środa, 11 kwietnia 2012

Z dużej chmury mały deszcz - o grze "Silent Hill: Downpour"

Trzynaście lat temu, kiedy wrzucałem do konsoli płytkę z pierwszą częścią "Silent Hill", nie miałem jeszcze pojęcia, że za chwilę stanę się świadkiem czegoś naprawdę wyjątkowego; gra, po której nie spodziewałem się wiele - wszak nie miałem jeszcze w domu internetu, a co za tym idzie dostępu do świeżych nowinek ze świata elektronicznej rozrywki, i nie wiedziałem za dobrze, z czym dokładnie przyjdzie mi obcować - okazała się prawdziwą perłą. "Silent Hill" całkowicie zrewolucjonizowało gatunek; narzędzia, którymi operowała wówczas konsolowa groza, ograniczały się w dużej mierze do zapożyczonych z filmów jump scares, zaś japońska produkcja oferowała zupełnie nowe, kompletne horror experience.

Silent Hill: Downpour (6+/10)

Jeszcze ciepłe "Silent Hill: Downpour" jest na swój sposób produktem syntetycznym, w którym gracze zaznajomieni z cyklem bez problemu rozpoznają elementy zapożyczone z kilku poprzednich części - choćby "Shattered Memories" (sekwencje biegane) czy "The Room" (model walki). Zachowano oczywiście charakterystyczną latarkę rozświetlającą egipskie ciemności panujące w tytułowym, pogrążonym we mgle miasteczku-widmie, lecz zrezygnowano z szumiącego, przenośnego radyjka, które ostrzegało przed nadchodzącym niebezpieczeństwem.

W grze kierujemy poczynaniami Murphy'ego Pendletona, na oko trzydziestokilkuletniego skazańca, który ma zostać przetransportowany do zakładu karnego o zaostrzonym rygorze. Autobus więzienny wypada jednak z drogi tuż przy Silent Hill, a nasz bohater decyduje się na ucieczkę; i to my musimy pomóc mu wpierw dostać się do upiornego miasteczka, a potem, gdy Murphy zobaczy, co dzieje się w tym przedsionku piekła, uciec stamtąd czym prędzej. Jak w każdej części cyklu, także i tutaj przyjdzie nam pogrzebać nieco w mrocznej przeszłości sterowanej przez nas postaci.

"Silent Hill: Downpour" zapowiada się nieźle - pusta autostrada, siąpiący deszcz, gdzieś w oddali mruga do nas stary neon popadającej w ruinę stacji benzynowej... Dobrego wrażenia nie jest w stanie zepsuć nawet koszmarny design pojawiających się tu i ówdzie stworów, które wyglądają, jakby urwały się z jakiegoś animowanego show dla dzieci, oraz toporny, pokraczny model walki nieprzystający do gier nowej generacji. Do czasu. Wydaje się bowiem, że seria idzie w stronę gier zręcznościowych, co skutecznie zabija klimat rozgrywki, zagadki schodzą na dalszy plan, a ważniejsze staje się bieganie uliczkami i naparzanie na oślep łopatą. Nadal są tutaj naprawdę świetne sekwencje (wizyta w starym kinie przyprawić może o prawdziwe dreszcze), ale całość podzielona jest na zbyt wyraźnie oderwane od siebie etapy, układające się w ciąg mało powiązanych ze sobą epizodów, przez co gra stwarza wrażenie przypadkowości, a jej konstrukcja jest nad wyraz prosta i mało przemyślana. "Silent Hill: Downpour" da się ukończyć bez większych trudności w zaledwie kilka godzin, gra prowadzi nas po sznurku, wystarczy biec przed siebie. Może jestem zbyt surowy, lecz teraz, kiedy już wiem, z jaką serią mam do czynienia, moje wymagania są o wiele większe niż przed trzynastoma laty. Równolegle z opisywanym tytułem na półki trafiło "Silent Hill HD Collection", pakiet zawierający drugą i trzecią część serii, warto więc zastanowić się nad małym powrotem do przeszłości.

6 komentarzy:

  1. W momencie gdy straszyły pierwsze części SH, konsola była poza moim zasięgiem i zastanawiam się mocno czy nie zabrać się za te tytuły przy okazji HD Collection. Obawiam się tylko trochę na ile ta gra po latach może być grywalna. Czy grał Pan Panie Bartku w SH 2 lub 3? Czy mechanika jest nadal strawna (bo domyślam się,że fabuła się pewnie nie zestarzała). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. A na czym Pan gra? Czytałem, że HD Collection na Playstation jest strasznie zabugowane i Konami już przepraszało graczy za mnogość błędów. Wersja na Xboxa jest pod tym względem w porządku, choć wizualnie gry jednak nie powalają - konwersję potraktowano nieco po macoszemu. A jednak to nadal znakomite tytuły! Mechanika daje radę, gdyż w SH nie trzeba skakać, biegać i wykonywać karkołomnych akrobacji, więc nawet nieco archaiczne sterowanie da się przeżyć. Niech Pan przetestuje w miarę możliwości, nawet gdzieś na wysłużonym PS2.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczęśliwym posiadaczem PS3 jestem i nad zakupem na tę właśnie konsolę się zastanawiałem. Ale jeżeli mechanika jakoś bardzo się nie zestarzała, to może faktycznie spróbuję się po prostu ze starą wersją, bez HD w nagłówku. Dzięki za informacje!

    OdpowiedzUsuń
  4. Do Downpour podchodzę bardzo sceptycznie i chyba dużo wody w Wiśle upłynie zanim po nie sięgnę mimo, że zaliczam się do fanów serii.

    OdpowiedzUsuń
  5. A słyszałem, że w porównaniu do powiedzmy trzech ostatnich części, ta najnowsza pod względem zagadek jest lepsza(no niby można ponoć zmienić ich poziom trudności). Wielkim fanem serii nie jestem, acz historię drugiej części uważam za jedną z najlepszych historii właśnie, jaką poznałem kiedykolwiek.

    Jeśli wyjdzie na PC i pojawi się na promocji Steamowej, pewnie się zainteresuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie, można zmienić poziom trudności, lecz mimo tego zagadki nie są specjalnie ciężkie, żadna nie sprawiła mi większych problemów. "Downpour" to nie jest wcale złą grą, całkiem fajnie się bawiłem - jedynie model walki to poważny mankament; jak dla mnie stworów mogłoby tutaj nie być wcale.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga