piątek, 19 października 2012

Tydzień w kinie: "W szczękach rekina 3D"

W szczękach rekina 3D (1+/10)
 
Ponoć prędzej można umrzeć w zaciszu własnego domu od przypadkowego oparzenia gorącą wodą z kranu niż na wakacjach jako żer dla rekina – mimo statystyk świadczących na korzyść amatorów opalenizny, od czasu „Szczęk” Stevena Spielberga każdego lata setki plażowiczów rozglądają się niespokojnie pośród fal. Zgon podczas niedzielnych zakupów w okolicznym supermarkecie wydaje się plasować równie nisko w podobnych zestawieniach co oberwanie piorunem. Nic bardziej mylnego. Napad z bronią w ręku to jednak mało; nie daj Boże zostaniemy uwięzieni pomiędzy wyładowanymi makaronem i słoikami z dżemem półkami przez gigantyczną falę tsunami, która przyniosła ze sobą dwa kilkumetrowe rekiny.

O ile ten absurdalny pomysł wyjściowy dałoby się jeszcze przełknąć – wszak horror rządzi się swoimi prawami, niekoniecznie muszącymi współgrać z logiką – tak amatorszczyźnie bijącej z każdej sceny popuścić nie wolno. Wabik w postaci efektu trójwymiarowego to cyniczny żart, bowiem komputerowo wygenerowane rekiny dybiące na życie grupki przyczajonych w zalanych po sufit sklepie spożywczym bohaterów wyglądają jak ramoty przeniesione ze starej gry wideo. Niski budżet i spartaczona robota ekipy odpowiedzialnej za efekty specjalne (a także tej stojącej za kastingiem, montażem, pracą kamery, scenariuszem, reżyserią...) kojarzą się ze standardami producenckimi stacji telewizyjnej SyFy, zajmującej się między innymi realizacją groszowych filmów o zmutowanych potworach. O ile jednak pozycje przeznaczone na mały ekran odznaczają się często pewną dozą humoru i samoświadomości, tak „W szczękach rekina 3D” nie posiada nawet wartości campowej – to spektakl kręcony zupełnie na serio. Nie dość, że nie wykorzystano możliwości, które dał odpowiednio wysoki certyfikat wiekowy i film jest mniej więcej tak samo brutalny co weekendowe kino familijne, to w dodatku napięcie było chyba jedynie w kablach zasilających sprzęt operatora kamery.

Seans z recenzowanym filmem powinien zostać włączony do wspomnianej powyżej statystyki – łatwiej zejść w kinie z nudów, niż dokonać żywota w paszczy rekina.

Recenzja ukazała się w dzisiejszym wydaniu "Dziennika".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz