środa, 28 września 2011

Seans bez powodu: "The Dead"

Ruszam z nowym cyklem o nazwie, którą wymyśliłem przed sekundą - seans bez powodu. Właściwie to i pomysł na jakikolwiek cykl wpadł mi do głowy dokładnie w chwili otwarcia zakładki nowego postu. Lwia część tekstów filmowych zamieszczanych na moim blogu dotyczy bieżącego repertuaru kinowego, a jako że wykonywana przeze mnie praca pozwala mi na pochłanianie filmów w dużych ilościach, chciałbym zarezerwować odrobinę miejsca na spisanie kilku słów o tym, co akurat zrobiło na mnie wrażenie, a jest nieznane szerszej publiczności, bo niedostępne u nas w dystrybucji kinowej czy na płytach. I właśnie w seansie bez powodu będę mówił o rzeczach, które warto sprowadzić sobie zza granicy. Obawiam się, że sporo opisywanych przeze mnie rzeczy przynależeć będzie do gatunku horroru, ale cóż poradzić - przy niczym nie pracuje mi się lepiej. Na pierwszy ogień idzie więc brytyjskie "The Dead", które można już zamawiać w sklepach internetowych, do czego namawiam.


Konwencja zombie-filmu wydaje się być tą najczęściej przez horror eksploatowaną, a co za tym idzie - wyświechtaną do granic możliwości, steraną i kompletnie już dla widza nieatrakcyjną. A jednak "The Dead" jest znakomitym przypadkiem filmu, który poprzez przeniesienie znanej historii w nową scenografię uzyskuje efekt wychodzący naprzeciw oczekiwaniom nawet tego wybrednego miłośnika żywych trupów. Akcję osadzono w Afryce, mamy więc obrazek niespotykany, a przez to z definicji atrakcyjny z uwagi na swoją egzotyczność. Już nie wieżowce ze stali i szkła, a prymitywne lepianki i piaszczyste stepy będą tłem zmagań z zastępami zombie. Sytuacja jest więc diametralnie różna niż w setkach klaustrofobicznych horrorów z umarlakami, wywiedzionych z trupiej tradycji Romero - tutaj przeciwnikiem jest też bezkresna przestrzeń, nie ma gdzie się schronić, kryjówka nie istnieje. Do tego piesza wędrówka nie wchodzi w grę, bowiem piekące słońce i deficyt wody pitnej uniemożliwia marsz. Bohaterowie filmu, skazani na siebie amerykański inżynier i afrykański żołnierz, wsiadają więc w samochód i próbują przedostać się do wojskowej bazy, przez co "The Dead" staje się swoistym filmem drogi - a to skończy im się benzyna, a to padnie chłodnica, co zmusi ich do niejednokrotnego opuszczenia względnie bezpiecznego auta. Na zewnątrz zaś czyhają spragnione mięcha trupy. Jednak wbrew założeniom kina drogi, nie zaobserwujemy u Briana i Daniela wielkiej przemiany wewnętrznej, ci goście po prostu chcą przeżyć. Owszem, jest co nieco o męskiej przyjaźni zawiązanej, by stawić wspólnie czoła przeciwnościom losu, poruszono temat poświęcenia i odpowiedzialności za towarzysza niedoli. Charakterologiczna transformacja nie jest dla zombie-kina wymogiem obowiązkowym, tutaj ważna jest atmosfera osaczenia i bezradności, charakterystyczna dla konwencji. A tutaj "The Dead" egzamin zdaje na ocenę celującą, bowiem reżyserzy, bracia Ford, czerpią i z Romero (podkreślające niepokój częste ujęcia na puste kąty domów czy gałęzie drzew miotane wiatrem), i z Fulciego (szpetne, odrażające trupy, częste sceny gore), tworząc depresyjny klimat beznadziei. Szkoda więc tych kilku ostatnich sekund, gdzie we wszechogarniającą rozpacz wkrada się promyczek nadziei. Nie chciano być może posunąć się do skrajnego nihilizmu, choć łatwo też o wniosek prostszy -  chodziło o uchylenie drzwi dla sequela. Fakt jednak pozostaje faktem - "The Dead" zobaczyć trzeba koniecznie, bo to jeden z najlepszych zombie-filmów ostatnich lat. Na marginesie - ciekaw jestem, czy film posądzony zostanie o akcenty rasistowskie, tudzież kolonialistyczne, wszak biały facet kosi tutaj hordy czarnoskórych zombie.


6 komentarzy:

  1. Widzę, że polecasz MFKiG, będę miał tam wystąpienie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam, co roku jeżdżę. W tym też będę.

    OdpowiedzUsuń
  3. z opisu wynika, że będzie to doskonały film na nieuchronnie nadchodzące, szare jesienne wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jakis czas temu widzialem trailer, ale kompletnie zapomnialem o tym filmie. trzeba bedzie obejrzec. btw. czy tylko mi ta produkcja kojarzy sie z 5 odslona serii gier spod znaku resident evil? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zombie w "The Dead" są bardzo podobne do tych z piątego "Resident Evil". I to chyba tyle. Afryka jest fotografowana zupełnie inaczej - w grze były wąskie uliczki i blaszane dachy, w filmie są rozciągające się po horyzont, rozgrzane słońcem sawanny.

    OdpowiedzUsuń
  6. oczywiscie. chodzilo mi po prostu o ogolne odczucie - Afryka, czarnoskore zombie itd. trudno wyzbyc sie skojarzen, kiedy same sie nasuwaja ;) chociaz z tymi waskimi uliczkami to tak nie do konca, bylo kilka rozleglejszych miejscowek.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga