poniedziałek, 13 lutego 2012

"Gwiezdne wojny" po raz trzeci... sprzedane!

„Gwiezdne wojny” to popkulturowy fenomen bez precedensu. I choć w zestawieniu najbardziej kasowych serii filmowych wszech czasów znajduje się dopiero na miejscu trzecim (za ośmioma odcinkami przygód Harry'ego Pottera i cyklem z Jamesem Bondem), trudno chyba o lepszy symbol kinematograficznego kultu. Choć jednak samo pojęcie kina kultowego jest niezwykle elastyczne i wymyka się próbom zdefiniowania, co do wyjątkowego statusu filmów George'a Lucasa wątpliwości mieć nie wolno. Na przestrzeni ponad trzydziestu lat od premiery pierwszej części („Nowa nadzieja” w 1977 roku) zbudowano niekończące się teorie, mniej lub bardziej prawdziwe, na temat charakteru dzieła – szukano, zresztą nie bez słuszności, inspiracji w „Ukrytej fortecy” Kurosawy czy też pracach Josepha Campbella, specjalisty w dziedzinach mitologii i religii komparatywnej, autora teorii monomitu, na podstawie której Lucas miał zbudować fabułę gwiezdnej sagi. 


Dzisiaj wydaje się, że nie ma kąta, do którego obdarzony niezwykłym zmysłem marketingowym George Lucas by nie zajrzał, i odnogi przemysłu mediowego, której by nie opanował – jego „Gwiezdne wojny” dawno już wykroczyły poza kinowe terytorium, a produkty uboczne popularnej serii przyćmiły i zepchnęły na drugi plan produkt podstawowy. Filmy zaczęły pełnić rolę flagowych okrętów rozwijanej i umacnianej przez lata marki; trampolin, dzięki którym stało się możliwe wypromowanie całej gamy towarów z atrakcyjnym logiem. „Gwiezdne wojny” nie funkcjonują już w zbiorowej świadomości jako kinowy cykl, ale potężna machina, która wypluwa z siebie zabawki, książki, komiksy i gry komputerowe. Filmy zaczęły pełnić rolę podrzędną, czysto marketingową, stały się częścią zintegrowanej kampanii promocyjnej, mającej za zadanie wygenerować jak największe zyski ze sprzedaży całej gamy gadżetów. Ale to może nie do końca sprawiedliwy osąd, bo przecież trzy pierwsze filmy w serii składają się na bodaj najpiękniej opowiedzianą baśń w historii kinematografii, niepozbawioną sporej wartości artystycznej.

Dalszy ciąg artykułu w lutowym numerze magazynu "Kino".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga