poniedziałek, 28 listopada 2011

Tydzień w kinie - "Szpieg", "Zamiana ciał", "Syberia. Monamour"

Dzisiaj wymyśliłem sobie, że będę utrzymywał regularność wpisów i zamieszczał je w systemie poniedziałek-środa-piątek. Tym sposobem może uda mi się nie pracować w weekendy i trzymać z daleka od komputera. Tyle słowem wstępu. W zeszły piątek na ekrany weszło kilka znakomitych filmów (ale też i parę gniotów). Poniżej prezentuję recenzje, które napisałem dla "Dziennika", oraz rozmowę o "Szpiegu" z Piotrem Plucińskim, dziennikarzem i krytykiem filmowym, autorem znakomitego bloga Off the Record.



PP: „Szpieg” – mało zachęcający tytuł.

BC: Nijaki. Rozumiem jednak decyzję dystrybutora i jego obawy przed całą litanią „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg” widniejącą na plakatach.

PP: Gorzej, że decyzja dystrybutora wymogła zmianę także na wydawcy. Re-edycja książki Johna Le Carre’a, która trafiła właśnie na sklepowe półki, również korzysta z tego skrótu. Sam tytuł odnosi się zresztą do popularnej brytyjskiej rymowanki i w dobry sposób podsumowuje fabułę filmu.

BC: Tak, to jest niezwykle interesujące, bowiem wyliczanka ta, w nieco dłuższej formie, służyła niegdyś dzieciom do wróżb. A w filmie mamy czterech podejrzanych, zaś ślady i poszlaki wskazują, że każdy z nich może być tak samo winny, a więc trudność w namierzeniu podwójnego agenta wyrażona jest właśnie poprzez nawiązanie do dziecięcego wierszyka. Innymi słowy – to istne mission impossible.

PP: Uproszczenie tytułu to oczywiste posunięcie marketingowe, ale też swego rodzaju strzał w stopę. Jasne, łatwiej wybrać się na „Szpiega” niż „Druciarza, krawca i coś tam, coś tam” (cytat spod kasy kina), ale rodzi to także pewne oczekiwania. Na moim pokazie część widzów wyglądała na zdezorientowanych formułą filmu, spodziewając się raczej tego, co obiecuje polski tytuł – przejrzystej sztampy. Tymczasem fabuła filmu Tomasa Alfredsona do najklarowniejszych nie należy, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka.

BC: Myślę jednak, że i pełny tytuł nie powiedziałby polskiemu widzowi wiele. Problemu upatrywałbym raczej w tym, że obecnie niemalże od każdego filmu oczekuje się przejrzystej sztampy.

Dalszy ciąg dyskusji na Off the Record.


Syberia. Monamour (3/5)

Specyficznemu poczuciu humoru Slava Ross daje wyraz już w tytule swojego filmu – francuskie słowo Monamour opisuje tutaj zapadłą, opuszczoną dziurę na końcu świata, w której czas zatrzymał się gdzieś w zeszłym stuleciu. W jednej z chat mieszka leciwy, bogobojny Iwan i jego siedmioletni wnuk, Lioszka. Żyje im się ciężko, bo wokół las, pośród drzew grasują bandy dzikich psów, a prowiant dostarcza im wujek Jurij, choć i jego spotyka wreszcie marny koniec. Równoległy wątek opisuje poszukiwania młodej prostytutki prowadzone przez dwóch żołnierzy, których zadaniem jest przyprowadzić dziewczynę zwierzchnikowi. Znakomicie sfotografowana, acz wyreżyserowana nieco siermiężnie „Syberia, Monamour” doskonale zamyka w sobie rosyjskiego ducha – łączy brutalny, ale szczery naturalizm z mrocznym poczuciem humoru, unurzanym w kieliszku wódki. No i dotyka tematu, który interesował już niejednego filmowca z tamtych stron – czy można wyzwolić się ze stanu nie będącego ani życiem, ani śmiercią?

Recenzja ukazała się w piątkowym "Dzienniku", lecz nie została udostępniona na stronie, więc wrzuciłem całość.


Zamiana ciał (1/5)

Nieoczekiwana zmiana miejsc i ciał, spowodowana oddaniem moczu do miejskiej fontanny i nieopatrznym wypowiedzeniem skrywanego w głębi ducha życzenia wrzuca dawno już upupionego męża do kawalerki zamieszkiwanej przez jego kumpla obiboka... Ten na życie zarabia rólkami w miękkich pornosach, a wieczorami podrywa dziewczyny w szkole rodzenia. Ale i dla niego los ma coś w zanadrzu – utracjusz będzie musiał sprawdzić się w roli ojca i przykładnego małżonka. Obaj muszą więc odszukać w sobie drugie ja, aby nie zrujnować sobie nawzajem dotychczasowego życia. Po drodze odrobią zaległą pracę domową – Mitch z odpowiedzialności i moralności, a Dave z radości życia i zwyczajnego, codziennego luzactwa.

Dalszy ciąg recenzji na stronie "Dziennika". 

2 komentarze:

  1. Obejrzałem sobie zwiastun "Syberia, Monamour" i jestem nim zachwycony. Już chcę zobaczyć ten film. Pytanie tylko - gdzie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, tylko w kinach studyjnych...

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga