środa, 19 października 2011

London Film Festival: "Rzeź"

Oto kolejny tekst spisany na gorąco z Londynu. Następne w kolejce są „Idy marcowe” Clooneya.



Zwyczajna sytuacja, jakich pełno na podwórkach, boiskach i placach zabaw – w wyniku kłótni jedenastoletni chłopiec uderza kolegę kijem w twarz. Pech chce, że obrażenie jest na tyle poważne, iż nieodzowna okazuje się interwencja medyczna, a ze zdarzenia trzeba spisać raport dla ubezpieczalni. Rodzice dzieciaków spotykają się więc w mieszkaniu poszkodowanego z zamiarem załatwienia formalności. Powiedzieć, że po chwili sprawy wymykają się spod kontroli, to za mało.

Polański robi w "Rzezi" to, co zwykł robić już wielokrotnie – ogranicza drastycznie przestrzeń, jego postaci uwięzione są w czterech ścianach, a powieszone w przedpokoju lustro, w którym bohaterowie wydają się szukać schronienia, i otwarte na miejski zgiełk okno dają jedynie pozorny komfort. Podobnie jak w "Aniele zagłady" Bunuela, opuszczenie mieszkania jest, z różnych przyczyn, niemożliwe, a konfrontacja nieunikniona. Im bardziej czworo ludzi próbuje się porozumieć, tym gorsze są tego skutki; wypływają na powierzchnię problemy i kwestie niemające absolutnie nic wspólnego z punktem wyjściowym dyskusji. Eskalacja agresji jest stopniowa, powoli wychodzą na jaw skrywane przez małżonków pretensje. Polański nie każe widzowi opowiadać się po żadnej ze stron, w "Rzezi" nie ma dwóch wrogich obozów, jak sugerować może początek filmu – są cztery. Nie ma mowy o jakiejkolwiek lojalności odbiorcy względem którejś z postaci, dramat Penelope, Nancy, Alana i Michaela polega na tym, że żadne z nich nie ma racji, a zresztą niemal od razu jest jasne, iż nikomu nawet nie chodzi o udowodnienie czegokolwiek, ale o zdjęcie maski, wykrzyczenie żalów, to psychotyczna manifestacja patologicznej szczerości, wiążącej się z zarzuceniem społecznie akceptowalnych zachowań.

Dalszy ciąg recenzji w portalu Onet.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga