poniedziałek, 7 stycznia 2013

Tydzień w kinie - "Jackpot"

Oscara Svendsena poznajemy w policyjnym pokoju przesłuchań. Zaledwie kilkadziesiąt minut wcześniej znaleziono go w przygranicznym sex shopie, przygniecionego zwłokami otyłej striptizerki z klubu obok, do tego ze strzelbą w ręce. Podłogę sklepu zaściełają trupy, a on sam utytłany jest w zakrzepłej krwi. Żaden z niego kryminalista, raczej gość, który nie za bardzo radzi się z życiem i do gangsterki drygu nie ma, ale jednak wszystkie okoliczności wskazują, że jest winny. Nie dość, że pracuje w zakładzie produkującym sztuczne choinki, gdzie zatrudnia się recydywistów, to jeszcze do spółki z trzema złodziejami zgarnął dzień wcześniej w zakładach sportowych prawie dwa miliony koron. Koledzy jednak poznikali, pieniądze też, a Oscar jest jedyną osobą, która może przybliżyć prawdę. Rzecz jasna odpowiednio przepuszczoną przez filtr subiektywności.

Jackpot (7-/10)

Na miejscu są skojarzenia z „Podejrzanymi” Bryana Singera, lecz choć Magnus Martens konstruuje swój film na podobnym schemacie narracyjnym – czyli rekonstruujących niedawne wydarzenia sekcjach dynamicznych retrospektyw krok po kroku prowadzących do chwili dla bohaterów obecnej – to „Jackpot” posiada zupełnie inny ciężar gatunkowy. Z uwagi na fakt, że historia, która posłużyła za fundament scenariusza, wyszła spod ręki popularnego norweskiego powieściopisarza Jo Nesbo, niejako z automatu przypisuje się jej przynależność gatunkową do kryminału. Nie do końca słusznie, gdyż nie ma tutaj policyjnego dochodzenia per se, a zawiła intryga z mordami, rąbaniem zwłok i strzelaniną w tle to jedynie pretekst do scenariuszowej dezynwoltury w stylu Nesbo, któremu nieobcy jest czarny jak smoła humor, o czym kinomani mogli się przekonać, oglądając niedawnych „Łowców głów”. Martens stawia na zadziwienie widza groteskowymi scenami przemocy i coraz to bardziej zaskakującymi woltami fabularnymi, chcąc, jak sam twierdzi, nawiązać do dokonań filmowych postmodernistów z braćmi Coen na czele, ale jego film jest jednak cięższy, bardziej dosłowny, może za mało ekstrawagancki.

Skandynawskie kino sensacyjne z każdym kolejnym tytułem rozhermetyzowuje się coraz bardziej, w czym sporą zasługę ma nadal duża popularność tamtejszych powieści kryminalnych. Hollywood również nie pozostaje mu obojętne i już wiadomo, że „Jackpot” doczeka się amerykańskiej wersji, w której, jak zapewnia sam Martens, rozwiązanie intrygi będzie zupełnie inne.

Recenzja ukazała się w "Dzienniku. Gazecie Prawnej".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz