niedziela, 31 marca 2013

Tymczasem w księgarniach - "Intryga małżeńska"

Książkę Jeffreya Eugenidesa – gdzie na Felliniego chodzi się do kina nie tylko od święta, a Barthesa czyta do poduszki – można chwilami potraktować na zasadzie ironicznego komentarza do intelektualnej płycizny pokolenia wychowanego na serwisach społecznościowych i stacjach muzycznych, w których nawet nie puszcza się już muzyki. Można, ale wcale nie trzeba, bo i nie o tym „Intryga małżeńska” traktuje; sam autor wywodzi się ze środowiska akademickiego, więc świat przez siebie przedstawiony poznał empirycznie i trudno zarzucić mu ostentacyjną pretensjonalność, choć momentami wydaje się o nią zahaczać. Nie brak też w trzeciej powieści amerykańskiego pisarza wątków autobiograficznych i parę co bardziej oczywistych przykładów można odszukać bez trudu – bohaterowie studiują na prywatnym Uniwersytecie Browna, który Eugenides ukończył w 1983 roku, zaś jeden z chłopaków uwikłanych w uczuciowy trójkąt, tak jak autor, ma w żyłach domieszkę greckiej krwi i zgłasza się na wolontariat u boku Matki Teresy w indyjskiej Kalkucie.


Mitchella i Leonarda – poza faktem studiowania na tej samej uczelni – łączy chyba tylko jedno: Madeleine Hanna, urodziwa koleżanka z sali wykładowej. Ten pierwszy skrycie podkochuje się w dziewczynie od pierwszego spotkania i każdy przyjacielski sygnał z jej strony odbiera opacznie, co wreszcie popycha go do odbycia swoistej podróży w głąb siebie, której wyrazem jest wycieczka do Indii; drugi to zblazowany, ale błyskotliwy inteligent, a pasożytniczą zależność od przyjaciół usprawiedliwia poniekąd postępująca choroba psychiczna. Rozsądek podpowiada Madeleine, iż pewniej czułaby się u boku Mitchella, który przy pierwszej lepszej okazji bez wątpienia padłby jej do stóp, lecz to roztaczający wokół siebie atrakcyjną aurę straceńca Leonard częściej nawiedza myśli egzaltowanej studentki.

Rozgrywająca się w środowisku uniwersyteckim „Intryga małżeńska” – tak jak i poprzednie powieści Eugenidesa: debiutanckie, rozsławione przez film Sophii Coppoli „Przekleństwa niewinności” z 1993 roku oraz nagrodzone Pulitzerem „Middlesex” z 2002 – to nic innego jak opowieść znad krawędzi przepaści; autor uwiecznia stale odkładaną w myślach, ale nieuchronnie zbliżającą się chwilę, kiedy człowiek musi zrobić ten być może najważniejszy w swoim życiu krok naprzód, ku dorosłości jawiącej się niczym bezdenna czeluść.

Recenzja ukazała się w "Dzienniku. Gazecie Prawnej".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz