poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Tydzień w kinie - "Piraci!", "American Pie: Zjazd absolwentów" + konkurs z "Nocą europejskiego kina grozy"!

Na ekranach gości nowa animacja ze studia Aardman oraz kolejna część serii "American Pie" (7/10), więc poniżej przeczytacie tekst o "Piratach!" (8/10) oraz artykuł na temat high school comedy z naciskiem na Johna Hughesa. Na deser zaś konkurs - do wygania bilet na ENEMEF: Noc Europejskiego Kina Grozy, podczas której zobaczycie kilka głośnych horrorów z ostatnich lat, w tym nowiutkie "[REC]3".

Kolos na glinianych nogach

Tona gliny i dużo więcej niż szczypta talentu – oto gotowy przepis na parę Oscarów i kilkadziesiąt świetnych animacji, na których wychowuje się kolejne już pokolenie.

Do kinowego abordażu szykuje się właśnie banda morskich rabusiów z nowego filmu pełnometrażowego od studia Aardman Animations, odpowiedzialnego między innymi za słynną serię o naiwnym wynalazcy Wallace' i jego inteligentnym psie Gromicie w reżyserii Nicka Parksa, która przyniosła firmie aż trzy nagrody Akademii. „Piraci!” to pierwszy film w historii wytwórni zrealizowany jednocześnie w trójwymiarze i techniką animacji poklatkowej, a także powrót po siedmiu latach do taplania się w glinie na potrzeby dużego ekranu.

Piraci z odzysku


Charakterystyczne gliniane modele naniesiono na scenografię wygenerowaną komputerowo, przez co bogactwo wizualne filmu cieszy oko. Zresztą brytyjskie studio już w zeszłych latach udowodniło swoje mistrzostwo w zakresie animacji komputerowej w wyprodukowanym wspólnie z DreamWorks „Wpuszczonym w kanał” (2006) oraz trójwymiarowym „Artur ratuje Gwiazdkę” (2011). Ich nowy film, pod którym podpisał się reżyser „Uciekających kurczaków”, Peter Lord, zbiera za granicą znakomite recenzje, choć nie obyło się bez skandalu. Na ostatnim zwiastunie zaprezentowano żart według organizacji zrzeszającej chorych na trąd obraźliwy – w puencie jedna z postaci dosłownie rozpada się na naszych oczach. Dlatego też w wersji kinowej załogę feralnego statku toczy nieznana choroba, a nie, jak przewidywał pierwotny scenariusz, właśnie trąd.

Same postacie i fabułę zaczerpnięto z serii powieści autorstwa brytyjskiego pisarza Gideona Defoe, który, według słów wydawcy, zasiadł do historii o piratach, aby zaimponować pewnej dziewczynie – jednak wieść niesie, że misterny plan nie poskutkował. Czterotomowa saga Defoe (piąta książka z cyklu zapowiedziana jest na na ten rok) nie była przeznaczona wyłącznie dla dzieci, z uwagi na ironiczny humor oraz nawiązania historyczne i kulturowe czytelne jedynie dla nieco starszego odbiorcy (dodatkowo książki zawierają przypisy wyjaśniające ważne dla fabuły tropy). Ciekawym zabiegiem jest pozbawienie całej pirackiej załogi imion; wszyscy bohaterowie definiowani są albo przez sprawowaną funkcję, albo jakąś cechę wyglądu – a więc mamy Kapitana, Pirata z szalikiem czy... Zaskakująco androgenicznego pirata. Komizm oparty jest na przemodelowaniu charakterystycznych dla opowieści pirackich portretów charakterologicznych – wspomniany Kapitan (któremu w oryginalnej wersji głosu użyczył Hugh Grant) to niekompetentny, acz pogodny i dobroduszny towarzysz podróży, zaś jego załoganci to klasyczni nieudacznicy.

Aardman nie próżnuje


Scenariusz czerpie z dwóch pierwszych książek z serii, więc także i w filmie piraci w pogoni za tytułem Pirata Roku spotkają młodego Charlesa Darwina i małpę Bobo, komunikującą się za pomocą zapisanych kartek. Wydaje się, że „Piraci!” będą kolejnym tryumfem studia Aardman Animations, które pracuje już nad następnymi projektami – pełnometrażową wersją przygód baranka Shauna, filmem w reżyserii Nicka Parksa oraz „The Cat Burglars” Steve'a Boxa, opowiadającym o bandzie kocich złodziei planujących skok na transport mleka, który nawiązywać ma do tradycji kina sensacyjnego w wydaniu Quentina Tarantino i heist movies, czyli filmów o przekrętach i skokach, takich jak „Ocean's Eleven”. Zapowiedzi szumne, lecz w przypadku Aardman Animations nie sposób nie dać im wiary.

Tekst ukazał się w "Dzienniku" (13.04.2012)
Dziś trzydzieści, jutro osiemnaście

Zbliża się moment spotkania ze starymi znajomymi. Nastolatki, które przed trzynastoma laty zasiadły w kinowym fotelu albo przed telewizorem, aby obejrzeć pierwsze "American Pie", mają dzisiaj około trzydziestki – mniej więcej tyle, ile bohaterowie czwartej odsłony słynnej amerykańskiej serii komediowej, która właśnie wchodzi na ekrany.

Jim, Stifler, Oz, Finch i Kevin zajęci są już, tak jak ich niegdysiejsi fani, sprawami ważniejszymi niż nieustanne randkowanie i imprezy – mają stałą pracę i rodzinę, nie w głowie im balangi i licealistki w bikini. Czy jednak aby na pewno? To właśnie młodzieńczej energii brak im w dorosłym życiu; zgnuśnieli i znudzili się szarym życiem kanapowego mieszczucha. Szkolny zjazd będzie doskonałą okazją, aby odszukać w sobie napalonego studenta; no i przypomnieć widzom, dlaczego w 1999 roku chętnie wydawali na bilety swoje kieszonkowe.

Szarlotka jeszcze nie wystygła

Seria "American Pie" to dzisiaj jeden z wyrazistych symboli amerykańskiej popkultury; cykl, który zrodził dziesiątki naśladowców i na nowo rozbudził zainteresowanie nurtem high school comedy, czyli po naszemu komedią licealną. Swojego czasu skandalizujący i obrazoburczy, obejrzany powtórnie po latach, wyreżyserowany przez braci Weitz pierwszy film z serii może wydać się uroczy i ugrzeczniony w stosunku do tego, co obecnie serwuje nam kino i telewizja, ale to wcale nie ujmuje mu wartości komicznej. Obyczajowo odważniejsze były dwie późniejsze części, kręcone w dwuletnich odstępach – cykl dorobił się jeszcze kilku spin-offów wydanych od razu na płytach DVD – które również zgromadziły wcale niemałą publiczność, rozwijając i tak już bogaty świat liceum i uniwersytetu w krzywym zwierciadle, choć w kadrze rzadko pojawiają się szare korytarze edukacyjnych przybytków. A jednak "American Pie" jest głęboko osadzone w amerykańskiej tradycji filmów szkolnych, której nowożytna era rozpoczęła się w latach osiemdziesiątych wraz z karierą scenarzysty i reżysera Johna Hughesa – jego filmy raz na zawsze zmieniły oblicze tamtejszej high school comedy. Aby więc w pełni zrozumieć fenomen ciepłej szarlotki, wypada powrócić na chwilę do przeszłości.

Dalszy ciąg artykułu w portalu Onet.pl.


Konkurs z Nocą Europejskiego Kina Grozy
  
A teraz konkurs błyskawiczny - możecie zgarnąć podwójne zaproszenia na piątkowy ENEMEF, na którym zostaną pokazane filmy "Łowca trolli", "Kobieta w czerni", "Oczy Julii" oraz "[REC]3". Aby przytulić bilety, wystarczy przesłać do mnie mailem odpowiedź na poniższe pytanie (mój adres znajduje się po prawej stronie) i koniecznie sprecyzować, w którym z kin chcecie uczestniczyć w maratonie - do wyboru macie Warszawę (Multikina Ursynów i Złote Tarasy), Multikino Gdańsk oraz Poznań (Multikino Malta).

Jaki tytuł nosił amerykański remake filmu "[REC]"?

Konkurs trwa do jutra włącznie (termin nadsyłania maili mija o północy), a w środę rano powiadomię zwycięzców mailem. Powodzenia!

3 komentarze:

  1. Gliniani Piraci? Kurcze, muszę to obejrzeć! Od czasów Neverhooda kocham taką konwencję. Zastanawia mnie nowe American Pie. Mam pewien sentyment do pierwszych części - wiedziałem, że to durne, ale przy piwie z kumplami oglądało się nieźle. Niestety kolejne "odcinki" mnie wręcz zażenowały. Nie wiem czy dorosłem, czy były słabsze. Ale nad nową częścią się trochę zastanawiam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie - "Piraci!" to naprawdę pierwsza liga animacji, zresztą chyba nie sposób nie lubić Aardmana.

    Nowe "American Pie" również polecam, lecz warto wcześniej przypomnieć sobie chociaż pierwszą część, żeby wyłapać niektóre niuanse. Dwójka również była niezła, trójka już mniej, a z dalszych spin-offów widziałem tylko jeden i faktycznie był słaby, ale do serii wliczam tylko trzy pierwsze, kinowe filmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Piratów wybiorę się być może do kina, natomiast American Pie... rzeczywiście, odświeżę sobie najpierw część pierwszą. Piwo, znajomi, popcorn i krążek DVD. A najnowszą część pewnie też obejrzę w ten sposób ;)

      Usuń

Archiwum bloga