środa, 22 lutego 2012

Diabelski deszcz - Misfits w Polsce

Legenda horrorpunka, amerykański zespół Misfits, zagra w niedzielny wieczór w warszawskiej Proximie. Koncert jest częścią światowej trasy promującej nowy krążek grupy, „Devil's Rain”. Będzie to drugi występ Misfits w Polsce.
 
Jerry Only - zdjęcie zrobiłem 05.09.2005 podczas koncertu w londyńskim klubie Underworld
Teksty inspirowane kiepskimi horrorami i tanimi filmami science-fiction, proste, acz chwytliwe melodie, szarpane bez wytchnienia struny, wpadające w ucho refreny, opadający na twarz kucyk zwany devillock i charakterystyczna czaszka  zapożyczona ze starego serialu „The Crimson Ghost”, służąca za logo zespołu – oto Misfits. Założona w 1977 roku przez Glenna Danziga kapela, ochrzczona po ostatnim ukończonym filmie z Marilyn Monroe – „Skłóceni z życiem”, zapoczątkowała specyficzny kierunek w muzyce punkrockowej. Opierająca się na groteskowym, śmieszno-strasznym wizerunku i makabrycznych, ale niepozbawionych czarnego humoru tekstach grupa zainicjowała popularny nurt wśród wyspecjalizowanych w mocniejszej nucie słuchaczy – horrorpunk. I choć dzisiaj w zespole Danziga już nie ma, a w Misfits ostał się tylko jeden członek oryginalnego składu, basista i wokalista Jerry Only, szalone trio nadal potrafi wzniecić na scenie prawdziwy ogień. Obecnie partnerują mu Dez Cadena, były gitarzysta Black Flag, oraz nowy perkusista, Eric „Chupacabra” Arce z grupy Murphy's Law.

Misfits przetrwali ciężkie lata procesów sądowych o prawo do nazwy i muzycznego dorobku, liczne zmiany personalne oraz trudności z nagraniem nowych kawałków i wydaje się, że nareszcie zespół wyszedł na prostą. „Devil's Rain”, ich nowy album, który ukazał się we wrześniu ubiegłego roku, co prawda podzielił fanów, lecz okazał się komercyjnym sukcesem, rozchodząc się w sześciu tysiącach egzemplarzy w ciągu pierwszego tygodnia sprzedaży. To pierwsza od 1999 roku płyta Misfits z całkowicie oryginalnym materiałem. Polska publiczność będzie mogła przekonać się na żywo, czy warto było czekać dwanaście lat.

Tekst pochodzi z piątkowego wydania "Dziennika" (24.02.2012).

6 komentarzy:

  1. Kocham Misfits z lat kiedy występowali jeszcze z Danzigiem ... Niestety to co oni robią teraz to całkiem coś innego...
    Ale oczywiście ten zespół to legenda i nie do pomyślenia jest to ile osób w Polsce nie zna ich dokonań... Ciesze się jednak że poruszyłeś ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Misfits to kapela, która towarzyszy mi od małego i mojej sympatii do nich nie były w stanie podkopać nawet zmiany personalne. Warszawski koncert będzie moim trzecim spotkaniem z zespołem, wyglądam więc niecierpliwie niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałem ich rok temu na sonisphere w Pradze. Kaszane straszną grają teraz. Kiedy był z nimi jeszcze Grave to nagrywali świetny materiał i grali fajne koncerty, teraz to przykro mi było tego słuchać :( Chałtura i odcinanie kuponów. O ile ogromne zmiany personalne nie zaszkodziły aż tak mocno np lynyrd skynyrd (koncertowo nadal są świetni a i ostatni album przyzwoity) to Misfits czy Thin Lizzy AD 2012 to po prostu padaka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałem okazję rozmawiać z Gravesem, lecz było to w czasie jego fazy na conservative punk, więc mówił tylko i wyłącznie o polityce. Lecz grał fajnie, to prawda. I jasne, ja również wolę Misfits z Danzigiem, lecz obecnie nie mam zbyt wielu opcji i nie mogę wybierać pomiędzy kilkoma wersjami zespołu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Bartku, a kojarzy Pan koncerty z serii Old Skull organizowane przez Maniaka?
    http://www.oldskull.info/
    Duch Misfits na nich wiecznie żywy, tj. goth odmieniany przez wszystkie przypadki, ale również psychobilly, surf-rock, zimna i nowa fala...Gorąco polecam, bo za niewielkie pieniądze, w miłej atmosferze (hehehe) można zobaczyć kapitalny koncert, bardzo często nieznanych zespołów.
    Kiedyś regularnie w No Mercy, obecnie trzeba śledzić stronę, bo chyba miejscówka ruchoma.
    Zawsze z kumplami staramy się zrobić te 120 km do Warszawy, gdy sytuacja pozwala.

    Paweł

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Pawle -

    niestety, nie kojarzę tej imprezy, ale ja mało warszawski jestem. Może kiedyś się załapię przejazdem.

    No i rozczarowałem się wczorajszym koncertem Misfits. Nagłośnienie i akustyka w Proximie to żart, podobnież połowa setlisty, która została wybrana metodą "chybił-trafił". Szkoda.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga