powieści, będącej trzecią częścią trylogii kanibalistycznej, rozpoczętej książką "Poza sezonem" (w&amp;nbsp; polskich księgarniach od ponad roku) i kontynuowaną "Potomstwem" (kilka lat temu powstał dość przeciętny film na jej podstawie, a książka w moim tłumaczeniu wyjdzie na wiosnę). Znajomość poprzednich części jest według mnie wskazana, żeby wprowadzić się w atmosferę i dowiedzieć, skąd w ogóle wzięła się tytułowa postać, lecz nie jest to nieodzowne, film broni się sam. A o co w tym wszystkim chodzi? Otóż pan Cleek, małomiasteczkowy prawnik, podczas rutynowej przebieżki po lesie, pomiędzy drzewami wypatruje Kobietę - ostatnią z klanu żerujących w Maine kanibali. Udaje mu się ją pochwycić i zamknąć w piwnicy - wszystko pod pretekstem ucywilizowania dzikuski. Poroniony pomysł to zasłona dymna, bo Cleek to czystej krwi sadysta i zboczeniec. McKee i Ketchum krok po kroku odsłaniają patologie, które toczą pozornie zwyczajną, mieszkającą na uboczu rodzinę. Eskalacja agresji prowadzi do makabrycznego finału. No właśnie, ponoć w Stanach ludzie w kin uciekali z powodu wiader krwi i flaków, które wylewano na planie. To nie do końca prawda, ale z pewnością "The Woman" do grzecznych filmów nie należy. Ode mnie to tyle, zachęcam do oglądania i oddaję głos reżyserowi, bowiem jakiś czas temu miałem okazję porozmawiać z Luckym i posłuchać, co ma do powiedzenia na temat swojego nowego dzieła - &lt;i&gt;Jestem naprawdę zadowolony z "The Woman". Miałem wolną rękę, nikt nie ingerował w to, co robię. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo mnie wkurza, kiedy ktoś ciągle szepcze mi do ucha i mówi, co mam robić, to potrafi zamordować film. No i, co istotne, na planie ciągle obecny był Ketchum, mogłem więc konsultować z nim każdy ryzykowny ruch. Dzięki niemu byłem pewien, że nic nie spieprzymy!&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-7556886739648275407?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/7556886739648275407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/seans-bez-powodu-woman.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7556886739648275407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7556886739648275407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/12/seans-bez-powodu-woman.html' title='Seans bez powodu: &quot;The Woman&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-CyiAeVWlqvA/TtiGt0PCDAI/AAAAAAAAAOg/YlPRjYSssWE/s72-c/the-woman-poster-green-eyes.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5967875007699307529</id><published>2011-11-30T09:59:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T21:21:33.637+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Zbrodnia na białym tle</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miałem dzisiaj zamieścić jakiś oryginalny wpis, lecz z uwagi na natłok obowiązków wspomogę się "przedrukiem". W aktualnym numerze miesięcznika kulturalnego "Odra", w dużym stopniu poświęconego kryminałowi, znalazł się esej mojego autorstwa traktujący o filmowych odmianach opowieści o zbrodni. Poniżej prezentuję fragment tekstu i zachęcam do kupna tego nietuzinkowego czasopisma. Zobowiązuję się też, że w piątkowej aktualizacji powrócę do mojego cyklu &lt;i&gt;seans bez powodu&lt;/i&gt; i napiszę o filmie "The Woman", który jest owocem współpracy pisarza Jacka Ketchuma i reżysera Lucky'ego McKee.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wl4lHbt2NrY/TtXvs-bM8HI/AAAAAAAAAOY/6po4KVfRFr8/s1600/marlowe.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="242" src="http://1.bp.blogspot.com/-wl4lHbt2NrY/TtXvs-bM8HI/AAAAAAAAAOY/6po4KVfRFr8/s320/marlowe.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Humphrey Bogart jako Sam Spade w "Sokole maltańskim"&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Zbrodnia na białym tle&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakkolwiek trudno znaleźć wspólny mianownik dla ogromu dokonań kina światowego, tak można, posługując się uproszczeniem na tyle znacznym, że aż przez swoją nieprecyzyjność prawie niedopuszczalnym, określić cechę wspólną kryminału, filmu sensacyjnego i horroru – obecność zbrodni. Rzecz jasna, takie kryterium nie jest w istocie żadnym szczególnym, da się je zaaplikować i do komedii, i do, dajmy na to, science-fiction, ale bodaj tylko w tych trzech gatunkach filmowych przestępstwo jest niemal zawsze punktem wyjścia. Myśląc o kryminale, często przed oczyma mamy szaradziarskie zagadki Agathy Christie czy Arthura Conan Doyle'a, dla których, chyba bez wyjątku, zbrodnia jest istnym centrum uwagi, osią akcji i jej podporą. Kanoniczne już pytanie: kto zabił/ukradł? wisi w powietrzu przez cały czas, a finał przynosi ujawnienie upragnionej tożsamości mordercy, tudzież złodzieja. To istna gra z czytelnikiem czy też widzem (jeśli mowa o adaptacjach prozy obojga mistrzów kryminału klasycznego), który wciągnięty jest do zabawy, bo w tych przypadkach zbrodnia faktycznie posiada walor rozrywkowy. Ba, takie jej przedstawienie zmienia nawet wagę czynu, staje się on w gruncie rzeczy niegroźny, bo nieodzowny dla wspomnianej już zabawy. Od początku wiemy, kto dobry, a kto zły i że ten drugi zostanie w końcu ukarany – nie ma odstępstwa od tej reguły. I choć z podobną konwencją literatura i kino praktycznie zerwały, często na rzecz popularnych dzisiaj, nihilistycznych dzieł gatunku albo jego cynicznych przeróbek, nadal model Christie i Conan Doyle'a funkcjonuje w powszechnej świadomości na zasadzie skojarzenia, jako kryminał definitywny. Kiedy więc zdecydujemy się na wykorzystanie teorii zbiorów rozmytych dla literatury oraz filmu kryminalnego i jądrem zbiorów uczynimy „Studium w szkarłacie”, tudzież „Morderstwo w Orient Expressie”, przy wyjściu z założenia, że w centrum twórczości Christie i Conan Doyle'a znajduje się zbrodnia, usprawiedliwimy niejako stwierdzenie, że warunkiem dla zaistnienia kryminału jest przestępstwo, bez niego intryga nie ma prawa się zawiązać. I w tę teorię wpisują się nawet dzieła takie jak „Sokół maltański”, które korzystają ze zbrodni na zasadzie hitchcockowskiego MacGuffina, jako pretekstu dla poruszenia trybów fabularnej machiny. Tak więc, poszerzając nieco tematyczne spektrum kryminału czy też filmu sensacyjnego, bo właśnie o tych dwóch gatunkach powiemy szerzej w dalszej części tekstu, wolno domniemywać, iż mimo że nieodzowna, zbrodnia nie musi być głównym tematem utworu, ale niezmiennie to na jej tle zostają opisani przez autora dzieła bohaterowie i ich zachowania. Na przestrzeni lat perspektywa kryminału filmowego zmieniała się dynamicznie, w zależności od panujących literackich trendów i mód szerokości geograficznej, sytuacji społecznej i politycznej. I choć nakreślenie nawet krótkiej historii kryminału i sensacji oraz ich odmian w kinie głównego nurtu w formie eseju zdawać się może próbą samobójczą, warto ją podjąć, choćby ze względu na niesłabnącą fascynację tymi gatunkami w Polsce. Przyjrzymy się tym mniej standardowym, w porównaniu do wyjściowego kryminału Christie i Conan Doyle'a, odgałęzieniom nurtu, poświęcimy też akapit polskiemu filmowi o zbrodni. Miejscami pozwolę sobie na odejście od klasycznego podziału kryminał/sensacja na potrzeby lepszego i trafniejszego zobrazowania jakiegoś zjawiska, na co zezwala samo kino i jego elastyczna materia, przekraczająca raz po raz gatunkowe podziały. Jak pisała Alicja Helman we wstępie do swojego leksykonu filmów sensacyjnych: &lt;i&gt;film bowiem, generalnie sprawę ujmując, nie jest i nigdy nie był domeną gatunków czystych&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dalszy ciąg eseju &lt;a href="http://odra.okis.pl/issue.php/111"&gt;w listopadowej "Odrze"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5967875007699307529?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5967875007699307529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/zbrodnia-na-biaym-tle.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5967875007699307529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5967875007699307529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/zbrodnia-na-biaym-tle.html' title='Zbrodnia na białym tle'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-wl4lHbt2NrY/TtXvs-bM8HI/AAAAAAAAAOY/6po4KVfRFr8/s72-c/marlowe.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6436209582664762586</id><published>2011-11-28T10:44:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T21:21:13.018+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='your movie rocks/sucks'/><title type='text'>Tydzień w kinie - "Szpieg", "Zamiana ciał", "Syberia. Monamour"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj wymyśliłem sobie, że będę utrzymywał regularność wpisów i zamieszczał je w systemie poniedziałek-środa-piątek. Tym sposobem może uda mi się nie pracować w weekendy i trzymać z daleka od komputera. Tyle słowem wstępu. W zeszły piątek na ekrany weszło kilka znakomitych filmów (ale też i parę gniotów). Poniżej prezentuję recenzje, które napisałem dla "Dziennika", oraz rozmowę o "Szpiegu" z Piotrem Plucińskim, dziennikarzem i krytykiem filmowym, autorem znakomitego bloga &lt;a href="http://film.blog.polityka.pl/"&gt;Off the Record&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-BAS92htO-eM/TtNXECE2VCI/AAAAAAAAAOA/qWQhluEHC_Y/s1600/szpieg.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-BAS92htO-eM/TtNXECE2VCI/AAAAAAAAAOA/qWQhluEHC_Y/s320/szpieg.jpg" width="225" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;PP: „Szpieg” – mało zachęcający tytuł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Nijaki. Rozumiem jednak decyzję dystrybutora i jego obawy przed całą litanią „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg” widniejącą na plakatach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Gorzej, że decyzja dystrybutora wymogła zmianę także na wydawcy. Re-edycja książki Johna Le Carre’a, która trafiła właśnie na sklepowe półki, również korzysta z tego skrótu. Sam tytuł odnosi się zresztą do popularnej brytyjskiej rymowanki i w dobry sposób podsumowuje fabułę filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Tak, to jest niezwykle interesujące, bowiem wyliczanka ta, w nieco dłuższej formie, służyła niegdyś dzieciom do wróżb. A w filmie mamy czterech podejrzanych, zaś ślady i poszlaki wskazują, że każdy z nich może być tak samo winny, a więc trudność w namierzeniu podwójnego agenta wyrażona jest właśnie poprzez nawiązanie do dziecięcego wierszyka. Innymi słowy – to istne mission impossible.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Uproszczenie tytułu to oczywiste posunięcie marketingowe, ale też swego rodzaju strzał w stopę. Jasne, łatwiej wybrać się na „Szpiega” niż „Druciarza, krawca i coś tam, coś tam” (cytat spod kasy kina), ale rodzi to także pewne oczekiwania. Na moim pokazie część widzów wyglądała na zdezorientowanych formułą filmu, spodziewając się raczej tego, co obiecuje polski tytuł – przejrzystej sztampy. Tymczasem fabuła filmu Tomasa Alfredsona do najklarowniejszych nie należy, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Myślę jednak, że i pełny tytuł nie powiedziałby polskiemu widzowi wiele. Problemu upatrywałbym raczej w tym, że obecnie niemalże od każdego filmu oczekuje się przejrzystej sztampy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg dyskusji na &lt;a href="http://film.blog.polityka.pl/2011/11/27/your-movie-rocks-szpieg/#comments"&gt;Off the Record&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rtK62sxJpIU/TtNXJwT452I/AAAAAAAAAOQ/QuQTHPEhdXU/s1600/syberia.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-rtK62sxJpIU/TtNXJwT452I/AAAAAAAAAOQ/QuQTHPEhdXU/s320/syberia.jpg" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Syberia. Monamour (3/5)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Specyficznemu poczuciu humoru Slava Ross daje wyraz już w tytule swojego filmu – francuskie słowo Monamour opisuje tutaj zapadłą, opuszczoną dziurę na końcu świata, w której czas zatrzymał się gdzieś w zeszłym stuleciu. W jednej z chat mieszka leciwy, bogobojny Iwan i jego siedmioletni wnuk, Lioszka. Żyje im się ciężko, bo wokół las, pośród drzew grasują bandy dzikich psów, a prowiant dostarcza im wujek Jurij, choć i jego spotyka wreszcie marny koniec. Równoległy wątek opisuje poszukiwania młodej prostytutki prowadzone przez dwóch żołnierzy, których zadaniem jest przyprowadzić dziewczynę zwierzchnikowi. Znakomicie sfotografowana, acz wyreżyserowana nieco siermiężnie „Syberia, Monamour” doskonale zamyka w sobie rosyjskiego ducha – łączy brutalny, ale szczery naturalizm z mrocznym poczuciem humoru, unurzanym w kieliszku wódki. No i dotyka tematu, który interesował już niejednego filmowca z tamtych stron – czy można wyzwolić się ze stanu nie będącego ani życiem, ani śmiercią?&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Recenzja ukazała się w piątkowym "Dzienniku", lecz nie została udostępniona na stronie, więc wrzuciłem całość.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zwVL6Nlwr2w/TtNXINa1MCI/AAAAAAAAAOI/b0MN1R6aZSQ/s1600/zamiana.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-zwVL6Nlwr2w/TtNXINa1MCI/AAAAAAAAAOI/b0MN1R6aZSQ/s320/zamiana.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Zamiana ciał (1/5)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Nieoczekiwana zmiana miejsc i ciał, spowodowana oddaniem moczu do miejskiej fontanny i nieopatrznym wypowiedzeniem skrywanego w głębi ducha życzenia wrzuca dawno już upupionego męża do kawalerki zamieszkiwanej przez jego kumpla obiboka... Ten na życie zarabia rólkami w miękkich pornosach, a wieczorami podrywa dziewczyny w szkole rodzenia. Ale i dla niego los ma coś w zanadrzu – utracjusz będzie musiał sprawdzić się w roli ojca i przykładnego małżonka. Obaj muszą więc odszukać w sobie drugie ja, aby nie zrujnować sobie nawzajem dotychczasowego życia. Po drodze odrobią zaległą pracę domową – Mitch z odpowiedzialności i moralności, a Dave z radości życia i zwyczajnego, codziennego luzactwa.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/368199,.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;.&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6436209582664762586?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6436209582664762586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/tydzien-w-kinie-szpieg-zamiana-cia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6436209582664762586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6436209582664762586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/tydzien-w-kinie-szpieg-zamiana-cia.html' title='Tydzień w kinie - &quot;Szpieg&quot;, &quot;Zamiana ciał&quot;, &quot;Syberia. Monamour&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-BAS92htO-eM/TtNXECE2VCI/AAAAAAAAAOA/qWQhluEHC_Y/s72-c/szpieg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-8410557176626665197</id><published>2011-11-25T08:30:00.003+01:00</published><updated>2011-12-08T21:20:55.735+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Mój weekend z Marilyn</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy piszę te słowa, data polskiej premiery filmu "My Week with Marilyn" nie jest jeszcze znana. Oglądać więc na razie nie mamy co, ale czytać - jak najbardziej. Oto krótkie recenzje dwóch książek, które w ostatnich miesiącach ukazały się nakładem Wydawnictwa Literackiego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-U_D2GvJMGng/Ts9DScaoWZI/AAAAAAAAANw/MSAXk0-j3h4/s1600/mm+frag.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-U_D2GvJMGng/Ts9DScaoWZI/AAAAAAAAANw/MSAXk0-j3h4/s320/mm+frag.jpg" width="244" /&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-U_D2GvJMGng/Ts9DScaoWZI/AAAAAAAAANw/MSAXk0-j3h4/s1600/mm+frag.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pięknie wydane „Fragmenty” zawierają, jak mówi sam podtytuł, wiersze, zapiski intymne i listy Marilyn Monroe. Od strony edytorskiej nie można nic temu albumowi zarzucić – świetne, wysokiej jakości fotografie; oryginalne skany prywatnych notatek Marilyn; dołączona do nich transkrypcja i tłumaczenie. Pozycja to niezaprzeczalnie interesująca, bowiem umożliwia czytelnikowi wgląd we wcześniej niepublikowane materiały, do których dostęp mieli jedynie biografowie i historycy filmu. A jednak „Fragmenty” mają wartość chyba tylko w połączeniu z nabytą już wcześniej wiedzą o Marilyn – aby udanie zinterpretować niektóre zapiski i odnieść je do życiorysu gwiazdy, potrzebny jest odpowiedni kontekst, którego opisywana pozycja nie dostarcza. Tak czy inaczej – mieć trzeba.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-VoOPStqm8MY/Ts9DYtno0kI/AAAAAAAAAN4/dMiBHL0DpSo/s1600/mm+i+am.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-VoOPStqm8MY/Ts9DYtno0kI/AAAAAAAAAN4/dMiBHL0DpSo/s320/mm+i+am.jpg" width="199" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Książkę "Marilyn Monroe i Arthur Miller" potraktować trzeba jako powtórkę z rozrywki, próbę usystematyzowania pewnych faktów, bowiem żadne białe plamy z życiorysu tych dwóch nietuzinkowych postaci nie zostają zamalowane. Długi na sto osiemdziesiąt stron esej Christy Maerker nie obala żadnych mitów na temat Marilyn, raczej wyraża niemoc autorki, niezdolnej opisać fenomen gwiazdy. Zamiast subiektywnych wniosków i nowej perspektywy otrzymujemy protekcjonalną, napisaną z nadmierną emfazą i egzaltacją charakterystyczną dla tanich, grafomańskich romansideł i tabloidów, krótką historyjkę o równie krótkim małżeństwie. Związkowi Millera i Monroe poświęcono zaledwie połowę książki, reszta to skrótowe biografie aktorki i pisarza, do tego przeniknięte przez irytujące przekonanie autorki, że Marilyn i autora „Śmierci komiwojażera” połączyli &lt;i&gt;bogowie&lt;/i&gt; albo &lt;i&gt;przeznaczenie&lt;/i&gt;. Tytuł dla początkujących, chcących uporządkować swoją wiedzę, lub... poszukiwaczy sensacji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;A o Marilyn pisałem jeszcze &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/spadajaca-gwiazda-marilyn-monroe.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/05/marilyn-monroe-w-onecie.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-8410557176626665197?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/8410557176626665197/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/moj-weekend-z-marilyn.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8410557176626665197'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8410557176626665197'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/moj-weekend-z-marilyn.html' title='Mój weekend z Marilyn'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-U_D2GvJMGng/Ts9DScaoWZI/AAAAAAAAANw/MSAXk0-j3h4/s72-c/mm+frag.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-563367858705812689</id><published>2011-11-23T11:48:00.002+01:00</published><updated>2011-12-08T21:20:46.121+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wywiad'/><title type='text'>Grzegorz Rosiński opowiada o Thorgalu, a ja o "Statku mieczu"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A oto krótka rozmowa z Grzegorzem Rosińskim, którą przeprowadziłem podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi oraz recenzja nowego tomu o przygodach Thorgala. Na blogu publikowałem już wywiad z innym gościem imprezy, Brianem Azzarello (&lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/batman-to-wariat-rozmowa-z-brianem.html"&gt;o tutaj&lt;/a&gt;), a w grudniowym numerze "Nowej Fantastyki" znajdziecie zapis mojego spotkania w cztery oczy z Simonem Bisleyem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DMRiWloy8Pc/TszO8Aw7s9I/AAAAAAAAANg/kUZISbL1fic/s1600/rosinski.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="204" src="http://3.bp.blogspot.com/-DMRiWloy8Pc/TszO8Aw7s9I/AAAAAAAAANg/kUZISbL1fic/s320/rosinski.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Bartosz Czartoryski: Jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne spin-offy serii o Thorgalu – była „Kriss de Valnor”, teraz powieść oraz seria o Louve. Czy możemy się spodziewać, że będzie Pan w te projekty aktywnie zaangażowany, czy raczej ograniczy się Pan do rysowania okładek?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grzegorz Rosiński: Pozostanę przy jednej serii. Myślę, że nie tylko czytelnik, ale i twórca dorasta razem z komiksem i głupio bym się teraz czuł w świecie nastoletnich bohaterów. Szczerze mówiąc, ja nie lubię tych wszystkich odłamów, rozgałęzień, są one według mnie wtórne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;No ale już nawet główna seria poszła w zupełnie inną stronę, bohaterem jest teraz Jolan...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, ale nie mam pojęcia, do czego to wszystko prowadzi, i zaryzykuję nawet stwierdzenie, że sam scenarzysta tego nie wie. Autor lubi przecież czasem zaskoczyć samego siebie. Każdy pisarz odkrywa historię w miarę pisania i nieważne, czy jest to książka, czy komiks. Na tym właśnie polega przyjemność tworzenia, podobnie jest zresztą z malowaniem, muzyką. Nie chodzi, żeby coś zagrać, czy dokończyć obraz, ale kreować coś nowego. To jest frajda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A czy kiedy wyszedł „Western”, też nie wiedział Pan jeszcze, gdzie podąża? Wydaje mi się, że Pańska droga twórcza była już konsekwentnie zaplanowana, wszak kontynuował Pan przygodę z malowaniem w „Zemście hrabiego Skarbka”, a potem w samym „Thorgalu”.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej zmiany zachęcił mnie scenariusz. Na studiach dowiedziałem się, że ilustrator to taki zawód, w którym każda książka winna być zupełnie nową przygodą, potrzebującą świeżego środka wyrazu. Tak jak inaczej człowiek wybiera się na polowanie do Afryki, a inaczej na Biegun. Kiedy przystępuję do malowania, zastanawiam się zawsze, jak do tego podejść, i staram się nie powtarzać tego, co już zostało zrobione. Do tego służą różne środki wyrazu i taką samą funkcję pełnią komputer i akwarela. Ale nie da się zrobić na komputerze na przykład historii średniowiecznej, tutaj trzeba czegoś żywego, organicznego, ale to się od razu czuje, podpowiada sama opowieść. Przy „Westernie” wzorowałem się na dagerotypach, starych fotografiach, lecz, co ciekawe, nie na filmach, co sugeruje wiele osób. Bo to trochę inna rzecz, ja chciałem oddać atmosferę prawdziwego dokumentu historycznego, a nie, dajmy na to, spaghetti westernu. I wymagało to takiego, a nie innego potraktowania. No i może się pomyliłem, może dało się to zrobić lepiej i postąpiłbym inaczej, gdybym usiadł do tego komiksu dzisiaj. Podobnie z „Zemstą hrabiego Skarbka”. Na potrzeby komiksu ściągałem gazety z tamtego okresu, chciałem poczuć atmosferę epoki, zapach kartek pomógł mi przenieść się w dawne dzieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ale inspiracji szuka Pan nie tylko w dokumentach. Kiedyś bodajże stwierdził Pan, że istną kopalnią pomysłów są złe książki.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jest, bo zawsze na początku procesu twórczego jest słowo. I nieważne, czy to powieść, opowiadanie, scenariusz, czy notatka zapisana na brzegu gazety. Dopiero potem dokonuje się jej adaptacji, a z tego można zrobić film, komiks czy coś jeszcze innego. Według mnie zła książka może zawierać w sobie całe mnóstwo znakomitych pomysłów, ale nieciekawie obleczonych w słowa. Szansę dla nich stwarza więc adaptacja, która zaczyna żyć własnym życiem, nie powiela słabizn pierwowzoru, tworzy nową jakość.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;Czy w takim razie podobnie można postąpić z dobrą literaturą?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra literatura ma to do siebie, że nie ma sensu jej adaptować, bo nigdy nie zrobi się nic lepszego od pierwowzoru. Kiedy na podstawie dobrej książki został nakręcony przewyższający ją film? To się nie zdarza, więc jaki jest sens kręcenia słabej adaptacji?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;Czyli wynika z tego, że jeśli kiedykolwiek powstanie film na bazie „Thorgala”, to nie dorówna on komiksowi?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jest trochę inna sprawa, bo „Thorgala” nie da się określić czystą literaturą, to literatura ilustrowana, a może nawet rysowana. Nie ma więc porównania. Na pewno język filmu wymusza pewne rzeczy, a wyklucza inne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Spore grono czytelników trwających przy serii od lat uważa, że „Thorgal” staje się aż nazbyt młodzieżowy, a serię śledzą z sentymentu. A i Pan sam powiedział na początku naszej rozmowy, że niezbyt dobrze odnajduje się w świecie nastoletnich bohaterów.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No tak, Thorgal jest już w sumie emerytem, więc na pewnym etapie padł pomysł, by skupić się bardziej na jego synu, a ja zacząłem nawet rozważać przekazanie serii młodszym rysownikom, którzy lepiej się czują w tego typu historiach. Dlatego na przykład serię o Kriss robi ktoś inny. No ale czas pokaże, co będzie się działo dalej. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-24x7-lz9_y8/TszO8zc-AqI/AAAAAAAAANo/qolbAjyFvmA/s1600/Thorgal-33-Statek-miecz-bn32015.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-24x7-lz9_y8/TszO8zc-AqI/AAAAAAAAANo/qolbAjyFvmA/s1600/Thorgal-33-Statek-miecz-bn32015.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-24x7-lz9_y8/TszO8zc-AqI/AAAAAAAAANo/qolbAjyFvmA/s1600/Thorgal-33-Statek-miecz-bn32015.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Po uszy w śniegu - recenzja komiksu "Thorgal: Statek miecz"&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uniwersum Thorgala wkracza w decydującą, formatywną fazę – może to brzmieć niewiarygodnie, wszak świat wykreowany przed laty przez duet Rosiński/Van Hamme dawno już osiągnął pełną dojrzałość. A jednak. Zaproponowany czytelnikom spin-off o Louve i rozbudowany wątek Jolana, zawierający się póki co w serii macierzystej, wymusza na niej radykalne rozwiązania scenariuszowe. Poszerzenie cyklu o nowy tytuły, których linie fabularne biegną równolegle, wymaga od autorów dyscypliny, ale i narzuca pewne ograniczenia. Yves Sente w „Statku mieczu”, świeżym tomie o przygodach Wikinga z gwiazd, rozstaje się z Jolanem, co może wydać się decyzją zaskakującą, bowiem poświęcił chłopcu trzy ostatnie tomy. Oczywiste staje się więc, że syn Thorgala doczeka się indywidualnego komiksu i to w nim śledzić będziemy jego dalsze losy. Trzydziesty trzeci odcinek serii to także pożegnanie z Louve, co jest decyzją obiektywną, zważywszy na premierę pierwszego zeszytu z poświęconego jej osobnego cyklu. Ponownie uwaga scenarzysty skupia się więc na Thorgalu, który kontynuuje poszukiwania swojego syna Aniela. Ale „Statek miecz” to komiks znajdujący się na rozdrożu, napisany niepewnie, zachowawczo, jakby Sente po tym, jak odebrano mu wątki poboczne, nie bardzo wiedział, w którą stronę pójść.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tytułowy okręt to odpowiednik dzisiejszego lodołamacza – na nim żegluje Thorgal w towarzystwie kupców i najemnych wojowników wynajętych do ochrony ładunku. Dla Sente jest to pretekst, aby spowolnić akcję, aby kazać statkowi zawinąć do portu i zatrzymać się choć na moment, przedstawić indywidualną historię, gdzieś na uboczu głównego wątku. Taki one-shot, biorąc pod uwagę częstotliwość publikacji kolejnych odcinków serii, jest decyzją chybioną, szczególnie, że na następny tom poczekamy aż dwa lata. Ze „Statku miecza” nie przyjdzie dowiedzieć się czytelnikom niczego nowego, rys psychologiczny bohaterów nie zostaje pogłębiony. Zjawia się co prawda niespodziewanie postać znana z wcześniejszych zeszytów, lecz jej dalsza rola zostaje jedynie zasygnalizowana. A Thorgal, jak to Thorgal – jedną ręką ratuje z opresji wieśniaków, na których życie dybią niegodziwi rozbitkowie, a drugą zrywa kajdany dziesiątkom niewolników zabranych na okręt i przeznaczonych na sprzedaż.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;„Statek miecz” to sztuka dla sztuki, niezbyt zajmujący epizod z życia Thorgala – pośpieszny, skrótowy, protekcjonalny. Nadal ogromnym plusem publikacji pozostają świetne plansze namalowane przez Grzegorza Rosińskiego, przywołujące na myśl kadry z „Władcy gór” – mroczne pejzaże arktycznych mórz i przysypane śniegiem skały to doskonałe tło dla niedoskonałej historii.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-563367858705812689?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/563367858705812689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/grzegorz-rosinski-opowiada-o-thorgalu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/563367858705812689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/563367858705812689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/grzegorz-rosinski-opowiada-o-thorgalu.html' title='Grzegorz Rosiński opowiada o Thorgalu, a ja o &quot;Statku mieczu&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-DMRiWloy8Pc/TszO8Aw7s9I/AAAAAAAAANg/kUZISbL1fic/s72-c/rosinski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-4867882335532301413</id><published>2011-11-21T13:46:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T21:20:18.264+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><title type='text'>American Film Festival - podsumowanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A oto i obiecane, krótkie podsumowanie wrocławskiego festiwalu plus linki do recenzji, o których wcześniej nie informowałem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3kaPzkmIlmk/TsZFBomE7SI/AAAAAAAAANY/fp3WAiSQ0s8/s1600/aff.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-3kaPzkmIlmk/TsZFBomE7SI/AAAAAAAAANY/fp3WAiSQ0s8/s200/aff.jpeg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Choć zewsząd jesteśmy bombardowani popkulturą amerykańską, rzadko kiedy daje nam ona szansę wglądu w tamtejszą mentalność, okazję do zapoznania się z zachodnią kulturą bez tego często niefortunnego przedrostka, który obecnie definiuje niemal każdy produkt napływający zza oceanu – książkę, film czy komiks. Wrocławski festiwal stał się więc jedną z niepowtarzalnych okazji, aby na własne oczy przekonać się, czym żyje kino znajdujące się poza głównym nurtem, bowiem to właśnie niezależni reżyserzy jak Todd Solondz stanowią aktualnie o wyjątkowości amerykańskiej kinematografii, pogrążonej dzisiaj w odmętach blockbusterów. American Film Festival jest więc przedsięwzięciem o tyle istotnym, że prezentuje zapomniane przez multipleksy oblicze zachodniego filmu. Nie chodzi o to, żeby produkcje niezależne konkurowały z wielkimi, hollywoodzkimi projektami, ale z nimi współistniały – uwielbienie dla jednego nie wyklucza przecież sympatii dla drugiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wszystkie stany kina &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filmem zamknięcia był w tym roku obraz Whita Stillmana "Damsels in Distress" – rozczarowująca komedia, której akcja rozgrywa się w środowisku studenckim; irytująca, zwyczajnie nieśmieszna, zaludniona przez antypatyczne postacie, choć na swój sposób wartościowa, bo osadzona głęboko w amerykańskim kontekście kulturowym. I można powiedzieć, że nawet wtedy, kiedy film nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań, to i tak w pewien sposób przybliżał specyfikę bogatej, bo rozciągającej się na znaczną część globu, kultury amerykańskiej. Na przykład "Septien" Michaela Tully'ego, mimo fabularnych niedostatków, mógł zachwycić pejzażem Południa, choć pokazanym w krzywym zwierciadle, w niespotykanym ujęciu. Podobnie "Jack Goes Boating", czyli reżyserski debiut lubianego aktora Philipa Seymoura Hoffmana – choć korzysta z oklepanego schematu fabularnego i w gruncie rzeczy wyważa otwarte drzwi, doskonale wpasowuje się w model lubianego przez twórców niezależnych komediodramatu z outsiderem na pierwszym planie, gdyż Hoffman udanie zabawił się portretem charakterologicznym swojego bohatera. Amerykańską kulturę eksplorują także tamtejsi dokumentaliści – za sprawą świetnego "American Grindhouse" część publiczności zdała sobie sprawę z istnienia kinowego rynsztoka, filmów złych, że aż zgrzytają zęby, nurtu zwanego exploitation (reżyserzy "eksploatowali" kontrowersyjne tematy na rzecz taniej sensacji) będącego nieodłączną częścią amerykańskiej tożsamości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://film.onet.pl/wiadomosci/podsumowanie-2-aff-ameryka-jakiej-nie-znamy,1,4912215,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;. Tam przeczytacie również recenzje filmów &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/2-aff-american-grindhouse-smieci-z-kina-wziete,1,4912241,wiadomosc.html"&gt;"American Grindhouse",&lt;/a&gt; &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/2-aff-zeszlej-nocy-dwa-oblicza-zdrady,1,4911782,wiadomosc.html"&gt;"Zeszłej nocy"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/2-aff-jack-goes-boating-edukacja-jacka,1,4911514,wiadomosc.html"&gt;"Jack Goes Boating"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/2-aff-septien-galeria-osobliwosci,1,4911512,wiadomosc.html"&gt;"Septien"&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/american-film-festival-na-pometku.html"&gt;kilku innych&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-4867882335532301413?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/4867882335532301413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/american-film-festival-podsumowanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4867882335532301413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4867882335532301413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/american-film-festival-podsumowanie.html' title='American Film Festival - podsumowanie'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-3kaPzkmIlmk/TsZFBomE7SI/AAAAAAAAANY/fp3WAiSQ0s8/s72-c/aff.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3544495468915616595</id><published>2011-11-18T12:47:00.005+01:00</published><updated>2011-12-08T21:20:08.489+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><title type='text'>American Film Festival na półmetku</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzy dni imprezy za nami, trzy dni przed nami. W poniedziałek zamieszczę relację z American Film Festival, a tymczasem wklejam fragmenty kilku recenzji festiwalowych filmów. Ponadto możecie się spodziewać tekstów o "Septien", "Jack Goes Boating", "American Grindhouse" i "Zeszłej nocy". Na bieżąco z AFF jestem na fanpage'u bloga w serwisie Facebook.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3kaPzkmIlmk/TsZFBomE7SI/AAAAAAAAANY/fp3WAiSQ0s8/s1600/aff.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-3kaPzkmIlmk/TsZFBomE7SI/AAAAAAAAANY/fp3WAiSQ0s8/s200/aff.jpeg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Blue Valentine&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na amerykańskich plakatach "Blue Valentine" widnieje dopisek "a love story". A jednak po obejrzeniu filmu można pomyśleć, że to jedynie sarkastyczna uwaga, bowiem większość historii miłosnych kończy się słowami "żyli długo i szczęśliwie", a ta dopiero w tym miejscu się zaczyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby jednak rozpatrzeć "Blue Valentine" w kontekście opowieści romantycznej, okaże się, że Derek Cianfrance stawia wcale słuszną, choć na wskroś pesymistyczną tezę, iż miłość to pojęcie wielowymiarowe i złożone, poza bielą mieniące się też i odcieniami szarości, a nawet czerni. Pokazany przez niego po mistrzowsku związek dwojga ludzi to wschód i zmierzch miłości, eksplozja uczuć i zmęczenie nienawiścią, rozkwit pożądania i zobojętnienie. Ten opozycyjny dualizm wyrażony jest także w formie – przeszłość i teraźniejszość stale się przeplatają, tworząc w ten sposób pełny obraz wypalającej się stopniowo miłości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/2-aff-blue-valentine-zmierzch-milosci,1,4910687,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Czerwony stan&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kevin Smith, amerykański prześmiewca, jedna z ikon amerykańskiego filmu niezależnego i żywy dowód międzynarodowego sukcesu kina własnej roboty, zdecydował się sięgnąć po konwencję zapewne mu bliską, acz do tej pory przez niego niewykorzystywaną. Smith próbuje przedefiniować siebie jako artystę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Czerwony stan" zaczyna się bowiem niczym rasowy horror – trzech spragnionych seksu nastolatków jedzie za miasto na zaplanowaną za pośrednictwem Internetu randkę w ciemno. Oczekiwana przez nich z wytęsknieniem wielbicielka mocnych wrażeń okazuje się jednak członkinią fundamentalistycznego ugrupowania religijnego pod wodzą psychopatycznego kaznodziei Coopera. Chłopcy zostają uprowadzeni i zamknięci. A więc punkt wyjścia przypomina ten z wielu obrazów grozy spod znaku torture porn – atmosferę budują dosłowne sceny przemocy, kiedy trzódka opętanego, samozwańczego kapłana znęca się i zabija pojmanego wcześniej homoseksualistę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kevin Smith świetnie prowadzi narrację, "Czerwony stan" nie gubi tempa nawet podczas długiej, trwającej bodajże kwadrans, sceny monologu Coopera, który przed dokonanym mordem wygłasza przesiąknięte nienawiścią kazanie. I to właśnie Michael Parks, który wcielił się w szalonego guru, wykreował jedną z nielicznych, naprawdę przekonujących w filmie ról.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/2-aff-czerwony-stan-mowa-nienawisci,1,4908544,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Opowieści z bezsennych nocy&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jonas Mekas, ojciec chrzestny amerykańskiej awangardy filmowej, mimo leciwego już wieku z energią i humorem młodzieniaszka podczas bezsennych nocy rejestruje swoje wypady z mieszkania na Brooklynie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziennik wideo prowadzony przez Mekasa to zapis zwyczajnych czynności i rozmów z napotkanymi przez niego ludźmi. Kiedy po raz pierwszy reżyser włącza trzymaną przez siebie ręczną kamerę, jest sam wśród mnóstwa stojących wokół niego kartonów, w których kryje się jego dobytek – to ślad niedawnej, kolejnej już przeprowadzki. Najpierw kieruje kamerę na siebie, lecz po chwili staje się jasne, że chętnych do opowiedzenia swojej historii przed szklanym obiektywem nie brakuje. Dlatego też Mekas może swoje dzieło śmiało określać mianem współczesnej wersji „Opowieści tysiąca i jednej nocy” – każdy człowiek to osobna, oryginalna, żywa i nieodmiennie fascynująca historia. A przynajmniej w teorii.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/2-aff-sleepless-z-kamera-wsrod-ludzi,1,4909221,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3544495468915616595?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3544495468915616595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/american-film-festival-na-pometku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3544495468915616595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3544495468915616595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/american-film-festival-na-pometku.html' title='American Film Festival na półmetku'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-3kaPzkmIlmk/TsZFBomE7SI/AAAAAAAAANY/fp3WAiSQ0s8/s72-c/aff.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-8207013513566245264</id><published>2011-11-15T11:46:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T21:20:00.246+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Poszukiwany - scenariusz filmowy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś wieczorem, wraz z pokazem "Czarnego konia" Todda Solondza, rusza druga edycja American Film Festival. Imprezę będę relacjonował dla portalu Onet.pl, a&amp;nbsp; linki do recenzji pojawią się na fanpage'u bloga. A tymczasem zamieszczam tekst o scenariuszach filmowych, który niedawno pokazał się w tymże medium.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-biWCrs3s2Eo/TsJCaV4X2rI/AAAAAAAAANQ/69dh09M5jmg/s1600/mem.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://2.bp.blogspot.com/-biWCrs3s2Eo/TsJCaV4X2rI/AAAAAAAAANQ/69dh09M5jmg/s320/mem.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kard z filmu "Memento" (reż. Christopher Nolan)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Poszukiwany - scenariusz filmowy&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Ponoć najbardziej lubimy piosenki, które już dobrze znamy. Wydaje się, że podobna formuła ma swoje zastosowanie również w stosunku do kina, wszak popularność odświeżonych wersji niegdysiejszych hitów wcale nie maleje. Tłumy walą do multipleksów na ciągi dalsze czy wcześniejsze losy popularnych bohaterów tasiemcowych serii. Mówi się często w tym kontekście o zjawisku kulturowego recyklingu, przedstawionym jako tendencja skrajnie szkodliwa, bo zabijająca wszelką kreatywność już w zarodku. No bo po cóż się trudzić, skoro można odkurzyć jakiś stary segregator czy papierową teczkę i z niej wygrzebać jakąś sprawdzoną historyjkę. Czyżby więc nakręcono już wszystko, co było do nakręcenia, a publiczność już po wsze czasy zabawiana będzie kolejnymi wariacjami tych samych opowieści?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście w przypadku, nazwijmy to umownie, kina artystycznego, uświadczymy, i to nierzadko, przypadki scenariusza oryginalnego i odkrywczego, prezentującego wyższy poziom filmowej wrażliwości, niż standardowy scenariusz kojarzony z określonym gatunkiem jak horror, kryminał czy science-fiction. Nie oznacza to tym samym, że kino czysto rozrywkowe skazane jest na swoistą pętlę czasową, w której każe się widzowi przeżywać raz po raz te same emocje, czego dowodem są prace Christophera Nolana czy Quentina Tarantino, wykraczające poza przyzwyczajenia wielu odbiorców sztuki masowej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tarantino, podobnie jak braci Coen czy jego bliskiego kolegę, Roberta Rodrigueza, nazywa się częstokroć filmowymi postmodernistami, lecz nie będziemy tutaj dywagować nas słusznością obranego terminu. Rozkładając jednak to hasło na czynniki pierwsze, dotrzemy do jego rdzenia: tak zwane kino ponowoczesne polega na dekonstrukcji pewnych elementów filmowej narracji, pozbawieniu ich podstawowego kontekstu i osadzeniu w nowym otoczeniu. Innymi słowy, można takowy zabieg porównać do konstruowania budowli z dziecięcych klocków, w skład której wejdą elementy wzięte z kilku różnych pudełek. A więc, przenosząc się z powrotem na grunt filmu, na końcowy produkt złożą się w gruncie rzeczy kawałki już widzowi znane, ale przedstawione z innej perspektywy. Wzorcowego zabiegu tego rodzaju dokonał Tarantino choćby w osławionym "Pulp Fiction", w którym rzucił nowe światło na schematy fabularne kina gangsterskiego, a ostatnio w "Death Proof" i "Bękartach wojny". Pierwszy z tych filmów był częścią projektu realizowanego wraz z Robertem Rodriguezem, pomyślanego jako hołd dla kina eksploatacji, które królowało w jednosalowych kinach amerykańskich w latach siedemdziesiątych, będąc integralną częścią kultury grindhouse.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/poszukiwany-scenariusz-filmowy,1,4900391,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-8207013513566245264?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/8207013513566245264/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/poszukiwany-scenariusz-filmowy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8207013513566245264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8207013513566245264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/poszukiwany-scenariusz-filmowy.html' title='Poszukiwany - scenariusz filmowy'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-biWCrs3s2Eo/TsJCaV4X2rI/AAAAAAAAANQ/69dh09M5jmg/s72-c/mem.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3346668463777120806</id><published>2011-11-13T09:14:00.002+01:00</published><updated>2012-02-02T20:01:39.764+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Koniec, który nigdy nie nadejdzie - o "Żywych trupach"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jestem ani specjalistą od „Żywych trupów”, ani entuzjastą komiksu czy serialu. Szczerze mówiąc, drugi sezon sztandarowej produkcji stacji AMC nudzi mnie niemiłosiernie, a lekturę dzieła Kirkmana zakończyłem kilka lat temu na którymś tam tomie i pewnie nie wróciłbym do niej prędko, gdyby nie zmusiły mnie do tego pewne okoliczności. To, co w życiu robię, nie pozwala mi na wygodnickie przymykanie oczu na bieżące wydarzenia popkulturowe, więc kiedy nastał szał związany z telewizyjną adaptacją „Żywych trupów”, a ja dowiedziałem się, że trafić ma do mnie książka osadzona w świecie „The Walking Dead”, nadrobiłem czym prędzej zaległości. I wsiąkłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Dp6ELr7uEkU/Tr97LS4pfcI/AAAAAAAAANI/5nCVbiN8V7g/s1600/walkind.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-Dp6ELr7uEkU/Tr97LS4pfcI/AAAAAAAAANI/5nCVbiN8V7g/s1600/walkind.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Zafascynowała mnie ta opowiadana już bodajże od ośmiu lat historia Ricka Grimesa, a „Narodziny Gubernatora” potraktowałem, zresztą myślę, że całkiem słusznie, jako pełnoprawne rozwinięcie trupiego uniwersum i wzbogacenie go o nowe konteksty. Rzecz jasna trudno mi ocenić czy też zrecenzować tłumaczoną przeze mnie powieść przez wzgląd na mój specyficzny względem niej stosunek emocjonalny. Lektura i przekład „Narodzin...” nie były dla mnie kolejnym szeregowym zleceniem, bowiem dostrzegłem fakt, że przykładam rękę do spopularyzowania globalnego już fenomenu i zacząłem zastanawiać się, czemu udało się akurat Kirkmanowi, wszak opowieści o zombie nigdy nie cieszyły się wyjątkową estymą wśród publiczności w horrorze niewyspecjalizowanej. No, może poza filmami Romero, ale od dnia premiery „Nocy żywych trupów” konwencja zatoczyła koło, czego dowodem jest właśnie „The Walking Dead”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paradoksalnie sukces "Żywych trupów" polega właśnie na ich konwencjonalności i stereotypizacji. Seria ta, czy to w wydaniu komiksowym, czy telewizyjnym, to niemalże powtórka niezliczonych pełnometrażówek o zombie, ale rozciągnięta do rozmiarów telenowelowych. O ile dobrze pamiętam z posłowia czy też wstępu Kirkmana do jednego z tomów, dokładnie taki był jego inicjalny zamiar – stworzenie niekończącej się historii o żywych trupach. Pomysł to genialny w swojej prostocie, bowiem chyba każdego z nas zastanawiało, co dzieje się z bohaterami, kiedy już zapadnie kurtyna, a w „The Walking Dead” jest ona nieustannie w górze. Ricka i jego towarzyszy nie uratuje napis THE END, apokalipsa trwa nadal, a on zmuszony jest świadkować końcowi świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Żywe trupy” charakteryzuje skrajny fatalizm, bo przecież nie da się wygrać ze śmiercią, personifikowaną tutaj przez rozkładające się, kroczące po ulicach truchła; nie można przed nią uciec, jedynie schować się do jakiejś głębokiej dziury i trwać, ale owe trwanie nigdy nie zostanie podniesione do rangi prawdziwego życia. Tak naprawdę Kirkmanowe postacie dawno już umarły, ale jeszcze o tym nie wiedzą, a może nie chcą tego prostego faktu zaakceptować. „Żywe trupy” to opowieść o powolnej śmierci. O dziwo, przy całym tym plugastwie i niegodziwości, udało się autorowi uniknąć ostentacyjnego nihilizmu, pozostawiono ludziom prawo do człowieczeństwa, co może być naczelnym dowodem na to, iż się w swoich rozważaniach mylę. A chciałbym tego bardzo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Tekst ukazał się pierwotnie na &lt;a href="http://niezwyciezony.blogspot.com/2011/11/koniec-ktory-nigdy-nie-nadejdzie.html"&gt;Invincible&lt;/a&gt;, blogu poświęconym twórczości Roberta Kirkmana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3346668463777120806?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3346668463777120806/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/koniec-ktory-nigdy-nie-nadejdzie-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3346668463777120806'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3346668463777120806'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/koniec-ktory-nigdy-nie-nadejdzie-o.html' title='Koniec, który nigdy nie nadejdzie - o &quot;Żywych trupach&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Dp6ELr7uEkU/Tr97LS4pfcI/AAAAAAAAANI/5nCVbiN8V7g/s72-c/walkind.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-4558468847158420863</id><published>2011-11-11T12:08:00.004+01:00</published><updated>2011-12-08T21:19:12.722+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Filmweb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>W kinach - "Immortals" i "Chłopiec na rowerze"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co prawda "Immortals" jeszcze nie widziałem, do kina wybieram się jutro (update: obejrzałem - spektakl chały i tandety, choć momentami niezła choreografia walk. Dam w "Filmie" 2/5), ale z okazji premiery napisałem krótki tekst o filmach bazujących na europejskich mitologiach. Poza tym zachęcam do kupna biletu na "Chłopca na rowerze", znakomite dzieło braci Dardenne, którego recenzję wklejam poniżej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-y1WsOZrRZ10/Tr0BGw-X05I/AAAAAAAAAM4/AG1MIT9RUOQ/s1600/plakat2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-y1WsOZrRZ10/Tr0BGw-X05I/AAAAAAAAAM4/AG1MIT9RUOQ/s320/plakat2.jpg" width="214" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O jednolitą definicję mitu pokusić się nie sposób, choć chyba każdy podręcznik szkolny do języka polskiego takową podaje. Fascynujących hipotez i teorii, nad którymi głowiły się przez setki lat tęgie umysły, nie brakuje i trudno sięgnąć po tę jedną jedyną formułkę, wyjaśniającą znaczenie terminu. Szczególnie, że w erze popkultury wydaje się ona coraz mniej potrzebna, gdyż literatura, kino czy komiks, korzystając z "elastyczności" mitu, tworzą własną sferę mitologiczną.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Taki argument nie wszystkich jednak przekonuje i purystom zaczytanym w tradycyjnych greckich czy nordyckich opowieści o bogach, herosach i monstrach nadal trudno przełknąć dania z Hollywood. Zanim jednak rzuci się kamieniem w stronę kina wyświetlającego akurat "Starcie tytanów" czy "Thora", wyróżnić trzeba kategorię mitu współczesnego, zrodzonego za sprawą nowoczesnych mediów i za ich pomocą rozpowszechnionego. Rzeczoną rangę uzyskały historie Frankensteina i Drakuli, które bez wsparcia filmowców nigdy nie zyskałyby należytej popularności i nie zostałby obwołane popkulturowymi mitami. Pokazywane obecnie w kinach przygody bohaterów znanych z antycznych opowieści to nic innego, jak ich kolejne wcielenia i interpretacje. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Jedna z bardziej liberalnych teorii głosi, że mit może pozostać mitem tylko, jeśli zostanie poddany odpowiedniej "obróbce" przez inne sztuki, jeśli będzie stale przetwarzany, przerabiany i adaptowany. A jednak nie wszystkie chwyty są dozwolone, bowiem każdy mit ma swój rdzeń, który musi pozostać nienaruszony, aby snuta opowieść zachowała swoją odrębność – Jazon musi wyruszyć po odpowiednik Złotego Runa, a Herkules dysponować nadludzką siłą. Przy całej swojej tolerancji, mit posiada więc pewną nietykalną sferę. Zanim przekonamy się, co też przygotowali dla widzów twórcy filmu "Immortals. Bogowie i herosi", będącego kolejną próbą wykorzystania fabuły wyniesionej z mitologii greckiej, przypomnijmy sobie, jak w ostatnich latach traktowano mitologiczną spuściznę Hellady.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Reszta &lt;a href="http://www.filmweb.pl/article/W+fabryce+mit%C3%B3w-79484"&gt;w portalu Filmweb.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xQxT86YEd90/Tr0BH5W5FkI/AAAAAAAAANA/py-0iQQ2Zj8/s1600/chlopiec_na_rowerze.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-xQxT86YEd90/Tr0BH5W5FkI/AAAAAAAAANA/py-0iQQ2Zj8/s320/chlopiec_na_rowerze.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Konstrukcji fabularnej "Chłopcu na rowerze", według słów braci-reżyserów, użyczyła tradycyjna formuła baśniowa, ale oglądając nowe dzieło Belgów, rzec można, iż inspiracja ta sięga głębiej, przenika i formę, i treść.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A jednak Jean-Pierre i Luc Dardenne nie uciekają do łzawego sentymentalizmu, tak przecież kuszącego w kontekście przyjętej konwencji. Okazała się ona na tyle chłonna, że mogła zostać odpowiednio przez filmowców zaadaptowana, bo omawiany obraz wcale nie odbiega tematycznie i stylistycznie od wcześniejszych dokonań reżyserów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trudno utrzymać podobną dyscyplinę formalną, nie dać się ponieść emocjom, kiedy kręci się dzieło tak głęboko przeniknięte szczerym humanizmem. I dlatego właśnie ze względu na pozorny chłód tej niby obojętnej obserwacji przypadków jedenastoletniego Cyrila, całość nabiera rangi baśniowej. Rodzi się bowiem istny paradoks polegający na kontrastowym zestawieniu – w szarości ulic i kamienic przesiąkniętych wzajemną nieufnością, zdarza się coś na kształt cudu i młody chłopak z domu dziecka znajduje bezinteresowną pomoc. Rolę dobrej wróżki przyjmuje fryzjerka Samantha, która po przypadkowym spotkaniu zgadza się, by Cyril odwiedzał ją w weekendy.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/chlopiec-na-rowerze-sztuka-przebaczania,1,4902342,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-4558468847158420863?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/4558468847158420863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/w-kinach-immortals-i-chopiec-na-rowerze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4558468847158420863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4558468847158420863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/w-kinach-immortals-i-chopiec-na-rowerze.html' title='W kinach - &quot;Immortals&quot; i &quot;Chłopiec na rowerze&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-y1WsOZrRZ10/Tr0BGw-X05I/AAAAAAAAAM4/AG1MIT9RUOQ/s72-c/plakat2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-4955617851937743468</id><published>2011-11-09T16:25:00.002+01:00</published><updated>2011-12-08T21:18:59.434+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Rodzina Addamsów w "Nowej Fantastyce"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jubileuszowa "Nowa Fantastyka" już od jakiegoś czasu na półkach, więc pora najwyższa, by i u mnie pojawiło się coś na temat zawartości tego wyjątkowego numeru. W magazynie znalazł się mój tekst na temat "Rodziny Addamsów", którego obszerny fragment możecie przeczytać po kliknięciu na tę jakże okazałą, miniaturową wersję strony (potem wystarczy kliknąć prawym przyciskiem myszy na skan i wybrać opcję "pokaż obrazek").&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-julwiCrZDnk/TrqbBWAGV4I/AAAAAAAAAMw/OV_Ons8_0Cs/s1600/nf.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-julwiCrZDnk/TrqbBWAGV4I/AAAAAAAAAMw/OV_Ons8_0Cs/s320/nf.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co jeszcze w numerze? Sprawdźcie &lt;a href="http://www.fantastyka.pl/"&gt;na stronie "Nowej Fantastyki"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-4955617851937743468?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/4955617851937743468/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/rodzina-addamsow-w-nowej-fantastyce.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4955617851937743468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4955617851937743468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/rodzina-addamsow-w-nowej-fantastyce.html' title='Rodzina Addamsów w &quot;Nowej Fantastyce&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-julwiCrZDnk/TrqbBWAGV4I/AAAAAAAAAMw/OV_Ons8_0Cs/s72-c/nf.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6388322123969027643</id><published>2011-11-07T12:19:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T21:18:46.125+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kino'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Po prostu recenzje - "Służące", "Ilu miałaś facetów?", "Siostra Mozarta"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pisałem o "Niebezpiecznej metodzie", pisałem o "Przygodach Tin Tina", więc teraz czas na pozostałe premiery tygodnia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-g6H5X9bs2Rs/Tre-fUWd6FI/AAAAAAAAAMg/1yTowAtSEjU/s1600/ilu.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-g6H5X9bs2Rs/Tre-fUWd6FI/AAAAAAAAAMg/1yTowAtSEjU/s1600/ilu.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejna, po "Druhnach" i "Złej kobiecie", romantyczna komedia dla dorosłych, czyli zamiast miłosnych uniesień i subtelnych gagów mamy eksplozję nasączonych erotyzmem dowcipów. Nic oczywiście w tym zdrożnego, gdyż "Ilu miałaś facetów?" to znów konserwatywna rozprawka na temat wyższości małżeństwa nad panieństwem i nawet te odważniejsze żarty wydają się ugładzone przez spodziewany finał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ally Darling pozuje na kobietę wyzwoloną i chodzi do łóżka z kim chce. Jednak w głębi ducha, choć nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy, marzy o tym jedynym. Jako wierna czytelniczka modnych pism dla pań wierzy ślepo w zamieszczane w nich statystyczne dane mówiące, iż mało która dama z dwudziestoma kochankami na koncie znajduje sobie męża. Przerażająca konstatacja i perspektywa wiecznego budzenia się co rano obok innego faceta skłania Ally do działania – by nie przekroczyć magicznej liczby, wybranka szuka wśród swoich byłych chłopaków. A pomóc ma jej w tym sąsiad przystojniak z naprzeciwka Colin.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/364988,powiedz-ilu-mialas-facetow-bo-nie-znajdziesz-meza.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-QPyqeTQaOI8/Tre-gZhIn-I/AAAAAAAAAMo/6MUN77900Yk/s1600/siostra.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-QPyqeTQaOI8/Tre-gZhIn-I/AAAAAAAAAMo/6MUN77900Yk/s1600/siostra.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Siostra Mozarta" to luźny zapis koncertowej trasy rodziny genialnego kompozytora. Bo kto wie, czy gdyby nie menedżerskie zdolności jego ojca młody pianista kiedykolwiek miałby okazję zagrać na królewskim dworze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film nie miał jednak traktować o Wolfgangu Amadeuszu, a na pewno nie bezpośrednio, choć w trakcie seansu usłyszeć można kilka jego młodzieńczych utworów. O ile więc wybitność Mozarta nie podlega dyskusji, niewiele wiemy na temat twórczości jego siostry, Marii Anny zwanej Nannerl. Reżyser René Féret stawia ją niemal na równi z bratem, sugerując, że gdyby nie autorytarny, acz kochający ojciec oraz panujące wówczas uwarunkowania społeczne, dzisiaj słuchalibyśmy muzyki Nannerl z równym zaangażowaniem. I być może w teorii tej jest wiele prawdy, wszak sam mistrz w listach zachwycał się utworami swojej siostry. Nigdy jednak nie będzie nam dane zweryfikować prawdziwości tych twierdzeń – w filmie pozbawiona złudzeń Nannerl pali zapisane nutami karty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuszące jest wpisanie "Siostry Mozarta" w nurt współczesnego kina feministycznego, tyle że w kostiumie. Jednak problem obrazu Féreta polega na jego anachroniczności, zarówno formalnej, jak i treściowej. Nie mówi on absolutnie nic, czego byśmy już o dysproporcji życiowych szans ze względu na płeć nie wiedzieli.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/364985,siostra-mozarta-grala-drugie-skrzypce.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cxTB9qolpOQ/Tre-e1c77wI/AAAAAAAAAMY/XIhpZHXordg/s1600/the-help-movie-poster-2011-1020701030.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-cxTB9qolpOQ/Tre-e1c77wI/AAAAAAAAAMY/XIhpZHXordg/s200/the-help-movie-poster-2011-1020701030.jpg" width="135" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Przepisy segregacyjne, zwane prawami Jima Crowa, wprowadzane lokalnie w Stanach Zjednoczonych w ciągu niemal stu lat od zakończenia wojny secesyjnej, miały przedzielić amerykańskie społeczeństwo grubą krechą, wartościując obywateli według koloru skóry. Działania te w rzeczywistości przyczyniły się do stworzenia wielkiej bigoteryjnej iluzji, bo choć podobny podział faktycznie istniał, rasistowski filtr nie zdołał oddzielić Afroamerykanów od białych. Powstał w ten sposób rodzaj pasożytniczego współżycia. O specyficznych stosunkach społecznych, które panowały w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych w stanie Missisippi, opowiada film „Służące”, będący adaptacją wydanej także i u nas powieści Kathryn Stockett. Specyficznych, bo z dzisiejszego punktu widzenia absurdalnych – jedna z kwestii spornych pokazanych na ekranie dotyczy wydzielenia osobnych łazienek dla czarnoskórych w domach, w których są zatrudnieni; jednocześnie każe im się przygotowywać posiłki czy opiekować białymi dziećmi i nie budzi to żadnych kontrowersji higienicznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nad sensownością podobnych regulacji zastanawia się Skeeter Phelan (w tej roli pełna młodzieńczej energii Emma Stone), świeżo upieczona absolwentka wyższej uczelni, która powraca do rodzinnego miasteczka Jackson. Dostrzega obłudę dawnych koleżanek, będących idealnymi kopiami swoich konserwatywnych matek. Dni mijają im na ploteczkach i szykanowaniu służących, którym notabene wiele zawdzięczają. Jedna z tez filmu Tate’a Taylora głosi, że bez pomocy tej taniej siły roboczej amerykańska klasa średnia z południa Stanów nigdy nie byłaby w stanie wychować kolejnych pokoleń. I choć jest w tym pewna przesada, na ekranie służy konkretnemu celowi – budowie nieco przerysowanej, uproszczonej wizji Ameryki sprzed pół wieku. To bufor bezpieczeństwa, by móc mówić o trudnym temacie za pomocą łatwych słów, nie wdając się w niewygodne debaty. Bo „Służącym” bliżej do „feel-good movie” niż dramatu społecznego, historia opowiedziana jest lekko i radośnie dąży do antycypowanego przez widza finału, który niesie znaną truistyczną refleksję: w złych czasach także żyli dobrzy ludzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://kino.org.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=1251&amp;amp;Itemid=1"&gt;na stronie miesięcznika "Kino"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6388322123969027643?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6388322123969027643/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/po-prostu-recenzje-suzace-ilu-miaas.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6388322123969027643'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6388322123969027643'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/po-prostu-recenzje-suzace-ilu-miaas.html' title='Po prostu recenzje - &quot;Służące&quot;, &quot;Ilu miałaś facetów?&quot;, &quot;Siostra Mozarta&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-g6H5X9bs2Rs/Tre-fUWd6FI/AAAAAAAAAMg/1yTowAtSEjU/s72-c/ilu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6045780392074533733</id><published>2011-11-05T22:46:00.004+01:00</published><updated>2012-01-25T17:26:31.748+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Króciutko o "Przygodach Tintina". Czemu nie długo? Bo &lt;a href="http://film.blog.polityka.pl/2011/11/05/przygody-tintina-kino-910/"&gt;na swoim blogu&lt;/a&gt; Piotrek Pluciński napisał to, co sam myślę, i nie widzę powodu dla kserowania tego, co zostało już powiedziane. Czemu więc w ogóle? Gdyż to film znakomity i aż mnie świerzbi, by te kilka zdań w klawiaturę jednak wklepać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xhyvnOFKcsk/TrWqdQQPeTI/AAAAAAAAAMQ/pwICPN4KiuE/s1600/adventures-of-tintin_poster_big.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-xhyvnOFKcsk/TrWqdQQPeTI/AAAAAAAAAMQ/pwICPN4KiuE/s320/adventures-of-tintin_poster_big.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Film Spielberga to w żadnym wypadku Kino Nowszej Przygody (sic!) albo jakiś inny gatunkowy wygibas czy stylistyczy fikołek. To tradycyjne w formie i treści kino awanturnicze dające mnóstwo chłopięcej frajdy - nie jest to bynajmniej żaden seksistowski przytyk, po prostu wydaje mi się, że "Przygody Tintina" to projekcja typowo męskiego fantazmatu wielkiej, epickiej przygody. Bo przedstawiony w filmie świat to swoisty przekrój ekstatycznych marzeń o podróży w nieznane - są tutaj przecież piraci, kryminalna intryga, podniebne perypetie w samolocie lecącym na oparach paliwa, pustynna wędrówka. A także świetna, finałowa walka na... dźwigi, przypominająca pojedynek dwóch robotów rodem z filmu science-fiction. No i dawno nie oglądałem tak wielu sympatycznych postaci na jednym ekranie - Tintin, bohaterski reporter, wespół z inteligentnym psem Milusiem i niepoprawnym opojem kapitanem Baryłką to kompania na schwał. Świetne kino, porywająca przygoda.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6045780392074533733?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6045780392074533733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/przygoda-przygoda-kazdej-chwili-szkoda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6045780392074533733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6045780392074533733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/przygoda-przygoda-kazdej-chwili-szkoda.html' title='Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-xhyvnOFKcsk/TrWqdQQPeTI/AAAAAAAAAMQ/pwICPN4KiuE/s72-c/adventures-of-tintin_poster_big.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-216066549603323599</id><published>2011-11-04T18:10:00.010+01:00</published><updated>2011-12-08T21:18:23.865+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Bezpiecznie o niebezpiecznym</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powróciłem z Warszawy, prosto z dworca poszedłem na "Przygody Tin Tina" (polecam gorąco, jeden z najbardziej udanych filmów przygodowych ostatnich lat!), a teraz siadam i szybko skrobię kilka słów o jednej z dzisiejszych premier - "Niebezpiecznej metodzie" Davida Cronenberga.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-uusL61r1CKU/TrQb-ywq8oI/AAAAAAAAAMI/UeXkmNvD3us/s1600/metoda.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-uusL61r1CKU/TrQb-ywq8oI/AAAAAAAAAMI/UeXkmNvD3us/s1600/metoda.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Christopher Hampton przekonał się boleśnie, że w Hollywood nie jest łatwo pozyskać fundusze na realizację filmu opartego na dialogu. „Niebezpieczna metoda” zaczęła bowiem jako scenariusz, lecz nabywcy brytyjski dramaturg nie znalazł, przerobił więc skrypt na sztukę teatralną, a tę z powrotem zaadaptował na potrzeby kina, kiedy tekstem zainteresował się David Cronenberg. Interpretacja materiału scenicznego przez ekstrawaganckiego reżysera może zaskoczyć formalną powściągliwością. A jednak konceptualnie „Niebezpieczna metoda” jest logicznym i naturalnym przedłużeniem myśli, która Cronenberga fascynuje nieprzerwanie, czyli – posługując się językiem psychoanalitycznym – konflikt pomiędzy Erosem a Tanatosem. Osią fabuły czyni romans Junga z pacjentką, społecznie nieakceptowalny i etycznie naganny, podsycany mefistofelowymi podszeptami Otto Grossa, hedonistycznego psychiatry skierowanego do szwajcarskiego doktora na obserwację. Tłem dla miłosnego trójkąta mąż-żona-kochanka jest mentorsko-uczniowska relacja pomiędzy Freudem a Jungiem. Mimo niezaprzeczalnej, wzajemnej fascynacji (Freud potrafił ponoć zemdleć na widok wchodzącego do pokoju Junga), młody adept metody psychoanalitycznej pragnie wyzwolić się spod wpływu autorytarnego, ekspansywnego lekarza. Paradoks chce, że Jung, brnąc w beznadziejny romans, staje się jakoby żywym potwierdzeniem freudowskich teorii, od których pragnie uciec. Cronenberg zestawia więc ściśniętą gorsetem, purytańską obyczajowość z rodzącą się świadomością seksualną. Rozczarowujące, iż nie szuka przy tym oryginalnych środków artystycznego wyrazu, przez co film jest może aż nazbyt wyważony i, jak na Kanadyjczyka, w warstwie formalnej konserwatywny (choć nie wykluczam, że to może być jego własna &lt;i&gt;niebezpieczna metoda&lt;/i&gt;). Niedostatki te w dużym stopniu rekompensuje znakomity scenariusz – Hampton rozpisał żywe postaci, a w usta włożył im naturalne, intelektualnie stymulujące dialogi. „Niebezpieczna metoda” to także znakomite kreacje dwóch odtwórców ról męskich – Michaela Fassbendera i Viggo Mortensena. Szkoda, że pomiędzy nimi a szarżującą Keirą Knightley istnieje wyraźna dysproporcja umiejętności aktorskich.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-216066549603323599?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/216066549603323599/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/bezpiecznie-o-niebezpiecznym.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/216066549603323599'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/216066549603323599'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/bezpiecznie-o-niebezpiecznym.html' title='Bezpiecznie o niebezpiecznym'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-uusL61r1CKU/TrQb-ywq8oI/AAAAAAAAAMI/UeXkmNvD3us/s72-c/metoda.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6522498835236599884</id><published>2011-11-01T15:26:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T21:18:16.216+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Graham Masterton w Polsce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejny wpis literacki, ale bez obaw, bo krótki. Zapraszam do Warszawy na spotkanie z Grahamem Mastertonem, które będę miał przyjemność poprowadzić na zaproszenie wydawnictwa Albatros. Brytyjskiemu mistrzowi horroru towarzyszyć będą autorzy jego biografii, Robert Cichowlas i Piotr Pocztarek. Miejsce i czas na plakacie poniżej. A więc do zobaczenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1Ix9580xT9Y/TrABhQwQg6I/AAAAAAAAAMA/NMzwlnLhWq8/s1600/masti.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-1Ix9580xT9Y/TrABhQwQg6I/AAAAAAAAAMA/NMzwlnLhWq8/s320/masti.jpg" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6522498835236599884?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6522498835236599884/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/graham-masterton-w-polsce.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6522498835236599884'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6522498835236599884'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/11/graham-masterton-w-polsce.html' title='Graham Masterton w Polsce'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-1Ix9580xT9Y/TrABhQwQg6I/AAAAAAAAAMA/NMzwlnLhWq8/s72-c/masti.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-7044654125623707479</id><published>2011-10-30T21:56:00.002+01:00</published><updated>2011-12-08T21:18:06.195+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wywiad'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Tournée po piekle - wywiad z Edwardem Lee... oraz konkurs na Halloween</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za kilka godzin Halloween - dzień niezwykle przeze mnie lubiany. Z tej okazji od rana będę poświęcał się mniejszym lub większym durnotom, więc już teraz życzę udanej zabawy i zamieszczam wywiad z królem horroru ekstremalnego, Edwardem Lee, którego powieść "Sukkub" miałem przyjemność tłumaczyć. Poza tym - konkurs błyskawiczny, a do wygrania książka "Bizarro dla początkujących", w której spotykają się tuzy polskiej grozy oraz kilku początkujących piszących (w tym ja). Aby zgarnąć to nieprzeciętne tomiszcze wystarczy napisać w komentarzu pod tekstem swoją propozycję na halloweenowy seans filmowy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ul28swXEzQE/Tq25T1JtZYI/AAAAAAAAALo/P7vnJwaOeao/s1600/Lee+-+Dziennik.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-ul28swXEzQE/Tq25T1JtZYI/AAAAAAAAALo/P7vnJwaOeao/s640/Lee+-+Dziennik.JPG" width="348" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście większa wersja obrazka pojawi się po kliknięciu na skan wywiadu - dziękuję "Dziennikowi" za zgodę na przedruk! A poniżej prezentuję okładkę okazałej nagrody:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-b_ur-OIOAxo/TkvdH9ZLvxI/AAAAAAAAAIs/FL1jz_IAFko/s1600/bizarro.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-b_ur-OIOAxo/TkvdH9ZLvxI/AAAAAAAAAIs/FL1jz_IAFko/s1600/bizarro.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Konkurs potrwa do czasu opublikowania przeze mnie kolejnego wpisu. Zapraszam także do odwiedzenia oficjalnego &lt;a href="https://www.facebook.com/#%21/pages/Edward-Lee/123031734450304"&gt;profilu Edwarda Lee&lt;/a&gt; w serwisie Facebook.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-7044654125623707479?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/7044654125623707479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/tournee-po-piekle-wywiad-z-edwardem-lee.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7044654125623707479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7044654125623707479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/tournee-po-piekle-wywiad-z-edwardem-lee.html' title='Tournée po piekle - wywiad z Edwardem Lee... oraz konkurs na Halloween'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ul28swXEzQE/Tq25T1JtZYI/AAAAAAAAALo/P7vnJwaOeao/s72-c/Lee+-+Dziennik.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-4245501274089455776</id><published>2011-10-29T10:10:00.002+02:00</published><updated>2011-12-08T21:17:52.754+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Portal Filmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>"Elitarni - Ostatnie starcie" i "Epidemia strachu" w kinach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym tygodniu kilka ciekawych premier. Sam nadal nadrabiam zaległości, których mi się trochę uzbierało podczas pobytu w Londynie (wczoraj obejrzałem "Dom snów" - niestety, druga połowa filmu to kompletny absurd, który przekreśla całość), ale sequel "Elitarnych" udało mi się obejrzeć na festiwalu już jakiś czas temu, więc mogłem napisać recenzję dla "Dziennika". Poza tym wklejam też tekst okołofilmowy z okazji premiery "Epidemii strachu" Soderbergha.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-AeWmtkuKXwQ/Tqu0tdPH5NI/AAAAAAAAALY/Z2wVT3dKM0s/s1600/elitarni.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-AeWmtkuKXwQ/Tqu0tdPH5NI/AAAAAAAAALY/Z2wVT3dKM0s/s1600/elitarni.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już przed kilkoma laty, kiedy "Elitarnych" Padilhi nagrodzono Złotym Niedźwiedziem w Berlinie, można było wykoncypować, że w przyszłości brazylijski reżyser będzie walczył o Oscara. Sequel jego nieprzeciętnego filmu z 2008 r. jest bodaj jednym z najpoważniejszych pretendentów do tytułu najlepszego filmu zagranicznego według amerykańskiej Akademii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabularnie "Elitarni – ostatnie starcie" nie odbiegają znacznie od tego, co widzieliśmy w części pierwszej. Pułkownik Nascimento nadal depcze po piętach skorumpowanym kolegom po fachu i watażkom miejscowych gangów. Nadal efektywnym rozwiązaniem wydaje się kula w środek czoła. Nadal mundur i pistolet rządzą w Rio, choć policja, wbrew swojemu powołaniu, stoi po obu stronach barykady – zresztą angielski podtytuł filmu brzmi "enemy within" (wróg wewnętrzny). Nascimento po wieloletnich zmaganiach z plugastwem toczącym brazylijskie ulice dochodzi do zatrważającego wniosku – jego działania już dawno przejrzeli na wylot kupieni przez kryminalistów zwierzchnicy. Każda jego próba przeciwstawienia się zepsutemu systemowi spełza na niczym, aż wreszcie zostaje odsunięty w cień, posadzony przy biurku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/363944,elitarni-ostatnie-starcie-czyli-krucjata-w-sercu-faweli.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-einTbs9afyI/Tqu06SYJ_8I/AAAAAAAAALg/5jM2t_srDVU/s1600/ContagionEpidemiaStrachu_plakat.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-einTbs9afyI/Tqu06SYJ_8I/AAAAAAAAALg/5jM2t_srDVU/s320/ContagionEpidemiaStrachu_plakat.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Roboczo da się podzielić kino katastroficzne na dwie grupy, zależnie od obszaru rażenia nieszczęścia, które dotyka filmowy świat. Albo płonie budynek ze stali i szkła, a w samolocie wysiadają silniki (zagrożenie lokalne), albo w Ziemię uderzyć ma asteroida, czy też sprzysięgną się przeciw niej żywioły (zagrożenie globalne). Gdyby na kartce papieru zrobić adekwatny wykres, na którego końcach widniałyby wymienione kategorie, pewnie i znalazłoby się miejsce na coś pośrodku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dowodzi to jedynie, że Steven Soderbergh wkracza na niepewny grunt, flirtując w „Contagion - Epidemii strachu” z tego typu kinem. Decyzja to ryzykowna, bowiem po wysypie filmów katastroficznych w latach siedemdziesiątych („Płonący wieżowiec”, „Port lotniczy”, „Tragedia Posejdona”) oraz o dwadzieścia lat późniejszej rewolucji, umożliwionej przez coraz doskonalszą technologię, za pomocą której kreuje się widowiskowy spektakl („Góra Dantego”, „Armagedon”, „Tunel”), mniemać wolno, że w temacie nie pozostało do powiedzenia wiele. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale oto amerykański reżyser znalazł, jeśli wierzyć napływającym zza zachodniej granicy recenzjom, złoty środek – postawił nie na efekciarstwo, będące swoistym fundamentem popularnego kina katastroficznego spod znaku Rolanda Emmericha, ale na realizm.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,139,2937,1,1,Contagion-Epidemia-strachu-Przezyja-najsilniejsi.html"&gt;w portalufilmowym.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-4245501274089455776?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/4245501274089455776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/elitarni-ostatnie-starcie-i-epidemia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4245501274089455776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/4245501274089455776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/elitarni-ostatnie-starcie-i-epidemia.html' title='&quot;Elitarni - Ostatnie starcie&quot; i &quot;Epidemia strachu&quot; w kinach'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-AeWmtkuKXwQ/Tqu0tdPH5NI/AAAAAAAAALY/Z2wVT3dKM0s/s72-c/elitarni.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-7405706250637934033</id><published>2011-10-27T23:41:00.004+02:00</published><updated>2011-12-08T21:17:07.541+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><title type='text'>London Film Festival: podsumowanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i przyszła pora na kilka subiektywnych słów na temat tegorocznego London Film Festival.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-23hfaWXZYvU/TqnPjHptz6I/AAAAAAAAALI/GXLs4aX2S_M/s1600/bfi.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="121" src="http://3.bp.blogspot.com/-23hfaWXZYvU/TqnPjHptz6I/AAAAAAAAALI/GXLs4aX2S_M/s320/bfi.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiejszym pokazem filmu "The Deep Blue Sea" kończy się 55. BFI London Film Festival. Impreza to interesująca, bo syntetyczna, skupiająca wszystko, czym wcześniej zachwycali się widzowie w Cannes, Wenecji czy Toronto. Ten imponujący różnorodnością repertuaru festiwal festiwali to nie tylko przegląd murowanych hitów, ale także panorama filmu brytyjskiego, odkryć francuskiej kinematografii czy przebojów zza oceanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bezpośrednim powodem powstania London Film Festival była chęć przybliżenia brytyjskim widzom filmów, które nie trafiły na Wyspach do szerokiej dystrybucji, a które zdobyły zasłużone laury na europejskich imprezach. Innymi słowy – w stolicy Anglii pozazdroszczono Francuzom czy Włochom. Pierwotna formuła festiwalu została poniekąd zachowana, co okazało się w rękach organizatorów bronią obosieczną – jasne jeszcze przed rozpoczęciem pokazów było, co jest hitem, a co kitem, więc oblegano tłumnie filmy cieszące się już uznaniem, a mniej znane produkcje zwyczajnie omijano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jeśli hit, to muszą mówić w nim po angielsku&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie do końca prawda, ale faktem jest, że londyńczykom do gustu najbardziej przypadły produkcje z anglosaskiego kręgu kulturowego. Niekwestionowaną gwiazdą imprezy był George Clooney; pokazano dwa filmy z jego udziałem, w tym jeden przez niego wyreżyserowany. "Idy marcowe", bo o tym obrazie mowa, okazał się wszystkim tym, czym obiecywano, że będzie – trzymającym w napięciu thrillerem, do tego dostatecznie wyabstrahowanym z konkretnego kontekstu politycznego, by być zrozumiałym i dla europejskiego widza, niezaznajomionego z amerykańskim systemem wyborczym. Nie zawiódł też Roman Polański i jego "Rzeź" pokazana w sekcji kina światowego, choć tutaj sprawiedliwość oddać trzeba odtwórcom głównych ról, bo ta ich swoista aktorska etiuda stanowi o wielkości dzieła mówiącego tak wiele o ludzkiej naturze, obnażonej po odrzuceniu społecznych konwenansów. Oba wspomniane filmy zostały oparte na sztukach teatralnych i może się wydawać, że to tendencja obecnie dla kina symptomatyczna, gdyż kilka innych obrazów z sekcji "Galas and Special Screenings" (skupiającej największe przeboje festiwalowe) również bazuje na materiale scenicznym – jak chociażby dyskusyjny "Koriolan" Ralpha Fiennesa, zagrany ze zbytnią egzaltacją, choć przy jednoczesnym kinowym rozmachu; oraz "Niebezpieczna metoda" Davida Cronenberga, rzecz o Carlu Gustawie Jungu, wybitnym psychiatrze uwikłanym w romans z byłą pacjentką. W tym drugim przypadku materiał literacki przysłużył się filmowi bardziej, gdyż dialogi napisane przez Christophera Hamptona to cięte riposty i stymulujące intelektualne dysputy. Nie przekonuje jedynie przyjęty przez Cronenberga styl, aż nazbyt zachowawczy i uładzony, jakby nie pasujący do profilu kanadyjskiego reżysera. Za to z potyczki z materiałem źródłowym, tym razem powieściowym, wyszedł zwycięsko Michael Winterbottom w "Trishnie", odważnej przeróbce dzieła Thomasa Hardy'ego "Tessa d'Urberville", osadzonej we współczesnych Indiach, zastępujących wiktoriańską Anglię. Ale prawdziwą rewelacją, i kto wie, czy nie najciekawszym filmem pokazanym w omawianej sekcji, był "Musimy porozmawiać o Kevinie" z Tildą Swinton i Johnem C. Reillym. To znakomita, pozbawiona niepotrzebnego moralizatorstwa i pretensjonalnej analizy, nakręcona w brawurowy sposób historia nastoletniego psychopaty. Autorka filmu, zresztą także będącego adaptacją literatury, nie podsuwa żadnych prostych odpowiedzi na dziesiątki pytań, które zadaje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/wszystkie-festiwale-prowadza-do-londynu,1,4892545,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-7405706250637934033?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/7405706250637934033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-podsumowanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7405706250637934033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/7405706250637934033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-podsumowanie.html' title='London Film Festival: podsumowanie'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-23hfaWXZYvU/TqnPjHptz6I/AAAAAAAAALI/GXLs4aX2S_M/s72-c/bfi.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-1316018768653696179</id><published>2011-10-26T11:52:00.002+02:00</published><updated>2011-12-08T21:16:57.936+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Lenartowicz - twórca osobny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;We Wrocławiu już od kilku dnia trwa tydzień Stanisława Lenartowicza. Są filmy za darmo, prelekcje i tak dalej, ale to pewnie mało istotne, bo przegląd kończy się jutro. I choć ze spóźnieniem, informuję o tym zacnym wydarzeniu mimo wszystko, gdyż w czwartkowy wieczór będzie miała swoją premierę monografia "Stanisław Lenartowicz - twórca osobny", do której trafił mój esej o "Pigułkach dla Aurelii". W książce znalazły się także teksty autorstwa Adama Kruka, Piotrka Czerkawskiego, Lecha Molińskiego, Przemka Dudzińskiego czy Jana Pelczara, a redakcją zajęli się Andrzej Dębski i Rafał Bubnicki. Za Odrą Film podaję, co jeszcze można znaleźć w środku oraz o czym będzie traktowała wieczorna dyskusja:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-K5n4T9XkivQ/TqfYFsHW_DI/AAAAAAAAALA/BDXXkl-bnSQ/s1600/lenartowicz.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="288" src="http://4.bp.blogspot.com/-K5n4T9XkivQ/TqfYFsHW_DI/AAAAAAAAALA/BDXXkl-bnSQ/s400/lenartowicz.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;27 października odbędzie się specjalny wieczór, podczas którego planujemy – z udziałem znanych filmoznawców – dyskusję panelową na temat oryginalności twórczości Lenartowicza oraz zaprezentujemy zbiorową monografię „Stanisław  Lenartowicz – twórca osobny” pod redakcją Andrzeja Dębskiego i Rafała  Bubnickiego. Książka, która ma odpowiedzieć na pytanie na czym polega  odrębność twórczości Lenartowicza jest wspólnym dziełem kilkunastu  filmoznawców, wśród nich grupy młodych wrocławskich autorów, którzy  przedstawią spojrzenie na dziesięć filmów Lenartowicza z perspektywy  pierwszej dekady XXI wieku. Publikacja będzie zawierała także wybór  recenzji o filmach Lenartowicza, Jego teksty o filmie i najciekawsze  wywiady, których udzielił mediom. Panel dyskusyjny ma mieć podobny temat  (wezmą w nim udział m. in. autorzy książki), ale chcemy aby, podobnie  jak książka był także próbą opowiedzenia o Lenartowiczu, jako niezwykłej  osobowości – żołnierzu wileńskiej AK,&amp;nbsp; zesłańcu do Rosji, który jako  reżyser filmowy był we Wrocławiu nauczycielem młodych twórców (m. in.  Waldemara Krzystka).&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książkę oczywiście polecam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-1316018768653696179?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/1316018768653696179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/lenartowicz-tworca-osobny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1316018768653696179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1316018768653696179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/lenartowicz-tworca-osobny.html' title='Lenartowicz - twórca osobny'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-K5n4T9XkivQ/TqfYFsHW_DI/AAAAAAAAALA/BDXXkl-bnSQ/s72-c/lenartowicz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-299915389070093817</id><published>2011-10-25T10:06:00.001+02:00</published><updated>2011-12-08T21:16:39.408+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>London Film Festival: "Trishna"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I już niemal ostatni tekst festiwalowy. W tym tygodniu będzie jeszcze relacja podsumowująca całość i kilka słów o "Niebezpiecznej metodzie".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ShO7zQvtKHA/TqZtzhUTDII/AAAAAAAAAK4/v-bEDFnkoTE/s1600/trishna.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="153" src="http://2.bp.blogspot.com/-ShO7zQvtKHA/TqZtzhUTDII/AAAAAAAAAK4/v-bEDFnkoTE/s320/trishna.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Michael Winterbottom już po raz trzeci sięga po prozę Thomasa Hardy’ego. Po "Judzie nieznanym" i "Burmistrzu Casterbridge’u" interpretuje "Tessę d’Urberville", przenosząc akcję powieści z dziewiętnastowiecznej Anglii do współczesnych Indii. Nie bez powodu. Brytyjskiemu reżyserowi klasyczna adaptacja w kostiumie wiktoriańskim nie odpowiadała, gdyż, jak sam twierdzi, niosła ze sobą ryzyko powierzchownego odczytania. Michael Winterbottom obawiał się nostalgicznego westchnienia widza wpatrzonego w krajobrazy wiejskiego Wessex. Decyzja osadzenia filmu w Indiach podyktowana była również panującymi tam stosunkami społecznymi, przypominającymi pod wieloma względami te z czasów Hardy’ego, co pozwoliło na wiarygodne zobrazowanie historii kobiety zniszczonej przez miłość i bezlitosne normy kulturowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczyna się jak w romansie – młoda dziewczyna wywodząca się z indyjskiej biedoty poznaje bogatego turystę; Brytyjczyka, ale pochodzenia hinduskiego. Uczucie przychodzi szybko i żarliwie, podkreślane przez subtelne, sensualne kadry, fizyczne pożądanie współistnieje z czysto duchową fascynacją. Trishna jedzie za ukochanym do miasta, pracować w hotelu, którym mężczyzna zarządza. Nie sposób jednak uciec od społecznej presji i panującej w kraju hierarchii, młodych dzieli zbyt wielka różnica statusu majątkowego. Zdaje się, że znajdą upragnione szczęście w Bombaju, gdzie postępująca industrializacja poluźniła już nieco zakorzenione w tamtejszej tradycji więzy krępujące stosunki damsko-męskie, ale to love story nie znajduje szczęśliwego zakończenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/55-mff-londyn-trishna-winterbottom-w-indiach,1,4888977,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-299915389070093817?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/299915389070093817/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-trishna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/299915389070093817'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/299915389070093817'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-trishna.html' title='London Film Festival: &quot;Trishna&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ShO7zQvtKHA/TqZtzhUTDII/AAAAAAAAAK4/v-bEDFnkoTE/s72-c/trishna.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-6447062940230586796</id><published>2011-10-23T19:17:00.003+02:00</published><updated>2011-12-08T21:16:31.552+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Portal Filmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Robot też człowiek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chwilowy odpoczynek do londyńskiego festiwalu. Nie wiem, czy już wszyscy wiedzą, ale ruszył nowy portal filmowy pod szyldem... portalfilmowy.pl. Prosta nazwa kryje treści mające być poważną alternatywą dla dwóch dominujących w naszej sieci serwisów. Z radością oznajmiam, że i moje recenzje i artykuły będą się pojawiały na łamach Portalu Filmowego. Debiutuję krótkim tekstem napisanym z okazji premiery "Gigantów ze stali". A tych, którzy już zdążyli zatęsknić za Anglią, informuję, że nadchodzą jeszcze recenzje "Trishny" oraz "Niebezpiecznej metody".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Hutx5zF1GyY/TqRL7T_XWdI/AAAAAAAAAKw/_vKP1_DDh3Q/s1600/robocop.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-Hutx5zF1GyY/TqRL7T_XWdI/AAAAAAAAAKw/_vKP1_DDh3Q/s320/robocop.jpg" width="201" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dynamiczny rozwój coraz bardziej zaawansowanych technologii pozwala myśleć, że wkrótce science zacznie wypierać fiction. Rzecz jasna nie przeszkadza to kinu nieprzerwanie snuć bajek o robotach. R2D2, Jox, RoboCop, Transformersy, Mechagodzilla, Wall-e i Terminator – a to jedynie niewielki wycinek niekończącej się listy słynnych stalowych maszyn &amp;nbsp;– &amp;nbsp;oraz ich pobratymcy zostali wchłonięci przez popkulturę i dzisiaj pojawiają się równie chętnie w science-fiction, co w komedii i horrorze. Android czy cyborgi już jakiś czas temu przestały być kojarzone ze statkami kosmicznymi i odległą przyszłością; wykorzystywane wcześniej niemalże wyłącznie przez fabuły fantastycznonaukowe, dzisiaj są nieodłącznym elementem nie tylko letnich blockbusterów, ale i szeregowych produkcji z każdego gatunku. Hybrydą wydaje się być goszczący obecnie na ekranach film „Giganci ze stali”, będący mieszanką filmu familijnego, science-fiction i dramatu sportowego. Człowiek boksuje tam ramię w ramię z robotem, co wcale nie jest udziwnieniem w kinie niespotykanym. Podobna symbioza, zespolenie człowieka z maszyną, to pomysł wcale nie nowy, eksploatowany przez filmowców nagminnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg w &lt;a href="http://www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,145,2809,1,1,Robot-tez-czlowiek.html"&gt;portalufilmowym.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-6447062940230586796?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/6447062940230586796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/chwilowy-odpoczynek-do-londynskiego.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6447062940230586796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/6447062940230586796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/chwilowy-odpoczynek-do-londynskiego.html' title='Robot też człowiek'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Hutx5zF1GyY/TqRL7T_XWdI/AAAAAAAAAKw/_vKP1_DDh3Q/s72-c/robocop.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5456326276684391215</id><published>2011-10-21T11:27:00.003+02:00</published><updated>2011-12-08T21:16:15.170+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>London Film Festival: "Idy marcowe"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;A oto i kolejna recenzja z Londynu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-IgsWX8LwHdQ/TqE61k3jlHI/AAAAAAAAAKg/Q2N52_TZUbc/s1600/the-ides-of-march-poster-300.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-IgsWX8LwHdQ/TqE61k3jlHI/AAAAAAAAAKg/Q2N52_TZUbc/s320/the-ides-of-march-poster-300.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W "Idach marcowych" polityczna gra jest z definicji nieczysta, bo oparta na kompromisach – często niewygodnych i uwłaczających, lecz koniecznych. Zdaje się liczyć jedynie wyborcze zwycięstwo, o moralności można przypomnieć sobie już po ogłoszeniu wyników, na czas kampanii zawieszone zostają wszelkie zasady.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale gubernator stanu Pensylwania, kandydat demokratów, wydaje się być zupełnie inny niż jego oponent, trzyma się z dala od grzebania w brudach i wycieczek osobistych. Z rozbrajającą szczerością i z uśmiechem na ustach podkreśla przy okazji debat i wieców swoją niezależność i bezkompromisowość. Dlatego w Mike’a Morrisa wierzy młody Stephen Meyers, jedna z kluczowych figur w sztabie gubernatora. Do polityki przyszedł właśnie dla takich ludzi, dla ideałów, wierzy, że jego kandydat faktycznie jest w stanie przeprowadzić kluczowe dla kraju, liberalne reformy. Stara się nie pamiętać przy tym o podstawowej zasadzie politycznych roszad, wyrażonej już w tytule filmu – za każdymi plecami czeka ktoś gotowy, by wbić w nie nóż. Nawet on sam dzierży jeden w rękach, choć dopiero ma się o tym dowiedzieć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Film Clooneya abstrahuje od konkretnych, prawdziwych wydarzeń politycznych, jest raczej nośnikiem pewnego przekonania, skądinąd trafnego i przecież wcale nie odkrywczego – dla osiągnięcia celu trzeba przejść po trupach i uścisnąć niechciane dłonie, nie ma innej drogi, pozostałe opcje są niewymiernie mniej korzystne. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/55-mff-londyn-idy-marcowe-kolejny-sukces-clooneya-,1,4886876,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5456326276684391215?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5456326276684391215/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-idy-marcowe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5456326276684391215'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5456326276684391215'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-idy-marcowe.html' title='London Film Festival: &quot;Idy marcowe&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-IgsWX8LwHdQ/TqE61k3jlHI/AAAAAAAAAKg/Q2N52_TZUbc/s72-c/the-ides-of-march-poster-300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-2911487668477315901</id><published>2011-10-19T11:10:00.003+02:00</published><updated>2012-01-20T10:21:17.728+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>London Film Festival: "Rzeź"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Oto kolejny tekst spisany na gorąco z Londynu. Następne w kolejce są „Idy marcowe” Clooneya.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KMtY92HP0-4/Tp6T4TGNOWI/AAAAAAAAAKY/MrDuFoa10_0/s1600/carnage.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-KMtY92HP0-4/Tp6T4TGNOWI/AAAAAAAAAKY/MrDuFoa10_0/s320/carnage.jpg" width="235" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zwyczajna sytuacja, jakich pełno na podwórkach, boiskach i placach zabaw – w wyniku kłótni jedenastoletni chłopiec uderza kolegę kijem w twarz. Pech chce, że obrażenie jest na tyle poważne, iż nieodzowna okazuje się interwencja medyczna, a ze zdarzenia trzeba spisać raport dla ubezpieczalni. Rodzice dzieciaków spotykają się więc w mieszkaniu poszkodowanego z zamiarem załatwienia formalności. Powiedzieć, że po chwili sprawy wymykają się spod kontroli, to za mało.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polański robi w "Rzezi" to, co zwykł robić już wielokrotnie – ogranicza drastycznie przestrzeń, jego postaci uwięzione są w czterech ścianach, a powieszone w przedpokoju lustro, w którym bohaterowie wydają się szukać schronienia, i otwarte na miejski zgiełk okno dają jedynie pozorny komfort. Podobnie jak w "Aniele zagłady" Bunuela, opuszczenie mieszkania jest, z różnych przyczyn, niemożliwe, a konfrontacja nieunikniona. Im bardziej czworo ludzi próbuje się porozumieć, tym gorsze są tego skutki; wypływają na powierzchnię problemy i kwestie niemające absolutnie nic wspólnego z punktem wyjściowym dyskusji. Eskalacja agresji jest stopniowa, powoli wychodzą na jaw skrywane przez małżonków pretensje. Polański nie każe widzowi opowiadać się po żadnej ze stron, w "Rzezi" nie ma dwóch wrogich obozów, jak sugerować może początek filmu – są cztery. Nie ma mowy o jakiejkolwiek lojalności odbiorcy względem którejś z postaci, dramat Penelope, Nancy, Alana i Michaela polega na tym, że żadne z nich nie ma racji, a zresztą niemal od razu jest jasne, iż nikomu nawet nie chodzi o udowodnienie czegokolwiek, ale o zdjęcie maski, wykrzyczenie żalów, to psychotyczna manifestacja patologicznej szczerości, wiążącej się z zarzuceniem społecznie akceptowalnych zachowań. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dalszy&lt;span lang="PL"&gt; ciąg recenzji &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/55-mff-londyn-rzez-dramat-sceniczny-bez-teatralnej,1,4884490,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-2911487668477315901?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/2911487668477315901/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-rzez.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2911487668477315901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2911487668477315901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-rzez.html' title='London Film Festival: &quot;Rzeź&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-KMtY92HP0-4/Tp6T4TGNOWI/AAAAAAAAAKY/MrDuFoa10_0/s72-c/carnage.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5774451233207597940</id><published>2011-10-17T20:00:00.002+02:00</published><updated>2011-12-08T21:15:59.821+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>London Film Festival: "Coriolanus"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza z serii krótkich recenzji wybranych filmów, które zaprezentowano podczas tegorocznego London Film Festival. Na pierwszy ogień reżyserski debiut Ralpha Fiennesa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Zk8AuH8W3MM/TpxtIjlJ-TI/AAAAAAAAAKQ/BTOVN1JssQ0/s1600/Coriolanus-poster-Fiennes-Butler-Cox-Nesbitt-Shakespeare-2011-2012-210x300.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-Zk8AuH8W3MM/TpxtIjlJ-TI/AAAAAAAAAKQ/BTOVN1JssQ0/s1600/Coriolanus-poster-Fiennes-Butler-Cox-Nesbitt-Shakespeare-2011-2012-210x300.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ralph Fiennes adaptuje jedną z mniej znanych sztuk Szekspira. Nie jest to dla niego grunt zupełnie obcy, bowiem przed ponad dekadą na teatralnych deskach odgrywał już rolę Koriolana. Ale aktor po raz pierwszy siada na stołku reżysera i to, jeśli wierzyć jego własnym, ironicznym słowom, z powodu prozaicznego, gdyż &lt;i&gt;nikt inny nie chciał tego filmu zrobić&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mimo że zamiast w miotanym zamieszkami starożytnym Rzymie, "Coriolanus" osadzony jest w Rzymie uniwersalnym, wszędzie i nigdzie, a na dodatek w nieokreślonym czasie (można jednak domniemywać, że współcześnie), konceptualnie film Fiennesa nie jest tak znowu daleki od dzieła brytyjskiego dramaturga. To w dalszym ciągu opowieść o targanym namiętnościami autokracie, niepozbawionym jednak pierwiastka szlachetności; z jednej strony dążącego do władzy, za nic mającego sobie prosty lud, z drugiej brzydzącego się politycznymi gierkami i… kreowaniem wizerunku. Może dziwić podobna, charakterystyczna dla dzisiejszej retoryki medialnej, nomenklatura w odniesieniu do adaptacji dramatu Szekspira, ale Fiennes nie bez powodu przeniósł akcję w dwudziesty pierwszy wiek. Akcję "Coriolanusa" spajają przebitki z telewizyjnych transmisji, a wypędzenie niedoszłego konsula z "Rzymu" odbywa się w studiu, przed kamerami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg w &lt;a href="http://film.onet.pl/recenzje/coriolanus-ponadczasowy-szekspir,1,4882408,wiadomosc.html"&gt;portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5774451233207597940?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5774451233207597940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-coriolanus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5774451233207597940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5774451233207597940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-coriolanus.html' title='London Film Festival: &quot;Coriolanus&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Zk8AuH8W3MM/TpxtIjlJ-TI/AAAAAAAAAKQ/BTOVN1JssQ0/s72-c/Coriolanus-poster-Fiennes-Butler-Cox-Nesbitt-Shakespeare-2011-2012-210x300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-1277434172207804828</id><published>2011-10-14T14:51:00.003+02:00</published><updated>2011-12-08T21:15:50.979+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imprezy'/><title type='text'>London Film Festival na Kill All Movies</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i jestem w Londynie. Od niedzieli będę relacjonował dla Onetu tutejszy festiwal filmowy, napiszę na pewno o "Rzezi" Polańskiego, "Coriolanusie" Fiennesa czy "Idach marcowych" Clooneya. Oczywiście recenzje będą pojawiały się także na moim blogu, a na fanpage'u spodziewajcie się krótkich notatek o filmach, dla których na Onecie nie znajdzie się miejsce. A tymczasem zapraszam do lektury festiwalowej zapowiedzi. Skan pochodzi z wtorkowego wydania &lt;a href="http://www.emetro.pl/emetro/0,0.html"&gt;dziennika "Metro"&lt;/a&gt; (kliknij, aby powiększyć).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ib1iBnFFxpM/Tpgu7fFVAYI/AAAAAAAAAKI/KCQpYZWSr9A/s1600/london.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="183" src="http://2.bp.blogspot.com/-ib1iBnFFxpM/Tpgu7fFVAYI/AAAAAAAAAKI/KCQpYZWSr9A/s400/london.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-1277434172207804828?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/1277434172207804828/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-na-kill-all-movies.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1277434172207804828'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1277434172207804828'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/london-film-festival-na-kill-all-movies.html' title='London Film Festival na Kill All Movies'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ib1iBnFFxpM/Tpgu7fFVAYI/AAAAAAAAAKI/KCQpYZWSr9A/s72-c/london.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3200604730256683778</id><published>2011-10-12T21:02:00.003+02:00</published><updated>2011-12-08T21:15:43.968+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Spadająca gwiazda - Marilyn Monroe</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-tgduOhZpbPw/TpXjuk5MtVI/AAAAAAAAAKA/-p-Lq0ZKyfU/s1600/okladka-200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-tgduOhZpbPw/TpXjuk5MtVI/AAAAAAAAAKA/-p-Lq0ZKyfU/s1600/okladka-200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy wejść na fora internetowe i poczytać przypadkowe wpisy, nietrudno zauważyć, że dyskusja o tym, czy Marilyn Monroe była jedynie głupią blondyneczką, której niebywale się poszczęściło, czy może raczej znakomitą aktorką, toczy się nieprzerwanie. Istotne jest jednak to, że prawdopodobnie kwestia ta nigdy nie zostanie rozstrzygnięta, a platynowy skarb Hollywoodu tak czy inaczej zachowa swoje miejsce na afiszach popkultury. Zresztą, jak trafnie mówi Zbigniew Kasprzak w wywiadzie dołączonym do omawianego tutaj albumu – &lt;i&gt;zmarła gwiazda, narodził się mit&lt;/i&gt;. W istocie tak właśnie było, a jedną z podstawowych cech mitu jest niejednoznaczność, pewna dowolność w jego modelowaniu i stosunkowa łatwość, z jaką poddaje się przeróbkom. Wszak o Marilyn kręci się filmy, śpiewa piosenki i rysuje komiksy, a z każdego z tych dzieł wyłania się inna wizja tej nietuzinkowej postaci, tym samym, w pewnym sensie, zacierając pierwotny jej obraz. Ale nie działa w tym przypadku zasada palimpsestu – każdy utwór wzbogaca na swój sposób istniejącą już mitologię, nawet jeśli pomyślany jest jako rzecz rewizjonistyczna. Problem z komiksem „Spadająca gwiazda” jest taki, że album ten jedynie powtarza, odtwarza i przetwarza – nie tworzy. Po przewróceniu ostatniej strony można zadać sobie pytanie, po co był cały ten trud, skoro nie powiedziano nic nowego, nic swojego, a nawet i stare fakty przerobiono w nieczytelną mozaikę. Dzieło polsko-belgijskiej ekipy przedstawia epizody z życia tej ultymatywnej gwiazdy ekranu poukładane achronologicznie – punktem wyjścia jest śmierć Monroe, potem następuje seria przypadkowych retrospektyw, jak chociażby wizyta na planie „Skłóconych z życiem” czy urodziny Kennedy'ego. Niefortunne rozwiązanie formalne staje się powodem narracyjnego chaosu, całość jest niespójna i mało przejrzysta. Trudno nawet mówić o jakiejkolwiek fabule albo próbie rozpisania komiksowej biografii Marilyn, bowiem powyrywane z życiorysu aktorki obrazy, zapewne według autorów dla Monroe kluczowych i formatywnych, są niczym zatrzymane w stopklatce kadry. Za taki stan rzeczy winić należy przede wszystkim scenariusz, zrealizowany na archaiczną, teatralną modłę. Dialogi wsadzone w usta postaci pojawiających się na kartach komiksu są nienaturalne i siermiężne, a niektóre z, bądź co bądź fotograficznie precyzyjnych, nierzadko pięknych, kadrów Kasprzaka namalowano ze zbytnią emfazą. „Spadająca gwiazda” to komiks niewart zainteresowania czytelnika, może co najwyżej przejrzenia kilku naprawdę świetnych ilustracji, z okładką na czele. Lepiej byłoby chyba po prostu wydać album z nieprzeciętnej urody malunkami Kasprzaka, nieskalany kiepskim scenariuszem. Historię Marilyn każdy dopisałby przecież po swojemu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Zainteresowanych tematem zapraszam do lektury mojego poprzedniego &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/05/marilyn-monroe-w-onecie.html"&gt;wpisu o Marilyn&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3200604730256683778?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3200604730256683778/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/spadajaca-gwiazda-marilyn-monroe.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3200604730256683778'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3200604730256683778'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/spadajaca-gwiazda-marilyn-monroe.html' title='Spadająca gwiazda - Marilyn Monroe'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-tgduOhZpbPw/TpXjuk5MtVI/AAAAAAAAAKA/-p-Lq0ZKyfU/s72-c/okladka-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-722632945773523459</id><published>2011-10-10T08:58:00.002+02:00</published><updated>2011-12-08T21:15:33.926+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Remake dziki, remake zły</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio sporo mówi się o kryzysie w Hollywood - że nie ma już nowych pomysłów, że filmy wtórne, że coś tam. No i sam David Cronenberg zapowiedział realizację nowej wersji swojej "Muchy". A więc dzisiaj o remake'ach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-la74vPIsong/TpKXZUpl25I/AAAAAAAAAJ8/yqUriGIAM7s/s1600/mucha.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-la74vPIsong/TpKXZUpl25I/AAAAAAAAAJ8/yqUriGIAM7s/s320/mucha.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Remake to zło. Wie o tym każdy przedszkolak, sprzedawczyni z pobliskiego sklepu, brodaty pan spod budki z piwem i profesor na uniwersytecie. Remake to skok na kasę, gwałt na intelekcie widza, lepka łapa spoconego producenta filmowego chwytająca nasze portfele. Remake to spersonifikowany grzech lenistwa, koszmar kinomana, niszczyciel celuloidowych legend. Remake to pożeracz światów, deprawator nieletnich, uwodziciel dziewic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Torsje, odruchy wymiotne, zimne poty i kompulsywne obgryzanie paznokci - oto reakcja sporej części kinomaniaków na wieść o kolejnej przeróbce ich ukochanego, lubianego, a nawet znienawidzonego dzieła. Na pierwszy rzut oka nic w tym dziwnego, w końcu odbiorem sztuki filmowej rządzi w dużej mierze sentyment, więc seans pamiętany z dzieciństwa, studenckich imprez, tudzież romantycznych wieczorów broni się wściekle przed przewartościowaniem. Oczywiście nie można zrzucić remake'owej traumy tylko i wyłącznie na karb bagażu miłych wspomnień, byłoby to i nieprawdziwe, i bezzasadne. Przecież wśród filmowej braci znajdzie się wielu takich, którzy już wychodząc z kina wiedzą, że zetknęli się z dziełem totalnym jak holenderski futbol, czują jakby reżysera znali od lat, jakby ostatnie dwie czy trzy godziny spędzili z nim przy wspólnym stole, jeszcze szron na półlitrówce nie stopniał. Oni także nie chcą widzieć tego epokowego dzieła sprofanowanego, oplutego, zdeptanego przez amerykański biznes z ostatniego kręgu piekła zwanego Hollywood. Pewnie, nie tylko nasi wierni sojusznicy w boju remake'i kręcą, ale to na nich spada najwięcej gromów. Za nimi więc trzeba nam się ująć, to oni są maluczcy i pokrzywdzeni w tej bezkrwawej bitwie o dusze, o nich mówi się "lenie", "złodzieje", "malwersanci", "masoni"! Kto gotów więc naciąć wiernym kozikiem, harcerską finką czy nożem z babcinej zastawy swój serdeczny palec i własną krwią wypisać na ścianie słowa: "remake jest dobry", "remake jest potrzebny"? Auć, troszkę bolało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Remake czyli va banque&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponoć pierwsza zasada stojąca za remakem brzmi: robimy to dla kasy. I trudno właściwie polemizować, wszak żadna wytwórnia nie jest instytucją charytatywną, nie da reżyserowi grubych milionów na gębę i nie poklepie współczująco po plecach, gdy film okaże się finansową klapą. Sęk w tym, że lwia część tytułów pokazywanych w multipleksach kieruje się właśnie chęcią zysku, nic dziwnego i zdrożnego, prawa wolnego rynku, ot co. Nie fair jest wobec tego wystosowywanie zarzutu, jakoby to tylko remake był maszynką do robienia pieniędzy, za której korbę kręcimy my, naiwniacy, dający się nabrać i kupujący bilety. Decydując się na jakikolwiek seans, przelewamy kilka złotych na konto mitycznego pana Smitha, który zasiada za mahoniowym biurkiem w Kalifornii. Można zapewne oddać się bezowocnej dyskusji, kto jest bardziej łasy na nasze ciężko zarobione złocisze, a kto mniej; który film niesie ze sobą życiowe wartości i ponadczasowe morały, i wart jest naszej krwawicy, a który tylko żeruje jak sęp na tym, co zostało na dnie porośniętej pajęczyną portmonetki. Nie ma to i tak najmniejszego znaczenia z co najmniej jednego powodu - sami wybieramy nasze filmy. Nikt nas wołami na remake nie ciągnie. Specsłużby nie zapukają w środku nocy z pytaniem, czy widzieliśmy ostatni wyczyn Fabryki Snów. Co nie oznacza, iż powinniśmy zamilknąć i godzić się na wszystko, co serwują nam kina, choćby to był taki chłam, że aż zęby trzeszczą. Dobrze, że nie przystajemy na remake, jeśli czujemy, że nie to nam w duszy gra i przeciwni jesteśmy takiej praktyce. Szkoda jedynie, że często krzywdzące opinie na temat całego fenomenu wygłaszane są zanim delikwent zapozna się ze zjawiskiem jako takim i jego zdanie bazuje jedynie na kilku przypadkowo obejrzanych tytułach. Teraz następuje apel treści następującej: dajmy remake'owi szansę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Na tapczanie siedzi leń, rimejkuje cały dzień&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Remake często służy jako pryzmat, przez który wystawiana jest cenzurka amerykańskiej kinematografii w ogóle. Bo przecież ci otyli, tępi mcdonaldyści tak przyzwyczaili się do wygód wszelakich, że nie chce już im się nawet scenariuszy wymyślać, cudzy przecież łatwiej wyrwać z korzeniami i zasadzić u siebie. Zdajemy się jednak pomijać fakt, że remake stanowi jedynie odsetek produkcji filmowej w Stanach Zjednoczonych, a na zachodniej półkuli nadal powstaje mnóstwo tytułów świeżych i nietuzinkowych. Nie oznacza to tym samym, że remake musi świecić światłem odbitym od obrazów, na bazie których został stworzony, albo kryć się w cieniu pozycji zrodzonych ze scenariusza oryginalnego. Remake nie musi, choć może, być synonimem słowa "kalka", lecz wiele przeróbek zachwyca nakładem włożonej w nie, przyzwoitej roboty. I nawet jeśli odświeżona wersja starego hitu nie dorasta oryginałowi do pięt, nie jest to tożsame z tym, że nie warto remake'u oglądać - nadal może przecież okazać się on po prostu dobrym filmem. Nie ma też co panikować, jeśli tak się nie stanie i drzeć wniebogłosy, że dwóch takich z Holiłudu zszargało legendę i opluło nagrobek jakiegoś przerażającego horroru z lat osiemdziesiątych czy największego dramatu społecznego ostatnich lat. Zawsze można przecież o seansie zapomnieć i sięgnąć po starą, lubianą wersję. Remake nie działa jak nowe systemy operacyjne Microsoftu - jeśli nie zmienisz Windowsa, zostaniesz w tyle. Remake nie zastępuje wysłużonego pudełka z kasetą VHS czy płytą DVD, on stara się być godnym partnerem dla naszego faworyta. Remake może dać nową perspektywę percepcyjną, rzucić nowe światło na podejmowany temat, dostosowując go do mentalności widza współczesnego, czy też, wreszcie - zapewnić znakomitą rozrywkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Z ziemi japońskiej, szwedzkiej, francuskiej... do amerykańskiej&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomijając kwestie finansowe, istnieje całe mnóstwo powodów, dla których remake jest kręcony. Być może sam reżyser jest fanem wcześniejszej wersji i chciałby zmierzyć się z jej materią. Może warto wprowadzić unikalny świat wielkiego dokonania kinematografii w nową dekadę. A może pomysł jest na tyle nośny, że warto przeszczepić go na grunt innej kultury i mentalności. Słysząc "nowy amerykański remake", często przed oczyma wyobraźni staje kolejna azjatycka demona czy europejska stwora w zmienionym makijażu. Faktycznie, horror w szczególności upodobał sobie te filmowe pożyczki, lecz wynika to bardziej ze specyfiki gatunku, niźli samego zjawiska remake'owania. Choć spora część tych filmów zatraca swoją tożsamość w naprędce zrealizowanym przez Hollywood projekcie, który przynieść ma szybki zysk często korzystając z tego, że zagraniczna wersja danego filmu nie była grana w tamtejszych kinach (jak to było choćby w przypadku hiszpańskiego "[REC]") dla widza amerykańskiego może być interesującym (i inspirującym) doświadczeniem, zetknięciem z wcale niezgorszą fabułą. A i dla tych spośród nas, którzy znają oryginalną wersję, obejrzenie remake'u może przynieść ciekawą refleksję na temat kultury amerykańskiej i jej fenomenalnej wręcz umiejętności adaptacji. Remake nie jest przecież zjawiskiem nowym, które zrodziło się w ostatniej dekadzie, wytwórnie importują interesujące i intrygujące scenariusze od lat, nierzadko obalając kulturowe bariery. Można się spierać, zresztą nie bez słuszności, że "Siedmiu wspaniałych"&amp;nbsp; nie dorównuje "Siedmiu samurajom" , "Bracia"&amp;nbsp; Jima Sheridana nie poruszają jak oryginał Susanne Bier, a "Dark Water"&amp;nbsp; nie ma w sobie grozy pierwowzoru. Koniecznie trzeba wziąć więc poprawkę na coś, w co nam, przeświadczonym o intelektualnej wyższości nad ludem zza oceanu, trudno uwierzyć - dla przeciętnego Amerykanina europejskie czy azjatyckie realia są nieodmiennie odlegle, trudno więc zarobić nawet na komercyjnym kinie obcego pochodzenia, remake się po prostu opłaca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rererererereimaginacja&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Remake działa też, a może nawet i częściej, jako zjawisko wewnątrzkulturowe. Amerykanie, bardzo zresztą przywiązani do swojego dziedzictwa, chętnie eksploatują pomysły wcześniej wykorzystane przez swoich rodaków, wracają do dawnych hitów, przerabiają nieudane produkcje - do tego z całkiem niezłym skutkiem. W szczególności wielbiciele różnorakich maszkar i stworów z innych galaktyk mogą mieć powód do radości - i to nie przypadkowo. Nieustający rozwój technologiczny sprawia, że popyt na widowiskowe spektakle nie maleje i zarówno klasyki, jak i tandeciarskie produkcje kina rozrywkowego spod znaku horroru znajdują kolejnych amatorów chętnych na ożywienie celuloidowego trupa i wystawienie go w miejskim kinie czy domu kultury. Co ważniejsze, istnieje jeszcze większa rzesza tych, którzy chętnie zapłacą i pójdą takie pokolorowane wykopalisko obejrzeć, nawet jeśli chodzi tylko o dowiedzenie słuszności postawy typu "a nie mówiłem" i przekonaniu się, że zakpiono z jakiegoś legendarnego utworu. Miłośnicy grozy to grupa specyficzna - wyjątkowo nieprzejednana, przywiązana mocną nicią sentymentu do wielbionych filmów i tasiemcowych serii, i być może to właśnie dla nich stworzono pojęcie reboot, za którym, jeśli wierzyć producentom, nie kryje się zwyczajny remake, ale reinterpretacja. Przewartościowując horrorowy mit, reżyserzy usiłują dostosować cykl do potrzeb młodej widowni, której zwyczajnie nie chce się odgrzebywać staroci, gdzie króluje plastik i guma, a ich pomysłem na spędzenie wolnego czasu jest wizyta w multipleksie. A starzy wyjadacze film i tak obejrzą, choćby z obowiązku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reboot jest swoistym restartem, przeniesieniem znanej z danego tytułu rzeczywistości w XXI wiek (co praktykuje się od dawna choćby w świecie komiksu), lecz nie jest jedynym sposobem na zremake'owanie samego remake'a. Ba, istnieje ich niezliczenie wiele. Można go nakręcić, kopiując film niemal klatka po klatce, można połączyć kilka tytułów w jeden, można jedynie zapożyczyć tytuł. Wszystkie chwyty dozwolone. Żadna metoda nie skreśla jednak ani nowo powstających remake'ów, ani całego zjawiska. Bo remake zły nie jest. Może i szczerzy kły, często gryzie po rękach, drapie meble i załatwia się do butów. Ale koniec końców, wszyscy czekamy, aż położy się wygodnie w nogach naszej kanapy i da się pogłaskać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Tekst ukazał się przed rokiem &lt;a href="http://www.stopklatka.pl/artykuly/artykul.asp?wi=70157"&gt;na Stopklatce&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;P.S. Na Onecie możecie też przejrzeć opracowane przeze mnie zestawienie nadchodzących remake'ów - w formie &lt;a href="http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/wielkie-powroty-czy-odgrzewane-kotlety,1,4872304,wiadomosc.html"&gt;jednolitego tekstu&lt;/a&gt; albo &lt;a href="http://film.onet.pl/fotoreportaze/wielkie-powroty-czy-odgrzewane-kotlety,4872389,0,fotoreportaz-maly.html"&gt;z bajerami&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-722632945773523459?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/722632945773523459/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/remake-dziki-remake-zy.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/722632945773523459'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/722632945773523459'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/remake-dziki-remake-zy.html' title='Remake dziki, remake zły'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-la74vPIsong/TpKXZUpl25I/AAAAAAAAAJ8/yqUriGIAM7s/s72-c/mucha.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-8735442666899542949</id><published>2011-10-07T10:11:00.006+02:00</published><updated>2011-12-08T21:14:55.666+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konkurs'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>"Kat shoguna" - recenzja i konkurs!</title><content type='html'>&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Może dziwić, że dzisiaj do kin wchodzi doskonałe "Rozstanie", a ja piszę o niedawnej premierze DVD. Uspokajam - o filmie Farhadiego jeszcze będzie, a tymczasem zapraszam do lektury recenzji "Kata shoguna" oraz wzięcia udziału w konkursie.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EbOlj7AFs_Y/To6zClLaG_I/AAAAAAAAAJ4/nyyrE6p_pbM/s1600/kat.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-EbOlj7AFs_Y/To6zClLaG_I/AAAAAAAAAJ4/nyyrE6p_pbM/s1600/kat.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;Macha mieczem i pozbawia swoje ofiary głów!!! – &lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;tak mniej więcej brzmiał oryginalny tagline „Kata shoguna”, a co złośliwsi twierdzą, że proces montowania filmu przebiegał podobnie; ktoś machnął ręką, coś tam wyciął, coś przykleił i mamy grindhouse'owy hit, koszmar cenzorów z BBFC. Oparty na słynnym, publikowanym także i u nas, komiksie duetu Koike/Kojima „Samotny wilk i szczenię”, który w rodzimej Japonii doczekał się aż sześciu filmowych adaptacji, zasłynął swojego czasu jako jeden z szeregu filmów zakazanych w Wielkiej Brytanii. Do powstania tego dziwacznego dzieła doszło, kiedy Robby Houston wraz z kumplem, Davidem Weismanem, kupili prawa do dwóch obrazów z serii, wyciągnęli kilkanaście minut z pierwszego, resztę z drugiego, poszatkowali, zdubbingowali, rozpisali nową fabułę i odwalili kawał celuloidowego recyclingu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Kiedyś, gdy jeszcze domowy internet był jedynie mrzonką, słyszało się opinie, że „Kat shoguna” to jedynie zlepek scen gore, przypadkowo powyciąganych z japońskich oryginałów, nie stanowiący spójnej całości, lecz prawda jest nieco inna. Faktycznie, nie brakuje chlastania kataną, krew sika groteskowo, a ogolone, samurajskie głowy pod naporem ostrza pękają jak arbuzy, lecz fabuła jest istotnie obecna, choć zdawkowa. No cóż, trudno jest utrzymać jakąkolwiek dyscyplinę reżyserską, kiedy tworzy się film z gotowych półproduktów. Ciekawym zabiegiem jest więc narracja z offu, która ma za zadanie nadać nieco sensu temu, co widać na ekranie – spoza kadru dopowiada i komentuje syn głównego bohatera, Daigoro. I tak wykluczony &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;z klanu wojownik przemierza japońskie góry i lasy, po drodze chlastając przeciwników niemiłosiernie. Zaskakujący, kreskówkowy klimat przemieszany jest z rozumianą po cormanowskiemu poetyką Kraju Kwitnącej Wiśni i przerysowaną brutalnością. Tym samym „Kat shoguna” staje się widowiskiem niespotykanym, które zobaczyć po prostu trzeba. To esencja &lt;/span&gt;&lt;i&gt;jidaigeki&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; klasy B, do tego posiadająca, z uwagi na swój pozafilmowy kontekst, dla wielu zapewne wątpliwy, walor kina eksploatacyjnego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Warto dodać, że wydana u nas na DVD wersja filmu jest nieocenzurowana i zremasterowana. Dzięki uprzejmości dystrybutora 9th Plan, płytka z "Katem shoguna" może trafić do Ciebie - wystarczy napisać do mnie maila (adres widoczny w boksie po prawej) i w maksymalnie stu słowach opowiedzieć o swoim ulubionym filmie samurajskim. Konkurs trwa do 13.10.2011. Wyniki zamieszczę na fanpage'u bloga na Facebooku.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-8735442666899542949?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/8735442666899542949/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/kat-szoguna-recenzja-i-konkurs.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8735442666899542949'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/8735442666899542949'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/kat-szoguna-recenzja-i-konkurs.html' title='&quot;Kat shoguna&quot; - recenzja i konkurs!'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-EbOlj7AFs_Y/To6zClLaG_I/AAAAAAAAAJ4/nyyrE6p_pbM/s72-c/kat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-2760181700843188695</id><published>2011-10-05T09:22:00.003+02:00</published><updated>2011-12-08T21:14:34.052+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wywiad'/><title type='text'>Batman to wariat! - rozmowa z Brianem Azzarello</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na XXII MFGiK udało mi się porozmawiać z Brianem Azzarello, twórcą komiksów "100 naboi", "Joker", "Loveless" i "Batman: Rozbite miasto". Poniższa rozmowa ukazała się &lt;a href="http://www.emetro.pl/emetro/0,0.html"&gt;w dzienniku "Metro"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-RKerork5Teg/TowFT8iSChI/AAAAAAAAAJ0/B_R_1JYLwmw/s1600/230px-Brian_Azzarello.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-RKerork5Teg/TowFT8iSChI/AAAAAAAAAJ0/B_R_1JYLwmw/s320/230px-Brian_Azzarello.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Bartosz Czartoryski: Dopiero co miał polską premierę twój komiks „Joker”. Po jego przeczytaniu ktoś mógłby powiedzieć, że bardziej interesują cię złoczyńcy niż superbohaterowie.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Brian Azzarello: Myślę, że czarne charaktery są o wiele bardziej zajmujące dla artysty. Szczerze mówiąc, często nie rozumiem motywacji superbohaterów. Może zabrzmi to dziwnie, ale łatwiej mi utożsamić się z komiksowymi łotrami.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Dlatego nawet twój Batman z „Rozbitego miasta” przypomina postać z czarnego kryminału?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;„Rozbite miasto” to w rzeczy samej kryminał &lt;i&gt;noir&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;, z drobną różnicą – detektyw nosi pelerynę, a nie prochowiec i kapelusz. Nie mogę jednak powiedzieć, że Batman jako taki jest w tej historii nieistotny. Sądzę, że udało mi się powiedzieć wiele na temat tej postaci, w pewien sposób skomentować to, co się dzieje w głowie Człowieka Nietoperza. W szczególności widać to w końcówce, kiedy Batman zaczyna wierzyć w to, że jego niekończącą się wojnę z przestępczością da się wreszcie wygrać. A jednak czytelnicy wiedzą, że jest inaczej, że to niemożliwe. On nie może zwyciężyć. Tak naprawdę myślę, że Batman jest...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Szalony?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Dokładnie. Ma nie po kolei w głowie.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Tak jak Joker?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Nie, ponieważ Joker nie ma żadnego celu, żadnych ideałów. Nie wierzy w nic.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Nawet w swoją własną wojnę?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Joker sam nie ma pojęcia do czego dąży, więc nie jestem pewien, czy można w ogóle mówić w jego przypadku o jakiejkolwiek wojnie. Często zestawia się te dwie postacie, Batmana i Jokera, ale zasadniczy kontrast pomiędzy nimi polega na tym, że ten pierwszy ma ściśle określony kodeks moralny, potrafi odróżnić dobro od zła. Jest to facet, który głęboko wierzy, że pewne rzeczy można zrobić tylko w jeden słuszny sposób, bez żadnych odstępstw od z góry narzuconych samemu sobie reguł. Każdy z nas zna podobnie myślących ludzi. W przypadku Jokera nigdy nie można być pewnym, co przyjdzie mu do głowy, co zrobi. Wojna wymaga świadomych działań, do których on nie jest zdolny. Kieruje się tylko agresją.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Można spotkać się z porównaniami twojego komiksu do filmów Christophera Nolana.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Zapewne istnieją pewne podobieństwa, lecz tym miejscu muszę powiedzieć, że byłem pierwszy. Mój komiks ukazał się na rynku amerykańskim jeszcze przed premierą obu filmów. Dodam jednak, iż trudno mi z kolei powiedzieć, czy Nolan inspirował się moją pracą. Na pewno wiedział o istnieniu komiksu, ale czy go czytał? Nie potrafię stwierdzić. Uczestniczyłem jednak w pracach nad innym filmem o Batmanie, był to jeden z segmentów animowanego projektu „Batman: Rycerz Gotham”. Rozmawiałem wtedy ze scenarzystą „Mrocznego rycerza”, Jonathanem Nolanem, i wiem, że on czytał moje komiksy, znał chociażby „Rozbite miasto”. No i oczywiście „Jokera”.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;b&gt;Może się mylę, ale kiedy czytam twoje komiksy, czuję się, jakbym obcował z historiami głęboko zakorzenionymi w amerykańskiej kinematografii. „Rozbite miasto” jest, jak już mówiliśmy, kryminałem &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;noir&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;b&gt;, a inny twój komiks, ,„Loveless”, to western...&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Nie powiedziałbym jednak, by kino odgrywało dużą rolę w kształtowaniu moich scenariuszy. W poszukiwaniu inspiracji częściej sięgam po nagłówki gazet niż po filmy, lecz jeśli miałbym wskazać coś, co popchnęło mnie do napisania „Loveless”, powiedziałbym, że były to włoskie westerny, a nie amerykańskie.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Spaghetti westerny?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Tak, dokładnie. Oczywiście lubię amerykańskie kino, ale nawet w przypadku „Rozbitego miasta” prędzej powołałbym się na francuskie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;noir&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;, które odważyło się przekroczyć granice gatunku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;A „100 naboi”?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;W tym przypadku mieliśmy większy plan. Wiedzieliśmy, że historia musi rozwijać się stopniowo, bowiem to, co sobie wykoncypowaliśmy – a co, sądząc po przyjęciu komiksu przez czytelników, sprawdziło się w stu procentach – nie mogło zwalić się ludziom na głowę, trzeba było dozować tę opowieść. Czasem staraliśmy się flirtować z odbiorcą, sugerować, ale tylko sugerować, że za tym w gruncie rzeczy prosty pomysłem, kryje się głębsza, złożona intryga. I kiedy udało nam się już zainteresować czytelnika, wtedy waliliśmy z całej siły. W sumie takie nasze podchody trwały rok, wszystko toczyło się w miarę spokojne i nagle bum, odpaliliśmy bombę. Tym sposobem zaskoczyliśmy wszystkich dwukrotnie – początkowym pomysłem i jego niespodziewanym rozwinięciem.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Możesz zdradzić nad czym obecnie pracujesz?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Za miesiąc wychodzi moja nowa seria, „Spaceman” i obecnie ślęczę właśnie nad nią. Powiedziałbym, że jest to mieszanka &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;noir&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt; i science-fiction. Akcja dzieje się w naszym świecie, na Ziemi dotkniętej kryzysem ekonomicznym, katastrofami ekologicznymi i tak dalej. To komiks o świecie na krawędzi zagłady.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-2760181700843188695?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/2760181700843188695/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/batman-to-wariat-rozmowa-z-brianem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2760181700843188695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2760181700843188695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/batman-to-wariat-rozmowa-z-brianem.html' title='Batman to wariat! - rozmowa z Brianem Azzarello'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-RKerork5Teg/TowFT8iSChI/AAAAAAAAAJ0/B_R_1JYLwmw/s72-c/230px-Brian_Azzarello.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5248861537091871333</id><published>2011-10-03T17:43:00.003+02:00</published><updated>2011-12-08T21:14:26.570+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>"Sanktuarium 3D" - gniot roku?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj krótko, bo nadal dochodzę do siebie po łódzkim festiwalu, z którego pierwsze zbiory zaprezentuję już w środę - wtedy to w "Metrze" ukaże się mój wywiad z Brianem Azzarello. Poniżej zamieszczam fragment recenzji w zamierzeniu mającej być ostrzeżeniem, bowiem 28.10.2011 w polskich kinach zagości film "Sanktuarium 3D", jedna z największych szmir tego roku. Tekst ukazał się w ostatnim numerze "Filmu".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-BKZUZvDBcLU/TonVjkeF5aI/AAAAAAAAAJw/jt9H_Nu9F98/s1600/hidden.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-BKZUZvDBcLU/TonVjkeF5aI/AAAAAAAAAJw/jt9H_Nu9F98/s320/hidden.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://static.film.com.pl/files/versions/73/okladka_big.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Sanktuarium 3D (1/6 - jeśli byłaby taka możliwość, dałbym 0/6)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Brian Karter po śmierci matki dziedziczy nietypowy spadek – ogromnych rozmiarów ośrodek badawczy, w którym niegdyś starsza pani przeprowadzała niekonwencjonalne eksperymenty medyczne. (...) „Sanktuarium” jest doskonałym przykładem realizatorskiej bezradności. Ekipa stojąca za tym tanim spektaklem nie ma nawet odrobiny wiary w swój projekt, co przekłada się nie tylko na marną jakość wykonania, ale i mizerię treści. Film ten wygląda jak sklecona w kilka dni produkcja, nakręcona na potrzeby pośledniej stacji telewizyjnej, z aktorami z łapanki, scenarzystą analfabetą i reżyserem cierpiącym na narkolepsję. (...)&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;I jeszcze coś - &lt;u&gt;nie idźcie na ten film&lt;/u&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5248861537091871333?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5248861537091871333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/dzisiaj-krotko-bo-nadal-dochodze-do.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5248861537091871333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5248861537091871333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/10/dzisiaj-krotko-bo-nadal-dochodze-do.html' title='&quot;Sanktuarium 3D&quot; - gniot roku?'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-BKZUZvDBcLU/TonVjkeF5aI/AAAAAAAAAJw/jt9H_Nu9F98/s72-c/hidden.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-373781964422519669</id><published>2011-09-30T10:08:00.003+02:00</published><updated>2012-02-10T11:40:06.100+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Amerykańskie wampiry w Łodzi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No, może niezupełnie, ale tytuł wpisu nie jest przypadkowy. Dzisiaj rozpoczyna się bowiem XXII Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi, na który wybywam za równą godzinę. Są już tam zapewne Simon Bisley, Brian Azzarello i Grzegorz Rosiński - z nimi trzema będę rozmawiał, a o publikacji wywiadów poinformuję na blogu i zamieszczę fragmenty. Korzystając z okazji, wklejam recenzję komiksu "Amerykański wampir", w którym palce maczał sam Stephen King. Do poczytania w poniedziałek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jL0TwETDpOc/ToV4jQksgFI/AAAAAAAAAJs/TI_p0Sc6vug/s1600/okladka-200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-jL0TwETDpOc/ToV4jQksgFI/AAAAAAAAAJs/TI_p0Sc6vug/s1600/okladka-200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podwórkowa prawda, że &lt;i&gt;made in USA&lt;/i&gt; jest lepsze niż &lt;i&gt;made in reszta świata&lt;/i&gt;  zdaje się przyświecać buńczucznym deklaracjom Scotta Snydera i Stephena  Kinga, że wnet pokażą niedowiarkom, co to znaczy prawdziwy wampir.  Zdegradowany do roli maskotki popkultury, ten czy inny krwiopijca o  tępawych zębach dawno już przestał i straszyć, i choćby interesować  miłośników gatunku, dla którego potrzeb się narodził. Te dzieci nocy już  dawno ośmieszyło kino i literatura, wbito im kołek, zakopano sześć stóp  pod ziemią i splunięto na grób. Kto miał więc sięgnąć po łopatę,  zatrzeć ręce i wykopać gnijącego, śmierdzącego już trupa, jak nie dwóch  zapaleńców zza oceanu, którzy z horrorem są za pan brat. Snyder, ten  mniej znany kolega z duetu, ma już niemałe doświadczenie komiksowe, więc  taką, bliską mu formę, zaproponował Kingowi. Tamten, jak wiadomo, mało  której okazji przepuści, także na propozycję tchnięcia nowego życia w  wampira za pomocą dymków i obrazków przystał entuzjastycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapowiedź, że ich wspólny komiks przywróci opowieściom wampirycznym  grozę i należytą powagę, należy jednak włożyć między bajki, bo choć  „Amerykański wampir” to dzieło istotnie satysfakcjonujące, przeznaczone  jest w gruncie rzeczy dla młodzieży. Mimo że autorzy twierdzą inaczej,  projekt ten płynie z falą, zamiast iść pod wiatr. Zgoda, próżno na  kolejnych stronach szukać wymuskanych młodzieniaszków z wystającymi  kłami, którzy bajerują amatorki nocnych i mocnych wrażeń, lecz żywot  Skinnera Sweeta to historyjka jakich wiele. Nie oznacza to wcale, że  nużąca czy mało dla czytelnika atrakcyjna, wręcz przeciwnie – mknie się  przez „Amerykańskiego wampira” szybko i bezboleśnie. I może w tym  właśnie tkwi problem komiksu, bowiem nie ma w nim nic, co mogłoby  przyciągnąć na dłużej, a szanse przecież były dwie, gdyż i Snyder, i  King, w tym estetycznie wydanym tomie zmieścili po jednej fabule.  Równolegle biegną więc dwa wątki: jeden dotyczący Sweeta (autorstwa  Kinga), bandyty i rabusia działającego pod koniec dziewiętnastego wieku,  który w wyniku szczęśliwego przebiegu wypadków zyskuje wampiryczne  życie; drugi to historia dziewczyny imieniem Pearl (pióra Snydera),  która w Los Angeles lat dwudziestych ubiegłego wieku próbuje wiązać  koniec z końcem, a jej życie zmienia się nieodwracalnie, kiedy zostaje  wciągnięta w porachunki pomiędzy wiecznie żyjącym Sweetem a jego  europejskimi adwersarzami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;King ujawnia swoje fascynacje westernem, choć Dziki Zachód wydaje się w  tym przypadku jedynie scenografią, bo prawdziwym tematem jest geneza  nowego rodzaju wampira – tego made in USA. Sweet potrafi chociażby  chodzić za dnia bez uszczerbku na zdrowiu, góruje sprawnością fizyczną  nad jego stwórcami ze Starego Kontynentu, no i jest wybitnie niemiłym  gościem, choć potrafi pokazać serce, o czym dowiadujemy się z części  napisanej przez Snydera. Sweet pomaga Pearl, podaje jej swoją krew, by  ta mogła rozprawić się ze swoimi oprawcami już jako wampir. Podsumowując  –&amp;nbsp; w jednym tomie otrzymujemy wampiryczne rape&amp;amp;revenge oraz  klasyczną opowieść o zemście w świecie kowbojów i dyliżansów. Panowie  scenarzyści niezbyt się więc wysilili, choć znalazło się w komiksie  kilka niezłych zabiegów, jak rama fabularna dla biografii Sweeta, którą  jest popularna powieść groszowa, czy wampiryczny biznes filmowy, ale  pierwsze wydanie zbiorcze „Amerykańskiego wampira” zdaje się jedynie  wprawką przed czymś większym, wstępem do obiecywanej, oby nieco  dojrzalszej, epopei. Za to niezmiennie świetny jest Rafael Albuquerque,  którego kreska, szczególnie w części pisanej przez Kinga, znakomicie  oddaje klimat opowieści – mocne, wyraziste, ze smakiem pokolorowane  rysunki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Amerykański wampir” pozostawia niedosyt, a raczej ssące uczucie głodu.  Przy całym szumie, który wywołała kolaboracja Kinga z komiksiarzami,  faktyczna wartość dzieła zeszła na dalszy plan. I mimo tego, że jest ona  warta swojej ceny, nie potwierdza deklaracji Snydera i Kinga. Wampir  nadal leży w ziemi, jedynie zaczyna nieśmiało podrygiwać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-373781964422519669?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/373781964422519669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/amerykanskie-wampiry-w-odzi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/373781964422519669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/373781964422519669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/amerykanskie-wampiry-w-odzi.html' title='Amerykańskie wampiry w Łodzi'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-jL0TwETDpOc/ToV4jQksgFI/AAAAAAAAAJs/TI_p0Sc6vug/s72-c/okladka-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5960088102178557811</id><published>2011-09-28T20:00:00.003+02:00</published><updated>2011-12-08T21:14:00.304+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seans bez powodu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Seans bez powodu: "The Dead"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ruszam z nowym cyklem o nazwie, którą wymyśliłem przed sekundą - &lt;b&gt;seans bez powodu.&lt;/b&gt; Właściwie to i pomysł na jakikolwiek cykl wpadł mi do głowy dokładnie w chwili otwarcia zakładki nowego postu. Lwia część tekstów filmowych zamieszczanych na moim blogu dotyczy bieżącego repertuaru kinowego, a jako że wykonywana przeze mnie praca pozwala mi na pochłanianie filmów w dużych ilościach, chciałbym zarezerwować odrobinę miejsca na spisanie kilku słów o tym, co akurat zrobiło na mnie wrażenie, a jest nieznane szerszej publiczności, bo niedostępne u nas w dystrybucji kinowej czy na płytach. I właśnie w &lt;b&gt;seansie bez powodu&lt;/b&gt; będę mówił o rzeczach, które warto sprowadzić sobie zza granicy. Obawiam się, że sporo opisywanych przeze mnie rzeczy przynależeć będzie do gatunku horroru, ale cóż poradzić - przy niczym nie pracuje mi się lepiej. Na pierwszy ogień idzie więc brytyjskie "The Dead", które można już zamawiać w sklepach internetowych, do czego namawiam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ATzzBWSs9HE/ToNdSWzgh4I/AAAAAAAAAJo/dSiJF4jHVcI/s1600/the+dead.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="183" src="http://4.bp.blogspot.com/-ATzzBWSs9HE/ToNdSWzgh4I/AAAAAAAAAJo/dSiJF4jHVcI/s320/the+dead.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Konwencja zombie-filmu wydaje się być tą najczęściej przez horror eksploatowaną, a co za tym idzie - wyświechtaną do granic możliwości, steraną i kompletnie już dla widza nieatrakcyjną. A jednak "The Dead" jest znakomitym przypadkiem filmu, który poprzez przeniesienie znanej historii w nową scenografię uzyskuje efekt wychodzący naprzeciw oczekiwaniom nawet tego wybrednego miłośnika żywych trupów. Akcję osadzono w Afryce, mamy więc obrazek niespotykany, a przez to z definicji atrakcyjny z uwagi na swoją egzotyczność. Już nie wieżowce ze stali i szkła, a prymitywne lepianki i piaszczyste stepy będą tłem zmagań z zastępami zombie. Sytuacja jest więc diametralnie różna niż w setkach klaustrofobicznych horrorów z umarlakami, wywiedzionych z trupiej tradycji Romero - tutaj przeciwnikiem jest też bezkresna przestrzeń, nie ma gdzie się schronić, kryjówka nie istnieje. Do tego piesza wędrówka nie wchodzi w grę, bowiem piekące słońce i deficyt wody pitnej uniemożliwia marsz. Bohaterowie filmu, skazani na siebie amerykański inżynier i afrykański żołnierz, wsiadają więc w samochód i próbują przedostać się do wojskowej bazy, przez co "The Dead" staje się swoistym filmem drogi - a to skończy im się benzyna, a to padnie chłodnica, co zmusi ich do niejednokrotnego opuszczenia względnie bezpiecznego auta. Na zewnątrz zaś czyhają spragnione mięcha trupy. Jednak wbrew założeniom kina drogi, nie zaobserwujemy u Briana i Daniela wielkiej przemiany wewnętrznej, ci goście po prostu chcą przeżyć. Owszem, jest co nieco o męskiej przyjaźni zawiązanej, by stawić wspólnie czoła przeciwnościom losu, poruszono temat poświęcenia i odpowiedzialności za towarzysza niedoli. Charakterologiczna transformacja nie jest dla zombie-kina wymogiem obowiązkowym, tutaj ważna jest atmosfera osaczenia i bezradności, charakterystyczna dla konwencji. A tutaj "The Dead" egzamin zdaje na ocenę celującą, bowiem reżyserzy, bracia Ford, czerpią i z Romero (podkreślające niepokój częste ujęcia na puste kąty domów czy gałęzie drzew miotane wiatrem), i z Fulciego (szpetne, odrażające trupy, częste sceny gore), tworząc depresyjny klimat beznadziei. Szkoda więc tych kilku ostatnich sekund, gdzie we wszechogarniającą rozpacz wkrada się promyczek nadziei. Nie chciano być może posunąć się do skrajnego nihilizmu, choć łatwo też o wniosek prostszy -&amp;nbsp; chodziło o uchylenie drzwi dla sequela. Fakt jednak pozostaje faktem - "The Dead" zobaczyć trzeba koniecznie, bo to jeden z najlepszych zombie-filmów ostatnich lat. Na marginesie - ciekaw jestem, czy film posądzony zostanie o akcenty rasistowskie, tudzież kolonialistyczne, wszak biały facet kosi tutaj hordy czarnoskórych zombie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-5960088102178557811?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/5960088102178557811/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/seans-bez-powodu-dead.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5960088102178557811'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/5960088102178557811'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/seans-bez-powodu-dead.html' title='Seans bez powodu: &quot;The Dead&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ATzzBWSs9HE/ToNdSWzgh4I/AAAAAAAAAJo/dSiJF4jHVcI/s72-c/the+dead.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-1895910069078932945</id><published>2011-09-26T10:55:00.006+02:00</published><updated>2011-12-08T21:13:42.601+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Film na koniec lata</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdybym wcześniej nie słyszał i nie czytał ani słowa o filmie Popogrebsky'ego, patrząc na pierwsze ujęcia, uwierzyłbym, że to postapokaliptyczny thriller. Dwóch facetów siedzi w odrapanej chacie na końcu świata, obok stoi wydzielające radioaktywne promieniowanie ustrojstwo, a jeden ostrzega drugiego, by nie wychodził na zewnątrz bez strzelby. Ostatni ludzie na Ziemi z pewnością nie mają łatwo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-SCfSADJBwCw/ToA9Hig9VMI/AAAAAAAAAJk/pBs1offzmjA/s1600/jak_spedzilem_koniec_lata_plakat.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-SCfSADJBwCw/ToA9Hig9VMI/AAAAAAAAAJk/pBs1offzmjA/s320/jak_spedzilem_koniec_lata_plakat.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Faktycznie Paweł i Siergiej stacjonują w arktycznej placówce gdzieś na rubieżach Rosji, codziennie wykonując żmudne pomiary meteorologiczne. Wydaje się, że niezachwiana rutyna niezbędna jest, by nie zwariować – wie to Siergiej, weteran, który aż za dobrze zna tutejsze życie. Paweł jest świeżo upieczonym absolwentem wyższej uczelni, odbywa tutaj staż, doskwiera mu nuda. Obopólna antypatia doprowadza do ciągłej eskalacji napięcia, ale dopiero zbyt długo ukrywana przez Pawła wiadomość o tragicznym wypadku rodziny Siergieja doprowadza do przekroczenia granicy. Tłumiona frustracja, katalizowana bólem straty, wyzwala agresję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawało się, że w pewnym momencie zrozumienie jest blisko – Siergiej przyjmuje wreszcie na siebie rolę mentora, wyciąga ku Pawłowi rękę. Ale to pozorne i tymczasowe, bo my wiemy i wie to Paweł, że kiedy Siergiejowa rutyna zostanie zaburzona, to, co dzieje się na arktycznej stacji, zmieni swój bieg. I tak jest w istocie. Pisałem wcześniej o thrillerze – gdy puszczają hamulce, walą się bariery i rozpoczyna polowanie człowieka na człowieka, obaj mężczyźni stają się tacy, jak otaczająca ich dzicz. Zimni, wyrachowani, wręcz nieludzcy. A może właśnie jednak skrajnie ludzcy, bo sterowani impulsami i emocjami, do tego, w pewnym sensie, zrozumiałymi. Trudno wymierzyć granice człowieczeństwa. Opamiętanie przychodzi, kiedy z jednej strony jest już za późno, bo dokonała się krzywda, ale, zdaje się mówić Popogrebsky, na przebaczenie zawsze jest czas. Szkoda jedynie, że lato już się skończyło. Bezpowrotnie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Płytę DVD z filmem „Jak spędziłem koniec lata” otrzymałem od dystrybutora &lt;a href="http://www.vivarto.pl/"&gt;Vivarto&lt;/a&gt;. Dziękuję!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-1895910069078932945?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/1895910069078932945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/film-na-koniec-lata.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1895910069078932945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1895910069078932945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/film-na-koniec-lata.html' title='Film na koniec lata'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-SCfSADJBwCw/ToA9Hig9VMI/AAAAAAAAAJk/pBs1offzmjA/s72-c/jak_spedzilem_koniec_lata_plakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3336903648577054389</id><published>2011-09-24T10:04:00.003+02:00</published><updated>2012-01-26T12:58:40.148+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>"Inkarnacja" czyli jak nie udało się nakręcić horroru</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Premiery tego tygodnia nie zachęcają do wyjścia z domu i obrania kierunku na kino. Lepiej zainteresować się tytułami, które na ekrany weszły w ubiegły piątek - "Drive" i "Skóra, w której żyję" warte są uwagi widza, w przeciwieństwie do "Porwania" (o którym jeszcze na blogu napiszę) czy "Inkarnacji". Poniżej znajdziecie recenzję tego ostatniego filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kAPCi6EzMNA/Tn2PvsIn72I/AAAAAAAAAJg/LITvlkA8mjE/s1600/Inkarnacja_plakatPL.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-kAPCi6EzMNA/Tn2PvsIn72I/AAAAAAAAAJg/LITvlkA8mjE/s320/Inkarnacja_plakatPL.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Julianne Moore wciela się w owdowiałą specjalistkę od zaburzeń osobowości. Podobnie jak jej ojciec psychiatra żyje pracą i kiedy na horyzoncie pojawia się zadziwiający pacjent, kobieta nie ma problemu w odłożeniu rodzinnych spraw na później. A dla specjalistki takiej jak Cara jest to interesujący przypadek. Wygląda na to, że mężczyzna leczony przez doktora Hardinga cierpi na multiplifikację osobowości, jego jaźń rozszczepiona jest pomiędzy Davidem i Adamem, dwiema kompletnie różnymi osobami. Cara podejmuje się leczenia mężczyzny, przez co wpada na trop morderstwa sprzed lat, do rozwiązania którego może dotrzeć tylko z pomocą tajemniczego pacjenta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brzmi więc niepokojąco i obiecująco, a jednak jest inaczej – "Inkarnacja" może i zaczyna się jako rasowa fabuła grozy, ale im więcej minut mija, tym bardziej zbliża się do nonsensownego bełkotu. Historia rozłazi się, kiedy pierwsze elementy układanki wskakują na swoje miejsce, a do głosu dochodzą wątki nadprzyrodzone, czarnoksięstwo i satanizm. Trochę szkoda, bo pochodzący ze Szwecji reżyserzy, Mons Morlind i Björn Stein, twórcy niezłego "Sztormu", w pierwszej połowie filmu udanie budują napięcie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg recenzji &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/357562,julianne-moore-i-podwojna-tozsamosc-julianne-moore.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3336903648577054389?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3336903648577054389/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/inkarnacja-czyli-jak-nie-udao-sie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3336903648577054389'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3336903648577054389'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/inkarnacja-czyli-jak-nie-udao-sie.html' title='&quot;Inkarnacja&quot; czyli jak nie udało się nakręcić horroru'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-kAPCi6EzMNA/Tn2PvsIn72I/AAAAAAAAAJg/LITvlkA8mjE/s72-c/Inkarnacja_plakatPL.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-2913032795152194484</id><published>2011-09-23T11:54:00.005+02:00</published><updated>2011-12-08T21:12:50.575+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konkurs'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Kill All Movies na Facebooku - konkurs!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mój blog zadebiutował na Facebooku. Znajdziecie go &lt;a href="https://www.facebook.com/pages/Kill-All-Movies/159702317450980"&gt;pod tym adresem&lt;/a&gt;. Będę tam informował nie tylko o nowych wpisach, ale i zamieszczał różnoraki, związany z filmami spam. Z okazji narodzin oficjalnego fanpage Kill All Movies mam dla Was konkurs. Do wygrania jednak nie płyty DVD ani bilety do kina, lecz książki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-MQ0hQdyW_QA/TnxWn4DWNXI/AAAAAAAAAJc/BWzbSxUgsQU/s1600/okladka-200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-MQ0hQdyW_QA/TnxWn4DWNXI/AAAAAAAAAJc/BWzbSxUgsQU/s1600/okladka-200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Witajcie w Lockwood, spokojnej i cichej mieścinie... gdzie sukuby wychodzą na żer, kiedy zapada zmrok. Wyuzdany seks, bezkompromisowa przemoc i niepokojąca, stara przepowiednia, która wypełni się w tym nadprzyrodzonym horrorze, pokochanym przez wojujące feministki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seksowna prawniczka Ann Slavik wraca do&amp;nbsp; rodzinnego miasteczka w poszukiwaniu swoich korzeni... ale znajdzie tam coś zgoła innego: śmierć, rozpustę, kanibalizm, diaboliczne tajemnice, strach, strach i jeszcze WIĘCEJ strachu! A dwóch zwariowanych, podążających za nią psychopatów to małe piwo w porównaniu do tego, co czeka na nią w Lockwood.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam Kaligula uklęknąłby z szacunkiem przed perwersjami, których będziecie świadkiem.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przeczytaliście właśnie zajawkę powieści "Sukkub" Edwarda Lee, horroru absolutnego, który miałem przyjemność tłumaczyć. Zasady konkursu są proste, choć musiałem nieco je zmienić, by nie łamać regulaminu Facebooka - wystarczy więc... czytać mojego bloga oraz fanpage, a być może jeden z trzech egzemplarzy książki trafi do Ciebie. I tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konkurs trwa do końca września, zwycięzców powiadomię poprzez Facebook. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książki ufundowało &lt;a href="http://replika.eu/"&gt;wydawnictwo Replika&lt;/a&gt;. Dziękuję!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-2913032795152194484?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/2913032795152194484/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/kill-all-movies-na-facebooku-konkurs.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2913032795152194484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2913032795152194484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/kill-all-movies-na-facebooku-konkurs.html' title='Kill All Movies na Facebooku - konkurs!'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-MQ0hQdyW_QA/TnxWn4DWNXI/AAAAAAAAAJc/BWzbSxUgsQU/s72-c/okladka-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-1331700011614948941</id><published>2011-09-22T13:13:00.001+02:00</published><updated>2011-12-08T21:12:37.597+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='your movie rocks/sucks'/><title type='text'>Your Movie Rocks! Rozmawiamy o "Drive"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bez zbędnych wstępów - z Piotrkiem Plucińskim, dziennikarzem i krytykiem filmowym, autorem &lt;a href="http://film.blog.polityka.pl/"&gt;bloga Off the Record&lt;/a&gt;, dyskutuję o jednej z najważniejszych premier tego roku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-w8V-1UQgfJs/TnsYUQDvaoI/AAAAAAAAAJY/tjOfKVijm6I/s1600/drive-poster-ryan-gosling.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-w8V-1UQgfJs/TnsYUQDvaoI/AAAAAAAAAJY/tjOfKVijm6I/s320/drive-poster-ryan-gosling.jpg" width="225" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;BC: Od razu po seansie uznałeś "Drive" za film roku, a przecież to ponoć pełne pretensji widowisko, bazujące jedynie na tym, co już gdzieś kiedyś zostało zrobione, niewiele więcej niż stylistyczne ćwiczenie, pusta wydmuszka...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Dziwią mnie takie opinie, na szczęście bardzo sporadyczne. Trzeba być naprawdę ślepym i głuchym na kino, by nie dostrzec odrębności "Drive". Ja nie mogłem spokojnie usiedzieć w fotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: U mnie podobnie, opuściłem kino zachwycony. Już w pierwszej scenie, jeszcze przed napisami początkowymi, wiedziałem, że obcuję z czymś niezwykłym. Przecież ta nieśpieszna ucieczka przed policją to istny majstersztyk suspensu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: No właśnie. Refn może i przetwarza to, co już gdzieś widzieliśmy, ale... robi to po mistrzowsku, ba - robi to po swojemu. Zupełnie nie oglądając się na innych. To jego pierwszy film w Hollywood, a nie ma w nim właściwie żadnych lokalnych naleciałości - banalnego pastiszu, post-tarantinowskiego naśladownictwa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Siła filmu polega na bezbłędnym odtworzeniu i jednoczesnym przetworzeniu znajomego schematu fabularnego oraz specyficznej atmosfery dawnego kina sensacji - do tego bez żadnej ironii, ze śmiertelną wręcz powagą. Nareszcie nie ma "zabawy w kino", jest... prawdziwe kino.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Każdy aspekt "Drive" jest muskularny, mocno przemyślany, a jednocześnie zaimplementowany tak, by nie kolidować z pozostałymi. Specjalistów od "zabawy..." mamy w Hollywood całe mnóstwo. Refn tymczasem pokazał, że nie tylko wybitnie zna się na filmowej materii, ale też potrafi za jej pomocą wyrazić konkretne emocje. To surowe, a jednak bardzo delikatne kino.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: I w całej swojej oszczędności wysublimowane. Przyjęte przez Refna rozwiązania formalne wcale przecież nie należą do specjalnie nowatorskich, ale jednak ich połączenie daje efekt w kinie dawno już niespotykany. Podoba mi się również to, że "Drive" to film w gruncie rzeczy głęboko osadzony w gatunkowej tradycji, nareszcie nie zachodzi potrzeba, by w recenzję wciskać przymiotnik "postmodernistyczny", co często oznacza "nie wiadomo jaki". Refn zrobił film bardzo przejrzysty i prosty w odbiorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Co nie znaczy, że łatwy. "Drive" mimo wszystko wymaga zaangażowania i swego rodzaju otwartości na odważne rozwiązania formalne. Przykładowo, nie brakuje tu mocnej, bezkompromisowej przemocy, zintegrowanej z postacią głównego bohatera. Refn rysuje jego portret bardzo sugestywnymi obrazami. Tego, co czuje, częściej dowiadujemy się z kolejnych zbliżeń jego twarzy, rysujących się na niej emocji. Rzadko - z dialogów. Odkrywać tę postać, ten film, w taki sposób, to prawdziwa przyjemność!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Ten konwersacyjny minimalizm jest perfekcyjny, słowa w scenariuszu chyba jakoś odmierzono, wyliczono według matematycznego wzorca. Bo i po co tutaj jakieś niekończące się dyskusje czy monologi? Refn mistrzowsko opowiada film właśnie obrazem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Nie jestem pewien, czy wpychanie "Drive" na matematyczną tablicę ma w ogóle sens. Bo, choć sam film jest zwarty, przemyślany do ostatniego kadru, nie ma w tym wyrachowania, nie ma tu wymuszonej precyzji. Refn ma lekką rękę, co w kinie hollywoodzkim jest dziś bardzo rzadko spotykane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Owszem, ma lekką rękę, lecz według mnie w "Drive" mało przypadkowości, a sporo wykalkulowania, ten film jest kokieteryjny. Zaznaczam jednak, że słowo "kalkulacja" nie ma w tym przypadku wydźwięku pejoratywnego!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;PP: Kalkulacja ma zawsze wydźwięk pejoratywny! Mnie się po prostu wydaje, że Duńczyk wie, co robi. Czuje kino, uwodzi nas nim, a jednocześnie (czego dowodzą wywiady) nie czuje potrzeby, by głaskać go za to po głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Nie zgodzę się z Tobą - wykalkulowany znaczy tutaj starannie zaplanowany. "Drive" to kino zbyt perfekcyjne, by po prostu ot tak sobie mogło zostać nakręcone, to nie żywioł, a świadomie narzucona sobie dyscyplina decyduje o jego wielkości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Na pewno? Zgodzę się, że perfekcyjne są tu poszczególne elementy - zdjęcia, muzyka, feeling lat 80. Ale na wiele rzeczy Refn nie miał wpływu. Przykładowo, Ryan Gosling. Film zdaje się nie istnieć bez niego, choć początkowo jego rolę miał zagrać Hugh Jackman. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Na moje oko, matematyka idzie tu w parze pewną przypadkowością. Parę razy odniosłem wrażenie, że "Drive" się zaraz wykolei, wpadnie w niewłaściwą nutę. Ale to się nigdy nie stało. Za to chyba lubię ten film najbardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BC: Zdaję sobie sprawę, że wszystkiego nie dało rady spisać i rozpisać, że proces twórczy z definicji pełen jest czynników od autora niezależnych i sęk w tym, na ile uda mu się je oswoić i dostosować do własnej wizji. Powiedziałbym, że "Drive" jest filmem na krawędzi, Refna niby dzieli tylko krok od przepaści, a przecież stąpa pewnie i mocno. Dlatego mówiłem o pewnej kokieterii, ten film uwodzi, ale nie nachalnie, on nie każe nam się lubić. Może idę w złym kierunku, ale wydaje mi się, że to widz musi być skrojony pod "Drive", a nie "Drive" pod widza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: Widz musi być przede wszystkim skrojony pod kino. Niekoniecznie to amerykańskie, gatunkowe, to z lat 80. Jego znajomość na pewno nie zaszkodzi, ale przecież "Drive" to także wysmakowany, pisany zakrzepłą (filmową!) krwią romans. Jeśli lubi się intensywność na ekranie, emocje, bezceremonialny power, trudno go nie poczuć. W przeciwnym wypadku... Cóż, tu wracamy do początku naszej rozmowy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;BC: A jednak to, o czym mówisz, nie jest wcale takie oczywiste, bowiem często kino aż nazbyt pochyla się nad widzem, wręcz pada przed nim na kolana, prosząc o uwagę. "Drive" przywraca wiarę w film, który nie wskakuje nikomu do łóżka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PP: A zatem, film roku?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;BC: Asekurancko odpowiem, że poczekam jeszcze do grudnia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli powyższa dyskusja przypadła Wam do gustu, zapraszam do lektury tekstu mojego autorstwa na temat charyzmatycznych kierowców, który ukazał się &lt;a href="http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/bez-hamulcow,1,4850578,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-1331700011614948941?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/1331700011614948941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/your-movie-rocks-rozmawiamy-o-drive.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1331700011614948941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1331700011614948941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/your-movie-rocks-rozmawiamy-o-drive.html' title='Your Movie Rocks! Rozmawiamy o &quot;Drive&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-w8V-1UQgfJs/TnsYUQDvaoI/AAAAAAAAAJY/tjOfKVijm6I/s72-c/drive-poster-ryan-gosling.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3936637204656504474</id><published>2011-09-19T18:45:00.002+02:00</published><updated>2011-12-08T21:12:29.441+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kino'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><title type='text'>Z buciorami w trzeci wymiar</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O obiecanym "Drive" jeszcze będzie, i to wcale niemało (tak, tak, jeden z pretendentów do miana filmu roku), ale tymczasem przypomnieć chciałem, że wrześniowe "Kino" jeszcze do kupienia. Prócz &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/08/hiszpanski-weekend-czesc-pierwsza.html"&gt;recenzji "Agnozji"&lt;/a&gt;, w numerze znalazło się miejsce na mój artykuł na temat kina trójwymiarowego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://kino.org.pl/images/kino1006.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://kino.org.pl/images/kino1006.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trójwymiar w kinie nie jest zjawiskiem ani rewolucyjnym, ani nowym, aczkolwiek o innowacyjności i wadze rzeczonej technologii dyskutuje się dzisiaj sporo. Skrajni entuzjaści, by podeprzeć swoją argumentację, przywołują przykłady wprowadzenia do filmu dźwięku albo koloru, a sceptycy narzekają, że odwieczną bitwę pomiędzy treścią i formą zaczyna wygrywać ta druga. Dla producentów liczą się jednak zyski, a te nadal są wysokie, dlatego większość kinowych hitów albo kręcona jest w 3D, albo przerabiana w postprodukcji. Wynikiem tego widzowie zaczynają traktować trójwymiar jako standard, a nie wyjątek, więc efekt jako taki stracił wiele ze swojej świeżości, co, paradoksalnie, działa na korzyść odbiorców, bowiem trójwymiar sam w sobie nie przyciągnie już potencjalnej publiki. Wynikałoby z tego, że film musi obronić się również pod kątem treści, czemu zadają z kolei kłam ostatnie przeboje multipleksów, „Transformers 3” czy też „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach” to filmy słabe, nieudane. Nie zapominajmy jednak, że odniosłyby one sukces nawet jeśli nakręcone zostałyby w technice tradycyjnej, dwuwymiarowej, gdyż zadziałała tutaj machina promocyjna, a nie atrakcyjność efektu. Przypomnijmy, że na ostatnim festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu „Pina” ściągnęła tłumy, a bilety rozeszły się błyskawicznie, choć oczywiście trzeba wziąć poprawkę, że film skierowano do publiczności wyspecjalizowanej, nie wiadomo, jak film Wendersa poradziłby sobie w multipleksach. Ale to przykłady skrajne, z efekciarską wydmuszką Michaela Baya na jednym biegunie i głośnym dziełem kina artystycznego na drugim. Technika 3D, jak już zostało powiedziane, staje się standardem, traci rangę ciekawostki, wtapia w kinową rzeczywistość, przez co stawiane jej wymagania stale rosną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Quo Vadis, 3D?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spekulacje odnośnie dalszych losów technologii trójwymiarowej zahaczają nawet o scenariusze rodem z filmów science-fiction, nieśmiało mówi się o hologramach, powstają sale kinowe przystosowane nie tylko do 3D, ale i 5D, gdzie operuje się, poza obrazem i dźwiękiem, także dotykiem i zapachem. Obecnie jednak specjaliści od trzeciego wymiaru koncentrują się na poprawieniu jakości odbioru filmów zrealizowanych w tej technice, nadal przecież dalekiej od doskonałości. Zresztą nie wszyscy są zadowoleni z nagłej ekspansji trójwymiarowości w kinach, nawet sam James Cameron przestrzega przed nadmiernym korzystaniem z efektu i piętnuje przerabianie płaskich filmów na 3D, twierdząc, zresztą nie bez słuszności, iż widzom dostarcza się w ten sposób półprodukt, który wypacza istotę efektu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://kino.org.pl/"&gt;w miesięczniku "Kino"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3936637204656504474?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3936637204656504474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/z-buciorami-w-trzeci-wymiar.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3936637204656504474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3936637204656504474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/z-buciorami-w-trzeci-wymiar.html' title='Z buciorami w trzeci wymiar'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-2539923840826598978</id><published>2011-09-17T09:45:00.002+02:00</published><updated>2011-12-08T21:12:08.659+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiro'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Kolejne premiery - "Ki" i "Skóra, w której żyję"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Można już zgarnąć nowy numer magazynu kulturalnego "Hiro"! Znajdziecie go także w sieci, zupełnie za darmo. A w świeżym, jeszcze ciepłym wydaniu przeczytacie dwie moje recenzje - filmów "Skóra, w której żyję" oraz "Ki".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-O0qOdT-eAr4/TnRPjemn_NI/AAAAAAAAAJQ/asewlKVvSkc/s1600/Sk%25C3%25B3ra.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-O0qOdT-eAr4/TnRPjemn_NI/AAAAAAAAAJQ/asewlKVvSkc/s640/Sk%25C3%25B3ra.JPG" width="512" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-gI01Fisi3YY/TnRPkcqC1aI/AAAAAAAAAJU/6I0ba5UJCNc/s1600/Ki.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-gI01Fisi3YY/TnRPkcqC1aI/AAAAAAAAAJU/6I0ba5UJCNc/s640/Ki.JPG" width="497" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zapraszam do lektury nowego "Hiro" - wystarczy kliknąć &lt;a href="http://issuu.com/hiro_free/docs/hiro19"&gt;o tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-2539923840826598978?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/2539923840826598978/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/kolejne-premiery-ki-i-skora-w-ktorej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2539923840826598978'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2539923840826598978'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/kolejne-premiery-ki-i-skora-w-ktorej.html' title='Kolejne premiery - &quot;Ki&quot; i &quot;Skóra, w której żyję&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-O0qOdT-eAr4/TnRPjemn_NI/AAAAAAAAAJQ/asewlKVvSkc/s72-c/Sk%25C3%25B3ra.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-1488438964328291076</id><published>2011-09-16T13:47:00.001+02:00</published><updated>2011-12-08T21:11:59.011+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja-film'/><title type='text'>Życie w świecie wirtualnym</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj sporo ważnych premier. O "Skórze, w której żyję" pisałem już &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/08/skora-w-ktorej-zyje.html"&gt;w tym miejscu,&lt;/a&gt; na temat "Drive" podyskutuję z Piotrkiem Plucińskim już w poniedziałek, a dzisiaj zamieszczam recenzję filmu "Jesteś tam?", którą opublikował "Dziennik".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-gojq200tLaM/TnM3IU8wlrI/AAAAAAAAAJM/zD7AOgcUN-Q/s1600/ruthere_poster_polish.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-gojq200tLaM/TnM3IU8wlrI/AAAAAAAAAJM/zD7AOgcUN-Q/s320/ruthere_poster_polish.png" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z pewnością po premierze filmu Davida Verbeeka pojawią się porównania z "Salą samobójców" Jana Komasy. Obie produkcje dotykają podobnej problematyki – ciężaru wirtualnego świata, który zdaje się przygniatać naszą rzeczywistość. Ale bohater "Jesteś tam?" nie tyle zachłystuje się wiedzionym w sieci życiem, ile faktycznie potrzebuje go do zwyczajnej egzystencji. Jitze jest bowiem profesjonalnym graczem, startuje w turniejach przeznaczonych dla wielbicieli elektronicznej rozrywki i w ten sposób zarabia na utrzymanie. Poznajemy go na Tajwanie, gdzie po pełnym przemocy spektaklu, w którym uczestniczy, jest świadkiem okropnego wypadku. Wydarzenie to pozwoli mu zastanowić się nad kruchością własnego istnienia. Jitze postara się ugasić trawiący go ogień bliską znajomością z przypadkowo poznaną w windzie Min Min.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młody chłopak nie potrafi jednak odseparować duchowości od materializmu – za towarzystwo starszej od siebie kobiety płaci gotówką, a przebicie dzielącej ich bariery wydaje się możliwe jedynie w świecie wirtualnym. Tam Min Min jest faktycznie zaaferowana Jintzem, choć obcuje jedynie z nierzeczywistym przecież awatarem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg &lt;a href="http://film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/356313,wirtualne-zycie-i-milosc-w-dramacie-jestes-tam.html"&gt;na stronie "Dziennika"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-1488438964328291076?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/1488438964328291076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/zycie-w-swiecie-wirtualnym.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1488438964328291076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/1488438964328291076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/zycie-w-swiecie-wirtualnym.html' title='Życie w świecie wirtualnym'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-gojq200tLaM/TnM3IU8wlrI/AAAAAAAAAJM/zD7AOgcUN-Q/s72-c/ruthere_poster_polish.png' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-2499019800689735735</id><published>2011-09-14T14:36:00.002+02:00</published><updated>2011-12-08T21:11:48.008+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Wampirologia stosowana</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niedawno było &lt;a href="http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/your-movie-rocks-and-sucks-rozmawiamy-o.html"&gt;o "Postrachu nocy"&lt;/a&gt;, a dzisiaj prezentuję artykuł napisany dla portalu Onet.pl, traktujący w nieco szerszym kontekście o kinie wampirycznym.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://m.onet.pl/_m/b67abe324ac6c9137263898a50c52bea,37,1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://m.onet.pl/_m/b67abe324ac6c9137263898a50c52bea,37,1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="k_lead" style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;        Jerry Dandrige z "Postrachu nocy" to  wampir nowoczesny, choć naprawdę narodził się jeszcze w latach  osiemdziesiątych. Wtedy to uzbrojeni w kły krwiopijcy przeszli  niezliczone metamorfozy, konieczne, by dotrzymać kroku bohaterom  przebojowych slasherów i wysokobudżetowych filmów przygodowych.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="k_lead" style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;        &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span id="intertext_1"&gt;Wcześniej, pod koniec  lat sześćdziesiątych, kiedy dokonała się w kinie grozy swoista  rewolucja, a ekrany spłynęły krwią, poczciwy potwór Frankensteina i  stary Dracula nie potrafili już nikogo porządnie przestraszyć. Horror  musiał więc przejść lifting, przekroczyć kolejne granice, zasymilować  się i dostosować do ówcześnie panujących trendów. Mimo to, filmowcy  zapatrzeni w straszne opowieści nie zapomnieli o gotyckich korzeniach  gatunku, dlatego popkulturowy wampir ma niejedno oblicze. Nim jednak  Jerry Dandrige szturmem wziął amerykański box office, przez ekrany  przewinęły się tysiące jego braci i sióstr. Sięgnijmy więc do korzeni...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span id="intertext_1"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dracula czyli Nosferatu&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span id="intertext_1"&gt;Obowiązkowym  truizmem rozpoczynającym rozważania na temat wampiryzmu wydaje się być  stwierdzenie, iż wydana pod koniec dziewiętnastego wieku powieść  "Dracula" Brama Stokera odcisnęła na kulturze popularnej niezatarte  piętno. Oczywiście jeszcze przed publikacją książki irlandzkiego pisarza  istniały popularne historie wampiryczne, które ukazały się drukiem, jak  epatujący brutalnością "Wampir Varney, albo uczta krwi" czy też słynna  "Carmilla", ale to właśnie fascynujące dzieło Stokera stanowi po dziś  dzień pożywkę dla kina. Nikogo, kto książkę czytał, nie powinno dziwić,  że wielki niemiecki reżyser epoki kina niemego, Friedrich Wilhelm  Murnau, mimo iż nie posiadał praw do ekranizacji "Draculi", i tak  zdecydował się rozpocząć zdjęcia. Decyzję swoją okupił co prawda  procesem sądowym wytoczonym mu przez spadkobierców Stokera, ale najpierw  dał widzom pierwszego klasycznego wampira w dziejach kina – grafa  Orloka. Aktor odgrywający tę rolę, Max Schreck, posiadał aparycję tak  odrażającą, że film obrósł legendą, mówiło się, iż mężczyzna ten jest  istotnie prawdziwym krwiopijcą (na tym pomyśle oparto choćby scenariusz  "Cienia wampira" z 2000 roku). Dziewięć lat później wampir już nie tylko  straszył, ale i uwodził – podobno kobiety mdlały, kiedy Béla Lugosi  wychodził na teatralne deski. Kiedy węgierski imigrant swoją sztandarową  rolę hrabiego Draculi odtworzył przed kamerą Toda Browninga w 1931  roku, narodził się zupełnie nowy image wampira – przystojnego  szlachcica, który przez okno, niczym romantyczny kochanek, wkradał się  do sypialni swoich ofiar, przed ugryzieniem okrywając je płaszczem. Mimo  swojego niezaprzeczalnego okrucieństwa wampir był symbolem tego, co  minione i niewyjaśnione, obce, co należało do sfery baśni i legend,  które odzierano powoli z tajemnicy za pomocą naukowych teorii, by w  końcu przebić je kołkiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span id="intertext_1"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kłujące lata sześćdziesiąte&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span id="intertext_1"&gt;Popularne  brytyjskie horrory o Draculi, produkowane w legendarnej wytwórni  Hammer, bazowały w gruncie rzeczy na wizerunku wampira stworzonym w  filmie Browninga. Z zasadniczą różnicą – wołoski hospodar w angielskim  wydaniu (w tej roli Christopher Lee)  szedł z duchem czasu, gonił nowoczesność. Dbał o styl i maniery, nie  przesiadywał w zrujnowanym zamczysku, lecz w imponujących  posiadłościach, a na wyposażeniu miał nawet białą, podróżną trumnę.  Przyjął też do serca idee seksualnej rewolucji, otaczał się powabnymi,  roznegliżowanymi wampirzycami, a raz nawet dał się uwieść potędze  kapitalizmu, stając na czele korporacji. Hammer korzystał jak mógł z  mody na wampiry, nie ograniczając się do postaci Draculi. Słynna seria o  rodzinie Karsteinów, wyrosła również z brytyjskiej tradycji  literackiej, eksploatowała tematy lesbijskie, podporządkowując w dużym  stopniu wampiryczną mitologię obyczajowej swobodzie. Wampiryzm już  wcześniej utożsamiany był z erotyką i seksualną energią, lecz Hammer,  jak na owe czasy, pozwalał sobie na prawdziwe spektakle golizny i  przemocy. I nawet dzisiaj, choć może nie tak ostentacyjnie, reżyserzy  filmowi poruszają się w podobnym, atrakcyjnym marketingowo kręgu  skojarzeniowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalszy ciąg przeczytacie &lt;a href="http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/moda-na-wampiry,2,4843345,wiadomosc.html"&gt;w portalu Onet.pl&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="intertext_1"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="intertext_1"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-2499019800689735735?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/2499019800689735735/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/wampirologia-stosowana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2499019800689735735'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/2499019800689735735'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/wampirologia-stosowana.html' title='Wampirologia stosowana'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-3556816115888319304</id><published>2011-09-12T13:00:00.004+02:00</published><updated>2011-12-08T21:11:16.252+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Filmweb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='artykuł-film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Zwierzęta atakują! - kilka słów o animal attack + Your Movie Sucks! Rozmawiamy o "Nocy Rekinów 3D"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Noc rekinów 3D" już w kinach. Obejrzeć niestety nie warto, bo dziełko to słabowite bardzo (w "Filmie" oceniłem na 2/6, a notę swoją usprawiedliwiam &lt;a href="http://film.blog.polityka.pl/2011/09/12/your-movie-sucks-noc-rekinow-3d/"&gt;w rozmowie z Piotrkiem Plucińskim&lt;/a&gt;), lecz może zainspiruje kogoś do rzucenia okiem na kilka innych filmów reprezentujących nurt animal attack. Z okazji tej premiery napisałem tekst dla portalu Filmweb traktujący o krokodylach, rekinach, aligatorach, tygrysach i innych ludojadach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/shark-night-3d/poster-200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/film/filmy/shark-night-3d/poster-200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj na ekrany wchodzi "Noc rekinów 3D" – próba powtórzenia sukcesu trójwymiarowej "Piranii" sprzed roku. Recenzje nie są przychylne, ale przecież krytyka nigdy nie zwykła klękać przed kinem spod znaku animal attack. Tak czy inaczej, nowa technologia wydaje się stworzona dla horrorów, w których aligatory co rusz obnażają przed kamerą zęby, ptaki wydziobują ludziom oczy, a niedźwiedzie szlachtują małe dzieci pazurami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno dla planie "Nocy rekinów 3D" wylano litry czerwonej farby, a zwiastuny filmu każą nam nauczyć się pływać we krwi. Reklamom zazwyczaj nie ma co ufać i choć nie warto skreślać filmu już teraz, można bezpiecznie założyć, że "Szczękom" nie dorówna. Bo dzieło Stevena Spielberga było (i jest!) znaczące nie tylko z powodu swojej wartości jako filmu grozy, ale i z powodu szczególnego miejsca, jakie zajmuje w historii światowego kina. Rok 1975, kiedy weszła na ekrany ta zjawiskowa ekranizacja książki Petera Benchleya, uważa się za początek nowej ery – ery letnich blockbusterów. Dzisiaj pojęcie to zdewaluowało się zupełnie za sprawą wysokobudżetowej tandety zalewającej multipleksy, lecz wówczas tłumy drzwiami i oknami waliły na "Omen", "Gwiezdne wojny" czy właśnie "Szczęki", dziś uznawane za klasyki kina popularnego. Interesujący jest fakt, że swoją powieść Benchley oparł luźno na wydarzeniach prawdziwych – zapiskach o serii rekinich ataków na letników wypoczywających na plażach New Jersey w 1916 roku. Fakty posłużyły też za kanwę innego filmu z rekinami, "Ocean strachu". Tam z kolei opowiedziano dramatyczną historię pary pozostawionej przez nieuważną załogę łodzi na otwartych wodach, zainspirowaną dramatem małżeństwa Lonerganów, które zaginęło w 1998 roku nieopodal Wielkiej Rafy Koralowej. Dowodów na atak zwierzęcia nie było, więc nie ma co wierzyć w dokumentalną wartość filmu, ale chodziło przecież o sensacyjność spektaklu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Pod powierzchnią&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje się, że w ostatnich latach specjalistami od animal attack stali się Australijczycy. Prócz świetnego filmu Grega McLeana "Zabójca", traktującego o zmaganiach grupki uwięzionych na wysepce turystów z ogromnym krokodylem (dla którego modelem był faktycznie żyjący, słynący w latach siedemdziesiątych z notorycznych ataków na łodzie, australijski gigant o ksywce Sweetheart), w Polsce dystrybuowane były "Martwa rzeka" i "Rafa", pod którymi podpisał się Andrew Traucki. Pierwszy z filmów, również zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami, ma bliźniaczo podobny punkt wyjścia, co wspomniane dzieło McLeana, i choć nakręcony został za mniejsze pieniądze, wcale mu nie ustępuje. Obu reżyserom udało się zrealizować widowisko nietuzinkowe, grające na napiętych jak postronki nerwach widza.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalszy ciąg tekstu w &lt;a href="http://www.filmweb.pl/article/Zwierz%C4%99ta+atakuj%C4%85%21-77613"&gt;portalu Filmweb&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na zachętę fragment wspomnianej dyskusji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PP:&lt;/b&gt; Dystrybutor reklamuje „Noc rekinów” jako powtórkę z zeszłorocznej „Piranii”. To chyba niezbyt trafne porównanie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;BC:&lt;/b&gt; Niezbyt trafne, bo zabrakło tego, co stanowiło o sukcesie filmu Aji – humoru, hektolitrów krwi i golizny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PP:&lt;/b&gt; No właśnie, David Ellis nakręcił strasznie  poważny film, choć do dyspozycji miał cały alfabet wakacyjnego campu –  nastolatki w bikini, rekiny w jeziorze (!), wybuchające łodzie i  groteskową fabułę… Jak to mogło się nie udać?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;BC:&lt;/b&gt; Nie mam pojęcia, bo z tych składników każdy  hollywoodzki wyrobnik skleciłby coś bardziej sensownego. A „Noc rekinów”  nie jest nawet filmem poprawnym, lecz bardzo złym. Panny jakieś mało  urodziwe, rekinów jak na lekarstwo, no i wyjątkowo głupie rozwiązania  fabularne. O ile czegoś nie przespałem, to chodziło tam chyba o  realizację filmu snuff…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PP:&lt;/b&gt; Tak, trójka prowincjonalnych obwiesiów wpuszcza  do jeziora zgraję wygłodniałych rekinów z przymocowanymi kamerami, by  powstały z tego materiał sprzedać do… telewizji. Ale jeśli na taśmach  zarejestrowali tyle, co ja podczas seansu, to… Nie mam więcej pytań.  Fabuła jest tu równie absurdalna, co patenty realizatorskie – przecież  3D, jak wiadomo, zaciemnia obraz, a większość filmu rozgrywa się w nocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;BC:&lt;/b&gt; To prawda, przez większość czasu absolutnie nic  nie widać. Dodając do tego, że spora część zdjęć to ujęcia podwodne,  faktycznie można się poczuć jak podczas nurkowania w mulistym stawie.  Zresztą nawet jakby rzecz działa się za dnia, to i tak film nie miałby  wiele do zaoferowania, bo ataki rekinów, mające chyba stanowić gwóźdź  programu, można zliczyć na palcach jednej ręki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://film.blog.polityka.pl/2011/09/12/your-movie-sucks-noc-rekinow-3d/"&gt;CZYTAJ CAŁOŚĆ&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1419938860941306760-3556816115888319304?l=killallmovies.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://killallmovies.blogspot.com/feeds/3556816115888319304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/zwierzeta-atakuja-kilka-sow-o-animal.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3556816115888319304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1419938860941306760/posts/default/3556816115888319304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://killallmovies.blogspot.com/2011/09/zwierzeta-atakuja-kilka-sow-o-animal.html' title='Zwierzęta atakują! - kilka słów o animal attack + Your Movie Sucks! Rozmawiamy o &quot;Nocy Rekinów 3D&quot;'/><author><name>Bartek Czartoryski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08278444510093288679</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-ZZBTgkEEWSA/TkJf_hqAR2I/AAAAAAAAAIA/yEK9mbpwbYg/s220/logo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1419938860941306760.post-5105973863135230795</id><published>2011-09-10T17:07:00.001+02:00</published><updated>2011-12-08T21:11:02.026+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/
