piątek, 29 czerwca 2012

Tydzień w kinie - "Słodkich snów"

Patologiczna mizantropia i stałe poszukiwanie ujścia dla niechęci i pogardy żywionej dla świata leży u podstaw sensu życia Cesara, czterdziestoletniego dozorcy w jednej z miejskich kamienic. Mężczyzna, niczym bohater słynnego opowiadania „Dystrybutor” Richarda Mathesona, całkowicie podporządkowuje się destrukcyjnemu procederowi, poświęcając dnie i noce na uprzykrzanie życia mieszkańcom budynku. Nie kieruje nim żadna inna motywacja prócz socjopatycznej nienawiści wobec zwyczajnych ludzkich przejawów szczęścia. Szaleniec – w świetnej kreacji Luisa Tosara, który nadaje swojej postaci demoniczności godnej Normana Batesa z „Psychozy” – za cel obiera sobie młodą kobietę Clarę; po zmroku wkrada się do jej mieszkania, studiuje słabości i uderza. Oczywiście cały czas kryjąc się za fasadą serdecznego, empatycznego sąsiada, któremu z ust nie schodzi uśmiech.

Słodkich snów (8/10)

„Słodkich snów” to pierwsze samodzielne dzieło Jaume Balagueró od sześciu lat – przez drugą połowę ostatniej dekady zajmowała go przede wszystkim praca nad serią „[Rec]”, a stołek reżyserski dzielił z Paco Plazą. Hiszpański filmowiec udowodnił wcześniej, tytułami takimi jak „Bezimienni” czy „Ciemność”, że interesują go właśnie podobne, kameralne historie skupiające się na indywidualnym dramacie, przeważnie osadzone w przestrzeni prywatnej, gdzie groza polega na naruszeniu sfery intymnej. Cesar ze „Słodkich snów” dokonuje na niej gwałtu, jest niczym nocna zmora, inkub, to projekcja bodaj jednego z największych lęków czującego się bezpiecznie we własnym łóżku, pogrążonego we śnie człowieka –  Balagueró umiejętnie buduje atmosferę paranoicznego niepokoju.

Fabuła „Słodkich snów” może skojarzyć się z niedawnym „Rezydentem”, lecz jest to film lepiej skonstruowany, spójny i gładko poprowadzony. Zamiast postawić na serię brawurowych zwrotów akcji i nagłych wolt, zdecydowano się na konsekwentne budowanie napięcia; nawet finał przypomina raczej implozję niż gwałtowny fajerwerk.

Tekst ukazał się w dzisiejszym "Dzienniku".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz