środa, 25 stycznia 2012

From Hollywood with love - rozmawiamy o oscarowych nominacjach

Dzisiaj, z okazji ogłoszenia oscarowych nominacji, specjalne wydanie moich rozmów z Piotrem Plucińskim, dziennikarzem i krytykiem filmowym, autorem znakomitego bloga Off the Record. Poniżej prezentuję fragment dyskusji, link do całości oraz moją listę oscarowych życzeń. Zapraszam też do podzielenia się swoimi typami w komentarzach lub dołączenia do debaty, która toczy się na fanpage'u Kill All Movies na Facebooku.


PP: Nominacje do Oscarów zawsze budziły skrajne emocje – zazwyczaj mówi się w ich kontekście o konformizmie, rozczarowaniach. Takie komentarze dominują także po ogłoszeniu tegorocznych wyróżnionych. Ale czy naprawdę powinniśmy spodziewać się tu jakiejś artystycznej sprawiedliwości? Historia tych nagród sięga przecież czasów, kiedy Hollywood było niedostępnym zwykłemu człowiekowi mitem. Wydaje się, że Oscary to wciąż forma jego pielęgnacji.

BC: Nie neguję wyborów Akademii. Ba, nawet uważam, że spora część nominacji jest zasłużona. Boli mnie jednak brak odkryć, zaskoczeń, jakiejś iskry, energii świadczącej o twórczych poszukiwaniach komisji. Zdaję sobie sprawę, jak wygląda wybór nominowanych, ale co roku mam złudną nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

PP: Ale przecież na tegorocznej liście nie brakuje wyborów zaskakujących. Za takie uznać można nominację za scenariusz dla „Druhen”, wyróżnienie irańskiego „Rozstania” poza oczywistą kategorią dla filmu obcojęzycznego, zachwyty nad „Artystą”, obecność pośród najlepszych animacji „Chico i Rity”.

BC: Fakt, nominacja dla „Druhen” (obok tej dla J.C. Chandora za scenariusz „Chciwości”) jest pewnym zaskoczeniem i dobrym prognostykiem – okazuje się, że znalazło się miejsce także dla kino rozrywkowego, tworzonego bez oscarowych ambicji. Większość kategorii zdominowali jednak pewniacy.

PP: Tak, aż do bólu, jeśli spojrzeć na poprzednie lata. Może jest to jakieś podsumowanie minionego roku, potwierdzenie, że ten sezon był dla amerykańskiej kinematografii raczej spokojny. Wśród nominowanych jest w końcu wiele staroświeckich propozycji – tak pod względem treści, jak i formy. Jest niemy „Artysta”, bardzo klasyczny „Czas wojny”, odwołujące się do minionych epok „Służące”, „Hugo”, melancholijny Allen...

BC: Zdecydowanie – wydaje się, że kino amerykańskie sięga wstecz, wszak nawet te filmy, które na listę nie trafiły, a których mi tam brakuje, jak choćby „Przygody Tintina” czy „Drive”, odwołują się właśnie do tego, co w kinie już przeminęło. Można by rzecz, że zjada ono własny ogon, ale nie będzie to do końca prawda, bo przecież są to rzeczy nierzadko zachwycające. Patrzę teraz na pozostałe, prócz najlepszego filmu, kategorie i tam jest podobnie. Gary Oldman za nostalgicznego „Szpiega”, Meryl Streep za „Żelazną damę”, Michelle Williams za „Mój tydzień z Marilyn”...

Dalszy ciąg na Off the Record, a poniżej moja lista życzeń:

Najlepszy film : Artysta

Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Brad Pitt (Moneyball)

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Michelle Williams (Mój tydzień z Marilyn)

Najlepszy aktor drugoplanowy: Nick Nolte (Warrior)

Najlepsza aktorka drugoplanowa: Octavia Spencer (Służące)

Najlepszy scenariusz oryginalny: J.C. Chandor (Chciwość)

Najlepszy scenariusz adaptowany: Steven Zaillian, Aaron Sorkin, Stan Chervin (Moneyball)

Najlepszy film animowany: Chico i Rita

Najlepszy film nieanglojęzyczny: Rozstanie

Najlepsze zdjęcia: Emmanuel Lubezki (Drzewo życia)

Najlepszy montaż: Angus Wall, Kirk Baxter (Dziewczyna z tatuażem)

2 komentarze:

Archiwum bloga