środa, 18 stycznia 2012

Alejandro Jodorowsky - kapłan psychodelii

Dzisiaj króciutki tekst o twórcy nietuzinkowym, za którym osobiście nie przepadam, lecz nie mógłbym nie docenić jego talentu i wszechstronności. Niestety, w gazecie nie znalazło się wystarczająco wiele miejsca, aby nawet pobieżnie przedstawić sylwetkę tego artysty, który w życiu parał się nie tylko filmem, ale i teatrem czy komiksem, lecz mam nadzieję, że wpis będzie przyczynkiem do tego, abyście sięgnęli po któreś z jego dzieł. I po raz ostatni już, bowiem jutro kończy się głosowanie SMS, namawiam do wysłania wiadomości o treści E00162 (00 to dwa zera) na numer 7122 (koszt: 1,23 zł - na cele charytatywne), aby wesprzeć Kill All Movies w konkursie Blog Roku. Dziękuję!

Kot i Alejandro Jodorowsky
Nie ukończył żadnego filmu od przeszło dwudziestu lat, a w ciągu trwającej ponad pół wieku kariery nakręcił ich zaledwie kilka. Niektórzy zdążyli już o nim zapomnieć, a szeroka publiczność właściwie dopiero zaczyna go odkrywać, gdyż do niedawna jego filmy były praktycznie niedostępne na rynku. Alejandro Jodorowsky nadal postrzegany jest jako ikona szalonego, mistycznego kina z pogranicza surrealizmu.

Jeśli ktokolwiek miałby wyznaczyć granicę filmowej awangardy, za którą rozciąga się tylko bezkresna pustka, byłby to zapewne właśnie ten osiemdziesięciotrzyletni, urodzony w Chile reżyser. Nieustannie lawirując pomiędzy jarmarcznym kiczem a intelektualną erudycją, obdarzony niebywałym zmysłem plastycznym artysta porusza się po cienkiej granicy i niemal niedostrzegalnie stąpa raz po jednej, raz po drugiej stronie. Ta metoda Jodorowsky'ego fascynuje nieprzerwanie i choć można jego recepty na kino nie lubić, a także wolno powiedzieć, że to tylko blaga i pusta pretensjonalność, trudno kompletnie jego twórczość zignorować.

Akurat na brak uwagi Jodorowsky nigdy nie mógł narzekać, bowiem już jego pierwszy film pełnometrażowy, „Fando i lis” z roku 1968, został w Meksyku, gdzie wyświetlono go po raz pierwszy, wyklęty, a potem zakazany. Po premierze na festiwalu w Acapulco w stronę reżysera poleciały kamienie, musiał salwować się ucieczką przed linczem. Kolejne jego dzieło, zrealizowane dwa lata później, dzisiaj już otoczone kultem, królujący niegdyś w kinach samochodowych acid western „El Topo” okazał się prawdziwym objawieniem także wśród artystycznej bohemy. Jego wiernym fanem był sam John Lennon, który zresztą pomógł Jodorowsky'emu w zdobyciu funduszy na kolejny projekt, który przerodził się później w równie słynną „Świętą górę”. Oba psychodeliczne obrazy przesycone były złożoną, wielowarstwową symboliką, przez co przypominały narkotyczną, filmową podróż dotykającą iście nieograniczonego spektrum tematów – psychicznej dojrzałości, religijnego oświecenia, wejścia na wyższy poziom percepcji.

W swoim czasie Jodorowsky miał nakręcić adaptację „Diuny” Franka Herberta, lecz do realizacji nigdy nie doszło, choć plany były wielkie – w filmie zagrać mieli Orson Welles i Salvador Dali, a muzykę skomponować zespół Pink Floyd. Jodorowsky zawsze myślał maksymalistycznie i kiedy przyszło mu kręcić horror, „Święta krew” w roku 1989, sięgnął po skrajnie makabryczny pomysł, zdradzający pewne powinowactwo z „Psychozą” Hitchcocka – syn pomaga bezrękiej matce w popełnianiu zbrodni, służąc jej za brakujące kończyny. Ostatni jak na razie jego film, obliczony na kasowy hit „Złodziej tęczy” z 1990, okazał się niewypałem; Jodorowsky stanowczo odcina się od tej produkcji, wspominając artystyczne ubezwłasnowolnienie. Dzisiaj reżyser na plan praktycznie nie zagląda, i choć od czasu do czasu mówi się o nowych projektach, trudno mu namówić producentów, aby wyłożyli na nie pieniądze. Częściej prowadzi wykłady albo siada przy biurku i pisze scenariusze swoich komiksów oraz książki o tematyce ezoterycznej.

Tekst ukaże się w piątkowym "Dzienniku" (20.01.2012).

7 komentarzy:

  1. Warto wspomnieć że za kilka dni TVP Kultura zacznie emitować cykl z jego filmami. Będzie można też zobaczyć dokument konstelacja Jodorowsky. Z tej okazji puszczę u siebie zalegającą w moich notatnikach recenzje jego książki "Mistrz i Czarownice".

    "choć można jego recepty na kino nie lubić"

    Trudno tak do końca rozpatrywać jego twórczość w kategoriach filmowych. Wielu artystów korzysta z płótna do tworzenia przekonywujących obrazów mimo, że nie ma wyrobionego warsztatu plastycznego. Według mnie można porównać to do tego co Jodorowsky robił z celuloidem. Oczywiście to sprawia, że nie ma tu możliwości obiektywnej oceny tego co tworzył i chyba dlatego jego kino ma wielu przeciwników. Można powiedzieć, że są to na jakimś poziomie nieudane filmy, ale od razu wypadało by dodać, że to najlepsze nieudane filmy w historii kina.

    "kiedy przyszło mu kręcić horror, „Święta krew”"

    Trudno mówić o "Świętej krwi" jak o horrorze. Co prawda producentem był brat Dario Argento, który wymusił na Jodorowskim tematykę morderstw kobiet - więc można się tam dopatrywać jakiś elementów giallo - ale jakakolwiek klasyfikacja gatunkowa byłaby dla tego filmu krzywdząca. To tak, jakby powiedzieć, że "Zaginiona Autostrada" to horror...

    "Kolejne jego dzieło, zrealizowane dwa lata później, dzisiaj już otoczone kultem, królujący niegdyś w kinach samochodowych acid western „El Topo” okazał się prawdziwym objawieniem także wśród artystycznej bohemy. Jego wiernym fanem był sam John Lennon, który zresztą pomógł Jodorowsky'emu w zdobyciu funduszy na kolejny projekt, który przerodził się później w równie słynną „Świętą górę” "

    Znajomość z Beatlesami często jest mitologizowana w notkach w biograficznych Jodorowskiego, ale nie było to tak naprawdę korzystne. To zresztą stało się pośrednio przyczyną wspomnianej przez ciebie nieobecności jego filmów na rynku. Producent Allen Klein (swoją drogą szef Apple) wyklął Alejandro, bo ten nie chciał zrobić ekranizacji "Historii O" i przez wiele lat blokował wyświetlanie i dystrybucję "El Topo". Po świecie film krążył tylko w pirackich kopiach. Dopiero kilka lat temu doszli do porozumienia, wydali edycję DVD i wpuścili znowu jego filmy do kinowego obiegu ...

    Zazdroszczę ci. Wdzięczny temat. Też bym chciał żeby mi ktoś za pisanie o Jodorowskym zapłacił. Powodzenia w konkursie

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że ponownie pojawiłeś się u mnie na blogu i dzięki za cenny komentarz - zawiera sporo informacji, których ja nie zdołałem zawrzeć. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Spoko. O Jodorowskym zawsze i wszędzie. To mój konik. Powinienem sam przysiąść i coś większego o nim napisać.

    "w filmie zagrać mieli Orson Welles i Salvador Dali, a muzykę skomponować zespół Pink Floyd"

    A scenografie miał ponoć robić Giger. Ale to wszystko są spekulacje i rzeczy które opowiadał Jodorowsky, a on zawsze dużo opowiadał a mało z tego było...

    Znikam już bo zaraz napiszę tu drugi artykuł:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie krępuj się :) A z tą "Diuną" to jest w ogóle ciekawa sprawa, ponoć scenariusz był grubości książki telefonicznej, w sam raz na czternaście godzin filmu...

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja znów zaproszę do książek - nasza prze-magiczna Okultura wydała biografię tego reżysera:
    http://okultura.blog.pl/nasza-nowa-ksika-mistrz-i-czarownice-alejandro-jodorowskyego,15553618,n
    Czeka na półce, więc się nie wypowiadam.
    O "El Topo" fajnie też jest napisane w "Midnight Movies" (zresztą cała książka warta uwagi - czego tam nie ma! "Rocky Horror Picture Show", "Pink Flamingos", "Night of The Living Dead", punk, camp, grindhouse...).
    O "El Topo" można by pisać sporo, ale jako że jestem w tym słaby, trzeba podkreślić, że to film, który niektórym wbił się na lata w pamięć. Aha, sympatyczne wydanie dzieł Jodorowsky'ego ukazało się jakiś czas temu (rok? dwa lata temu?) w boxie, po polsku i jest to wydawnictwo wszech miar udane i polecane. Kosztuje ok. 120 zł, ale warto.

    Panie Bartku, skoro Jodorowsky, to może Paradżanow następnym razem?:)


    Paweł

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Pawle, o Jodorowskym pisałem na zamówienie, z okazji wspomnianych przez Krzysztofa emisji jego filmów na TVP Kultura i niewykluczone, że kiedy będą nadawać Paradżanowa, to właśnie mi przypadnie w udziale skrobnięcie kilku słów na jego temat. Na razie w planach mam tekst o współczesnym francuskim kinie grozy, który zamieszczę na blogu w następny piątek.

    OdpowiedzUsuń
  7. O wspomnianej przez Pawła książce jest już wpis na Rękopisie. Swoją drogą Paradżanow to też mój konik...

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga