środa, 7 marca 2012

Tymczasem w księgarniach - "Conan i pradawni bogowie", "Musimy porozmawiać o Kevinie", "Potwory. Bestiariusz"

Dzisiaj kilka słów o ostatnio przeczytanych, całkiem świeżych premierach książkowych.


Conan i pradawni bogowie - Robert E. Howard (9/10)

Mało kto wydaje u nas książki tak starannie jak Rebis. Stosunkowo rzadko zwracam uwagę na stronę edytorską tego, co czytam, bo i nie ma specjalnie na co, ot takie tam zwyczajności. Za to tomiszcza, które przychodzą do mnie z poznańskiego wydawnictwa, naprawdę mogą zachwycić - twarde oprawy, obwoluty, żadnych błędów interpunkcyjnych na okładkach, a w środku staranny druk, przyjemny w dotyku papier oraz kawał dobrej roboty tłumacza i redaktora. Nie inaczej jest w przypadku "Conana i pradawnych bogów" - opasła księga przyciąga wzrok stylizowanymi na pulp art ilustracjami. Innymi słowy: odpowiedni klimat jest. A to ważne, bowiem dotychczas Conan nie miał w Polsce szczęścia, choć swego czasu półki księgarń uginały się od czarnych tomów z przygodami pierwszego barbarzyńcy popkultury, w kioskach można było nabyć komiksy, zaś w wypożyczalniach stały kasety wideo ze słynnymi filmami ze Schwarzeneggerem. Piszę o braku szczęścia, gdyż obraz Conana spreparowany przez naśladowców Howarda jest nieco wykoślawiony i w rzeczywistości niewielu może powiedzieć, że czytało, zna i lubi opowieści o rosłym Cimmeryjczyku, które wyszły spod ręki jego twórcy. Rebis dostarcza dzieło kompleksowe, bo prócz samych opowiadań (poukładanych chronologicznie, według dat oryginalnych publikacji) zapewnia odpowiedni kontekst - w książce pełno dodatków, niczym na płycie z filmem: wstęp, wprowadzenie, szkice, eseje, mapki, adnotacje... To istne kompendium wiedzy na temat Conana i Howarda, jakiego jeszcze w Polsce nie było. Zaś jeśli chodzi o treść... no cóż, trzeba bez ogródek powiedzieć, że proza Howarda to mieszanina zaprawdę magicznego talentu storytellera z niewprawną grafomanią. Potrzeba chwili, aby oswoić się z bujnym, kwiecistym stylem amerykańskiego pisarza, aby wsiąknąć w ten świat klasycznych, pulpowych fabuł, na których stoi dzisiejsze heroic-fantasy, niezliczone gry wideo i tuziny filmów. Akurat mnie Howard oczarował, choć pamiętam, że jeszcze kilka lat temu wolałem czytać jego drugoligowych epigonów. "Conan i pradawni bogowie" zmienili moją recepcję jego twórczości, a i o samym barbarzyńcy przyjdzie się czytelnikowi dowiedzieć niemało, bowiem to niepowtarzalna okazja, aby prześledzić drogę, którą przebył - od nędznych, groszowych magazynów do jednego z filarów dzisiejszej kultury fantastycznej.


Musimy porozmawiać o Kevinie - Lionel Shriver (8/10)

Mniej więcej równolegle z wprowadzeniem filmu "Musimy porozmawiać o Kevinie" (który z miejsca okrzyknąłem jednym z moich tegorocznych faworytów) do naszych kin, w sklepach pojawiła się reedycja powieści, na podstawie której Lynne Ramsay nakręciła swój obraz. Nie będę omawiał różnic fabularnych pomiędzy dwoma dziełami, a są one dość istotne w szczegółach, napomknę więc o sposobie narracji - technicznie rzecz biorąc, jest to powieść epistolarna, jej treść zawiera się w listach i mailach pisanych przez Evę do męża. Na ich postawie budowany jest subiektywny obraz matki, która wydała na świat ludzką bestię. I się poniekąd z tym faktem pogodziła - co oczywiście nie znaczy, że zwalnia się tym samym od odpowiedzialności i udziela sobie samej absolucji. Nic z tych rzeczy. To książka o swoistym grzechu pierworodnym, o puszcze Pandory, którą staje się kobiece łono. Powieść ma z horrorem o wiele mniej wspólnego niż znakomity przecież film, to zupełnie odmienne doświadczenie, na innym poziomie emocjonalnym. Może chwilami zbyt patetyczna i wzniośle napisana, przez co narracja cierpi na chorobliwą wręcz metaforozę i przymiotnikozę, ale w warstwie psychologicznej i uczuciowej jest najzupełniej trafna, szczera i... przerażająca. Niejakiej analizy podjąłem się już w swojej recenzji filmu, więc nie chciałbym się powtarzać, zachęcam do przeczytania.


Potwory. Bestiariusz - Christopher Dell (7-/10)

Kolejna świetnie wydana książka - twarda okładka ma fakturę smoczej łuski, przez co wrażenia dotykowe idą w parze z wizualnymi. "Potwory. Bestiariusz" może zachwycić przypadkowego przeglądacza - ilustracje zapierają dech w piersi, zgromadzono ich tutaj grubo ponad setkę, są wśród nich ryciny i malunki przedstawiające każdego stwora, o którym mowa w książce. I to nie byle jakie bohomazy, lecz reprodukcje znanych i mniej znanych prac artystów z każdego zakątka kuli ziemskiej, całe stulecia sztuki zamknięte w pigułce, co daje znakomity obraz kulturowej różnorodności. Niestety, to by było na tyle - strona wizualna książki jest jej ogromną, lecz bodaj jedyną zaletą. Tekściki opisujące poszczególne maszkary to lakoniczne opisy pełne truizmów i banałów, do tego trudno ustalić ich target - ani to dla dzieci, ani dla dorosłych. Szkoda też, że nie postarał się ktoś z trójki tłumacz-redaktor-korektor, gdyż nawet w tych miniaturowych notkach roi się od językowych łamańców, a nawet błędów logicznych, co niejednokrotnie paraliżuje czytanie. Można więc potraktować "Potwory. Bestiariusz" jako album czysto obrazkowy, pooglądać naprawdę wspaniałe ilustracje i zerknąć na przypisy.

10 komentarzy:

  1. Rebisowi należy się medal za odświeżenie oryginalnych opowiadań Howarda i drugi za styl w jakim to zrobili. Ja bym jeszcze chętnie zobaczył na półce wznowienie cyklu Karla E. Wagnera o Kane'ie, który niestety w Polsce jest absolutnie białym krukiem. Z rozrzewnieniem wspominam te książki mej młodości;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda. Aż dziw, że nikt wcześniej nie wpadł na to, aby te opowiadania zebrać do kupy i wydać u nas zbiorczo. Jakiś tom z Kanem mam w domu na półce, ale nie pomnę co to takiego. Kiedyś znajdę, to się pochwalę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też bym chciał ładne wznowienia książek o Kane. Okładki wydania które mam wyglądają jak by je siedmiolatek robił. Ale to żaden biały kruk... wszystkie tomy można kupić w cenie piwa. Wydrukowano tego pewnie tyle co Main Kampf bo w latach dziewięćdziesiątych (jak większość pozycji z Phantom Press) cała seria skończyła w "taniej książce".

    OdpowiedzUsuń
  4. "Jakiś tom z Kanem mam w domu na półce, ale nie pomnę co to takiego. "

    Jeśli Conan byłby westernem to cykl o Kane byłby spaghetti albo anty westernem. Jak byłem mały to podobał mi się dużo bardziej niż Conan. Nie wiem czy dziś lektura była by przyjemna... lepiej chyba sięgnij po Cerebus the Aardvark.

    Swoją drogą dziwne, że nie kojarzysz skoro rozpisywałeś się nie tak dawno o Conanie. Te dwa cykle to rzeczy nierozerwalne, kanoniczne dla gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Źle się wyraziłem - oczywiście, że znam historie z Kanem. Chodziło mi o to, że nie mam pojęcia, który tom jego przygód mam na półce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Biały kruk, bo poza drugim obiegiem niestety pozycja to niedostępna, a stare wydania Phantom Press niestety edytorsko nie są mistrzowskie;) Ciekawe w ogóle porównanie Kane'a do anty westernu. Faktycznie coś w tym jest. A o Cerebus the Aardvark mówiąc szczerze nie słyszałem, ale dzięki za podpowiedź - chętnie zbadam temat.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jerry - Jeśli będziesz sięgał po Cerebusa to wiedz, że seria zaczyna nabierać rumieńców dopiero po jakimś czasie. Na początku to była tylko parodia Conana.

    OdpowiedzUsuń
  8. Panowie, czy orientujecie się może, ile wydano u nas tomów z Kullem? Sam posiadam tylko jeden.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety, w tym temacie Panie Bartku nie pomogę, bo nie wiem.

    Dzięki Panie Krzysztofie za cynk, zacznę zatem może anarchistycznie od końca sprawdzanie cyklu o Cerebusie;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też nie wiem. Oprócz Conana tańczyłem tylko z Branem Mak Mornem za pośrednictwem rozpadającej się w rękach książeczki "Tygrysy Morza". Swoją drogą wspominam ją jako znakomity zbiór opowiadań...

    Chce kiedyś przyjżec się bliżej Salomonowi Kane, ale chyba sięgnę po komiksy.

    Swoją drogą, jak już jesteśmy w temacie. Jedna z moich ostatnich zdobyczy: http://www.youtube.com/watch?v=v3TeD0JJToY

    Polecam. Niestety to dość droga rzecz, acz mi się udało psim swędem kupic za śmieszne pieniądze. Na allegro zdarzają się współczesne odpowiedniki tego albumu. Pewnie równie dobre a o wiele tańsze.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga