piątek, 16 września 2011

Życie w świecie wirtualnym

Dzisiaj sporo ważnych premier. O "Skórze, w której żyję" pisałem już w tym miejscu, na temat "Drive" podyskutuję z Piotrkiem Plucińskim już w poniedziałek, a dzisiaj zamieszczam recenzję filmu "Jesteś tam?", którą opublikował "Dziennik".


Z pewnością po premierze filmu Davida Verbeeka pojawią się porównania z "Salą samobójców" Jana Komasy. Obie produkcje dotykają podobnej problematyki – ciężaru wirtualnego świata, który zdaje się przygniatać naszą rzeczywistość. Ale bohater "Jesteś tam?" nie tyle zachłystuje się wiedzionym w sieci życiem, ile faktycznie potrzebuje go do zwyczajnej egzystencji. Jitze jest bowiem profesjonalnym graczem, startuje w turniejach przeznaczonych dla wielbicieli elektronicznej rozrywki i w ten sposób zarabia na utrzymanie. Poznajemy go na Tajwanie, gdzie po pełnym przemocy spektaklu, w którym uczestniczy, jest świadkiem okropnego wypadku. Wydarzenie to pozwoli mu zastanowić się nad kruchością własnego istnienia. Jitze postara się ugasić trawiący go ogień bliską znajomością z przypadkowo poznaną w windzie Min Min.

Młody chłopak nie potrafi jednak odseparować duchowości od materializmu – za towarzystwo starszej od siebie kobiety płaci gotówką, a przebicie dzielącej ich bariery wydaje się możliwe jedynie w świecie wirtualnym. Tam Min Min jest faktycznie zaaferowana Jintzem, choć obcuje jedynie z nierzeczywistym przecież awatarem.


1 komentarz:

  1. Jeśli nie pokłócicie się ze sobą o "Drive", to ja się z Wami pokłócę;)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga