Dzisiaj jedna recenzja oraz konkurs związany z premierą z ubiegłego tygodnia. I informacja - w poniedziałek wybywam do Londynu na przedpremierowy pokaz pierwszego odcinka drugiego sezonu "Gry o tron" i serię wywiadów z obsadą, więc kolejny wpis na blogu pojawi się dopiero w środę, a w nim oczywiście znajdzie się relacja ze stolicy Anglii.
Ścigana (7/10)
Sezon na akcyjniaki trwa – drugoligowe fabuły, które zazwyczaj trafiać powinny od razu do obiegu sklepowego, coraz częściej lądują na dużym ekranie. Za dynamiczną sensację wziął się i Steven Soderbergh, reżyser próbujący coraz to nowych gatunków. I podobnie jak w poprzednich filmach bazujących na konwencji dreszczowca, w „Ściganej” także nie próbuje zrewolucjonizować schematów stanowiących o charakterze thrillera. Zajmuje go raczej wykorzystanie do maksimum środków już znajdujących się w obrębie kina sensacyjnego.
Soderbergh podporządkowuje cienką, że aż niemal przezroczystą fabułę scenom akcji z udziałem Giny Carano, dwudziestokilkuletniej a już emerytowanej zawodniczki MMA, czyli mieszanych sztuk walki. Choreografia pojedynków na pięści i atletyczne umiejętności aktorki wzbudzają niezaprzeczalny podziw, ale nie tylko dlatego amerykańskiemu reżyserowi, niegdyś nadziei tamtejszego kina niezależnego, udała się rzadka sztuka zerwania z typowością charakterystyczną dla bohaterek kina sensacyjnego. Nie odziewa swojej heroiny w lateks, nie każe zamierać w wystudiowanych erotycznych pozach ani wykonywać kaskaderskich ewolucji w szpilkach, spódniczce mini i bluzce z głębokim dekoltem. Abstrahuje nie tylko od bezpośredniego, ale nawet sugerowanego seksizmu czy kultu macho, będącego często jedną z niezbędnych części składowych tak zwanego męskiego kina, niemal kompletnie rezygnując w „Ściganej” z opisu postaci warunkowanego ich płcią. Próżno szukać też wątków pobocznych czy charakterologicznej głębi. Film Soderbergha przypomina destylat, esencję tego, co stanowi o dynamicznym, szybkim acz nie pozbawionym autorskiej wrażliwości, naszpikowanym strzelaninami i bijatykami thrillerze akcji.
Sezon na akcyjniaki trwa – drugoligowe fabuły, które zazwyczaj trafiać powinny od razu do obiegu sklepowego, coraz częściej lądują na dużym ekranie. Za dynamiczną sensację wziął się i Steven Soderbergh, reżyser próbujący coraz to nowych gatunków. I podobnie jak w poprzednich filmach bazujących na konwencji dreszczowca, w „Ściganej” także nie próbuje zrewolucjonizować schematów stanowiących o charakterze thrillera. Zajmuje go raczej wykorzystanie do maksimum środków już znajdujących się w obrębie kina sensacyjnego.
Soderbergh podporządkowuje cienką, że aż niemal przezroczystą fabułę scenom akcji z udziałem Giny Carano, dwudziestokilkuletniej a już emerytowanej zawodniczki MMA, czyli mieszanych sztuk walki. Choreografia pojedynków na pięści i atletyczne umiejętności aktorki wzbudzają niezaprzeczalny podziw, ale nie tylko dlatego amerykańskiemu reżyserowi, niegdyś nadziei tamtejszego kina niezależnego, udała się rzadka sztuka zerwania z typowością charakterystyczną dla bohaterek kina sensacyjnego. Nie odziewa swojej heroiny w lateks, nie każe zamierać w wystudiowanych erotycznych pozach ani wykonywać kaskaderskich ewolucji w szpilkach, spódniczce mini i bluzce z głębokim dekoltem. Abstrahuje nie tylko od bezpośredniego, ale nawet sugerowanego seksizmu czy kultu macho, będącego często jedną z niezbędnych części składowych tak zwanego męskiego kina, niemal kompletnie rezygnując w „Ściganej” z opisu postaci warunkowanego ich płcią. Próżno szukać też wątków pobocznych czy charakterologicznej głębi. Film Soderbergha przypomina destylat, esencję tego, co stanowi o dynamicznym, szybkim acz nie pozbawionym autorskiej wrażliwości, naszpikowanym strzelaninami i bijatykami thrillerze akcji.
Dalszy ciąg recenzji na stronie miesięcznika "Kino", a teraz czas na konkurs, w którym do wygrania są trzy T-shirty z "Podróży na Tajemniczą Wyspę", przygodowego filmu dla młodzieży, wyświetlanego od tygodnia w naszych kinach. Koszulki są nie byle jakie, to oficjalny gadżet Warner Bros., do tego świecą w ciemnościach, ha! Oto i one:
Aby zgarnąć jedną sztukę, należy przesłać do mnie odpowiedź (mój mail po prawej stronie) na następujące pytanie:
Kto jest autorem powieści przygodowej, z której "zapożyczono" tytułową wyspę?
Mała podpowiedź: obejrzyjcie zwiastun. Konkurs potrwa do drugiego marca bieżącego roku, a więcej na temat filmu dowiecie się stąd.

Przyznam szczerze, że fenomenu "Ściganej" za nic nie jestem w stanie pojąć. Zmęczył mnie ten film okrutnie i gdyby nie naprawdę rewelacyjne sceny walk, chyba wyszedłbym z kina. Wydaje mi się, że pojmuję zamysł Soderbergha: "oczyścić" kino akcji z napięcia i dramaturgii, zrobić - tak jak napisałeś - filmowy destylat, w którym liczyć będzie się tylko tok działania głównej bohaterki, nastawionej na przetrwanie za wszelką cenę. I choć doceniam ironię związaną z celowym niewykorzystaniem potencjału gwiazdorskiej obsady, to jako całość "Ścigana" jest po prostu zbyt chłodna i nieangażująca, by chciało się ją oglądać.
OdpowiedzUsuńCzy ja wiem, czy to jakikolwiek fenomen? Film został dość chłodno przyjęty przez widzów. Mnie się podoba sposób, w jaki Soderbergh podchodzi do gatunku, choć nie jestem "Ściganą" tak nakręcony, jak ubiegłoroczną "Hanną". Oba filmy jednak siłują się z B-klasowym kinem akcji w sposób odmienny niż chociażby wyznaczająca standardy seria z Bournem.
OdpowiedzUsuńFenomen to rzeczywiście za dużo powiedziane. Po prostu gdzie nie spojrzę, widzę prawie same pozytywne recenzje ;). Dobrze, że przywołałeś "Hannę", to było strasznie fajne kino, bo jednocześnie korzystało z akcyjniakowych schematów i sporo w nich zmieniało, proponując nową jakość. Natomiast w "Ściganej" Soderbergh - może to mylne wrażenie, ale tak mi się nasunęło w trakcie seansu - zadowala się samym igraniem z przyzwyczajeniami (spodziewamy się emocji - nie ma emocji; czekamy na widowisko - jest mechaniczna walka) i nie zastępuje tych braków już potem niczym. Ale ja Soderbergha ogólnie nie lubię, więc może jestem uprzedzony ;)
UsuńWikipedia mówi, że "Ścigana" spodobała się chyba tylko krytykom :) Zresztą "Hanna" również podzieliła swojego czasu widownię (o filmie pisałem tutaj: http://killallmovies.blogspot.com/2011/06/mordercza-nastolatka-kontra-reszta.html) i wydaje mi się, że przeważały negatywne opinie.
UsuńChyba masz rację, zasugerowałem się samymi recenzjami :). Tekst o "Hannie" czytałem i zgadzam się z nim w pełni - miałbym może do tego filmu kilka zarzutów, ale Wright zrobił coś na tyle angażującego i wciągającego, że w trakcie seansu można mu było wybaczyć wszystko. Chociaż pamiętam, że też pojawiało się sporo negatywnych opinii. Ale "Ścigana" nadal jest dla mnie zagadką - mam wrażenie, że Soderbergh nie miał ani żadnego konkretnego celu, ani nawet pomysłu.
UsuńO tak, "Hanna" również zebrała cięgi, spora części moich kolegów po fachu przejechała po tym filmie walcem.
OdpowiedzUsuń