piątek, 21 października 2011

London Film Festival: "Idy marcowe"

A oto i kolejna recenzja z Londynu.



W "Idach marcowych" polityczna gra jest z definicji nieczysta, bo oparta na kompromisach – często niewygodnych i uwłaczających, lecz koniecznych. Zdaje się liczyć jedynie wyborcze zwycięstwo, o moralności można przypomnieć sobie już po ogłoszeniu wyników, na czas kampanii zawieszone zostają wszelkie zasady.

Ale gubernator stanu Pensylwania, kandydat demokratów, wydaje się być zupełnie inny niż jego oponent, trzyma się z dala od grzebania w brudach i wycieczek osobistych. Z rozbrajającą szczerością i z uśmiechem na ustach podkreśla przy okazji debat i wieców swoją niezależność i bezkompromisowość. Dlatego w Mike’a Morrisa wierzy młody Stephen Meyers, jedna z kluczowych figur w sztabie gubernatora. Do polityki przyszedł właśnie dla takich ludzi, dla ideałów, wierzy, że jego kandydat faktycznie jest w stanie przeprowadzić kluczowe dla kraju, liberalne reformy. Stara się nie pamiętać przy tym o podstawowej zasadzie politycznych roszad, wyrażonej już w tytule filmu – za każdymi plecami czeka ktoś gotowy, by wbić w nie nóż. Nawet on sam dzierży jeden w rękach, choć dopiero ma się o tym dowiedzieć.

Film Clooneya abstrahuje od konkretnych, prawdziwych wydarzeń politycznych, jest raczej nośnikiem pewnego przekonania, skądinąd trafnego i przecież wcale nie odkrywczego – dla osiągnięcia celu trzeba przejść po trupach i uścisnąć niechciane dłonie, nie ma innej drogi, pozostałe opcje są niewymiernie mniej korzystne.

Dalszy ciąg recenzji w portalu Onet.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga