środa, 28 marca 2012

Upadek kultury w świecie przyszłości

Według popkulturowych proroków postapokalipsy, kolejna wojna, bezsprzecznie atomowa, tudzież globalny kataklizm przyniosą również nieuchronny zmierzch sztuki wszelakiej.
Mieszkańcy Kapitolu w oczekiwaniu na krwawą jatkę. Kadr z filmu "Igrzyska śmierci"
Jeśli wierzyć kinu science-fiction, wydaje się, że człowiek przyszłości zatracił potrzebę obcowania z kulturą - co więcej, uwstecznił się; w futurystycznym świecie zachodzi nieustający proces wtórnego analfabetyzmu. Jedyną rozrywką jest mdła telewizja, wirtualna rzeczywistość albo brutalne zawody, kończące się obowiązkowo śmiercią któregoś z zawodników. Zastanawia mnie, czy człowiek jest w stanie wyrugować zupełnie kulturę ze swojego krwiobiegu, wyrwać ją z korzeniami, zaprzedać się pustej rozrywce i czy jutro faktycznie przyniesie całkowite zidiocenie. Bo jeśli odpowiedź brzmi twierdząco, to znaczy, że proces ten już się rozpoczął, a kastowe społeczeństwo przepowiedziane przez twórców rozmaitych antyutopijnych historii jest faktem - tyle że barierą nie jest stan majątkowy, ale chęć intelektualnego rozwoju, przy czym obie sfery nie muszą na siebie nachodzić, wszak kultura wcale nie jest dobrem luksusowym, produktem dla wybranych.

Zadziwiające, jak wiele osób już dzisiaj wybiera bzdurne programy wcale nie różniące się od odmóżdżonych rozrywek postapokaliptycznej gawiedzi, gdyż kultura jest podobno zbyt trudna. Bo po co komu ten nieszczęsny Bergman, którym wycierają sobie gębę komentujący artykuły i recenzje w portalach internetowych; po co nudziarz Dostojewski; po co iść do teatru czy na koncert, przecież dzisiaj wszystko można ściągnąć z netu. I właśnie dysponując globalną siecią zapewniającą niemal nieograniczony dostęp do dóbr kultury, często wybiera się film z wielkimi robotami czy książkę o pierdołach. Nie chcę być tutaj hipokrytą, bo jestem ostatnią osobą, która rzuci kamieniem w Johna Rambo, tkwię w popkulturze po same uszy, oglądam i czytam masę śmieci, lecz liczy się nie tylko, z czym ma się kontakt, ale jaki, co się z tego wynosi, ważna jest świadomość odbiorcy. Bowiem da się przecież obejrzeć bez emocji "Powiększenie" czy "Na wschód do Edenu", można wzruszyć ramionami na widok obrazu Millaisa, skrzywić się słuchając Prokofjewa, a w wyrwane z tomiku wierszy Wordswortha kartki zawinąć rybę. Zdajemy się zapominać jednak, że to odbiorca powinien dopasować się do arcydzieła, nigdy odwrotnie. To widz, czytelnik, słuchacz musi znaleźć w sobie iskrę - nikt nie powiedział, że obcowanie z kulturą należy do łatwych, co więcej, łatwe być nie powinno, to intelektualne wyzwanie. Dlatego sam traktuję popkulturę najzupełniej poważnie, gdyż chodzi w tym wszystkim o mentalność konsumencką: miłość do "Commando" nie wyklucza miłości do "Dersu Uzały" i nie ma nic zdrożnego w tym, jeśli po lekturze "Krwawego południka" sięgnie się po "Zew krabów". Zdaję sobie sprawę, że jedynie zasygnalizowałem tutaj większy problem i może uznasz to, co przeczytałaś/przeczytałeś za truizm - ba, będę się cieszył, jeśli tak się stanie, bowiem oznacza to, że się ze mną zgadzasz. A miałem pisać o czymś zupełnie innym...

8 komentarzy:

  1. Pozostaje mi tylko przyklasnąć. Krótki, ale konkretny tekst. Jeśli chodzi o mnie - bardzo mało oglądam filmów, bo po prostu większość razi mnie głupotą bijącą choćby z samego opisu z tyłu pudełka. Oczywiście, od czasu do czasu fajnie strzelić sobie ze znajomymi, najlepiej przy piwku jakiś niezobowiązujący film, lecz niestety - dla większości osób właśnie taka totalnie rozrywkowa papka stała się ważniejsza od kontaktu z prawdziwą kulturą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki! Polecam zajrzeć na Facebooka - na stronie bloga rozwinęła się całkiem interesująca dyskusja na temat wpisu.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myślę, że nie ma co się unosić. Przecież kultura wysoka i kultura niska zawsze szły ze sobą w parze, pytanie tylko co się wybierze. A że banalne oznacza łatwiejsze do sprzedania, odpowiedź wydaje się oczywista...

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno się z Tobą nie zgodzić gdy w telewizji dominują ogłupiające programy typu "Woli i Tysio", a literaturę zalewa paranormalny chłam. Jednak nie uważam żeby nieco bardziej rozwijające intelektualnie teksty zeszły całkiem do podziemia. Kluczem do sukcesu jest umiejętne wypośrodkowanie tego, co wysokie i tego, co ma jedynie umilić czas. Oczywiście z zachowaniem odpowiedniego poziomu, bo niektóre popkulturowe teksty są po prostu nie do przyjęcia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrząc z perspektywy postapokalipsy to upadek kultury wcale by mnie nie zdziwił. Ciężko zajmować się kulturą walcząc o przeżycie;)

    Co do stanu obecnego to nazwijcie mnie idealistycznym głupcem, ale mam cały czas nadzieję,że jak ktoś przeczyta "paranormalny chłam", albo obejrzy "Commando" to jednak sięgnie w końcu po ambitniejsze dzieła.

    No i najważniejsze. Zawsze się staram walczyć z postrzeganiem kultury tylko przez pryzmat poziomu "ambitności" danego dzieła. Jestem zdania, że dobre kino/książka rozrywkowa mogą (i bardzo często to robią) skłonić człowieka do refleksji i chwili zastanowienia. Wystarczy spojrzeć choćby na Cyberpunk - z jednej strony można go skwitować uśmiechem politowania jako kolejne głupie sf, a przecież cyberpunkowi autorzy poruszali w swych "rozrywkowych" książkach/filmach wiele ważkich tematów. Wręcz przewidzieli, lata temu, problemy z jakimi borykamy się teraz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozwolę sobie skorzystać z mojego komentarza, który napisałem na Facebooku - interesuje mnie nie tyle podział kultury na "niską" i "wysoką", ale to, czy faktycznie człowiekowi kultura (i myślę tutaj także o dyskusji na jej temat, żywym zainteresowaniu filmem, komiksem czy literaturą) nie jest już do niczego potrzebna i jest w stanie zadowolić się tylko i wyłącznie półproduktem. Tutaj już nawet nie chodzi o Bergmana albo innego Felliniego, ale o postawę, o chęć zgłębienia tego, co się przeczytało czy obejrzało i nieważne, czy jest Tomasz Mann, czy komiks o Batmanie albo horror Stephena Kinga, czyli rzeczy stosunkowo proste w odbiorze, a przecież wcale nie takie proste w treści, z których można wycisnąć bardzo dużo. A nawet i na takie minimum wielu nie stać. Chodzi mi o postępującą znieczulicę - zarówno na kulturę "wysoką", jak i w wydaniu pop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo pesymistyczne to wizja. Ja mam cały czas jednak (pewnie naiwną) nadzieję,że wysyp idiotycznych programów telewizyjnych nie doprowadzi do takowej znieczulicy o jakiej Pan pisze. Mówiąc kolokwialnie, że telewizja nie zabije przeciętnemu widzowi mózgu. Niestety to wymaga trochę wiary w odbiorcę,a z tym faktycznie jest chyba co raz gorzej.Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Obawiam się, że wizja optymistyczna jest mniej prawdopodobna. Konsumpcja kultury staje się coraz bardziej bezrozumna i mało selektywna. Innymi słowy: zwyczajne myślenie nie jest już trendy, modne jest bycie idiotą i obnoszenie się ze swoją ignorancją. Media dostosowują poziom do oczekiwań potencjalnego odbiorcy, które są obecnie niemal żadne. Błędne koło.

      Usuń

Archiwum bloga