poniedziałek, 20 lutego 2012

Seans bez powodu: "Megan Is Missing"

Dzisiaj w seansie bez powodu "Megan Is Missing" - film, o którym mogę powiedzieć: not just another mockumentary.


Tytułowa Megan to rozrywkowa czternastolatka, istny koszmar każdego rodzica, liberalnie podchodząca do spraw seksu i używek. Niewykluczone jednak, że to w dużym stopniu jedynie wymyślona przez nią poza - dziewczyna nie potrafi należycie komunikować się z rzeczywistością; jak bodaj każda nastolatka ma się za skrzywdzoną przez dorosłych jednostkę. Tę swoistą rysę próbuje zakleić, przyjaźniąc się ze swoim całkowitym przeciwieństwem, rok młodszą Amy, "ofiarą" seksualnej wstrzemięźliwości i przedwczesnej dojrzałości emocjonalnej, której beztroskie lata mijają na bezowocnej walce ze szkolnym ostracyzmem. Dziewczyny żyją w idealnej symbiozie, bowiem są od siebie zależne - Megan widzi w Amy koło ratunkowe, którego się chwyta, podświadomie chcąc wydostać z pustego świata rówieśników z podwórka; Amy zaś zdaje sobie sprawę, że tylko znajomość z Megan pomoże jej odbić się od dna szkolnej hierarchii.

"Megan Is Missing" to zapis niekończących się rozmów nierozłącznych koleżanek, rejestrowanych za pośrednictwem telefonów komórkowych i internetowych kamer. Megan i Amy dzielą się wszystkim, rozprawiają o chłopcach i rodzicach - bo do tego, w sporym stopniu, ogranicza się ich nastoletni świat - aż wreszcie to kruche status quo burzy trzecia strona, legitymujący się nickiem "Josh" młody mężczyzna poznany na internetowym czacie. Gdy umówi się na rendez vous z Megan, spełni się proroctwo z tytułu, dziewczyna zniknie, a Amy poświęci się poszukiwaniu zaginionej przyjaciółki.

Pierwsza część filmu buduje psychologiczne tło, dopiero w drugiej połowie "Megan Is Missing" wędruje w rejony charakterystyczne dla kina gatunkowego. Internetowe rozmowy zostają zastąpione przez fragmenty wieczornych wiadomości, w których widz jest informowany o postępach policji, ogląda rekonstrukcję porwania Megan, materiały nagrane przez kamery przemysłowe, a wreszcie film zarejestrowany przez zwyrodnialca polującego na nastolatki. Michael Goi nie stroni od brutalnych obrazów (ze względu na trzyminutową, nakręconą w jednym ujęciu scenę gwałtu film został zakazany w Nowej Zelandii) i momentami posuwa się do sensacyjnej skrajności na rzecz podniesienia atrakcyjności widowiska, lecz "Megan Is Missing" nie traci z pola widzenia opowiadanej historii. A rzecz to wstrząsająca, bo ułuda prawdziwości tego spektaklu jest zainscenizowana niemalże perfekcyjnie. Niech ten film posłuży za, bądź co bądź truistyczną, przestrogę, gdyż w dobie komunikacji elektronicznej nigdy nie można być pewnym, kto siedzi po drugiej stronie monitora. I nie jest to dydaktyzm dla nastolatków ani naśladownictwo naiwnej kampanii społecznej, ale sugestywne wołanie o zdrowy rozsądek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga