piątek, 9 grudnia 2011

Back to the future ze Stephenem Kingiem

Podczas niedawnej jazdy autobusem usłyszałem przechwałkę jakiegoś faceta, który chełpił się tym, iż w ciągu siedmiu lat nie przeczytał ani jednej książki. Zasmuciłem się lekko, gdyż winę za ten fakt ponoszę między innymi ja, bowiem w swojej nadgorliwości wyrabiam kilkaset procent normy i kto inny sięgać po literaturę już nie musi. A po przeczytaniu nowej książki Stephena Kinga, liczącej sobie bez mała dziewięćset stron, zapewniłem tamtemu panu kolejne lata spokoju.



Stephen King w "Dallas '63" radykalnie odchodzi od gatunku, na którym zdudował swoją literacką karierę i zamiast horroru napisał obyczaj. Pewnie, obecne są w książce wątki nadnaturalne, lecz nie mają one kluczowego wpływu na gatunkową przynależność powieści. Oczywiście jest ona i tak umowna, bowiem King lawiruje pomiędzy historical fiction a sensacją, w końcówce zahaczając wreszcie o fantastykę. Krytyka zachodnia, z małymi wyjątkami, zachwyca się "Dallas '63" i pozostaje zadać sobie pytanie - czy w takim razie King sam wbija sobie nóż w plecy, skoro jego najlepsza od lat książka jest powieścią obyczajową, a nie horrorem? Po co więc zawracać sobie głowę fantastyką? Pytanie zostawiam pod rozwagę.

King z zamiarem napisania historii o skromnym nauczycielu, który przenosi się w czasie, chcąc ocalić Johna Fitzgeralda Kennedy'ego, nosił się już od kilkudziesięciu lat. Nie mam pojęcia, jak pomysł ten ewoluował, ale w końcowcym rozrachunku okazuje się, że został potraktowany pretekstowo - równie dobrze Jake Epping mógłby przenieść się w czasie, aby klepnąć w pupę Marilyn Monroe albo napić się whisky z Humphreyem Bogartem. I to właśnie fabularna dwoistość jest w gruncie rzeczy jedynym (może poza nie do końca udaną, nierówną i zwyczajnie nużącą końcówką) minusem "Dallas '63". Złapałem się niejednokrotnie na tym, że chciałbym czym prędzej przesunąć wzrokiem po stronach, na których King opisuje szpiegowskie praktyki Eppinga, który niezmordowanie śledzi Lee Oswalda i powrócić do sielskiego Jodie, gdzie osiedlił się nasz bohater.

Dziwnie jednak zacząłem ten wpis, ponieważ wyciągam na wierzch wady książki, w której zakochałem się bez pamięci i poświęciłem kilka intymnych wieczorów, a w ciągu dnia odliczałem godziny do chwili, kiedy ponownie sięgnę po tę cegłę. Bo "Dallas '63" to jedna z literackich przygód, które wspominał będę jeszcze długo, książka niemalże perfekcyjna i niesamowicie wciągająca. Czasoprzestrzenna dziura wcale nie znajduje się na zapleczu zapyziałej jadłodajni, gdzie znalazł ją Jake, ale na pierwszej stronie powieści. King jest świetnym obserwatorem rzeczywistości (nawet tej minionej) i widziana jego oczyma Ameryka przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych odmalowana została w najdrobniejszych szczegółach - chylę czoła przed ogromem pracy, jaki musiał włożyć w research. Moja (pop)kulturowa i obyczajowa wizja Stanów z tamtych lat była dotychczas konsekwentnie budowana głównie przez kino - teraz "Dallas '63" dokłada swoją cegiełkę. A jednak stary pisarz też może nauczyć się nowych sztuczek.

2 komentarze:

  1. Ciekawy pomysł na fabułę, ale jeśli chodzi o tematykę około Kennedych to pewnie do końca świata "Libra" DeLillo i "Amerykański spisek" Ellroya (którą niedługo skończę) będą stanowić niedościgniony wzór. I zarazem książki te poszerzają wiedzę o Ameryce lat 50-tych i 60-tych w podobnym stopniu co King (Ellroy upakował kolosa powiedzmy 1000 str. w 500 str, a DeLillo mistrzostwo kreśli życie Lee Oswalda, i ma niewiarygodnie poplątaną strukturę narracyjną, ale ten autor akurat jakościowo stoi wyżej od Ellroya czy Kinga, którzy są świetni w bardziej gatunkowym pisarstwie). Nie czytałem tego nowego Kinga, ale skoro jest udany, to może sięgnę po niego jak się wyrobię z tym co czytam teraz.

    A ten koleś co się chełpił niestety nie jest jedynym. Kiedyś jakiś student-debil na zajęciach pochwalił się, że żadnej książki w życiu nie przeczytał. A studia miały profil dziennikarski :) To nawet nie ma co rąk załamywać...

    OdpowiedzUsuń
  2. ie czytałem niestety żadnej z przytoczonych przez Ciebie książek, ale nie omieszkam sięgnąć, choć, jak napisałem zresztą powyżej, temat zabójstwa Kennedy'ego nie był powodem, dla którego powieść Kinga mnie oczarowała.

    I tak myślę, czy nie wyraziłem się nieprecyzyjnie mówiąc o wartości poznawczej "Dallas '63". Nie chodziło mi o to, że King przekazuje jakieś niespotykane rewelacje na temat amerykańskiej obyczajowości, bo to wszystko jest oczywiście przepuszczone przez Jake'a Eppinga, faceta z XXI wieku, działa tutaj filtr współczesności. I może dlatego jest to książka tak przystępna.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga