sobota, 16 marca 2013

Tydzień w kinie - "Polowanie"

Sztuka Arthura Millera „Czarownice z Salem” jest co prawda alegorią wyrażającą niezgodę autora na makkartystowskie porządki – układanie czarnych list potencjalnych wywrotowców i szaleńczą pogoń za domniemanymi komunistami – ale nawet oderwana od swojego pierwotnego kontekstu społeczno-politycznego i poddana swoistemu rozhermetyzowaniu nadal zachowuje emocjonalną prawdę o masowej histerii. Thomasowi Vinterbergowi udaje się ów obłęd metaforycznego polowania na wiedźmy odwzorować z siłą nie mniejszą niż amerykańskiemu dramaturgowi, choć problematyka jego utworu – niewykluczone, że pośrednio zainspirowanego właśnie dziełem Millera – wyłożona jest z całą dosłownością. Scenariusz „Polowania” powstał w oparciu o wydarzenia prawdziwe, choć jest swoistą kompilacją wielu podobnych i – jak przekonuje reżyser – wcale nierzadkich spraw, które jednak, w społeczeństwie duńskim, ceniącym sobie nade wszystko trwałość obywatelskich więzi oraz świętość domowego ogniska, są wstydliwie zamiatane pod dywan i rzadko upubliczniane w nadziei uniknięcia rozgłosu. Ambicja publicystyczna reżysera ustępuje tutaj miejsca świadomej, artystycznej manipulacji, lecz Vinterberg nie stosuje ani pretensjonalnej hiperboli, ani nie spina swojego filmu klamrą uniwersalizmu, żeby wywołać u widza dokładnie taką reakcję emocjonalną, jaką sobie założył.

Lucas, ślamazarny, kryjący się za oprawkami okularów rozwiedziony pracownik przedszkola (za swoją rolę Mads Mikkelsen otrzymał w pełni zasłużoną nagrodę podczas ubiegłorocznego festiwalu w Cannes) wydaje się być idealnym materiałem na kozła ofiarnego. Stosunkowo łatwo – choć nadal zaskakująco łatwo – więc jego przyjaciołom i znajomym uwierzyć w rzucane mimochodem oskarżenia jednej z obrażonych na swojego wychowawcę małoletnich podopiecznych, które jednoznacznie wskazują na popełnienie przez niego czynu karygodnego i przekroczenie granicy intymnej dziecka. I choć nie istnieją przeciwko niemu żadne niepodważalne dowody, a o rzekomej winie świadczy wyłącznie mętne zeznanie dziewczynki, Lucas zostaje wyrzucony z pracy. Z początku bierny ostracyzm otoczenia stopniowo przeradza się we wściekłą agresję, następuje nieuchronna eskalacja przemocy – najpierw werbalnej, potem fizycznej, kiedy Lucasowi brutalnie zabrania się zrobienia zakupów w lokalnym sklepie. Mężczyzna zostaje naznaczony niemożliwym do starcia piętnem, dostaje etykietkę pariasa, zaś jego faktyczna wina (czy też niewinność) jest bez znaczenia; on sam zaczyna zdawać sobie sprawę, że bez względu na wynik toczącego się postępowania, nie może już liczyć na powrót do status quo. Nienachalna, zasugerowana już w tytule metafora, która powraca w filmie parokrotnie, odnosi się do myśliwskich wypraw, na które Lucas wyjeżdżał z kolegami. Teraz sam stał się obiektem nagonki.

Thomas Vinterberg podejmuje się precyzyjnej, dogłębnej i – co istotne – trafnej analizy działania kolektywnego mechanizmu obronnego polegającego na wykluczeniu i odizolowaniu jednostki zagrażającej wychuchanemu ładowi. Odchodzi jednak od chłodnej obserwacji i tylko pozornie daje widzowi szansę na obiektywizm, stawiając go nie z boku wydarzeń, ale utożsamiając z Lucasem; od początku przecież świadomi jesteśmy jego niewinności. Vinterberg zręcznie manipuluje oglądającym, każąc mu wejść w skórę Lucasa, poczuć jego gniew, złość, rozpacz i bezsilność; zespolenie odbiorcy z bohaterem przeprowadzone zostało w „Polowaniu” bezbłędnie. Niewykluczone, że wywołanie u widza skrajnych reakcji emocjonalnych było nadrzędnym celem reżysera; subiektywizacja przedstawionych zdarzeń maksymalizuje siłę przekazu, ale nawet jeśli to swoisty szantaż, to poddajemy się mu bez oporów.

Mija dopiero pierwszy kwartał, lecz, póki co, film Vinterberga jest mocnym faworytem do miana jednej z najlepszych propozycji, jakie zobaczymy w tym roku w kinach.

Recenzja pojawiła się w marcowym numerze miesięcznika "Kino".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz