piątek, 11 listopada 2011

W kinach - "Immortals" i "Chłopiec na rowerze"

Co prawda "Immortals" jeszcze nie widziałem, do kina wybieram się jutro (update: obejrzałem - spektakl chały i tandety, choć momentami niezła choreografia walk. Dam w "Filmie" 2/5), ale z okazji premiery napisałem krótki tekst o filmach bazujących na europejskich mitologiach. Poza tym zachęcam do kupna biletu na "Chłopca na rowerze", znakomite dzieło braci Dardenne, którego recenzję wklejam poniżej.


O jednolitą definicję mitu pokusić się nie sposób, choć chyba każdy podręcznik szkolny do języka polskiego takową podaje. Fascynujących hipotez i teorii, nad którymi głowiły się przez setki lat tęgie umysły, nie brakuje i trudno sięgnąć po tę jedną jedyną formułkę, wyjaśniającą znaczenie terminu. Szczególnie, że w erze popkultury wydaje się ona coraz mniej potrzebna, gdyż literatura, kino czy komiks, korzystając z "elastyczności" mitu, tworzą własną sferę mitologiczną.

Taki argument nie wszystkich jednak przekonuje i purystom zaczytanym w tradycyjnych greckich czy nordyckich opowieści o bogach, herosach i monstrach nadal trudno przełknąć dania z Hollywood. Zanim jednak rzuci się kamieniem w stronę kina wyświetlającego akurat "Starcie tytanów" czy "Thora", wyróżnić trzeba kategorię mitu współczesnego, zrodzonego za sprawą nowoczesnych mediów i za ich pomocą rozpowszechnionego. Rzeczoną rangę uzyskały historie Frankensteina i Drakuli, które bez wsparcia filmowców nigdy nie zyskałyby należytej popularności i nie zostałby obwołane popkulturowymi mitami. Pokazywane obecnie w kinach przygody bohaterów znanych z antycznych opowieści to nic innego, jak ich kolejne wcielenia i interpretacje.

Jedna z bardziej liberalnych teorii głosi, że mit może pozostać mitem tylko, jeśli zostanie poddany odpowiedniej "obróbce" przez inne sztuki, jeśli będzie stale przetwarzany, przerabiany i adaptowany. A jednak nie wszystkie chwyty są dozwolone, bowiem każdy mit ma swój rdzeń, który musi pozostać nienaruszony, aby snuta opowieść zachowała swoją odrębność – Jazon musi wyruszyć po odpowiednik Złotego Runa, a Herkules dysponować nadludzką siłą. Przy całej swojej tolerancji, mit posiada więc pewną nietykalną sferę. Zanim przekonamy się, co też przygotowali dla widzów twórcy filmu "Immortals. Bogowie i herosi", będącego kolejną próbą wykorzystania fabuły wyniesionej z mitologii greckiej, przypomnijmy sobie, jak w ostatnich latach traktowano mitologiczną spuściznę Hellady.



Konstrukcji fabularnej "Chłopcu na rowerze", według słów braci-reżyserów, użyczyła tradycyjna formuła baśniowa, ale oglądając nowe dzieło Belgów, rzec można, iż inspiracja ta sięga głębiej, przenika i formę, i treść.

A jednak Jean-Pierre i Luc Dardenne nie uciekają do łzawego sentymentalizmu, tak przecież kuszącego w kontekście przyjętej konwencji. Okazała się ona na tyle chłonna, że mogła zostać odpowiednio przez filmowców zaadaptowana, bo omawiany obraz wcale nie odbiega tematycznie i stylistycznie od wcześniejszych dokonań reżyserów.

Trudno utrzymać podobną dyscyplinę formalną, nie dać się ponieść emocjom, kiedy kręci się dzieło tak głęboko przeniknięte szczerym humanizmem. I dlatego właśnie ze względu na pozorny chłód tej niby obojętnej obserwacji przypadków jedenastoletniego Cyrila, całość nabiera rangi baśniowej. Rodzi się bowiem istny paradoks polegający na kontrastowym zestawieniu – w szarości ulic i kamienic przesiąkniętych wzajemną nieufnością, zdarza się coś na kształt cudu i młody chłopak z domu dziecka znajduje bezinteresowną pomoc. Rolę dobrej wróżki przyjmuje fryzjerka Samantha, która po przypadkowym spotkaniu zgadza się, by Cyril odwiedzał ją w weekendy.

Dalszy ciąg w portalu Onet.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga