piątek, 24 lutego 2012

Tydzień w kinie: "Ścigana" oraz konkurs z "Podróżą na Tajemniczą Wyspę"

Dzisiaj jedna recenzja oraz konkurs związany z premierą z ubiegłego tygodnia. I informacja - w poniedziałek wybywam do Londynu na przedpremierowy pokaz pierwszego odcinka drugiego sezonu "Gry o tron" i serię wywiadów z obsadą, więc kolejny wpis na blogu pojawi się dopiero w środę, a w nim oczywiście znajdzie się relacja ze stolicy Anglii.

  
Ścigana (7/10)

Sezon na akcyjniaki trwa – drugoligowe fabuły, które zazwyczaj trafiać powinny od razu do obiegu sklepowego, coraz częściej lądują na dużym ekranie. Za dynamiczną sensację wziął się i Steven Soderbergh, reżyser próbujący coraz to nowych gatunków. I podobnie jak w poprzednich filmach bazujących na konwencji dreszczowca, w „Ściganej” także nie próbuje zrewolucjonizować schematów stanowiących o charakterze thrillera. Zajmuje go raczej wykorzystanie do maksimum środków już znajdujących się w obrębie kina sensacyjnego.

Soderbergh podporządkowuje cienką, że aż niemal przezroczystą fabułę scenom akcji z udziałem Giny Carano, dwudziestokilkuletniej a już emerytowanej zawodniczki MMA, czyli mieszanych sztuk walki. Choreografia pojedynków na pięści i atletyczne umiejętności aktorki wzbudzają niezaprzeczalny podziw, ale nie tylko dlatego amerykańskiemu reżyserowi, niegdyś nadziei tamtejszego kina niezależnego, udała się rzadka sztuka zerwania z typowością charakterystyczną dla bohaterek kina sensacyjnego. Nie odziewa swojej heroiny w lateks, nie każe zamierać w wystudiowanych erotycznych pozach ani wykonywać kaskaderskich ewolucji w szpilkach, spódniczce mini i bluzce z głębokim dekoltem. Abstrahuje nie tylko od bezpośredniego, ale nawet sugerowanego seksizmu czy kultu macho, będącego często jedną z niezbędnych części składowych tak zwanego męskiego kina, niemal kompletnie rezygnując w „Ściganej” z opisu postaci warunkowanego ich płcią. Próżno szukać też wątków pobocznych czy charakterologicznej głębi. Film Soderbergha przypomina destylat, esencję tego, co stanowi o dynamicznym, szybkim acz nie pozbawionym autorskiej wrażliwości, naszpikowanym strzelaninami i bijatykami thrillerze akcji.

Dalszy ciąg recenzji na stronie miesięcznika "Kino", a teraz czas na konkurs, w którym do wygrania są trzy T-shirty z "Podróży na Tajemniczą Wyspę", przygodowego filmu dla młodzieży, wyświetlanego od tygodnia w naszych kinach. Koszulki są nie byle jakie, to oficjalny gadżet Warner Bros., do tego świecą w ciemnościach, ha! Oto i one:


Aby zgarnąć jedną sztukę, należy przesłać do mnie odpowiedź (mój mail po prawej stronie) na następujące pytanie:

Kto jest autorem powieści przygodowej, z której "zapożyczono" tytułową wyspę?

Mała podpowiedź: obejrzyjcie zwiastun. Konkurs potrwa do drugiego marca bieżącego roku, a więcej na temat filmu dowiecie się stąd.

6 komentarzy:

  1. Przyznam szczerze, że fenomenu "Ściganej" za nic nie jestem w stanie pojąć. Zmęczył mnie ten film okrutnie i gdyby nie naprawdę rewelacyjne sceny walk, chyba wyszedłbym z kina. Wydaje mi się, że pojmuję zamysł Soderbergha: "oczyścić" kino akcji z napięcia i dramaturgii, zrobić - tak jak napisałeś - filmowy destylat, w którym liczyć będzie się tylko tok działania głównej bohaterki, nastawionej na przetrwanie za wszelką cenę. I choć doceniam ironię związaną z celowym niewykorzystaniem potencjału gwiazdorskiej obsady, to jako całość "Ścigana" jest po prostu zbyt chłodna i nieangażująca, by chciało się ją oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ja wiem, czy to jakikolwiek fenomen? Film został dość chłodno przyjęty przez widzów. Mnie się podoba sposób, w jaki Soderbergh podchodzi do gatunku, choć nie jestem "Ściganą" tak nakręcony, jak ubiegłoroczną "Hanną". Oba filmy jednak siłują się z B-klasowym kinem akcji w sposób odmienny niż chociażby wyznaczająca standardy seria z Bournem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fenomen to rzeczywiście za dużo powiedziane. Po prostu gdzie nie spojrzę, widzę prawie same pozytywne recenzje ;). Dobrze, że przywołałeś "Hannę", to było strasznie fajne kino, bo jednocześnie korzystało z akcyjniakowych schematów i sporo w nich zmieniało, proponując nową jakość. Natomiast w "Ściganej" Soderbergh - może to mylne wrażenie, ale tak mi się nasunęło w trakcie seansu - zadowala się samym igraniem z przyzwyczajeniami (spodziewamy się emocji - nie ma emocji; czekamy na widowisko - jest mechaniczna walka) i nie zastępuje tych braków już potem niczym. Ale ja Soderbergha ogólnie nie lubię, więc może jestem uprzedzony ;)

      Usuń
    2. Wikipedia mówi, że "Ścigana" spodobała się chyba tylko krytykom :) Zresztą "Hanna" również podzieliła swojego czasu widownię (o filmie pisałem tutaj: http://killallmovies.blogspot.com/2011/06/mordercza-nastolatka-kontra-reszta.html) i wydaje mi się, że przeważały negatywne opinie.

      Usuń
    3. Chyba masz rację, zasugerowałem się samymi recenzjami :). Tekst o "Hannie" czytałem i zgadzam się z nim w pełni - miałbym może do tego filmu kilka zarzutów, ale Wright zrobił coś na tyle angażującego i wciągającego, że w trakcie seansu można mu było wybaczyć wszystko. Chociaż pamiętam, że też pojawiało się sporo negatywnych opinii. Ale "Ścigana" nadal jest dla mnie zagadką - mam wrażenie, że Soderbergh nie miał ani żadnego konkretnego celu, ani nawet pomysłu.

      Usuń
  3. O tak, "Hanna" również zebrała cięgi, spora części moich kolegów po fachu przejechała po tym filmie walcem.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga