środa, 7 grudnia 2011

Simon Bisley - wywiad w "Nowej Fantastyce"

Grudniowa "Nowa Fantastyka" jeszcze przez jakieś dwa tygodnie na półkach, a w numerze moja rozmowa z Simonem Bisleyem, autorem komiksów "Lobo" i "Slaine", której fragment prezentuję poniżej.


Bartosz Czartoryski: Musi podobać ci się w Polsce, skoro przyjechałeś tutaj już po raz drugi w tym roku. 

Simon Bisley: Tak, bardzo mi się podoba! Kilka miesięcy temu byłem w Gdańsku, teraz jestem tutaj. Wiesz, moi prapradziadkowie byli z Polski... wydaje mi się, że z Krakowa. Z kolei mój dziadek należał do polskiego ruchu oporu, brał udział w różnych akcjach dywersyjnych, walczył z Rosjanami. Potem wstąpił do armii, do polskiej dywizji w brytyjskim wojsku, był pod Monte Cassino. A moją babkę, a także matkę, zabrano na przymusowe roboty do Związku Radzieckiego, pracowały w kopalniach na Syberii. Ale udało im się przeżyć. Powracając jednak do twojego pytania – pewnie, że podoba mi się w Polsce, stąd przybyli moi przodkowie, stąd są moi bracia i siostry.

(...)

Czy rysownik komiksów nie jest podobny do gwiazdy rocka? W końcu obaj jeżdżą w trasy.

A nie wiem. Wydaje mi się, że jedno i drugie to sposób na zarobienie kilku groszy, by mieć na czynsz albo za co postawić własny dom. Ale to ciekawa analogia, w końcu obaj tworzymy, tyle że ja zamiast gitary mam ołówek i pędzel. Myślę też, że artysta nie jest w pełni odpowiedzialny za swoje dzieło, za to, co robi, to jego przywilej. Jak już coś zrobi, to zrobi, i od ciebie, jako odbiorcy, zależy, jak to odbierzesz. (...) Kiedy teraz myślę o takim Lobo, widzę siebie, ale ze wszystkimi zębami i długimi włosami. Strasznie byłem wtedy sponiewierany przez los. Co do Slaine'a... nie sposób chyba faceta nie lubić. Chodzi, siecze, dyma co popadnie. Był dla mnie o tyle ważny, że to jedna z tych prac, dzięki którym jestem rozpoznawalny. Na pewnym etapie komiksy te okazały się bardzo dla mnie pomocne, dzięki nim się wybiłem, dostałem szansę. Lobo to już inna bajka, to szalona jazda... przynudzam? Żebyś mi tutaj nie zasnął.

Bez obaw, wytrzymam jeszcze kilka minut.

No to okej. Podczas pracy nad Lobo bawiłem się świetnie, bo ta postać lepiej niż Slaine oddaje moją własną osobowość.

(...)

A zgodziłbyś się narysować coś, co zupełnie cię nie przekonuje, co się kłóci z twoim wewnętrznym "ja"?

Kurde, nie wiem. Tak naprawdę, to zastanawiam się, czy w ogóle wziąłbym się za rysowanie, gdybym mógł w jakiś inny, sensowny sposób zapewnić sobie dostatnie życie. Ale pewnie tak, w końcu to praca, pieprzona praca. Zresztą, jeśli chodzi o moje artystyczne preferencje, chętnie poświęciłbym się malowaniu. Zdecydowanie.

Reszta wywiadu w grudniowym numerze "Nowej Fantastyki".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga