środa, 25 kwietnia 2012

Medytacje nad kinem - wywiad z Kim Ki-dukiem

"Arirang" jeszcze na ekranach, publikuję więc fragment rozmowy z Kim Ki-dukiem, którą przeprowadziliśmy w zeszłym roku we Wrocławiu wraz z Piotrem Czerkawskim.

Piotr Czerkawski, Bartosz Czartoryski: Federico Fellini stwierdził przy okazji „Osiem i pół”, że „jeśli artysta nie ma nic do powiedzenia, zawsze może opowiedzieć o tym dlaczego nie ma nic do powiedzenia”. Czy podobne odczucia towarzyszyły panu podczas pracy nad „Arirang”?

Kim Ki-duk: Na pewno nie zdecydowałem się na nakręcenie filmu o kryzysie twórczym tylko dlatego, że nie miałem już o czym opowiadać. W pewnym momencie poczułem po prostu, że jako człowiek dobrnąłem do jakiejś niemożliwej do przekroczenia granicy. Zacząłem zadawać sobie pytania o sens tego co robię, zastanawiałem się czym tak naprawdę jest dla mnie kino. Te rozmyślania zajęły mi trzy lata. „Arirang” opowiada o wnioskach, do których mnie doprowadziły.

Pański film stanowi dla nas przede wszystkim przejmujące studium samotności. Tymczasem dzięki „Arirang” może pan znowu znajdować się w centrum uwagi, stykać się z publicznością z całego świata.

Podczas pracy nad „Arirang” byłem zupełnie rozbity, odczuwałem straszliwe rozczarowanie ludźmi. Początkowo nie planowałem w ogóle pokazywać tego filmu publiczności. Słyszę nieraz, że decyzja, by jednak obnażyć swoje emocje przed widzami była aktem wielkiej odwagi. To nie do końca prawda. Przyznam, że wciąż nie potrafię oglądać „Arirang” razem z publicznością, bo po prostu się wstydzę. Mimo wszystko, nie żałuję jednak decyzji o skierowaniu filmu do dystrybucji. Dzięki temu mam teraz okazję podróżować po festiwalach i poznawać nowe miejsca takie jak Wrocław. To bardzo wzbogacające doświadczenie.

Cechą wyróżniającą „Arirang” pozostaje  formalny minimalizm. Doświadczenie skrajnej realizacyjnej prostoty wiązało się z poczuciem twórczej wolności, czy bolesnego ograniczenia?

To prawda, że nie miałem żadnego budżetu ani ekipy i dysponowałem tylko jedną kamerą, ale dzięki temu nic nie rozpraszało mojej uwagi. Mogłem skupić się wyłącznie na pracy. Traktuję kino bardzo poważnie, bo uważam, że dzięki niemu mogę tłumaczyć się ludziom ze swoich fascynacji i obsesji. Jestem w stanie robić to w każdych warunkach. Kwestie finansowe nie mogą stanowić dla mnie w tej sprawie żadnej bariery.

Dalszy ciąg wywiadu znajdziecie w kwietniowym numerze miesięcznika "Kino".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga