środa, 4 kwietnia 2012

Piach w silniku - o grze "DiRT 3"

To chyba pierwszy wpis na Kill All Movies traktujący o grach. I tak, będzie ich więcej, od czasu do czasu pozwolę sobie na skrobnięcie paru słów na temat nowości na konsolę Xbox 360. Na pierwszy ogień idzie kompletna edycja "DiRT 3", która na sklepowych półkach stoi od miesiąca - różni się ona od podstawowej tym, że na płytkę wrzucono dodatkowo DLC o łącznej wartości, jak informuje internet, dwudziestu pięciu euro, czyli nieco ponad stu złotych.

DiRT 3 (8/10)

Mimo że uwielbiam kino samochodowe i łączę się z kierowcami w bólach, patrząc na ceny benzyny, to nie posiadam prawa jazdy, a sama idea prowadzenia auta wydaje mi się abstrakcyjna i wolę przysiąść z książką albo ze słuchawkami na uszach na fotelu pasażera i gapić się w okno. Z konsolowymi wyścigami też nie było mi specjalnie po drodze, wolałem raczej jakieś arcade'owe hybrydy, gdzie można wystawić za okno karabin maszynowy i wywalić serię we wraże auto (ach, moje ukochane "Vigilante 8" na pierwsze Playstation), tolerowałem więc chyba tylko okazjonalne partyjki w gry z serii "Colin McRae Rally". Żadne tam nudne asfaltowe tory czy miejskie przejażdżki - potężne auta śmigały po szutrze, aż kamyki z ekranu leciały, a kurz lepił się do przedniej szyby. "DiRT 3" to kolejna odsłona tego cyklu, choć w tytule próżno szukać nazwiska tragicznie zmarłego, szkockiego mistrza kierownicy. Tak czy inaczej, gra wstydu swojemu patronowi nie przynosi.

"DiRT 3" może przekonać do siebie nawet sceptyków niechętnie zasiadających za kółkiem/padem. Model jazdy jest doskonały, auta prowadzi się intuicyjnie, do tego można przed wyścigiem nieco pogrzebać przy sprzęcie i dostosować samochód do panujących na drodze warunków. Jak na mój gust, mogłoby być tego majstrowania przy silniku trochę więcej - co może brzmieć dziwnie, bo przed chwilą opowiadałem się po stronie gier arcade'owych - lecz tę wyimaginowaną przeze mnie niedogodność rekompensuje z nawiązką wielość trybów rozgrywki. Prócz standardowego pomykania po bezdrożach i wygrywania wyścigów, za które otrzymujemy punkty reputacji umożliwiające otwarcie dalszych tras, "DiRT 3" oferuje także tryb gymkhana, polegający na efektownej, a nawet efekciarskiej jeździe autem - czyli skaczemy, palimy gumę i kręcimy bączki. Urozmaicenie jest atrakcyjnym dopełnieniem nieco monotonnego i schematycznego trybu kariery, lecz kto nie grał w poprzednie części, będzie bawił się świetnie, po prostu zaliczając kolejne odcinki specjalne. Na koniec dorzucę tylko, że "DiRT 3" ma naprawdę znakomitą oprawę graficzną (jazda w deszczu czy śniegu może zachwycić), a komu znudzą się sportowe pojazdy, może przesiąść się nawet do ciężarówki albo buggie. Nie testowałem multiplayera, lecz znalazłem informację, że dostępne są także rozgrywki imprezowe jak capture the flag, rozwalanie przeszkód oraz... zombie infection, gdzie jedno "zarażone" auto musi dopaść kolegów. Z czystym serduchem polecam.

2 komentarze:

  1. Jak miło zobaczyć tu tekst o grze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie? Po weekendzie napiszę o "Silent Hill: Downpour", a jakoś pod koniec miesiąca o konsolowym "Wiedźminie".

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga