piątek, 4 stycznia 2013

Tydzień w kinie - "Strażnicy marzeń"

Ekipa baśniowych superbohaterów staje do walki o dziecięce marzenia zagarnięte przez zło. Można by podejrzewać, że Święty Mikołaj czy Wielkanocny Zając będą mieli w zanadrzu bardziej wysublimowane środki perswazji niż piącha i broń biała, ale nic z tych rzeczy – ci, o których dorośli dawno już zapomnieli, poszli z duchem czasu i nie bawią się w subtelności, co sugerują chociażby tatuaże na przedramionach Mikołaja, jak nic nawiązujące do dziar kaznodziei z „Nocy myśliwego”. Chwaccy obrońcy naszych pociech nie uznają litości i rozprawiają się z przeciwnikiem okrutnie, przy wtórze efektownych rozprysków kolorowych iskier i huku kolejnych uderzeń. Specjaliści od komputerowej magii ze studia DreamWorks znakomicie czują trzeci wymiar i skwapliwie korzystają z danych im możliwości wizualnych; wolno nawet zarzucić „Strażnikom marzeń” zbytnie efekciarstwo.

Strażnicy marzeń (7/10)

Historia wyprowadzona została poniekąd z serii powieści Williama Joyce'a, lecz autor, nie chcąc, żeby odbiorca zmuszony był przebijać się przez tę samą opowieść i w kinie, i z książką w ręce, opracował na potrzeby filmu oryginalny scenariusz i przeniósł akcję o dwieście lat do przodu, czyli, mniej więcej, w nasze czasy. Święty Mikołaj, Piaskowy Dziadek i spółka utracili już nieco kontakt z rzeczywistością, zapętleni w swoich dorocznych obowiązkach. Mechanicznie wykonują bożonarodzeniowe, wielkanocne czy nawet codzienne zobowiązania względem najmłodszych, zapominając o łączącej ich z nimi więzi. Tym łatwiejszy łup nasi milusińscy stanowią dla Mroku, który plugawi ich sny, sprawiając, że tracą wiarę w swoich bohaterów, a co za tym idzie, ci, niepotrzebni, znikają. Ratunkiem wydaje się niepokorny outsider Jack Mróz, pomniejszy duch zimy, który nie zatracił nic ze swojej radości czerpanej z obcowania z maluchami. Mianowany Strażnikiem, ma poprowadzić przyjaciół do walki i na nowo rozbudzić dziecięcą wyobraźnię. O ile uda mu się wpasować.

Pięknie prezentująca się animacja może razić fabularnymi schematami i brakiem scenariuszowego wyrafinowania, a publiczność docelową znudzić albo stosunkowo długimi scenami dialogowymi, albo widowiskową naparzanką. Jednak w warstwie treściowej to film urokliwy i szczery, porusza odpowiednie, charakterystyczne dla podobnych opowieści struny i to w niej, a nie trójwymiarowych fajerwerkach należy szukać sedna „Strażników marzeń”.

Recenzja ukazała się w "Dzienniku. Gazecie Prawnej".

1 komentarz:

  1. Ciekawe...
    Na początku jakoś odrzucała mnie ta bajka. Myślałem, że to kolejna nudna opowieść o biednych bohaterach, próbujących uratować świat przed złym złem (poniekąd w tym też jest troszkę prawdy ;p), ale po przeczytaniu recenzji kto wie?! Może i opłaca się to obejrzeć :D.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń