piątek, 12 grudnia 2014

Tydzień w kinie - "Mów mi Vincent"

Dwunastolatek z sąsiedztwa uczy życia starego pijaka. Podobne przeżarte sentymentalizmem fabuły o epifanii grzesznika przyprawić mogą o mdłości i film Theodore'a Melfiego od irytującego przeciętniactwa zdaje się ratować jedynie Bill Murray. Mistrz ostatnio grywa sporo, co energii mu nie ujmuje, a jedynie nakręca do kolejnych ról. Amerykańska prasa mówi nawet coraz głośniej o szykującym się dla niego Złotym Globie. Śmielsi przebąkują nawet o Oscarze. 

"- Jaka jest pańska narodowość?
- Jestem pijakiem."
Mów mi Vincent (6-/10)

Bo faktycznie rola stetryczałego dziada, istnego postrachu przedmieść, zdaje się Murrayowi służyć; potrafi złapać się za bary z pospolitym scenariuszem, pójść z nim na noże i odnieść zwycięstwo, robiąc swoje i po swojemu. Reszta obsady nie pozostaje daleko w tyle, szczególnie Melissa McCarthy, której, jakby na przekór komediowej bądź co bądź konwencji, przypadła rola dramatyczna samotnej matki szarpiącej się z byłym mężem o syna. Odstaje chyba tylko Naomi Watts, ale to wina koszmarnie stereotypowej roli rosyjskiej imigrantki-striptizerki, jaką jej przydzielono.

Murrayowi towarzyszy Jaeden Lieberher jako dzieciak, który musi zhardzieć, aby szkolni koledzy przestali chować mu plecak i serwować niewybredne docinki. Lepszego nauczyciela niż mieszkającego za płotem pana MacKenna, u którego z konieczności spędza popołudnia (matka pracuje do późna, a stary zrzęda chętnie zarobi trochę grosza), nie znajdzie, to z nim zrobi obchód okolicznych knajp z panienkami i zaliczy dziewiczy zakład u bukmachera. Obaj docierają się przez inność spojrzenia na świat wynikającą z jednej strony z nadmiaru, a z drugiej braku doświadczeń, przez co rozczarowanie przeżytym zderza się z oczekiwaniem na jeszcze nieprzeżyte. Szkoda tylko, że zapijaczony McKenna okazuje się kryć sekrety, które pozwalają mu uzyskać bezwarunkową absolucję, bo o ileż cenniejsze byłby nawrócenie prawdziwie zatwardziałego łotra. O tym Melfi słyszeć nie chce, pochylając się na bohaterami niczym dobry tatko i polewając ekran lukrem.

2 komentarze:

  1. Reżyser (i scenarzysta w jednym) filmu nazywa się "Melfi" a nie "Malfi".

    OdpowiedzUsuń