piątek, 20 stycznia 2012

Tydzień w kinie - "Rzeź"

Nigdy nie kryłem, iż Roman Polański jest jednym z moich ulubionych reżyserów, i cieszę się, że udało mi się w tym miesiącu opublikować dwa teksty związane z jego twórczością. Pierwszy to recenzja filmu "Rzeź", która ukazała się w styczniowym numerze magazynu "Film". Drugim jest krótki tekst na temat samotności w kinie Polańskiego, gdzie piszę głównie o trylogii obłędu miejskiego, czyli "Wstręcie", "Dziecku Rosemary" oraz "Lokatorze".


Rzeź (5/6 w skali "Filmu")

Roman Polański nie bez przyczyny nazywany jest artystą małych przestrzeni. Niejednokrotnie w swoich filmach udowadniał, że cztery ściany, w których z lubością więzi swoje postaci, stanowią dla niego materię giętką i elastyczną. Filmowa kamera staje się w jego rękach lupą umożliwiającą twórczą analizę zjawiska socjologicznego; mikroskopem służącym dokładnej obserwacji psychologicznej. (...) Dorośli, w przeciwieństwie do ich dzieci, nie potrafią uniknąć nadciągającej katastrofy, nadchodzącej rzezi; a może nawet w głębi ducha tego nie chcą, bowiem po raz pierwszy czują się prawdziwie wolni. Pozbawieni zahamowań, odrzucając społeczne konwenanse, sięgają do korzeni dręczących ich od lat problemów, którymi nie mogli się wcześniej podzielić – teraz mają okazję je wykrzyczeć. (...) Schronienia ani oparcia nie znajdą w tym, co pielęgnowali i hołubili – nauce i sztuce; albumy z reprodukcjami malarskich dzieł stają się pustym rekwizytem, na którym lądują wymiociny, a telefon komórkowy, narzędzie pracy, trafia wreszcie do wazonu z wodą. Odarci z definiujących ich osobowość przedmiotów stają się nadzy, dyskredytują sami siebie swoją małostkowością i mitomanią. (...)

Cała recenzja w miesięczniku "Film", a tę spisaną na gorąco jeszcze podczas festiwalu w Londynie, znajdziecie tutaj.


Diagnoza: Polański

Klaustrofobia, schizofrenia, monofobia, stres, depresja, samotność, zaburzenia osobowości i wyobcowanie. Galeria lęków i podświadomych strachów, które dręczą postaci wałęsające się po filmowych planach Polańskiego, jest zaiste imponująca. I tym samym przytłaczająca.

Przy okazji dyskusji o jednym swoich filmów, Roman Polański przyznał, że tematem przewodnim jego dzieł i tym, co leży w kręgu jego zainteresowań jest samotność. To z niej biorą się problemy jego bohaterów, to ona katalizuje ich fobie i prowokuje widzów do stawiania często niejednoznacznych diagnoz. Urodzonemu w Paryżu reżyserowi szybko przyklejono łatkę twórcy demonicznego, gdyż chętnie posługiwał się sztafażem horroru, jednocześnie nie odchodząc od interesujących go zagadnień, które rozpatrywać można na płaszczyźnie psychologicznej Bodaj najpełniejszą wypowiedzią artystyczną w kwestii alienacji jednostki w miejskim labiryncie nowoczesnego świata są trzy obrazy składające się razem na nieformalną trylogię miejskiego obłędu, czyli "Wstręt", "Dziecko Rosemary" i "Lokator", wszystkie zbliżone estetyką do filmu grozy.

I choć Polański upodobał sobie poetykę kina niesamowitego, okazał się mistrzem i w innych konwencjach gatunkowych – czarnym kryminale ("Chinatown"), thrillerze ("Frantic"), czy komedii ("Rzeź"). Nieodmiennie jednak, bez różnicy, czy kręci film sensacyjny, czy horror, Polański zamyka swoje postacie w istnym labiryncie, z którego nie sposób się wydostać. Ściany zaciskają się, lęki wyolbrzymiają, a zmysły często odmawiają posłuszeństwa.

Co się stało z Carol L.?

Polański osiągnął perfekcję psychologicznej obserwacji za pomocą kamery już w swoim drugim filmie pełnometrażowym, a pierwszym zrealizowanym za granicą. Bohaterką "Wstrętu" jest cierpiąca na poważną chorobę umysłową (co prawda w filmie nienazwaną, lecz przypominającą objawami schizofrenię paranoidalną), mieszkająca w Londynie kosmetyczka Carol. To osoba wyobcowana, niezdolna do nawiązania praktycznie żadnej głębszej więzi międzyludzkiej.

Paranoiczne, skrywane lęki młodej kobiety uzewnętrzniają się, kiedy zostaje sama w swoim mieszkaniu, zmuszona przystąpić do z góry przegranej walki z własnymi demonami. Fantasmagoryczne sekwencje na pograniczu jawy i snu, pokazane z subiektywnej perspektywy bohaterki, odzwierciedlają faktyczne lęki Carol. Manifestacją podświadomego oporu przed seksualnym zbliżeniem staje się widziany w lustrze mężczyzna, a potem doświadczony jedynie w wyobraźni gwałt. Mimo że Polański nie stawia wyraźnej granicy pomiędzy wywołanymi przez chorobę wizjami a rzeczywistością, konsekwentnie buduje sieć zależności pomiędzy jednym a drugim – skoro więc Carol na co dzień zajmuje się manicure, wreszcie zostanie zaatakowana przez wystające ze ścian, próbujące pochwycić ją dłonie.

Dalszy ciąg w portalu Onet.pl.

3 komentarze:

  1. Pani Bartku,

    Ciekawy artykuł o Polańskim. Osobiście nigdy nie łączyłem ze sobą akurat tych trzech filmów, ale faktycznie coś w tym jest. Jak dla mnie "Lokator" to jeden z najlepszych filmów tego reżysera, a mam wrażenie, że relatywnie mało znany i chyba mało doceniany. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafnie o "Rzezi", aż mnie boli, że u siebie całkiem pominąłem kwestię symboliki.

    "Polański osiągnął perfekcję psychologicznej obserwacji za pomocą kamery już w swoim drugim filmie pełnometrażowym"

    Racja, ale przecież wcześniej nawet nie próbował :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Jerry - dziękuję!

    Marcin - również dzięki! Twój zacny tekst czytałem, cieszy mnie bardzo, że sporo Polańskiego w prasie. I nie czepiaj się ;)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga