piątek, 3 lutego 2012

Tydzień w kinie - "Idy marcowe", "Jack i Jill" oraz konkurs z "Dziewczyną z tatuażem"

Zanim przejdziemy do recenzji, słówko o zapowiedzianym wczoraj na panpage'u Kill All Movies konkursie - do zgarnięcia jest książka "Dziewczyna z tatuażem" ufundowana przez wydawnictwo Bukowy Las. Ta przeszło czterystu stronicowa publikacja to istne kompendium wiedzy na temat prozy Stiega Larssona i doskonały przewodnik po świecie trylogii Millenium, której pierwszą część zekranizował niedawno David Fincher. Aby wygrać książkę, wystarczy napisać do mnie maila (adres po prawej) z odpowiedzią na następujące pytanie: 

Jak brzmią anglojęzyczne tytuły poszczególnych książek wchodzących w skład trylogii Millenium autorstwa Stiega Larssona?

Konkurs trwa do niedzieli włącznie, ze zwycięzcą skontaktuję się mailowo w poniedziałek. A teraz przejdźmy do recenzji.

Idy Marcowe (8/10)

W "Idach marcowych" polityczna gra jest z definicji nieczysta, bo oparta na kompromisach – często niewygodnych i uwłaczających, lecz koniecznych. Zdaje się liczyć jedynie wyborcze zwycięstwo, o moralności można przypomnieć sobie już po ogłoszeniu wyników, na czas kampanii zawieszone zostają wszelkie zasady.

Ale gubernator stanu Pensylwania, kandydat demokratów, wydaje się być zupełnie inny niż jego oponent, trzyma się z dala od grzebania w brudach i wycieczek osobistych. Z rozbrajającą szczerością i z uśmiechem na ustach podkreśla przy okazji debat i wieców swoją niezależność i bezkompromisowość. Dlatego w Mike’a Morrisa wierzy młody Stephen Meyers, jedna z kluczowych figur w sztabie gubernatora. Do polityki przyszedł właśnie dla takich ludzi, dla ideałów, wierzy, że jego kandydat faktycznie jest w stanie przeprowadzić kluczowe dla kraju, liberalne reformy. Stara się nie pamiętać przy tym o podstawowej zasadzie politycznych roszad, wyrażonej już w tytule filmu – za każdymi plecami czeka ktoś gotowy, by wbić w nie nóż. Nawet on sam dzierży jeden w rękach, choć dopiero ma się o tym dowiedzieć.

Film Clooneya abstrahuje od konkretnych, prawdziwych wydarzeń politycznych, jest raczej nośnikiem pewnego przekonania, skądinąd trafnego i przecież wcale nie odkrywczego – dla osiągnięcia celu trzeba przejść po trupach i uścisnąć niechciane dłonie, nie ma innej drogi, pozostałe opcje są niewymiernie mniej korzystne.

Dalszy ciąg recenzji, spisanej jeszcze podczas festiwalu w Londynie, znajdziecie w portalu Onet.pl.

Jack i Jill (1+/10)

Adam Sandler to prawdziwy fenomen. Aktor cieszy się wśród widzów w Stanach Zjednoczonych zaskakującą estymą i niezrozumiałym zaufaniem i nawet tak nieudany film jak „Jack i Jill” zapewne nie będzie w stanie tego zmienić. Obraz ten odniósł za oceanem wcale niemały sukces finansowy, choć tamtejsi krytycy nie zostawili na nim suchej nitki. I cóż, mieli rację, bowiem nowe dziełko amerykańskiego komika to rzecz tak nieudolna, że ze zdziwienia aż chce się przetrzeć oczy. Wyżymane już wcześniej nie tylko przez kino komediowe jako takie, ale i samego Sandlera, zasuszone gagi, żenujący humor sytuacyjny i nędzne riposty składają się na wybitnie nieśmieszną miernotę. W tym spektaklu nędzy i rozpaczy uczestniczy o dziwo sam Al Pacino – jego udział nie ratuje filmu, lecz pozostaje jego bodaj jedynym jasnym punktem. Bo Sandler, choć poprawny w roli Jacka, całkiem sympatycznego faceta z sąsiedztwa, którego rolę powtarza w praktycznie każdym swoim filmie, gubi się zupełnie jako Jill, bliźniacza siostra głównego bohatera. Rodzeństwo spotyka się rokrocznie podczas Święta Dziękczynienia, przed którym Jack drży ze strachu jak osika, bowiem rodzinny zjazd niezmiennie owocuje degrengoladą nie do okiełznania. Podwójna rola, męska i żeńska, sprawia Sandlerowi kłopoty i bezlitośnie obnaża jego brak aktorskiej elastyczności i swobody Film nieprzypadkowo trafił na wysokie miejsce w amerykańskich listach szmir roku 2011. Omijać!

Recenzja ukazała się w dzisiejszym "Dzienniku" (3.02.2012).

Niestety, z powodu natłoku obowiązków nie udało mi się na dzisiaj skrobnąć ani słowa o "Moim tygodniu z Marilyn", lecz na pewno nadrobię w poniedziałkowym wpisie, a tymczasem zachęcam do rzucenia okiem na wcześniejsze publikacje mojego autorstwa traktujące o Normie Jeane Baker, które znajdziecie tutaj, tutaj i tutaj.

5 komentarzy:

  1. Pan może sobie krytykować Sandlera a i tak jedynym wiarygodnym krytykiem jest dla mnie widz. A prawda jest taka, że wbrew krytykom ludzie uwielbiają komedie Sandlera. Każda jego komedia, jaką widziałem, była zabawna. Żarty były mniej lub bardziej głupkowate, ale po skończonym filmie nigdy nie żałowałem, że go obejrzałem. Adam Sandler jest ikoną komedii i żaden krytyk tego nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komedie Sandlera sprzedają się w Stanach, ale głównie wśród określonej grupy ludzi. Na jego filmy chodzą najczęściej słabo wykształceni ludzie ze środkowo-południowych stanów - nałogowi wielbiciele fast-foodów, wyścigów NASCAR, rodeo, czyli raczej małomiasteczkowa klasa robotnicza/rolnicza, a mówiąc bardziej po ludzku - wieśniaki:) (zresztą do nich w większości jego filmy oraz humor są kierowane). To nie jest tak, że każdy go uwielbia, przez co na pewno nie jest ikoną komedii. A w Polsce na jego filmy do kina jakoś prawie nikt nie chodzi, jedynie jak w telewizorze leci coś z nim to ludzie po pracy żeby się odstresować sobie włączą bo nie ma nic innego. Jest tylu lepszych komików (np. Jim Carrey żeby już nie wymieniać tych z wyższej półki coby nie wyjść na "krytyka";), a Sandler nie potrafi grać, wyrażać emocji i kompletnie nie jest śmieszny, a jego żarty są prymitywne, choć niektórym może się to podobać:)

      Usuń
  2. a propos komedii z Sandlerem. Polecam obejrzeć odcinek "Awesome-O" z South Parku i podziwiać geniusz Cartmana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Marku, krytyk jest również, a może przede wszystkim, widzem.

    Słowem wyjaśnienia - w przytoczonym powyżej odcinku "South Parku" Cartman wymyśla tysiąc idiotycznych pomysłów na film i w ośmiuset z nich występuje Adam Sandler. Oczywiście wszystkie znakomicie się sprzedają.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słowem głębszego wyjaśnienia - Cartman wymyśla film w którym Adam Sandler ma siostrę bliźniaczkę, która jest grana przez Sandlera.

    http://weknowmemes.com/wp-content/uploads/2011/11/how-about-adam-sandler-has-a-twin-sister-south-park1.jpg

    Mam nadzieję, że autor bloga nie ma nic przeciwko linkowi ;)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga