niedziela, 7 sierpnia 2011

Komiksowa Ameryka

Nie, recenzja "Kapitana Ameryki" jeszcze nie teraz, ale serwuję przystawkę - artykuł o nieco mniej znanych ekranizacjach kultowych komiksów, który ukazał się w portalu Onet.pl.


Komiksy z poubieranymi w fikuśne kostiumy herosami nie są przecież fenomenem nowym, Superman czy Batman liczą sobie po siedemdziesiąt parę wiosen. Lecz zdaje się, że dopiero od niedawna techniczne możliwości kina pozwalają na stworzenie widowiska atrakcyjnego wizualnie na tyle, by zaabsorbować miłośników komiksów przyzwyczajonych do śledzenia opowieści nie z tej ziemi, w których dzieją się cuda i dziwy trudne do przełożenia na język ekranu. Nie oznacza to oczywiście, że przed epoką trójwymiaru i zapierających dech w piersi efektów specjalnych nie próbowano sięgać po popularne komiksy. Przyjrzyjmy się więc kilku mniej znanym adaptacjom słynnych przygód superbohaterskich, których nowsze wersje lata później podbiły kina.

Kapitan rewolwer

Działające w latach czterdziestych i pięćdziesiątych amerykańskie studio Republic Pictures zrealizowało, pośród kilku innych historii opartych na komiksach, serial o Kapitanie Ameryce składający się z piętnastu odcinków. Była to największa i najdroższa produkcja sygnowana logiem Republic; inwestycja obliczona na sukces – który zresztą odniosła, choć nie bez kontrowersji. Niektórzy historycy filmu podejrzewają, że scenariusz serialu miał początkowo traktować o zupełnie innym bohaterze i dopiero po nabyciu licencji zezwalającej na wykorzystanie wizerunku Kapitana Ameryki skrypt nieznacznie tylko przepisano. Taka wersja zdarzeń jest wielce prawdopodobna, gdyż dzieło spod znaku Republic dość luźno potraktowało komiksową mitologię. Postać Kapitana przeszła poważną metamorfozę – pomijając pewne różnice w elementach stroju, odebrano mu ikoniczny atrybut w postaci tarczy, zastępując ją rewolwerem. Zmieniono też tożsamość amerykańskiego herosa. W serialu nie jest on żołnierzem, Stevem Rogersem, ale prokuratorem okręgowym Grantem Gardnerem, a jego adwersarzami nie są, jak w oryginalnym komiksie, naziści, lecz Scarab, złoczyńca próbujący wykraść specjalny sprzęt górniczy i przerobić go na śmiercionośną broń. Odtwórca roli Kapitana Ameryki, Dick Purcell, nie doczekał premiery serialu, zmarł z przemęczenia kilka tygodni po zakończeniu intensywnych zdjęć.

Produkcja Republic Pictures nie była jedyną z Kapitanem Ameryką w roli głównej. W latach 1989-1990 zrealizowano pełnometrażowy film z Mattem Salingerem, trzymający się nieco bliżej komiksowej historii. W filmie tym, wyreżyserowanym przez Alberta Pyuna, Steve Rogers musiał stawić czoło swojemu odwiecznemu wrogowi, Czerwonej Czaszce. "Kapitan Ameryka" okazał się dziełem zaangażowanym politycznie (w napisach końcowych pojawia się nawet odezwa do widzów, by wsparli nową ustawę o ochronie środowiska), realizacyjnie słabym i dramaturgicznie miernym, na domiar złego wykorzystującym popularny wówczas zabieg przeniesienia akcji do czasów współczesnych za pomocą prostego triku scenariuszowego. Tutaj Kapitan zostaje zahibernowany w latach czterdziestych i odmrożony w 1990 roku. Owa sztuczka pozwoliła oczywiście zredukować budżet, nie było trzeba bowiem martwić się o specjalne kostiumy czy scenografię. Po wielu perypetiach filmu wreszcie nie wprowadzono do kin. Dopiero w 1992 roku trafił do ofert telewizji kablowych i na kasety VHS.


Dalszy ciąg tekstu przeczytacie w portalu Onet.pl, a do tego w dwóch różnych wersjach: jako tekst ciągły albo obrazkowy przekładaniec.

2 komentarze:

  1. A co do Kapitana - jestem ciekaw, czy klimatem przebiją pierwszy film o nim. Może nie był najlepszy, ale... dobry.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano. Idę w piątek do kina, postaram się niezwłocznie opisać moje wrażenia. Jutro będzie o nowych Małpach.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga