czwartek, 6 września 2012

Tydzień w kinie - "Niezniszczalni 2"

Jeszcze niedawno wieszczyłem zmierzch blockbusterów, jakimś niejasnym dla mnie zrządzeniem losu zapominając o filmie, na który czekałem przecież bodajże dwa lata. Pewno przywykłem już do tego oczekiwania i stało się ono nieodłącznym elementem każdego seansu, dlatego stojąc pod kinową salą i odliczając sekundy do otwarcia drzwi, nie czułem dreszczu emocji, który towarzyszył mi przed premierą pierwszych "Niezniszczalnych". Ba, wtedy co prawda padałem z nóg po wielogodzinnym oczekiwaniu w specjalnym sektorze jednego z londyńskich kin, aby przywitać się z trójcą Stallone-Statham-Lundgren, lecz sama myśl o zobaczeniu wszystkich tych kozaków ponownie w jednym filmie - co ja mówię... w jednym kadrze! - wystarczyła, żeby po usadowieniu się w fotelu przeszły mi po plecach ciarki.

Niezniszczalni 2 (9+/10)

Nie wyobrażam sobie kina akcji - a może i kina w ogóle - bez Schwarzeneggera, bez Willisa, bez Stallone. Dzisiaj praktycznie każdy chłystek, z pomocą paru wygenerowanych na komputerze efektów i kilku kaskaderów, może zostać wyczynowcem; oby miał ładną buzię. Szczęśliwie "Niezniszczalni" stali się nie gwoździem do trumny dawnych gwiazd, lecz odskocznią, niegdysiejsi idole milionów złapali nawet nie drugi, ale trzeci oddech. Bo bez tej inicjatywy z zapowiedzi premier na nadchodzący rok zapewne zniknęłyby nowe propozycje z Arnoldem i Slyem, a Norris nie myślałby o następnym "Zaginionym w akcji". Trudno mi przewidzieć, czy czeka nas renesans kina akcji w starym stylu, kolejna fala klasycznych naparzanek, ale trzymam mocno kciuki, aby tak właśnie się stało.

Zwraca się uwagę w tekstach o "Niezniszczalnych 2" na ciągłe cytaty, nawiązania do słynnych akcyjniaków, niektóre zawoalowane, inne oczywiste, ale nawet i bez nich byłby to film z niewiarygodnym potencjałem autotematycznym, bowiem Stallone czy - jak mawiał niezastąpiony Zygmunt Kałużyński - Szwarcy to chodzące konteksty i niemal każdy ich gest, słowo, ruch można by interpretować dwojako. Aktorzy są oczywiście w tym filmie wartością nadrzędną, lecz wydaje się, że przy okazji sequela zrozumiano, iż filmowi przysłuży się bardziej przemyślany scenariusz i odrobina konsekwencji. Pierwszych "Niezniszczalnych" traktowałem w sporym stopniu jak cyrkową atrakcję, eksperyment, gorączkowy test rynku przeprowadzony na milionach widzów. Dopiero teraz dostałem pełnoprawny film, który wyszedł naprzeciw moim oczekiwaniom.

Mógłbym pisać o "Niezniszczalnych 2" i pisać - o niezłych one-linerach, doskonalszej kreacji postaci, znakomicie wyreżyserowanych scenach walk (montaż!), legendarnych kopniakach Van Damme'a, świetnym wejściu Norrisa, szelmowskim uśmiechu Lundgrena i fikołkach Jeta Li, lecz nie jestem pewny, czy udałoby mi się oddać w pełni ładunek kultu, którym zostaliśmy obdarowani. Po prostu idźcie do kina.



4 komentarze:

  1. Sama ocena co prawda jest u mnie znacznie niższa, bo i nie potrafię tak zupełnie przymknąć oko na wszystkie niuanse, które normalnie towarzyszą też wszystkim starym filmom z tymi twardzielami. Ale niuanse te nie przeszkadzają mi w mojej miłości do tych kolesi i ich filmów. A jeszcze wczoraj telewizja zaoferowała nam powrót do przeszłości z Rambo. Ah, to jest niesamowite!
    Z oceną nie, ale z treścią recenzji zgadzam się już w pełni. Co prawda w "Niezniszczalnych 2" moim zdaniem bardziej niż na samą fabułę, postawiono humor i puszczanie oka do widza, ale to naprawdę mogło się podobać. Może swoje robiła sama obecność w kinie, no bo jak tu się nie śmiać z Chucka, kiedy rechocze bez opamiętania cała sala?
    Swoją drogą trzeba przyznać, że JCVD trzyma się naprawdę dobrze jak na swój wiek. Na tle pozostałych - nie oszukujmy się - już mocno zniszczonych dziadków, wypada znakomicie. Aż miło było na niego patrzeć. Chociaż młodszy jest od pozostałych, to też trzeba wziąć pod uwagę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. dla mnie w pełni zasługuje na ósemkę. Rzadko kiedy siedzę w kinie z takim uśmiechem (co prawda w wielu scenach twórcy na pewno nie zamierzali być komiczni, ale to przecież nie minus!)

    OdpowiedzUsuń
  3. Simon - ocena niższa być nie mogła, wszak są w tym filmie sceny, o których obejrzeniu parę lat temu nawet nie śmiałem marzyć!

    kurtularny - ano zasługuje, to jednak znakomite kino akcji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja ciągle jeszcze pierwszej części nie oglądałem. A przyznam, że "nie mogę się doczekać", by nadrobić te zaległości.

    OdpowiedzUsuń