środa, 12 października 2011

Spadająca gwiazda - Marilyn Monroe


Gdy wejść na fora internetowe i poczytać przypadkowe wpisy, nietrudno zauważyć, że dyskusja o tym, czy Marilyn Monroe była jedynie głupią blondyneczką, której niebywale się poszczęściło, czy może raczej znakomitą aktorką, toczy się nieprzerwanie. Istotne jest jednak to, że prawdopodobnie kwestia ta nigdy nie zostanie rozstrzygnięta, a platynowy skarb Hollywoodu tak czy inaczej zachowa swoje miejsce na afiszach popkultury. Zresztą, jak trafnie mówi Zbigniew Kasprzak w wywiadzie dołączonym do omawianego tutaj albumu – zmarła gwiazda, narodził się mit. W istocie tak właśnie było, a jedną z podstawowych cech mitu jest niejednoznaczność, pewna dowolność w jego modelowaniu i stosunkowa łatwość, z jaką poddaje się przeróbkom. Wszak o Marilyn kręci się filmy, śpiewa piosenki i rysuje komiksy, a z każdego z tych dzieł wyłania się inna wizja tej nietuzinkowej postaci, tym samym, w pewnym sensie, zacierając pierwotny jej obraz. Ale nie działa w tym przypadku zasada palimpsestu – każdy utwór wzbogaca na swój sposób istniejącą już mitologię, nawet jeśli pomyślany jest jako rzecz rewizjonistyczna. Problem z komiksem „Spadająca gwiazda” jest taki, że album ten jedynie powtarza, odtwarza i przetwarza – nie tworzy. Po przewróceniu ostatniej strony można zadać sobie pytanie, po co był cały ten trud, skoro nie powiedziano nic nowego, nic swojego, a nawet i stare fakty przerobiono w nieczytelną mozaikę. Dzieło polsko-belgijskiej ekipy przedstawia epizody z życia tej ultymatywnej gwiazdy ekranu poukładane achronologicznie – punktem wyjścia jest śmierć Monroe, potem następuje seria przypadkowych retrospektyw, jak chociażby wizyta na planie „Skłóconych z życiem” czy urodziny Kennedy'ego. Niefortunne rozwiązanie formalne staje się powodem narracyjnego chaosu, całość jest niespójna i mało przejrzysta. Trudno nawet mówić o jakiejkolwiek fabule albo próbie rozpisania komiksowej biografii Marilyn, bowiem powyrywane z życiorysu aktorki obrazy, zapewne według autorów dla Monroe kluczowych i formatywnych, są niczym zatrzymane w stopklatce kadry. Za taki stan rzeczy winić należy przede wszystkim scenariusz, zrealizowany na archaiczną, teatralną modłę. Dialogi wsadzone w usta postaci pojawiających się na kartach komiksu są nienaturalne i siermiężne, a niektóre z, bądź co bądź fotograficznie precyzyjnych, nierzadko pięknych, kadrów Kasprzaka namalowano ze zbytnią emfazą. „Spadająca gwiazda” to komiks niewart zainteresowania czytelnika, może co najwyżej przejrzenia kilku naprawdę świetnych ilustracji, z okładką na czele. Lepiej byłoby chyba po prostu wydać album z nieprzeciętnej urody malunkami Kasprzaka, nieskalany kiepskim scenariuszem. Historię Marilyn każdy dopisałby przecież po swojemu.

Zainteresowanych tematem zapraszam do lektury mojego poprzedniego wpisu o Marilyn.


1 komentarz:

  1. Zgadzam się - zakręcony pokrętnie scenariusz i genialne kadry Zbyszka, z których każdy mógłby być śmiało samodzielnym obrazem.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga