wtorek, 20 marca 2012

Alan Moore, Brian Bolland "Zabójczy żart" - recenzja

„Zabójczy żart” to tytuł, który już w momencie swojej premiery w 1988 roku dorobił się statusu instant classic, obrósł legendą i odcisnął niezatarte piętno na komiksowym uniwersum Batmana. Aby uświadomić sobie wagę tej pozycji, warto wiedzieć, że dzieło Alana Moore'a i Briana Bollanda jest nieprzerwanie drukowane od ponad dwudziestu lat i zasila biblioteczki kolejnych pokoleń miłośników kolorowych zeszytów. To komiks ważny nie tylko dlatego, iż to w nim zostaje okaleczona i zesłana na wózek inwalidzki córka komisarza Gordona (wiernego sojusznika zakapturzonego mściciela z Gotham City), która później zostanie Oracle, istnym Google z krwi i kości, specjalistką od wyszukiwania tego, co niemożliwe do znalezienia. Otóż w „Zabójczym żarcie” przypatrujemy się działającej na zasadzie lustrzanego odbicia relacji pomiędzy Batmanem a jego odwiecznym adwersarzem Jokerem – może nie po raz pierwszy, lecz chyba nigdy wcześniej nie została ona pokazana tak dobitnie.


Zielonowłosy psychopata porywa komisarza Gordona i poprzez wymyślne, sadystyczne tortury próbuje złamać jego ducha, udowodnić policjantowi, jak cienka granica dzieli normalność i szaleństwo. Według wykładni Jokera wystarczy jeden zły dzień w pracy czy domu, aby zwyczajny facet stał się psychopatą, bowiem wariactwo to stan nabyty. Z retrospektyw dowiadujemy się, co takiego sprawiło, że on sam zwrócił się ku zbrodni, choć rewelacje patologicznego kłamcy trzeba oczywiście filtrować. Ale w tym świetle i Batman jawi się jako ktoś, kto przeszedł całkowitą przemianę spowodowaną traumą jednego feralnym wieczoru, co daje do myślenia. Sęk w tym, że on i jego nemezis to dwa przeciwległe bieguny – Bruce Wayne próbuje odnaleźć w swojej tragedii sens; Joker odzwierciedla to, co w życiu absurdalne i przypadkowe.

Opisywanie wydanie „Zabójczego żartu” ma zmienioną, w stosunku do oryginalnej edycji, kolorystykę – autor rysunków Brian Bolland po latach sam zajął się nałożeniem barw. Scenariusz oczywiście pozostał ten sam, choć Alan Moore przy wielu okazjach dyskredytował opowiedzianą przez siebie historię, oskarżaną zresztą o mizoginię, twierdząc, że brak „Zabójczemu żartowi” wymiaru ludzkiego, że to nadal tylko komiks. Możliwe, lecz rzecz trzeba raczej, że to komiks i jedna z tych wielkich fabuł o Batmanie, która zmieniła bieg komiksowej historii.

Recenzja ukaże się w piątkowym wydaniu "Dziennika".

2 komentarze:

  1. Ten Moore to z niczego chyba nie jest zadowolony ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałomyślnie wybaczamy mu jednak jego malkontenctwo.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga