piątek, 15 sierpnia 2014

Tydzień w kinie - "Wróg"

Niech nikogo nie zmyli widniejąca obok tejże recenzji nota, gdyż ma ona znaczenie czysto symboliczne i wynika bardziej z niechęci do jej wystawienia niż rzeczywistej subiektywnej oceny omawianego dzieła. Bo film kanadyjskiego reżysera Dennisa Villeneuve'a bliski jest misternemu szyfrowi, do zdekodowania którego potrzebne są odpowiednie narzędzia, a zostają one oglądającemu wręczone, choć nieśmiałym gestem, dopiero po zakończeniu seansu. 

... tam w lustrze to niestety ja.
Wróg (5/10)

Pisząc o tym perfekcyjnie utkanym celuloidowym kilimie, można jedynie zarysować fabułę, nie zdradzając detali, bowiem każdy jej element, jak się okazuje, ma niebagatelne znaczenie i aby je odkryć, należałoby zobaczyć „Wroga” nie jeden, a dwa, a może nawet i trzy razy, notując niuanse i niuansiki. Lecz to strategia obosieczna, bo o ile nowe dokonanie Kanadyjczyka to znakomity materiał do analizy, który mógłby zagościć w podręcznikach do filmoznawstwa, tak sama jego atrakcyjność, rozumiana jako przyjemność czerpana z seansu, jest minimalna. „Wróg” zdaje się nieznośnie przeciągniętym, fabularyzowanym teledyskiem, zaledwie intelektualnym fajerwerkiem, efektownym, ale jednak, koniec końców, męczącym, głównie ze względu na obraną formę. Reżyser zdaje się robić wszystko, aby tylko odcisnąć na filmie piętno ekscentryczności, uciekając się do sztuczek z trzęsącym się kadrem, nagłymi zmianami palet kolorystycznych czy ostrością obrazu.

Fabułę zaś wywiódł z powieści Jose Saramago „Podwojenie”. Szary, nudny i znudzony wykładowca historii natyka się na wypożyczonym filmie na swojego sobowtóra i oddaje się jego poszukiwaniom. Ich kres jest dopiero początkiem właściwej intrygi, bowiem razem z Adamem widz próbuje rozwikłać zagadkę tożsamości Anthony'ego, która jednak ustępuje miejsca innej, choć powiązanej – przewijającemu się przez film motywowi pajęczemu, będącemu kluczem do jego zrozumienia. Słynna już scena finałowa, przy okazji pokazów festiwalowych okrzyknięta najstraszniejszym kinowym momentem roku, wyjaśnia również, kto jest tytułowym „Wrogiem”, prowokując do powtórnego seansu i ćwiczenia umysłowego, bo drugie spojrzenie na film jest diametralnie różne od pierwszego. Sądząc po reakcjach publiczności zagranicznej, Dennis Villeneuve ze swojej eksperymentalnej próby wychodzi z tarczą, zaś pozostali muszą sami odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto było podjąć trud rozwiązania zadanej przez niego zagadki, czego dokonać można chyba jedynie już po seansie. Sprytnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz