piątek, 14 marca 2014

Tydzień w kinie - "Ocalony"

Na tle rozliczeniowego kina wojennego biorącego na swoje barki niełatwe przecież zadanie rozpisania bilansu – także moralnego – działań militarnych prowadzonych przez amerykańskie siły zbrojne po wydarzeniach z jedenastego września 2001 roku, „Ocalony” może wydać się filmem archaicznym i wstecznym. Ot, kolejna opowiastka o dzielnych, honorowych chłopakach, którym przydarzył się Afganistan, gdzie przeciwnik nosi czerń i szkarłat, a sojusznik biel i beż, zaś finał przynosi klasyczne ocalenie w ostatniej chwili. 

Don't push it or I'll give you a war you won't believe.
Ocalony (5+/10)

"Ocalony" to istna pornografia wojny – kule świszczą, łamią się kości, tryska krew, idą w ruch noże, a nieśpieszne ujęcia unoszących się nad ziemią, majestatycznych śmigłowców Apache rozrzucających wokół kępy traw nie są tutaj odosobnione. Do tego fabułę zaczerpnięto ze wspomnień komandosa Navy SEALs Marcusa Luttrella, tytułowego ocalonego, który jako jedyny uszedł z życiem z nieudanej akcji rekonesansowej, o której dowództwo zapewne wolałoby zapomnieć. Lecz Ameryka kocha mundury i pokusa sfilmowania tej historii była zbyt duża, szczególnie że przekutą ją na opowieść o męstwie, wytrwałości i silnej braterskiej więzi łączącej czterech żołnierzy.

Reżyser Peter Berg poszedł bodaj jedyną słuszną drogą, aby nie uwięznąć w pułapce pretensjonalnego, patetycznego, napuszonego, propagandowego peanu na część amerykańskiego militaryzmu, z „Ocalonego” robiąc regularny film akcji i takiej konwencji gatunkowej się podporządkowując, biorąc tym samym – chwilami chyba niezupełnie świadomie – całość w nawias umowności, okraszając wszystko ornamentacyjną przemocą. Cierpią na tym sami bohaterowie, bo ani losem Luttrella, ani któregokolwiek z jego towarzyszy nie sposób się przejąć, a to przecież zdarzenia autentyczne! Kontekst staje się więc kluczem do filmu Berga i bez jego znajomości „Ocalony” pozostaje tylko efektownym kinem wojennym pozbawionym wsadu emocjonalnego. Trzeba przyznać jednakże, że odwzorowane z dbałością o realizm sceny akcji są tutaj najwyższej próby i choćby tylko dla nich warto się filmem zainteresować.



3 komentarze:

  1. Jest torchę błędów w filmie; http://supertac.pl/lone-survivor-prawdziwa-historia-sere/

    i tutaj

    http://www.slate.com/blogs/browbeat/2014/01/10/lone_survivor_accuracy_fact_vs_fiction_in_the_mark_wahlberg_and_peter_berg.html

    OdpowiedzUsuń
  2. No to reżyser zrobił zwrot o 180 stopni. Poprzedni jego film był pretensjonalny, pełen patosu, napuszony. Praktycznie brakowało małej flagi w roku przez cały seans. Fakt że chodziło o inwazję obcych :)

    Peter Berg jest trochę niedoceniony w branży filmowej. Według mnie to bardzo utalentowany twórca. Reżyser, producent, aktor, scenarzysta. Najnowszego, recenzowanego tutaj, nie widziałem. Oczywiście że zobaczę. Tym bardziej że ten gatunek przeżywa ostatnio chude lata.

    OdpowiedzUsuń