wtorek, 15 listopada 2011

Poszukiwany - scenariusz filmowy

Dziś wieczorem, wraz z pokazem "Czarnego konia" Todda Solondza, rusza druga edycja American Film Festival. Imprezę będę relacjonował dla portalu Onet.pl, a  linki do recenzji pojawią się na fanpage'u bloga. A tymczasem zamieszczam tekst o scenariuszach filmowych, który niedawno pokazał się w tymże medium.

Kard z filmu "Memento" (reż. Christopher Nolan)
Poszukiwany - scenariusz filmowy

Ponoć najbardziej lubimy piosenki, które już dobrze znamy. Wydaje się, że podobna formuła ma swoje zastosowanie również w stosunku do kina, wszak popularność odświeżonych wersji niegdysiejszych hitów wcale nie maleje. Tłumy walą do multipleksów na ciągi dalsze czy wcześniejsze losy popularnych bohaterów tasiemcowych serii. Mówi się często w tym kontekście o zjawisku kulturowego recyklingu, przedstawionym jako tendencja skrajnie szkodliwa, bo zabijająca wszelką kreatywność już w zarodku. No bo po cóż się trudzić, skoro można odkurzyć jakiś stary segregator czy papierową teczkę i z niej wygrzebać jakąś sprawdzoną historyjkę. Czyżby więc nakręcono już wszystko, co było do nakręcenia, a publiczność już po wsze czasy zabawiana będzie kolejnymi wariacjami tych samych opowieści?

Oczywiście w przypadku, nazwijmy to umownie, kina artystycznego, uświadczymy, i to nierzadko, przypadki scenariusza oryginalnego i odkrywczego, prezentującego wyższy poziom filmowej wrażliwości, niż standardowy scenariusz kojarzony z określonym gatunkiem jak horror, kryminał czy science-fiction. Nie oznacza to tym samym, że kino czysto rozrywkowe skazane jest na swoistą pętlę czasową, w której każe się widzowi przeżywać raz po raz te same emocje, czego dowodem są prace Christophera Nolana czy Quentina Tarantino, wykraczające poza przyzwyczajenia wielu odbiorców sztuki masowej.

Tarantino, podobnie jak braci Coen czy jego bliskiego kolegę, Roberta Rodrigueza, nazywa się częstokroć filmowymi postmodernistami, lecz nie będziemy tutaj dywagować nas słusznością obranego terminu. Rozkładając jednak to hasło na czynniki pierwsze, dotrzemy do jego rdzenia: tak zwane kino ponowoczesne polega na dekonstrukcji pewnych elementów filmowej narracji, pozbawieniu ich podstawowego kontekstu i osadzeniu w nowym otoczeniu. Innymi słowy, można takowy zabieg porównać do konstruowania budowli z dziecięcych klocków, w skład której wejdą elementy wzięte z kilku różnych pudełek. A więc, przenosząc się z powrotem na grunt filmu, na końcowy produkt złożą się w gruncie rzeczy kawałki już widzowi znane, ale przedstawione z innej perspektywy. Wzorcowego zabiegu tego rodzaju dokonał Tarantino choćby w osławionym "Pulp Fiction", w którym rzucił nowe światło na schematy fabularne kina gangsterskiego, a ostatnio w "Death Proof" i "Bękartach wojny". Pierwszy z tych filmów był częścią projektu realizowanego wraz z Robertem Rodriguezem, pomyślanego jako hołd dla kina eksploatacji, które królowało w jednosalowych kinach amerykańskich w latach siedemdziesiątych, będąc integralną częścią kultury grindhouse.

Dalszy ciąg w portalu Onet.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga