poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Your Movie Sucks! Rozmawiamy o "Conanie barbarzyńcy"

Po wakacyjnej przerwie powracamy z Piotrkiem Plucińskim – krytykiem filmowym i autorem bloga  Off the Record – do naszego wspólnego cyklu „Your Movie Sucks/Rocks”. W dzisiejszej odsłonie rozmawiamy o nowej wersji przygód „Conana”. Film od piątku można oglądać w kinach.


PP: Zaczytywałeś się przygodami Conana jako nastolatek?

BC: Powiem Ci szczerze, że tak. I choć nurt heroic fantasy jako taki znużył mnie dość szybko, chętnie wracałem do tekstów o Conanie. Do dzisiaj na półce stoją u mnie i dzieła Howarda, i późniejsze „apokryfy”. Lubiłem te opowieści z prostego powodu – barbarzyńca z Cymerii stał się mitem popkultury, zupełnie jak monstrum Frankensteina. Nie istnieje jedna, słuszna wersja jego przygód i to daje niesamowite pole do popisu – pomimo przejrzystej konwencji, nigdy nie wiedziałem czego się spodziewać otwierając kolejną książkę. A czy Ty często wybierałeś się w podróż do czasów hyboryjskich?

PP: Nigdy nie przepadałem za literaturą fantasy, toteż twórczość Howarda jest mi zupełnie obca. Swoje zrobiły zresztą ekranizacje „Conana” ze Schwarzeneggerem, które na zmianę z „Rambo” puszczał swego czasu Polsat. To przeważyło szalę – nie chciałem wierzyć, że za tym prymitywnym (ale w kategoriach w filmowego kiczu – urokliwym) teatrzykiem grozy kryje się jakaś ciekawa literatura. Pamiętasz tamte adaptacje?

BC: Może nieco na przekór, ale w ogóle pozwolę sobie  zanegować kanoniczność książek Howarda – dla mnie Conan jest tworem zbiorowym, zrodzonym tak samo z literatury, jak i komiksów, gier czy właśnie filmów. Dzieckiem popkultury. A tamte filmy oczywiście pamiętam, przypomniałem je sobie nawet przed pójściem do kina na nowego Conana.

PP: Ja powtórzyłem sobie tylko „Barbarzyńcę”. Czas obszedł się z filmem Johna Milliusa dość brutalnie, ale jednocześnie nie sposób odmówić mu pewnej bezpretensjonalnej, niezamierzonej wadliwości, której wycyzelowanej wersji Nispela już brakuje.

BC: Nie chciałbym podejmować się porównania obydwu filmów, lecz u Nispela zdecydowanie brakuje mi klimatu wielkiej przygody, który był jedną z głównych zalet starego „Conana”. Pamiętam ten ogrom przedstawionego świata, dzięki któremu można było poczuć gorączkę podróży.

Dalszy ciąg dyskusji przeczytacie na blogu Piotrka.

Autor bloga dziękuje kinu Helios za zaproszenie na seans.

 

1 komentarz:

  1. Ciekawa dyskusja, pomimo tego, że jak sami piszecie film sprzedaje się słabo i nie jest aż twój dobry, pójdę na niego do czystej ciekawości.
    A myślałam, że nikt inny nie dyskutuje tak na blogu jak ja moja siostra;)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga