piątek, 2 marca 2012

Tydzień w kinie - "Kobieta w czerni", "Bóg zemsty" i konkurs z "Zagubionym w La Manchy"

Ponownie zaczynam wpis od małego komunikatu. Od tygodnia mam swojego bloga w portalu Tomasza Lisa natemat.pl (bannerek z podpiętym linkiem znajdziecie po prawej stronie), gdzie raz w tygodniu będę publikował dłuższą notkę - staram się, aby tematyka obu moich blogów za bardzo się nie zazębiała, co wymaga ode mnie wprowadzenia lekkich zmian w funkcjonowaniu Kill All Movies. Wpisy w natemat.pl będą ukazywały się nieregularnie (o każdym poinformuję za pośrednictwem strony Kill All Movies na Facebooku), zaś tutaj nowe treści zamieszczać będę niezmiennie w piątki (głównie recenzje i teksty powiązane z bieżącymi premierami) i w jeden wybrany dzień tygodnia. Uff... to by było na tyle, przejdźmy więc do rzeczy.

Dzisiaj na ekranach "Kobieta w czerni" z Danielem Radcliffem. O samym filmie napiszę szerzej po weekendzie, a tymczasem zachęcam do lektury artykułu na temat tego młodego brytyjskiego aktora oraz zajawki recenzji "Boga zemsty" z Nicolasem Cagem.


Zostawić Hogwart

Trudno orzec, czy kontrowersyjne wypowiedzi Daniela Radcliffe'a, którymi od niedawna z lubością raczy prasę, to jedynie element kampanii reklamowej jego nowego filmu czy też może definitywna próba zerwania z dotychczasowym wizerunkiem.

Dorosłość brytyjskiemu aktorowi nie przychodzi łatwo, bowiem nadal miliony widzów pamiętają go jako jedenastoletniego, niezdarnego, acz ciekawego świata okularnika, któremu przypadła bodaj najbardziej wówczas pożądana w Hollywood rola dziecięca. Radcliffe swój image czarodzieja z filmów dla młodzieży stara się porzucić, dozując mediom pikantne informacje o przygodach łóżkowych z nieznajomymi fankami, alkoholowych eskapadach czy homoerotycznej fascynacji Ryanem Goslingiem. Zapewne sporo w tym wszystkim blagi i czystego marketingu, gdyż ten utalentowany dwudziestodwulatek staje przed trudnym momentem w karierze – do kin wchodzi właśnie jego pierwszy film postpotterowy.

Daniel Radcliffe niezaprzeczalnie zdaje sobie sprawę, że udział w produkowanej przez legendarne angielskie studio Hammer "Kobiecie w czerni" w pewien sposób określi jego dalszą drogę aktorskiego rozwoju. A rola ta jest z pewnością wyborem nieprzypadkowym, gdyż film reżyserowany przez Jamesa Watkinsa, odpowiedzialnego za znakomity horror "Eden Lake", to nieco staromodna opowieść grozy, ghost story na tle typowo angielskiego, gotyckiego pejzażu. Trudno o bardziej radykalne odcięcie się od serii o Harrym Potterze, choć aktor niejednokrotnie przypominał w wywiadach, iż nigdy nie będzie żałował dzieciństwa spędzonego na planie jednej z najpopularniejszych serii filmowych wszech czasów. Dobór kilku poprzednich ról również wskazuje, że Radcliffe chce zmienić obrany wcześniej kierunek, nie godzi się na zamknięcie go w niszy filmów dla młodych odbiorców i burzy obraz siebie jako nastoletniego czarodzieja – "Kobieta w czerni" nie jest pierwszym występem, dzięki któremu angielski aktor odwiesza swój szkolny mundurek z herbem Gryffindoru.

Złe miłego początki

Niewiele brakowało, aby Radcliffe wcale nie musiał walczyć ze swoim lustrzanym odbiciem w okularach i uciekać od czarodziejskiego alter-ego. Mimo że wychowywał się w rodzinie inteligenckiej – ojciec był agentem literackim, matka zaś pracowała przy castingach w telewizji BBC – i rozpoczęcie przygody aktorskiej było niejako naturalną konsekwencją dorastania w sprzyjającym jego dziecięcym jeszcze planom środowisku, rola Pottera wcale nie była na wyciągnięcie ręki.

Dalszy ciąg w portalu Onet.pl.


Bóg zemsty (6-/10)

„Bóg zemsty” to sensacja spod ręki weterana gatunku Rogera Donaldsona, bazująca na popularnym schemacie bogu ducha winnego poczciwca wplątanego w przerastającą go aferę. Pogrążony w smutku, szukający odwetu mąż wpada w łapska organizacji zrzeszającej samozwańczych mścicieli, którzy za pomocą pięści i pistoletu zaprowadzają porządek na ulicach Nowego Orleanu. Miłośnicy szybkiego kina znajdą tutaj coś dla siebie, lecz szkoda, że w „Bogu zemsty” brak jest choćby zalążka refleksji na temat moralnej odpowiedzialności za przedsięwziętą zemstę – zostaje ona zastąpiona rojeniami scenarzysty o wszechobecnym spisku podziemnej siatki nieformalnych egzekutorów prawa.

Pełny tekst recenzji w magazynie "Film".

I na koniec konkurs, w którym do wygrania są trzy płyty z "Zagubionym w La Manchy", słynnym filmem dokumentującym pracę nad legendarnym już opus magnum Terry'ego Gilliama, które nigdy nie powstało.

Pytanie konkursowe brzmi:

Obywatelem jakiego kraju jest obecnie Terry Gilliam?

Odpowiedzi proszę przesyłać na mój adres e-mail widoczny po prawej. Konkurs potrwa do dziewiątego marca bieżącego roku, zwycięzców o wygranej powiadomię za pomocą poczty elektronicznej.

4 komentarze:

  1. tak się zastanawiam, po co pisać bloga i "pokazywać" tylko 1/4 tekstu??

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyczyna jest prosta - zgodnie z prawem nie mogę udostępnić tekstu w całości bez zgody redakcji, której go sprzedałem. Czemu więc w ogóle zamieszczam fragmenty? Jest to jakaś podkładka pod dyskusję (tutaj czy też na Facebooku), poza tym nie chciałbym zbyt długo milczeć i aktualizować bloga jedynie raz w tygodniu.

    Regularnie zamieszczam całkowicie "nowe" rzeczy - z kilkunastu lutowych tekstów większość stanowią pełne recenzje i artykuły.

    OdpowiedzUsuń
  3. "tak się zastanawiam, po co pisać bloga i "pokazywać" tylko 1/4 tekstu??"- jak to dlaczego? Przecież autor głównie uprawia autopromocje, a nie cokolwiek przekazuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście, że uprawiam autopromocję, przecież to jedno z założeń posiadania bloga i nie widzę w tym nic niewłaściwego.

    Poza tym nie wiem, drogi anonimowy użytkowniku, co chcesz, abym tutaj "przekazywał", lecz od marca ubiegłego roku opublikowałem na swoim blogu jakieś sto pięćdziesiąt wpisów na temat filmu, książki i komiksu, więc jeśli to jest według Ciebie niewiele, pozostaje mi wzruszyć ramionami.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga