piątek, 2 grudnia 2011

Seans bez powodu: "The Woman"

Dzisiaj druga odsłona seansu bez powodu. Opowiem o filmie dla mnie szczególnym, bo maczał w nim palce amerykański pisarz Jack Ketchum, którego niezwykle lubię i poważam, a reżyserią zajął się Lucky McKee, twórca fantastycznego "May". Panowie pracowali już razem nad doskonałym "Red" z Brianem Coxem (na marginesie - w styczniu zaczynam tłumaczenie powieści, na podstawie której ten film powstał. Na półkach księgarń powinna pojawić się jeszcze przed wakacjami), więc znają się jak łyse konie. I choć "The Woman" nie jest filmem tak dobrym jak poprzedni projekt spółki Ketchum/McKee, to rzecz interesująca, chociażby dlatego, że multimedialna - panowie pracowali symultanicznie nad scenariuszem i książką. Miałem szczęście przeczytać powieść jeszcze przed jej światową premierą, więc film stracił dla mnie element zaskoczenia, lecz zapewniam, że końcówka będzie dla Was kompletną niespodzianką.


Myślę, że wyszła nam naprawdę niezła rzecz. Miałem szczęście, bowiem cała ekipa,  od Lucky'ego i aktorów aż po technicznych, doskonale rozumiała moją wizję - powiedział mi Jack Ketchum, kiedy po skończonych zdjęciach zapytałem go o jego opinię na temat filmu. I faktycznie - "The Woman" jest wierną adaptacją powieści, będącej trzecią częścią trylogii kanibalistycznej, rozpoczętej książką "Poza sezonem" (w  polskich księgarniach od ponad roku) i kontynuowaną "Potomstwem" (kilka lat temu powstał dość przeciętny film na jej podstawie, a książka w moim tłumaczeniu wyjdzie na wiosnę). Znajomość poprzednich części jest według mnie wskazana, żeby wprowadzić się w atmosferę i dowiedzieć, skąd w ogóle wzięła się tytułowa postać, lecz nie jest to nieodzowne, film broni się sam. A o co w tym wszystkim chodzi? Otóż pan Cleek, małomiasteczkowy prawnik, podczas rutynowej przebieżki po lesie, pomiędzy drzewami wypatruje Kobietę - ostatnią z klanu żerujących w Maine kanibali. Udaje mu się ją pochwycić i zamknąć w piwnicy - wszystko pod pretekstem ucywilizowania dzikuski. Poroniony pomysł to zasłona dymna, bo Cleek to czystej krwi sadysta i zboczeniec. McKee i Ketchum krok po kroku odsłaniają patologie, które toczą pozornie zwyczajną, mieszkającą na uboczu rodzinę. Eskalacja agresji prowadzi do makabrycznego finału. No właśnie, ponoć w Stanach ludzie w kin uciekali z powodu wiader krwi i flaków, które wylewano na planie. To nie do końca prawda, ale z pewnością "The Woman" do grzecznych filmów nie należy. Ode mnie to tyle, zachęcam do oglądania i oddaję głos reżyserowi, bowiem jakiś czas temu miałem okazję porozmawiać z Luckym i posłuchać, co ma do powiedzenia na temat swojego nowego dzieła - Jestem naprawdę zadowolony z "The Woman". Miałem wolną rękę, nikt nie ingerował w to, co robię. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo mnie wkurza, kiedy ktoś ciągle szepcze mi do ucha i mówi, co mam robić, to potrafi zamordować film. No i, co istotne, na planie ciągle obecny był Ketchum, mogłem więc konsultować z nim każdy ryzykowny ruch. Dzięki niemu byłem pewien, że nic nie spieprzymy!

8 komentarzy:

  1. Czyli nieraz autor książki przydaje się na planie? Szkoda, że nie jest to recenzja, bardziej zbiór ciekawostek związanych z filmem. Ale może być.

    OdpowiedzUsuń
  2. McKee jest współautorem książki, ale większość materiału literackiego wyszła od Ketchuma.

    Założeniem cyklu "seans bez powodu" jest przybliżanie (niekoniecznie w formie recenzji) filmów interesujących, ale u nas mało znanych lub niedostępnych, więc wszystko, co tutaj trafia, oceniam wysoko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Filmweb, ludzie mówią, że ten film to jakieś chore widowisko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż spojrzałem - faktycznie. Nie rozumiem tego oburzenia, ale jeśli kogoś takie kontrowersje zachęcą do sięgnięcia po film, to dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może troche z innej beczki, ale ostatnio ukazało sie wznowienie "Dziewczyny z sąsiedztwa" by Ketchum. Już nie trzeba się bić na Allegro o sporadyczne pojawiające się egzemplarze.

    Ja kupiłem zachęcony faktem, iż fabuła filmu oraz książki osnuta była na faktach. A sam film - brrrrr...Więc na "Woman" również będe polować:)


    Pawel

    OdpowiedzUsuń
  6. Znakomita książka. Zresztą większość powieści Ketchuma opiera się na faktach - także wydane w Polsce "Jedyne dziecko" oraz "Straceni".

    Przed "The Woman" (książka pojawi się u nas pewnie pod koniec 2012, ale to tylko mój domysł) warto sięgnąć po "Poza sezonem" i "Potomstwo" (I kwartał 2012).

    OdpowiedzUsuń
  7. A co sądzisz o wydanym w konkurencyjnym wydawnictwie zbiorze opowiadań Jack Ketchum pt. "Królestwo spokoju". Polecasz?

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczywiście - to zróżnicowana, zaskakująca lektura. I choć nie wszystkie opowiadania są tak dobre, jak rewelacyjne "The Box" czy "The Rifle" (nie miałem jeszcze w rękach polskiego wydania, więc nie jestem pewien, jak przełożono te tytuły), ale Ketchum w żadnym nie schodzi poniżej pewnego poziomu. No i znajdziesz tam na przykład opowiadania kowbojskie albo wampiryczne, co jest nie lada gratką.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga