piątek, 11 maja 2012

Magią, mieczem, komputerem - o fenomenie "Wiedźmina"

Seria bestsellerowych książek, bijąca rekordy popularności gra wideo, adaptacje komiksowe i nieudany, acz szeroko dyskutowany film – czy Wiedźmina można już nazwać popkulturowym fenomenem?


Odpowiedź miłośnikom prozy Andrzeja Sapkowskiego wyda się oczywista, a pytanie tendencyjne, gdyż spisana ręką mistrza polskiej fantastyki, pięciotomowa – nie licząc zbiorów opowiadań – saga o Geralcie z Rivii, najemnym pogromcy potworów, to w historii polskiej literatury przypadek bez precedensu. Trzeba jednak zachować pewną rezerwę, myśląc o zasięgu zjawiska, bowiem Wiedźmin w formie przewidzianej przez swojego twórcę istnieje za naszą zachodnią granicą w zupełnie innej przestrzeni niż literacka – jako postać z komputerowej gry. To znak naszych czasów, iż w krajach anglojęzycznych Biały Wilk musiał najpierw zaistnieć na postawionych na biurkach monitorach, przemycony w plastikowych pudełkach z lśniącą płytą, aby zauważono książkę. Niby nie jest to jedyny punkt odniesienia, gdyż w Europie kontynentalnej saga o wiedźminie znana jest od lat, lecz nie można bagatelizować ogromnej roli kręgu kultury anglosaskiej w procesie kreowania jakiegokolwiek popkulturowego mitu.

Wiedźmin czyli Witcher

Wiedźmin, za sprawą sukcesu pierwszej z dwóch wypuszczonych do tej pory gier wideo, stał się marką rozpoznawalną na tyle, że za dystrybucję sequela odpowiedzialne są tak duże firmy, jak Namco i Warner, które dołączyły do Atari, zaś akcja promocyjna zakrojona jest na szeroką skalę. Dość powiedzieć, że jedna z bohaterek gry i książek, Triss Merigold, wystąpiła w rozbieranej sesji magazynu „Playboy”, a egzemplarz „Wiedźmina 2: Zabójcy królów” – a raczej „The Witcher 2: Assassins of Kings” – wręczył Barackowi Obamie podczas jego wizyty w Polsce premier Donald Tusk. Nastąpiło więc odwrócenie zwyczajowego procesu, być może już charakterystyczne dla ery elektronicznej – książka dała żywot grze, która z kolei otworzyła jej drogę na rynki anglojęzyczne. W tamtejszym przekładzie wydano już tom opowiadań „Ostatnie życzenie”/„The Last Wish” oraz pierwszą część sagi „Krew elfów”/„Blood of Elves” (odpowiednio w 2007 i 2008), zaś na ten rok zapowiedziano publikację „Czasu pogardy”/„Times of Contempt”, kolejnego odcinka cyklu o Geralcie. U nas wiedźmińskie uniwersum istnieje dłużej, bo od 1986 roku, kiedy to opowiadanie zatytułowane po prostu „Wiedźmin” zostało opublikowane na łamach „Fantastyki” – zajęło wówczas trzecie miejsce w konkursie literackim ogłoszonym przez magazyn. Sapkowski nie planował kontynuacji, miała to być pojedyncza wypowiedź artystyczna, ćwiczenie w euhemeryzacji, czyli trawestacji motywów baśniowych. Potem przyszły jednak kolejne utwory, które zgromadzono w zbiorze wydanym w 1990 roku. Praktycznie przez całą dekadę, niemal rokrocznie, pojawiały się na rynku następne książki, które złożyły się wreszcie na kompletną sagę o wiedźminie – w latach 1993-1995 partnerowały jej komiksy autorstwa Bogusława Polcha (rysunek) i Macieja Parowskiego (scenariusz).

Coś się kończy, coś się zaczyna

Potem świat wiedźmina starano się rozbudować poprzez trzynastoodcinkowy serial telewizyjny i film pełnometrażowy z roku 2001, które okazały się klęską – krytyka i widzowie jednogłośnie nie zostawili na nich suchej nitki, ciepłe słowo zachowując chyba tylko dla odtwórcy roli tytułowej, Michała Żebrowskiego, oraz autora muzyki, Grzegorza Ciechowskiego. Klapa filmu w reżyserii Marka Brodzkiego na kilka lat zabiła zainteresowanie tematem wiedźmina. Dopiero wydana w 2007 roku gra komputerowa ponownie skierowała na Geralta światła reflektorów – na rynek wypuszczono również karciankę oraz wersję gry na telefony komórkowe, deathmetalowy zespół Vader nagrał utwór „Sword of the Witcher” („Miecz wiedźmina”), który trafił na składankę muzyczną z kawałkami zainspirowanymi przez dzieła Sapkowskiego, a w zeszłym roku reaktywowano pomysł na wiedźmiński komiks i wydano dwutomową historię „Racja stanu”, pod którą podpisali się Arkadiusz Klimek, Michał Gałek i Łukasz Poller. Moda na wiedźmina nie minie prędko; specjalna edycja gry, z intro zrealizowanym przez Tomasza Bagińskiego, trafiła wreszcie z komputerów na konsole, zaś sam Sapkowski powróci raz jeszcze do wykreowanego przez siebie świata w kolejnej książce. Teraz albo nigdy – Geralt staje przed niepowtarzalną szansą zaistnienia w kulturze popularnej na skalę jeszcze w Polsce niespotykaną.

Tekst ukazał się w piątkowym "Dzienniku" (11.05.2012).

2 komentarze:

  1. Cieszy mnie niezmiernie ekspansja Wiedźmina. Ten Świat perfekcyjnie się nadaje i bardzo zasługuje na swoisty expanded universe made in Poland. Nic tylko życzyć sobie więcej. Szkoda tylko,że Sapkowski totalnie się odcina od wszystkiego co nie wyszło spod jego ręki. Znając jego literacki talent życzyłbym sobie, aby wszedł trochę w rolę Lucasa i pilnował kanonu. Może wtedy serial byłby lepszy;)

    A jak Panie Bartku przygoda z Zabójcą Królów?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałem czasu porządnie wgryźć się w konsolowego "Wiedźmina", ale gra zapowiada się znakomicie!

    OdpowiedzUsuń