środa, 5 października 2011

Batman to wariat! - rozmowa z Brianem Azzarello

Na XXII MFGiK udało mi się porozmawiać z Brianem Azzarello, twórcą komiksów "100 naboi", "Joker", "Loveless" i "Batman: Rozbite miasto". Poniższa rozmowa ukazała się w dzienniku "Metro".


Bartosz Czartoryski: Dopiero co miał polską premierę twój komiks „Joker”. Po jego przeczytaniu ktoś mógłby powiedzieć, że bardziej interesują cię złoczyńcy niż superbohaterowie.

Brian Azzarello: Myślę, że czarne charaktery są o wiele bardziej zajmujące dla artysty. Szczerze mówiąc, często nie rozumiem motywacji superbohaterów. Może zabrzmi to dziwnie, ale łatwiej mi utożsamić się z komiksowymi łotrami.

Dlatego nawet twój Batman z „Rozbitego miasta” przypomina postać z czarnego kryminału?

„Rozbite miasto” to w rzeczy samej kryminał noir, z drobną różnicą – detektyw nosi pelerynę, a nie prochowiec i kapelusz. Nie mogę jednak powiedzieć, że Batman jako taki jest w tej historii nieistotny. Sądzę, że udało mi się powiedzieć wiele na temat tej postaci, w pewien sposób skomentować to, co się dzieje w głowie Człowieka Nietoperza. W szczególności widać to w końcówce, kiedy Batman zaczyna wierzyć w to, że jego niekończącą się wojnę z przestępczością da się wreszcie wygrać. A jednak czytelnicy wiedzą, że jest inaczej, że to niemożliwe. On nie może zwyciężyć. Tak naprawdę myślę, że Batman jest...

Szalony?

Dokładnie. Ma nie po kolei w głowie.

Tak jak Joker?

Nie, ponieważ Joker nie ma żadnego celu, żadnych ideałów. Nie wierzy w nic.

Nawet w swoją własną wojnę?

Joker sam nie ma pojęcia do czego dąży, więc nie jestem pewien, czy można w ogóle mówić w jego przypadku o jakiejkolwiek wojnie. Często zestawia się te dwie postacie, Batmana i Jokera, ale zasadniczy kontrast pomiędzy nimi polega na tym, że ten pierwszy ma ściśle określony kodeks moralny, potrafi odróżnić dobro od zła. Jest to facet, który głęboko wierzy, że pewne rzeczy można zrobić tylko w jeden słuszny sposób, bez żadnych odstępstw od z góry narzuconych samemu sobie reguł. Każdy z nas zna podobnie myślących ludzi. W przypadku Jokera nigdy nie można być pewnym, co przyjdzie mu do głowy, co zrobi. Wojna wymaga świadomych działań, do których on nie jest zdolny. Kieruje się tylko agresją.

Można spotkać się z porównaniami twojego komiksu do filmów Christophera Nolana.

Zapewne istnieją pewne podobieństwa, lecz tym miejscu muszę powiedzieć, że byłem pierwszy. Mój komiks ukazał się na rynku amerykańskim jeszcze przed premierą obu filmów. Dodam jednak, iż trudno mi z kolei powiedzieć, czy Nolan inspirował się moją pracą. Na pewno wiedział o istnieniu komiksu, ale czy go czytał? Nie potrafię stwierdzić. Uczestniczyłem jednak w pracach nad innym filmem o Batmanie, był to jeden z segmentów animowanego projektu „Batman: Rycerz Gotham”. Rozmawiałem wtedy ze scenarzystą „Mrocznego rycerza”, Jonathanem Nolanem, i wiem, że on czytał moje komiksy, znał chociażby „Rozbite miasto”. No i oczywiście „Jokera”.

Może się mylę, ale kiedy czytam twoje komiksy, czuję się, jakbym obcował z historiami głęboko zakorzenionymi w amerykańskiej kinematografii. „Rozbite miasto” jest, jak już mówiliśmy, kryminałem noir, a inny twój komiks, ,„Loveless”, to western...

Nie powiedziałbym jednak, by kino odgrywało dużą rolę w kształtowaniu moich scenariuszy. W poszukiwaniu inspiracji częściej sięgam po nagłówki gazet niż po filmy, lecz jeśli miałbym wskazać coś, co popchnęło mnie do napisania „Loveless”, powiedziałbym, że były to włoskie westerny, a nie amerykańskie.

Spaghetti westerny?

Tak, dokładnie. Oczywiście lubię amerykańskie kino, ale nawet w przypadku „Rozbitego miasta” prędzej powołałbym się na francuskie noir, które odważyło się przekroczyć granice gatunku.

A „100 naboi”?

W tym przypadku mieliśmy większy plan. Wiedzieliśmy, że historia musi rozwijać się stopniowo, bowiem to, co sobie wykoncypowaliśmy – a co, sądząc po przyjęciu komiksu przez czytelników, sprawdziło się w stu procentach – nie mogło zwalić się ludziom na głowę, trzeba było dozować tę opowieść. Czasem staraliśmy się flirtować z odbiorcą, sugerować, ale tylko sugerować, że za tym w gruncie rzeczy prosty pomysłem, kryje się głębsza, złożona intryga. I kiedy udało nam się już zainteresować czytelnika, wtedy waliliśmy z całej siły. W sumie takie nasze podchody trwały rok, wszystko toczyło się w miarę spokojne i nagle bum, odpaliliśmy bombę. Tym sposobem zaskoczyliśmy wszystkich dwukrotnie – początkowym pomysłem i jego niespodziewanym rozwinięciem.

Możesz zdradzić nad czym obecnie pracujesz?

Za miesiąc wychodzi moja nowa seria, „Spaceman” i obecnie ślęczę właśnie nad nią. Powiedziałbym, że jest to mieszanka noir i science-fiction. Akcja dzieje się w naszym świecie, na Ziemi dotkniętej kryzysem ekonomicznym, katastrofami ekologicznymi i tak dalej. To komiks o świecie na krawędzi zagłady.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga