piątek, 9 listopada 2012

Tydzień w kinie - "Alex Cross"

Ponoć  na każde siedemnaście sprzedanych w Stanach Zjednoczonych egzemplarzy powieści w twardej oprawie przypada jedna napisana przez Jamesa Pattersona – wyczyn ten trafił parę lat temu na listę  rekordów Guinnessa i do dziś nie został pobity. Nawet Dan Brown, Stephen King i John Grisham razem wzięci nie sprzedają tyle książek, co autor liczącej sobie dwadzieścia tomów serii o Aleksie Crossie. Postać obdarzonego wybitnym intelektem i niespotykaną przenikliwością psychiatry-detektywa na dużym ekranie pojawiła się już dwukrotnie w filmach „Kolekcjoner” (1997) oraz „W sieci pająka” (2001) – w obu pozycjach w roli głównej wystąpił Morgan Freeman. Całkiem sprawne zrealizowane adaptacje prozy Pattersona widzów przekonały, krytyków już nie. A teraz kręcą nosem i jedni, i drudzy.

Trevor Reznik przypakował
Alex Cross (4/10)

Fabułę filmu oparto luźno na dwunastej z kolei powieści z cyklu, z której zaczerpnięto tylko pojedyncze wątki i odpowiednio podrasowano, wzmagając dramaturgię spektaklu. Może dlatego dzieło Roba Cohena opiera się na efektownych zwrotach akcji, a sama intryga kryminalna jest pretekstowa i zostaje podporządkowana frenetycznie zmontowanym scenom bijatyk i pościgów. Cross przez większość czasu biega, skacze i strzela, zaś proces dedukcji zajmuje mu ułamki sekund. Żadna zagadka nie stanowi dla niego wyzwania, co może drażnić amatorów skomplikowanych zbrodniczych układanek.

Za to dwoi się i troi aktorski duet – Matthew Fox jako bezwzględny zabójca na zlecenie imponuje choćby samą fizyczną metamorfozą; na skutek intensywnych ćwiczeń w jego ciele nie pozostał chyba ani gram zbędnego tłuszczu. Tyler Perry, który wcielił się w Crossa, nie ustępuje w niczym Freemanowi, choć nie opuszcza wrażenie deja vu, bowiem wydaje się, iż kopiuje styl brytyjskiego kolegi po fachu, zresztą również typowanemu do tej roli, Idrisa Elby.

Producentów nie zraziło przeciętne zainteresowanie filmem –  prace nad sequelem, adaptacją powieści Pattersona „Podwójna gra”, już trwają.

Recenzja ukazała się w dzisiejszym wydaniu "Dziennika"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz