poniedziałek, 17 października 2011

London Film Festival: "Coriolanus"

Pierwsza z serii krótkich recenzji wybranych filmów, które zaprezentowano podczas tegorocznego London Film Festival. Na pierwszy ogień reżyserski debiut Ralpha Fiennesa.



Ralph Fiennes adaptuje jedną z mniej znanych sztuk Szekspira. Nie jest to dla niego grunt zupełnie obcy, bowiem przed ponad dekadą na teatralnych deskach odgrywał już rolę Koriolana. Ale aktor po raz pierwszy siada na stołku reżysera i to, jeśli wierzyć jego własnym, ironicznym słowom, z powodu prozaicznego, gdyż nikt inny nie chciał tego filmu zrobić.

Mimo że zamiast w miotanym zamieszkami starożytnym Rzymie, "Coriolanus" osadzony jest w Rzymie uniwersalnym, wszędzie i nigdzie, a na dodatek w nieokreślonym czasie (można jednak domniemywać, że współcześnie), konceptualnie film Fiennesa nie jest tak znowu daleki od dzieła brytyjskiego dramaturga. To w dalszym ciągu opowieść o targanym namiętnościami autokracie, niepozbawionym jednak pierwiastka szlachetności; z jednej strony dążącego do władzy, za nic mającego sobie prosty lud, z drugiej brzydzącego się politycznymi gierkami i… kreowaniem wizerunku. Może dziwić podobna, charakterystyczna dla dzisiejszej retoryki medialnej, nomenklatura w odniesieniu do adaptacji dramatu Szekspira, ale Fiennes nie bez powodu przeniósł akcję w dwudziesty pierwszy wiek. Akcję "Coriolanusa" spajają przebitki z telewizyjnych transmisji, a wypędzenie niedoszłego konsula z "Rzymu" odbywa się w studiu, przed kamerami.

Dalszy ciąg w portalu Onet.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga