czwartek, 7 czerwca 2012

Tydzień w kinie - "Królewna Śnieżka i łowca"

Miałem o tym filmie nie pisać wcale, a po seansie utwierdziłem się w przekonaniu, że w gruncie rzeczy moje postanowienie było słuszne, gdyż po prostu nie ma o czym pisać. Inaczej - jest o czym, ale nie ma po co. Bo "Królewna Śnieżka i łowca" to film wtórny i nużący, w którym brak energii, iskry zdolnej przytrzymać widza na krawędzi fotela. A jednak siedzę i stukam w klawisze. Ot tak, dla zasady.

Królewna Śnieżka i łowca (5-/10)

Odpuszczę sobie analizę aspektu baśniowego i podjętą bez przekonania próbę jego przeformułowania, bowiem film nie oferuje atrakcyjnej reinterpretacji znanej opowieści, traktując ją jako istny samograj. I faktycznie tak w pewnym stopniu jest, bo podobna fabuła oferuje przyzwoitą bazę; problem leży w tym, że ludzie odpowiedzialni za "Królewnę Śnieżkę i łowcę" nie są w stanie wyjść poza ten fundament. Nadal odbija się czkawką model wypracowany przez ekranizację "Władcy pierścieni", kopiowany bodaj w każdym kolejnym filmie choćby ocierającym się o estetykę fantasy - drużyna idzie, idzie i idzie, przedzierając się przez mroczne lasy, bagniska, łąki i otulone śniegiem góry, po drodze natykając się na lokalsów. Owszem, to kanoniczny dla gatunku schemat fabularny i nie fair byłoby się go czepiać, skoro wydaje się, że bez opisanej już lata temu przez Josepha Campbella podróży bohatera fantasy nie może zaistnieć, lecz w "Królewnie Śnieżce i łowcy" nie idzie z nim w parze żadna refleksja twórcza; to mozolne odfajkowywanie kolejnych punktów na zasadzie - mamy zaczarowany gąszcz? Mamy. Spotkali już trolla? Spotkali. Okej, to jedziemy dalej.

Z początku niezłym pomysłem wydawała mi się trawestacja motywu z "Portretu Doriana Graya" Oscara Wilde'a - Zła Królowa sprawuje niegodziwe rządy, nie starzejąc się ani o dzień, zaś wszystkie jej czyny odbijają się na władanej przez nią krainie; usychają drzewa, zdychają zwierzęta - póki nie okazało się, że to chyba tylko mimowolny wypadek przy pracy. No i jest jeszcze jeden szkopuł. Jak każdy kinoman, chodzę na podobne filmy dlatego, że chcę zderzenia z jakimś światem niemożliwym, krainą fantastyczną; innymi słowy: zawieszam niewiarę i daję sobie wcisnąć kit. A jednak nie łyknę podanego z pokerową miną żartu, jakoby to Kristen "nieokiełznana górna warga" Stewart była tą, którą Lustereczko (tutaj dwumetrowy dryblas z płynnego metalu) określa jako najpiękniejszą, kiedy obok stoi Charlize Theron. Dobra, to była uwaga małostkowa, lecz powstrzymać się nie mogłem.

Pomimo całej mojej sympatii dla baśni i fantasy jako takiego, wolałbym, żeby filmowcy na jakiś czas zostawili już wyeksploatowaną do bólu Śnieżkę. Komu jednak mało, pozwolę sobie polecić film sprzed piętnastu lat, który zwie się "Śnieżka dla dorosłych" - tytuł sugeruję regularną pornografię, ale muszę co niektórych rozczarować, bo w rzeczywistości to całkiem sprawny i inteligentny retelling słynnej historii.

3 komentarze:

  1. Moim zdaniem ten film wciąga od samego początku.
    Aktorzy są doskonale wybrani do swych ról.
    Film miał być nakręcony tylko na podstawie baśni.
    Że tobie nie podobał się ten film to nie znaczy że odrazu go musisz obsmarowywać

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej - jak następnym razem film mi się nie spodoba, nie omieszkam napisać, że mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Można wiele reczy wybaczyć, na wiele aspektów przymknąć oko, ale mało jest kobiet na świecie piękniejszych od Charlize... I nikt mi nie powie, że Zmierzchowa Panna do takich należy...

    OdpowiedzUsuń