sobota, 24 września 2011

"Inkarnacja" czyli jak nie udało się nakręcić horroru

Premiery tego tygodnia nie zachęcają do wyjścia z domu i obrania kierunku na kino. Lepiej zainteresować się tytułami, które na ekrany weszły w ubiegły piątek - "Drive" i "Skóra, w której żyję" warte są uwagi widza, w przeciwieństwie do "Porwania" (o którym jeszcze na blogu napiszę) czy "Inkarnacji". Poniżej znajdziecie recenzję tego ostatniego filmu.

Julianne Moore wciela się w owdowiałą specjalistkę od zaburzeń osobowości. Podobnie jak jej ojciec psychiatra żyje pracą i kiedy na horyzoncie pojawia się zadziwiający pacjent, kobieta nie ma problemu w odłożeniu rodzinnych spraw na później. A dla specjalistki takiej jak Cara jest to interesujący przypadek. Wygląda na to, że mężczyzna leczony przez doktora Hardinga cierpi na multiplifikację osobowości, jego jaźń rozszczepiona jest pomiędzy Davidem i Adamem, dwiema kompletnie różnymi osobami. Cara podejmuje się leczenia mężczyzny, przez co wpada na trop morderstwa sprzed lat, do rozwiązania którego może dotrzeć tylko z pomocą tajemniczego pacjenta.

Brzmi więc niepokojąco i obiecująco, a jednak jest inaczej – "Inkarnacja" może i zaczyna się jako rasowa fabuła grozy, ale im więcej minut mija, tym bardziej zbliża się do nonsensownego bełkotu. Historia rozłazi się, kiedy pierwsze elementy układanki wskakują na swoje miejsce, a do głosu dochodzą wątki nadprzyrodzone, czarnoksięstwo i satanizm. Trochę szkoda, bo pochodzący ze Szwecji reżyserzy, Mons Morlind i Björn Stein, twórcy niezłego "Sztormu", w pierwszej połowie filmu udanie budują napięcie.

Dalszy ciąg recenzji na stronie "Dziennika".

2 komentarze:

  1. No proszę a początek Twojego opisu brzmi całkiem intryguje i rekomendacja reżyserów, twórców Sztormu też zachęca...

    OdpowiedzUsuń
  2. W internetowym wydaniu "Dziennika" przy recenzjach nie są zamieszczane oceny - na papierze widnieje 2/6, a jedno oczko dodałem za pierwsze pół godziny filmu. Punkt wyjścia jest niezły, faktycznie intrygujący, lecz druga połowa filmu udowadnia, że scenarzysta nie miał pomysłu na zawiązanie fabuły bez uciekania się do prostackich zabiegów. Są setki lepszych horrorów.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga