piątek, 31 października 2014

Tydzień w kinie - "Rogi"

Facetowi rogi nie przystoją. Chyba że są diabelskiej proweniencji. Daniel Radcliffe najwyraźniej nie uważał na lekcjach obrony przed czarną magią i przytulił swoje mroczne „ja”. A kiedy w drugiej połowie filmu bierze do ręki widły i zawiaduje oddziałem oślizgłych węży oczekujących jego poleceń, trudno odmówić „Rogom” specyficznego, uwodzącego ujmującą bezpośredniością uroku.

I am the god of hellfire!
Rogi (7-/10)

Imię określa człowieka. Nieprzypadkowo Ignatius Perrish został ochrzczony Ignatiusem Perrishem, ta zbitka łacińsko-angielska jest dla Joego Hilla, autora powieściowego pierwowzoru, równie istotna co cała masa intertekstualnych nawiązań i powiązań, jakie w swojej książce pozostawił, nieraz dla czystego efektu, nieraz faktycznie kluczowych, poniekąd oddając tym samym charakter dzisiejszej kultury popularnej. Filmowe „Rogi” również zdają się być podobnie symptomatyczne i przypominają kolorowy magazyn, gdzie na kolejnych stronach znaleźć można i mydło, i powidło. Opętani przez demona systematyzacji zakwalifikują dzieło francuskiego reżysera Alexandra Aji, który odrobił już hollywoodzkie frycowe, jako czarną komedię, ale rozpiętość – a zarazem i narracyjne rozstrzelenie – gatunkowa filmu jest znacznie szersza.

Jakby na potwierdzenie swojej rzekomej winy, oskarżony o gwałt i zabójstwo ukochanej – eteryczna, mimozowata Juno Temple – pełen zwątpienia w nieomylne przecież boskie wyroki Ig, co wyraża sztubackim i świętokradczym buntem, budzi się z szatańskimi rogami na głowie. Prowokują one komiczne wyznania ludzi mu bliskich i dalekich, zmuszają do obnażenia myśli. Z ich pomocą Perrish stara się rozwiązać zagadkę śmierci dziewczyny, co popchnie go także do przewartościowania własnej wiary oraz swojego dzieciństwa, które powraca w sielankowych retrospektywach. Aja niekiedy potyka się o własne nogi, próbując poskładać do kupy nietuzinkowy gatunkowy miszmasz, ale ostatecznie udaje mu się ten dryf na bezkresnym morzu dziwności.

**

A na Onecie moja recenzja "Gościa" z Danem Stevensem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz