sobota, 6 października 2012

Tydzień w kinie: "Kronika opętania", "Szybki cash"

Kronika opętania (4+/10)

Kolejna internetowa ciekawostka odciska swoje piętno na kulturze popularnej. Otóż niespełna dziesięć lat temu w serwisie aukcyjnym eBay pojawiła się wyjątkowa oferta – chętni mogli licytować drewnianą skrzyneczkę, w której miał znajdować się dybuk. Potencjalnych kupujących zachęciła obszerna relacja sprzedającego traktująca o niewyjaśnionych zjawiskach natury paranormalnej wywołanych samą obecnością tego rzekomo nawiedzonego przedmiotu. Skrzynka przez lata przechodziła z rąk do rąk, aż wreszcie zainteresowało się nią Hollywood. „Kronika opętania” pomija całą internetową otoczkę, pozbywając się tym samym tego, co mogło stanowić o jej wyjątkowości (podobne rozwiązanie fabularne wykorzystał za to amerykański pisarz Joe Hill w swojej książce „Pudełko w kształcie serca”). Pozbawiona pierwotnego kontekstu opowieść o złowieszczym duchu zapożyczonym z żydowskiego folkloru staje się kolejną szeregową historyjką o opętaniu, choć nieznacznie lepszą od poruszającego podobną tematykę „Nienarodzonego” sprzed paru lat. Reżyser Ole Borendal podobno planował swój film jako rozbudowaną metaforę rodzinnych trudów związanych z rozwodem, lecz jego pierwotna intencja rozmyła się we wtórnej i schematycznej fabule.

Ojciec dwóch córek Clyde Brenek (w tej roli Jeffrey Dean Morgan) po rozstaniu z żoną każdą wolną chwilę spędza z dziećmi, folgując ich zachciankom – któregoś weekendu cała trójka zahacza o garażową wyprzedaż i mężczyzna kupuje młodszej Em podniszczone drewniane pudełko. Z dnia na dzień dziewczynka coraz bardziej oddala się od rodziców i siostry, rozmawiając z istotą, która, jeśli wierzyć dziecku, pomieszkuje w skrzyneczce. Piętrzą się dziwności: nowy dom Clyde'a nawiedza plaga ciem, z każdego kąta dochodzą niepokojące odgłosy, zaś Em zaczyna przejawiać niepodobne do niej, prawdziwie aspołeczne zachowania. Diagnoza może być, jak wiemy, tylko jedna – w jej ciele zagnieździł się duch. I w dodatku mówi po polsku.

Szkoda, że rzadko eksploatowany przez horror żydowski folklor zostaje w „Kronice opętania” sprowadzony do nic nieznaczącej roli – równie dobrze moglibyśmy obserwować kolejne zmagania z chrześcijańskim demonem czy arabskim dżinem. Repertuar sztuczek straszących jest tutaj niezwykle ubogi, a brak jakichkolwiek oryginalnych wyróżników, mimo przyzwoitej roboty realizatorskiej, skazuje obraz Borendala na miejsce w drugiej lidzie filmów grozy, pośród dzieł dla widzów niewymagających lub ciekawych każdej nowości granej w kinach.

Recenzja ukazała się w piątkowym wydaniu "Dziennika".

Szybki cash (7/10)

Fascynujące, jak wiele zależy od kilku pociągnięć pędzla charakteryzatora. Joel Kinnaman, aktor znany polskiemu widzowi z popularnego amerykańskiego serialu „Dochodzenie”, gdzie zagrał rolę policjanta-niechluja o niezbyt miłej dla oka aparycji, w szwedzkim hicie kinowym sprzed dwóch lat, który dopiero teraz debiutuje na naszych ekranach, zachwyca urodą modela. To jednak nie tylko ozdoba ekranu, ale bezsprzecznie utalentowany aktor, z renomą wyrobioną w Skandynawii; obecnie pracuje w Hollywood na planie nowej wersji „RoboCopa”.

Już po festiwalu berlińskim w 2010 roku, gdzie wyświetlono „Szybki cash” Daniela Espinosy (w tym roku mogliśmy obejrzeć w kinach jego „Safe House”), wybuchła istna walka o prawa do jego dystrybucji, z której ostatecznie zwycięsko wyszedł amerykański gigant The Weinstein Company. Firmie nie udało się jednak zapewnić sobie praw do realizacji remake’u. Trafiły one do Warner Bros. – osoba reżysera nie jest jeszcze znana, lecz wiadomo, że w głównej roli wystąpi Zac Efron, niegdysiejsza gwiazdka tanecznych produkcji studia Disney, dzisiaj młody aktor poszukujący nowych wyzwań, aby zerwać z niekorzystnym dla jego dalszej kariery emploi.

„Szybki cash” powstał na fali zainteresowania skandynawską prozą kryminalną i sensacyjną – jest to adaptacja bestsellerowej powieści Jensa Lapidusa, która w pierwszym tygodniu wyświetlania w Szwecji zgromadziła w kinach ponad sto tysięcy widzów. Wynik ten uznano za sukces frekwencyjny i niemal natychmiast podjęto decyzję o rozpoczęciu prac nad dwoma sequelami filmu Espinosy. Reżyser jest Chilijczykiem z pochodzenia, wychowanym na szwedzkim przedmieściu wśród Jugosłowian, i odczytał książkę Lapidusa pod kątem własnego dzieciństwa. Wydobył z niej interesujące wątki dotyczące przede wszystkim nie samej intrygi sensacyjnej, będącej oczywiście osią fabularną filmu, ale relacji międzykulturowych mniejszości narodowych.

Dalszy ciąg recenzji na stronie miesięcznika "Kino".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz