wtorek, 4 grudnia 2012

Tymczasem w księgarniach - "Pamiętna wizyta i inne utwory..."

Trafia do nas kolejny wycinek z przepastnej bibliografii Edwarda Goreya, amerykańskiego pisarza i ilustratora, człowieka wielu talentów. Postać  to stosunkowo mało znana w tej części świata, a szkoda, gdyż w rodzinnych Stanach jest indywidualnością cenioną nie mniej niż Charles Addams czy Tim Burton. Nieprzypadkowo padły te właśnie nazwiska, gdyż autor „Pamiętnej wizyty i innych utworów...” porusza się w podobnym kręgu estetycznym, choć sztuka wspomnianych dwóch panów wydaje się w porównaniu do utworów Goreya dziełem skrajnego optymisty.

Pamiętna wizyta i inne utwory... (7+/10)

Styl Goreya często określany jest mianem gotyckiego lub wiktoriańskiego, choć sam autor odżegnywał się od podobnych etykiet, tłumacząc, że absurd jest z natury rzeczy ponury. Makabreski zamieszczone w drugim już wydanym w Polsce zbiorze utworów amerykańskiego mistrza purnonensu – tym razem pisanych wyłącznie prozą – to w większości miniaturowe arcydzieła formy, stylu i treści. Proste, acz eleganckie zdania będące w istocie chłodnym i niesamowicie zabawnym komentarzem do narysowanych przez autora ilustracji, przywołują możliwie najczarniejsze, acz skrzące humorem scenariusze. Oto dziewczynka, której po śmierci rodziców w życiu nie spotka już nic dobrego; kontrastowe losy operowej śpiewaczki i jej zagorzałego, maniakalnego wielbiciela; czy przedstawiona w obrazach biografia baletnicy z obowiązkowo złym zakończeniem. Gorey, zamiast dążyć do puenty czy zgrabnego zawiązania intrygi, częściej woli swoje historie przerwać niespodziewaną woltą, zdając się mówić, że życiem rządzi przypadek, więc pozostaje nam po prostu wzruszyć ramionami.

Edward Gorey miał zająć się ilustracjami do powieści Neila Gaimana „Koralina”, lecz kiedy brytyjski pisarz stawiał  ostatnią kropkę, ten, jak na złość, wyzionął ducha – trudno o bardziej ironiczne epitafium dla króla nonsensu.

Recenzja ukazała się w piątkowym wydaniu "Dziennika".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz