poniedziałek, 26 września 2011

Film na koniec lata

Gdybym wcześniej nie słyszał i nie czytał ani słowa o filmie Popogrebsky'ego, patrząc na pierwsze ujęcia, uwierzyłbym, że to postapokaliptyczny thriller. Dwóch facetów siedzi w odrapanej chacie na końcu świata, obok stoi wydzielające radioaktywne promieniowanie ustrojstwo, a jeden ostrzega drugiego, by nie wychodził na zewnątrz bez strzelby. Ostatni ludzie na Ziemi z pewnością nie mają łatwo.


Faktycznie Paweł i Siergiej stacjonują w arktycznej placówce gdzieś na rubieżach Rosji, codziennie wykonując żmudne pomiary meteorologiczne. Wydaje się, że niezachwiana rutyna niezbędna jest, by nie zwariować – wie to Siergiej, weteran, który aż za dobrze zna tutejsze życie. Paweł jest świeżo upieczonym absolwentem wyższej uczelni, odbywa tutaj staż, doskwiera mu nuda. Obopólna antypatia doprowadza do ciągłej eskalacji napięcia, ale dopiero zbyt długo ukrywana przez Pawła wiadomość o tragicznym wypadku rodziny Siergieja doprowadza do przekroczenia granicy. Tłumiona frustracja, katalizowana bólem straty, wyzwala agresję.

Wydawało się, że w pewnym momencie zrozumienie jest blisko – Siergiej przyjmuje wreszcie na siebie rolę mentora, wyciąga ku Pawłowi rękę. Ale to pozorne i tymczasowe, bo my wiemy i wie to Paweł, że kiedy Siergiejowa rutyna zostanie zaburzona, to, co dzieje się na arktycznej stacji, zmieni swój bieg. I tak jest w istocie. Pisałem wcześniej o thrillerze – gdy puszczają hamulce, walą się bariery i rozpoczyna polowanie człowieka na człowieka, obaj mężczyźni stają się tacy, jak otaczająca ich dzicz. Zimni, wyrachowani, wręcz nieludzcy. A może właśnie jednak skrajnie ludzcy, bo sterowani impulsami i emocjami, do tego, w pewnym sensie, zrozumiałymi. Trudno wymierzyć granice człowieczeństwa. Opamiętanie przychodzi, kiedy z jednej strony jest już za późno, bo dokonała się krzywda, ale, zdaje się mówić Popogrebsky, na przebaczenie zawsze jest czas. Szkoda jedynie, że lato już się skończyło. Bezpowrotnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga